WALENTYNKI.doc

(22 KB) Pobierz
- Ale heca

WALENTYNKI

 

- Ale heca! - wykrzyknęła Magda, która weszła do klasy pierwsza. Tego nikt się nie spodziewał. Na każdej bez wyjątku ławce czerwieniło się... walentynkowe serduszko. Nawet piegowata Magda w grubych okularach, której nikt nigdy nie prosił do tańca, przeczytała, że ma miły uśmiech i aż zaczerwieniła się z niespodziewanej radości. Ciekawe komu chciało się napisać trzydzieści dwie Walentynki? - Patrzcie - wykrzyknęła Ela. Na biurku pani też jest.

"Niewidzialna ręka" nie ominęła nikogo. Kilka osób skrzywiło się. Nikt specjalnie nie przepadał za nową matematyczką. Weszła do klasy jak zwykle spięta. Rozejrzała się niepewnie, nerwowo poprawiła okulary. Właśnie miała sięgnąć po dziennik, gdy jej wzrok padł na serduszko. W pierwszej chwili zrobiła taką minę, jakby się przestraszyła. Pewnie myślała, że to jakiś kawał. Szybko przeczytała tekst i odetchnęła, a nawet coś na kształt uśmiechu przemknęło jej przez twarz. Wyraźnie się rozluźniła. Tego dnia lekcja poszła jak z płatka.

- Ona naprawdę dobrze tłumaczy - zdziwił się Zbyszek, który zawsze twierdził, że jest absolutnym, matematycznym beztalenciem. - Zupełnie jakby ją coś uskrzydliło - szepnęła zaintrygowana Ola. A może to ta Walentynka? Ciekawe, co na niej było. Gdy Magda wróciła do domu, już w przedpokoju poczuła cudowny zapach kruchych ciasteczek, które mama właśnie wyjęła z piekarnika.

- Czyżbyś była zakochana? - zażartowała zaglądając do kuchni.

- Zakochałam się w twoim tacie dwanaście lat temu i jeszcze mi nie przeszło - uśmiechnęła się mama, malując lukrem słodkie serduszka.

Tato także stanął na wysokości zadania i przyszedł do domu z różą.

- To ja, Twój Walenty - zawołał od progu.

Piotrek z początku kręcił na to wszystko nosem i mówił, że Walentynki są dla nastolatków, ale gdy tato wpadł w świetny humor i obiecał zabrać go na basen, zmienił zdanie i stwierdził, że poświętować zawsze można.

Ewa Stadtmuller

 

 

Zgłoś jeśli naruszono regulamin