LISZKA
(Źródło nieznane)
Oto maleńka, kolorowa liszka. Przed chwilą wykluła się z jajeczka, które przez długi czas było dla niej domem:
— Witaj piękny świecie! — powiedziała liszka na powitanie.
— Słońce tak wspaniale świeci. Przyjemnie przebywać w jegopromieniach! Jestem głodna!
Liszka zaczęła jeść: pierwszy listek, drugi, trzeci, czwarty. „Apetyt wzrasta w miarę jedzenia" — mówi ludowe przysłowie. Liszka stawała się coraz większa.
Życie nie może polegać tylko na jedzeniu i spaniu. Prawdziwie żyć musi znaczyć coś więcej! — któregoś dnia pomyślała liszka i ruszyła w drogę. Zeszła z gościnnego pnia drzewa na którym przebywała do tej pory. Na dole wszystko było dla niej zupełnie nowe. Wszystko ją interesowało: źdźbła traw i kwiaty, zwierzęta, zwłaszcza te, które unosiły się w powietrzu. Patrzyła wokół siebie szeroko otwartymi oczyma. Kiedy zobaczyła gąsienicę pozdrowiła ją serdecznie, ale tamta zajęta jedzeniem, nie miała czasu nawet na odpowiedź.
Ona nie wie z pewnością nic więcej ode mnie o życiu?
— pomyślała liszka.
Po chwili zobaczyła inną liszkę, kroczącą szybko przed siebie. Na nic nie zwracała uwagi, bardzo się spieszyła. Nasza liszka obserwowała ją, widziała, jak tamta zmierza ku wielkiej trzcinie. Kiedy podeszła bliżej stwierdziła, że było na niej bardzo dużo liszek, każda starała się wejść jak najwyżej. Czubek trzciny musiał być bardzo wysoko, prawdopodobnie bujał gdzieś w niebie, gdyż nie można go było zobaczyć.
Czy można go osiągnąć, zdobyć? — nasza liszka poczuła fascynację płynącą z poznawania czegoś nieznanego.
— A może tutaj znajdę to, czego szukam? — pomyślała. Przepraszam, czy możesz mi powiedzieć — spytała najbliższą koleżankę — dokąd wszyscy się śpieszą?
- Nie wiem, przybyłam tu przed chwilą! — odpowiedziała koleżanka i była już kilka kroków dalej.
Nikt niema ani jednej chwili do stracenia! Wszyscy wspinają się w gorączkowym pośpiechu! Co jest na samym szczycie? Nikt nie może, lub nie chce udzielić mi odpowiedzi na to pytanie. Na szczycie musi być bardzo pięknie, skoro wszyscy tam idą, wręcz biegną. Przepraszam i ja też nie mam czasu do stracenia! Biegnę za innymi i z innymi!
Pierwsze sekundy i minuty biegu nie należały do zbyt przyjemnych. Ktoś naszą liszkę potrącił, inny uderzył i odepchnął, ktoś przeszedł jej po głowie. Trzeba iść równo ze wszystkimi, utrzymać tempo! Zatrzymać się na chwilę, znaczy: zostać stratowanym!
Nasza liszka zauważyła, że sama wykorzystuje położenie innych, aby wspiąć się wyżej. Ciała innych stanowiły swoistego rodzaju stopnie prowadzące w górę, ułatwiały lub utrudniały drogę. Ta walka z wszystkimi dodawała jej sił. Oczywiście, pojawiały się i chwile zwątpienia, załamania, ale tylko wtedy, kiedy na trzcinę padał cień. Wtedy pojawiały się pytania: — Co jest na samej górze? Po co ja tam idę?
Któregoś dnia nasza liszka nie mogąc już wytrzymać, krzyknęła
Nie wiem! Nie mam czasu o tym myśleć! Mniejsza od niej, żółta liszka zapytała:
- Co mówisz?
- Mówiłam sama do siebie! Nic ważnego! Pytałam siebie, czy wiem dokąd zmierzam?
- Ja też zastanawiałam się nad tym pytaniem. Doszłam do przekonania, że nie ma ono sensu. Trzeba po prostu iść przed siebie!
- A jak daleko jeszcze do szczytu?
- Musimy być gdzieś w połowie drogi, gdyż już nie jesteśmy na ziemi, a nie jesteśmy jeszcze u celu naszej wędrówki!
— A więc w drogę!
Po chwili żółta liszka blokowała naszej drogę, gdyż opuściły ją siły. Trzeba żyć, trzeba iść naprzód! Więc nasza liszka wykorzystała żółtą jako stopień w drodze na górę.
- Czy można z kimś rozmawiać serdecznie i po chwili wykorzystać go dla swoich interesów? Czy można iść dalej na górę ze spokojnym sumieniem? — pytania te nie dawały jej spokoju. Wreszcie zatrzymała się, wróciła i odnalazła żółtą liszkę:
- Bardzo cię przepraszam za moje zachowanie!
Wiesz — odpowiedziała żółta — radzę sobie z tą wspinaczką w górę czasami lepiej, a czasami gorzej. Po rozmowie z tobą straciłam zupełnie głowę. Nie zdawałam sobie sprawy, że życie jest tak straszne, kiedy jest się zdanym na samego siebie. Teraz rozmawiamy ze sobą, mamy czas dla siebie. Kiedy patrzysz na mnie, wtedy wiem, po co żyję. Wiesz, o czym marzę? O wspólnym źdźble trawy, o miejscu, gdzie będziemy razem!
Serce naszej liszki zaczęło bić silniej. W jednej chwili wszystko stało się inne, pojawiły się nowe wartości, stare utraciły znaczenie. Dążenie ku górze za wszelką cenę stało się bezsensowne.
Spotkanie naszej liszki z żółtą miało konsekwencje, prowadziło do postawienia trudnych pytań: wspinać się dalej czy nie? Zostać razem, czy dalej samotnie zmierzać ku górze?
Wydaje się, że obie doskonale wiedziały, że te i pozostałe pytania to tylko dymna zasłona. Decyzja już dawno zapadła, teraz trzeba było ją tylko urzeczywistnić.
Idziemy na dół! — powiedziała żółta.
Zgoda! — odpowiedziała nasza, kolorowa liszka.
Szły teraz pod prąd. Wszyscy je potrącali, krzyczeli na nie. One jednak nic nie czuły, nic nie słyszały, były razem. Po pewnym czasie pozostały zupełnie same:
Jesteś żółta!
A ty jesteś kolorowa!
Kolorowa i żółta liszka znalazły źdźbło trawy, można powiedzieć, że były wreszcie u siebie. Mijały dni prawdziwego szczęścia. Jednak z upływem czasu szczęście stawało się nudne: liszki wszystko wiedziały o sobie, znały swoje marzenia i pragnienia, swoje powiedzonka i reakcje na nie.
Życie to coś innego niż bycie razem! — myślała kolorowa. To co myślała, po chwili powiedziała głośno. Żółta była zaskoczona:
Ty masz w głowie tylko dążenie w górę! Pomyśl o tym tłumie, o przepychaniu! Czyż nie jest nam tutaj razem o wiele lepiej? - Aleja nie wiem, co jest na szczycie trzciny. Może to był błąd, żeśmy zeszły? Byłyśmy przecież już tak wysoko!
— Przecież teraz mamy dom, spokój, wszystko! Czego jeszcze chcesz?
— Właściwie niczego! — odpowiedziała kolorowa liszka.
Co jest na szczycie trzciny? — to pytanie nie dawało jej spokoju. Któregoś dnia wybrała się w okolicę trzciny, popatrzyła w niebo. Następnego dnia znów tam poszła. Nagle z góry spadły trzy gąsienice. Dwie zginęły na miejscu, trzecia wyszeptała:
Tam na górze... motyle... przepiękne motyle... i skonała.
Kolorowa liszka wróciła do domu i wszystko opowiedziała żółtej-
— Co znaczą te słowa o motylach? Czy ona była już na samymszczycie? Muszę wiedzieć co jest na górze! Muszę poznać tajemnicęczubka trzciny? Czy pomożesz mi w tym? — zapytała żółtą. Tazamyśliła się, kochała bardzo kolorową, chciała z nią wszystkodzielić, być z nią zawsze. Miały przecież sobie pomagać, czynić życiepiękniejszym, lepszym, mądrzejszym. Żółta nie była jednak przekonana co do tego, że warto wszystko poświęcić dla zdobycia szczytutrzciny. A oprócz tego czekanie, nie wiadomo nawet jak długie, byłodla niej łatwiejsze niż podjęcie najprostszej decyzji. Nie potrafiłaprzekonać kolorowej, że jej dążenie ku górze nie ma sensu. Wiedziała, że ich drogi muszą się rozejść. Ale czy na zawsze? Czy pozostanątylko wspomnienia? Czy nigdy nie pojawią się myśli o powrocie?
Kolorowa ruszyła w drogę.
Żółta też nie pozostała na źdźble trawy. Po godzinie wędrówki zobaczyła bardzo starą, do połowy zawiniętą w jedwabny włos, gąsienicę. Z początku wydawało się jej, że tamtej coś się stało, gdyż wisiała nieruchomo przyczepiona do gałęzi.
W jaki sposób mogę ci pomóc? — zapytała.
Dziękuję, nie potrzebuję pomocy. Za chwilę siane się motylem!
Czym?
Motylem!
Motylem? — powtórzyła żółta, aby się upewnić, czy dobrze słyszała.
Tak, motylem! Tym, do czego jesteśmy, ty i ja powołane. Kolorowe motyle łączą niebo z ziemią, spijają nektar i przenoszą pyłki miłości z kwiatu na kwiat. Bez motyli nie byłoby na świecie kwiatów, świat nie byłby tak piękny.
To nie może być prawdą! — wykrztusiła żółta liszka. Jak mogę w to uwierzyć, że w tobie, we mnie jest piękny motyl, kiedy widzę po prostu zwykłe robaki. Ty i ja jesteśmy pospolitymi robakami!
Po chwili żółta liszka zapytała:
Co trzeba zrobić, aby stać się motylem?
Kiedy twoje pragnienie za poruszaniem się w powietrzu jest tak duże, że nie chcesz być już gąsienicą, wtedy stajesz się motylem.
Mówisz o śmierci?
I tak i nie! — odpowiedziała stara gąsienica. — Tylko to, co wygląda tak jak my, umiera. Ale to, kim my właściwie jesteśmy, żyje nadal, nie ginie. Życie się zmienia, ale nie ustaje.
Dobrze! Co powinnam zrobić, kiedy zdecyduję się, aby zostać motylem? — pytała żółta.
Patrz na mnie. Właśnie tkam kokon. Wygląda to tak, jak gdybym była w nim uwięziona. Kokon nie jest jednak więzieniem. W nim nastąpi moja przemiana. Nadejdzie niezwykła chwila, w której przestanę być gąsienicą. Nikt tego nie będzie widział. Przemiana taka potrzebuje czasu, ale przede wszystkim głębokiej wiary.
Mam jeszcze jedno pytanie. Czy kiedy jest się motylem, można kochać? Czy w życiu motyli jest miłość?
Oczywiście! Rozpoczyna się nowe życie, ale stara miłość nie ustaje, otrzymuje tyko nowe głębie. Przeżywa się zupełnie coś innego niż pocałunek, lub zamkniecie kogoś w ramionach.
Muszę o tym wszystkim opowiedzieć mojej przyjaciółce. Ale czy ją znajdę? Czy ona mnie zrozumie?
Nie martw się! — powiedziała stara gąsienica. — Kiedy staniesz się motylem, wtedy będziesz mogła unieść się wysoko ponad ziemię i opowiedzieć wszystkim o swoim szczęściu. Myślę, że ty już pragniesz stać się motylem!
Tak, bardzo! — powiedziała żółta liszka. Zostawiła starą gąsienicę, aby nie przeszkadzać jej w pracy.
— A jeśli kolorowa mnie szuka? Jeśli mnie nie rozpozna jakomotyla? Może lepiej, abym jeszcze zaczekała? Czy mam praworyzykować, aby stracić to życie, a zyskać nie wiadomo jakie?— zastanawiała się żółta nad tymi i podobnymi pytaniami. Widzącjednak jak inne gąsienice z wiarą wiły swoje kokony, coś w niejpękło. Zwiesiła się z gałązki i zaczęła tkać swój kokon.
Nigdy nie myślałam, że potrafię to zrobić! — powiedziała z durną w głosie. — Jak dobrze, że spotkałam starą, mądrą gąsienicę. Skoro jest we mnie tyle materiału na kokon, to z pewnością będzie go dość i na motyla!
Tymczasem kolorowa liszka szła w górę trzciny. Aby nie przeżyć powtórnego spotkania nie patrzyła nikomu w oczy, nikogo o nic nie prosiła i za nic nikogo nie przepraszała. Starała się żyć w sposób zdyscyplinowany. Na zewnątrz wyglądało to jednak trochę inaczej: była bezwzględna dla siebie i dla innych;
— Dlaczego komuś czegoś zazdrościsz, jeśli nie pracujesz takjak on? Sukces to ciężka praca, a oprócz tego trzeba się wyrzecprawie wszystkich przyjemności. Dopiero wtedy można się wybićponad przeciętność! — tłumaczyła.
Któregoś dnia poczuła, że zbliża się do wierzchołka trzciny. Była blisko fizycznego wyczerpania, podobnie jak inne liszki, które tu dotarły. Nikt już wyżej nie wejdzie, droga była dokładnie zablokowana.
Kolorowa wykorzystywała jednak każdą szansę, przesuwała się w górę znaczniej szybciej od pozostałych. Wreszcie odsłoniła się przed nią tajemnica szczytu trzciny. Zrozumiała teraz, co przydarzyło się trzem martwym gąsienicom. Wypełniło ją dziwne uczucie: rezygnacja zmieszana z pustką.
Tutaj nic nie ma! — ktoś krzyknął.
Przestań! Przecież wszyscy to widzą. Jesteśmy wreszcie tam, gdzie chcieliśmy być, obojętnie czy na szczycie coś jest czy niczego nie ma! Osiągnęliśmy wierzchołek trzciny i tylko to się liczy — argumentował ktoś.
Nasza trzcina jest jedną z tysiąca. Popatrzcie tylko wokół! Na każdej z trzcin są tysiące gąsienic, tysiące trzcin z tysiącami gąsienic! — próbował ktoś tłumaczyć.
A może lepiej by było, gdybym została z żółtą? — pomyślała kolorowa liszka. Zupełnie niespodziewanie pojawił się przy niej żółty motyl:
— Ale jesteś piękny! — wyszeptała.
Wydawało się, że motyl chce jej coś powiedzieć, a ona nie rozumie jego mowy i zachowania. Wreszcie przypomniała sobie słowa: motyl... być motylem...
— Czego on chce ode mnie? Co znaczy jego spojrzenie? Nic nieznaczy! Obojętnie co się stanie, wracam na dół! Wracam na dół, nagórze niczego nie ma! — krzyczała zrozpaczona kolorowa liszka.
Nikt nie zwracał na nią uwagi, od razu zajmowano zwolnione przez nią miejsce.
— Nie mów, że na górze niczego nie ma, nawet wtedy, gdyby tobyła prawda! — zwrócił jej ktoś uwagę.
Kolorowa liszka uświadomiła sobie, jak bardzo wypaczyła swój instynkt dążenia ku górze:
— Przecież do góry nie trzeba się wspinać, ku górze możnawznieść się na skrzydłach!
Upojona tym odkryciem patrzyła innymi oczyma wokół siebie.
W każdej gąsienicy jest motyl! Wszyscy jesteśmy powołani do innego życia! — zwiastowała najbliższym.
Jesteśmy tylko robakami, korzystajmy z życia ile się da! — odpowiadali śpieszący na górę.
A może oni mają rację? Przecież nie potrafię udowodnić, że w każdym jest motyl, że w każdym jest inne życie! — pojawiły się wątpliwości.
Wreszcie zeszła z trzciny. Śpieszyła na miejsce, w którym rozstała się z żółtą liszką. Nikogo już tam nie było, nikt na nią nie czeka! Była zbyt zmęczona, aby iść dalej. Zasnęła. Kiedy się obudziła unosił się nad nią żółty motyl, widziała go już na szczycie trzciny. Motyl tańczył przed nią w powietrzu.
Czy mi się to wszystko śni? — pytała samą siebie. Marzenie senne było jednak zbyt konkretne, gdyż dotknęło ją delikatnie a nawet uśmiechnęło się do niej znacząco.
Opowiadanie o motylach musi być prawdziwe! — pomyślała kolorowa liszka.
Żółty motyl zbliżał się do niej i oddalał.
Co może znaczyć jego zachowanie? Co pragnie mi przekazać? zastanawiała się. Nagle stało się dla niej wszystko oczywiste. Kolorowa liszka przyczepiła się do gałązki i zaczęła tkać swój kokon. Robiło się wokół niej coraz ciaśniej i ciemniej, aż w pewnej chwili
czy to był koniec, czy początek...
Nikolas53