KRYTYKA1(5).DOC

(61 KB) Pobierz
Krytyka literacka w Łodzi [ 1945 - 1995 ]

 

Krytyka literacka w Łodzi [ 1945 - 1995 ]

1.  Pierwej, niż postaramy się odpowiedzieć na pytanie, jakaż to była i jest kondycja łódzkiej krytyki w rozległych przecież czasowych  granicach  pięćdziesięciolecia, musimy się zatrzymać nad "przeoczonymi"  zjawiskami  o  niejednorodnej genezie [ socjologicznej, politycznej, towarzyskiej w końcu ]

Natrętnie  serwowana   "łódzkość"  może denerwować, ale świadczy o  tym,  że genius loci w przypadku naszego miasta objawia się w sposób  tak  oczywisty, iż nie można pominąć tego "współczynnika geograficznego" w rozważaniach literackich. Musimy przede wszystkim  zastanowić  się  , jak tę "łódzkość" definiować, jakie jej przysądzić granice denotacyjne. W naszym przypadku, kiedy rozważamy  losy  łódzkiego środowiska  krytyków literackich, musielibyśmy  [zapewne  arbitralnie]  określić,  na  ile  "łódzka" była "Kuźnica" i czy pisarze [krytycy] z  Łodzią do czasu związani mogą z tym brzemieniem [słodkim?] "łódzkości" chodzić po kres żywota[  np. J.M. Rymkiewicz, L. Budrecki, J. Koprowski]. Nieostre znaczeniowo  jest  też  pojęcie  środowiska literackiego. Do infrastruktury  takiego  środowiska należą m.inn. wydawnictwa oraz instytucje  kulturowej promocji [sympozja, festiwale, sesje krytycznoliterackie  ]. W życiu kulturowym zachodzi naturalna interakcja   prowadząca  do przekraczania granic miast, województw i państw.  Można  by  postawić pytanie : Co Łódź dała współczesnej krytyce  literackiej w Polsce? A do czasu dawała wiele. Referaty wygłaszane  na Ogólnopolskim Festiwalu Poezji,  Łódzkiej Wiośnie Poetyckiej. zjazdach Wiaduktu miały charakter nie tylko okazjonalny,  ale były głosem ważkim we wszelkich  próbach  rozpoznania nowych  zjawisk  literackich, jakąś własną metodą "porządkowania doświadczeń"  dokonywaną  przez autorytety krytycznoliterackie [ przypomnijmy  choćby    nazwiska  Błońskiego,  Balcerzana, Sandauera]. Dała  też Łódź  polskiej krytyce publikacje szkiców Gąsiorowskiego,  Waśkiewicza, Żulińskiego, Pieszczachowicza, Kaliszewskiego,  Fornalczyka. Oczywiście zdrowy rozsądek nakazuje, aby  pojęcie  środowiska literackiego było utrzymane w rozpoznawalnych granicach "terytorialnych", zatem "łódzkie" niech będzie przez Łódź wyznaczane.

2.  Jeżeli uwierzyć encyklopediom literackim, to obraz krytyki w Łodzi  był [ jest?] niewesoły. Opracowując hasło literackiej Łodzi Jerzy Tynecki [ Literatura polska. Przewodnik encyklopedyczny] wymienia łódzkich krytyków w następującym porządku : T. Błażejewski  S.Kaszyński, J. Poradecki, J. Rzymowski. Skromność nie pozwoliła  mu na dopisanie swojego nazwiska, zatem łódzkich krytyków  można [dosłownie] policzyć na palcach jednej ręki. Krytyk życzliwy,  jakim jest T. Błażejewski, woli się posłużyć obiegową opinią,  iż w Łodzi są krytycy, ale nie ma krytyki. Opinia godna rozważenia.

3. Czy  zatem  krytyka  łódzka istnieje? Jakie  są  jej "nacechowania", odmienności, walory, którymi może się zalecać na literackim targowisku próżności? Nie ominiemy tutaj pułapek, jakie  zastawia  na historyka literatury norma lektury tworów krytycznoliterackich. Oceniając dzieje krytyki, jej metody, czy jej twórców przechodzimy na poziom działań "metanarracyjnych". Nawet przy  założeniu, iż w opisie czy osądach będziemy obiektywni nie uda się nam uniknąć elementów wolicjonalnych i subiektywnych [ z krytyką  przecież  immanentnie  związanych  ]  . Pisząc historię łódzkiej  krytyki,  miałbym  pokusę ujęcia jej  w serii anegdot, mini-zdarzeń,  opowieści połączonych jednym leitmotivem strukturującym  opowieść  - linearną ze względu na "poetykę" przeglądu historycznego..W tej historii mogłyby się znaleźć następujące incydenty :

a.  rok  1954  [ "Nowa Kultura" nr. 34 ] - Lech Budrecki upomina się  o  jawniejszą i pojemniejszą informację o tendencjach literackich  współczesnej  prozy amerykańskiej. Uważa też, że trzeba przerwać  milczenie  na  temat  twórczości  T.  Manna  [ artykuł "Milczenie i ucho igielne" ]

b.  rok  1974 Jerzy Tynecki neguje uniwersalizm metod IBLowskich wskazując na ich opresywny charakter.

c. rok 1994 Tomasz Bocheński rewiduje mity nowej prozy [ pokolenia  Brulionu]  zarzucając jej wtórność oraz [niekiedy] miałkość artystyczną,

W  takiej opowieści o łódzkiej krytyce literackiej motywem przewodnim  byłaby niezgoda krytyka wobec zalecanego, słusznego, dobrze widzianego systemu wartości [ bądź metod] literackich, próba  obejścia informacyjnej reglamentacji, prowokacyjne głoszenie sądów  własnych,  ostentacyjna  obojętność  na panującą modę literacką bądź teoretyczną.

4.  Pozostawmy  jednak  tę  wizję  prywatną w sferze możliwości. Łódzcy  krytycy  dzielą  przecież z krytyką ogólnopolską podobne sposoby metodologicznych "narracji" zapośredniczając dla potrzeb "lokalnych"  nowinki  ze świata płynące, artykułując  z krytykami wszystkich  -rzec by się chciało - kontynentów charakterystyczną "niecierpliwość"  [niedoczytanie Blanchota ] bądź wiarę, że determinowane ową niecierpliwością błędy interpretacyjne [ misreading]  stają  się w czasach ostatnich powodem do metodologicznej chwały.  I  gdyby tych krytyków w Łodzi było więcej, zapewne podzieliliby się rolami i maskami występując raz jako "chłopcy do bicia",  raz jako "korepetytorzy", mentorzy , albo twórcy przeklęci  [por.A.Kijowskiego   określenie  krytyki  jako  twórczości przeklętej  ]. Należałoby zatem przypominając prawd kilka co nie nowe  stworzyć  taksonomię  postaw  i metod krytycznoliterackich czynioną trochę ad hoc i na użytek tego szkicu

5.Działania   krytycznoliterackie   zorientowane  są  na  "cudze słowo", ewokują przeto wszelkie mechanizmy intertekstualności. W latach ostatnich da się w tych działaniach zauważyć charakterystyczne  przejście  od postawy bi-aktywnej [ relacje : tekst - odbiorca ] do ogólnie pojętej trans aktywności [ przeżycie - sens - tekst  ]  przejście prowadzące paralelnie do zmiany metod interpretacyjnych  od  strukturalizujących  "odczytań  zamkniętych  " przez   hermeneutyczne   konflikty   interpretacyjne   do  metod "otwartych"  prezentowanych  choćby  w reading - response criticism.  Będziemy  przeto działania krytycznoliterackie traktowali jako  Tekst  [ z referencjami do wytworów literackich, konwecji, społecznej  aksjologii  etc  ].W taksonomii, jaką tu proponujemy, wykorzystaliśmy  interesującą propozycję metodologiczną prof. F. Miko  [Słowacja] znaną jako System ekspresywnych kategorii tekstu.  [ por. Tvorba a recepcia ].System prof. Miko ciągle jeszcze rozbudowywany  zawiera kilkadziesiąt elementów [wektorów] sprzężonych  wzajemnie relacjami celowościowymi, relacjami - dodajmy- wykraczającymi  poza  granice tekstu literackiego. W tym miejscu należałoby  też  zwrócić  uwagę na szczególne rozumienie terminu ikoniczność, który zapożyczamy do naszej taksonomii. Ikoniczność wskazuje na sam tekst, amplifikuje jego charakterystyczne cechy, decyduje  o  jego  nacechowaniu. Zatem uwyraźnienie funkcji ikonicznej  bliskie  będzie manifestacji autotelizacji, pojęcia, do którego  "przyzwyczailiśmy  się" za sprawą R. Jakobsona. Przeciwieństwem  ikoniczności będzie operatywność powodująca programowanie  działań tekstowych z orientacją na odbiorcę, dostosowanie tekstu  do przewidywanych horyzontów poznawczych odbiorcy, próba oddziaływania  na  niego. Opozycja : Operatywne - Ikoniczne jest jednym z wielu możliwych binarnych mikrosystemów w tej metodologicznej "budowli" i mieści się na osi horyzontalnej [p.schemat]. Na  osi  wertykalnej  ale  wyprowadzonej z elementu operatywnego można  sytuować  parę  : subiektywne - obiektywizowane [ w oryg. sociativnost']. Odpowiednio - wertykalna opozycyjna para wiążąca się z Ikonicznym rozdziela się na "pojęciowe " i "doświadczane". Dodatkowo w przebiegu horyzontalnym należałoby uwzględnić proces przechodzenia  od fonizacji do tekstualności [zapisu]. Wykrojona ze schematu słowackiego nasza propozycja będzie miała następujący wygląd :

                                 obiektywizacja              pojęciowe

fonizacja      OPERATYWNE           IKONICZNE    tekstualizacja

                                subiektywność               przeżyciowe

Jak każda tego typu operacja zapośredniczająca metaforę diagramu czy schematu i nasza próba przyporządkowania krytyki łódzkiej do poszczególnych klas będzie miała charakter umowny. Z powodzeniem przecież można by postawom krytycznoliterackim przysądzić którąś z  funkcji  tak znakomicie opisanych przez J.Sławińskiego. Przypomnijmy  te  funkcje  krytyki  : Operacyjna, oceniająca, postulatywna,  metakrytyczna.  Mógłby  zatem  funkcjonować  w  naszym "schemacie"  krytyk oceniający, postulujący, eksponujący metodologiczną samoświadomość etc. Nie jest przecież wielkim grzechem, kiedy  [świadomi  wszelkich  uproszczeń i działań arbitralnych ] zaproponujemy naszą taksonomię.

Zatem :

a.  Postawa krytyczna scalająca operatywne oraz subiektywne jest najczęściej spotykaną formą krytyki towarzyszącej plasującej się między  pokusami  postulatywizmu  a impresywną notacją. Przewaga gestu  fonicznego  nad  zapisem powoduje, że ten typ artykulacji krytycznoliterackiej  ma formę referatu, wprowadzenia [spotkania z  pisarzem],  uwagi. Jest to swego rodzaju skaz krytycznoliteracki,  w którym foniczne może uzyskać tak znaczącą przewagę, że wytracają  się  możliwości intelektualnej problematyzacji i osąd ogranicza się do "ochów" i "achów" .[por. M. Porębskiego uwagi o krytyce "hm" w Pożegnaniu z krytyką ]. Oczywiście ta ekstremalna sytuacja  nie  zawsze się przejawia. Jest to na ogół typ krytyki "życzliwej"  z wpisanym empatycznym przesłaniem ku odbiorcy. Piszący te słowa często w roli krytyka operatywnego występował.

b. Operatywne na poziomie obiektywnego to dominium opracowań encyklopedycznych,  popularnych  przeglądów, haseł i słowników pisarzy.  Mniemam,  że  dobrym przykładem takich operacji może być książka T. Błażejewskiego "Łódzkie środowisko literackie"

c. Ikoniczne sprzężone z pojęciowym -to przekaz krytycznoliteracki  prezentujący  przede  wszystkim  władność metodologiczną. Krytyka  porządkuje  swoje ścieżki, niekiedy przeciera tropy, po których  pójdą inni; zawsze przecież "wskazuje" na własną odrębność.  Jeśli przeważa w niej faktor subiektywności - to otrzymujemy przekazy postulatywne, anarchizujące [ jak to nazywa A. Kijowski] .Niekiedy w tej postawie można zauważyć interesującą rekurencję-  przejście od metodologicznej tekstualizacji do operatywnej  socjatywności. W takich przypadkach śmiałe , nowatorskie propozycje metodologiczne są "aplikowane" i poddawane odbiorczej weryfikacji[  np.  adaptacja holistycznych koncepcji metod literackich  do serii interpretacji literackich w książce J. Ślósarskiej  "Rozum,  transcendencja  i  zło  w  literaturze" ]. O dwu przedstawicielach tego modelu krytyki chciałbym powiedzieć jeszcze kilka zdań :o M. Kucnerze i A. Biskupskim.

d.Ikoniczne oraz doświadczone   powodowane  jest  dążeniem  do "problematyzowania"  oraz  intelektualizacji  doświadczeń życiowych.  Biografia  staje się Tekstem, zaś doświadczone miarą wartości  literackich. W tym miejscu należałoby przywołać autentyzm S.  Czernika  i [co równie ważne] reorientację tej postawy przez krytyków łódzkich Kucnera, Biskupskiego, Świegockiego.

Jak widać szkic nasz całkowicie już zboczył z utartych traktów wyznaczanych  przez  okolicznościowe  przeglądy [ do takiej roli zostaliśmy przecież powołani !]. Proponuję przeto dokonać oglądu łódzkiej  krytyki poprzez uwikłane w tę małą metaforyczną taksonomię  glosy  do kilku nazwisk . Nie możemy przecież zagubić się całkowicie na otwartych polach wszelkich możliwych metodologicznych  światów , dlatego pamiętamy o zasadzie jednej, jednym drogowskazie : proponowane  tu podziały są umowne, etykietyzują literackie życie, dają jednak małą choćby pewność, że nie pominiemy  w tych niejasnych wędrówkach osób i książek zasługujących na uwagę.

5. Trzy nazwiska przywołane wcześniej - J.Ślósarskiej, A.Biskupskiego oraz M.Kucnera reprezentowały wedle tych naszych klasyfikujących uroszczeń model krytyki ikoniczno-pojęciowej. W przypadku J. Ślósarskiej faktor krytycznoliteracki jej znakomitej książki  pojawia się  partiach  interpretacyjnych, sama publikacja ma charakter rozprawy naukowej. Nieco dalej będziemy pisali o charakterystycznym [ czy tylko dla Łodzi ?] zjawisku, które żartobliwie nazwano “krytyką profesorską”. Oczywiście książka Joanny Ślósarskiej mieści się w paradygmacie “krytyki uniwersyteckiej” wyszczególniamy ją wszakże ze względu na nowatorskie propozycje określania narracyjnych struktur kształtujących -wyprowadzonych z triadycznego ładu świata [kosmos-anthropos- theos] i równie ważkich koncepcji równoważenia struktur poznawczych [Piaget]. Mam nadzieję, że w końcu ta książka będzie dostrzeżona i  oceniona właściwie. Piszę o tym , gdyż sądzę, że “ogólnopolska “ kompetencja literacka okazała się mało pojemna dla przyjęcia propozycji metodologicznych łodzian - Mieczysława Kucnera oraz Andrzeja Biskupskiego.

M. Kucner zarówno w “Ewolucji poezji”[1974 r. ] jak i w “Egzystencji i kreacji” [ 1980 r.] próbował  w “operatorze ludzkim” znaleźć możliwości mediacyjne między językiem i rzeczywistością z jednej strony a poezją i nauką z drugiej. Podmiot twórczy jest  zadaniem, Heideggerowskim “projektem”, który w  “prześwicie” słowa może dostrzec [ stworzyć, ponowić?] byt bez “zasłon”. W tym kreatywnym dążeniu twórca wszakże często wpada w pułapki “nadużycia”. Czasy, kiedy te książki powstawały, charakteryzowały  “nadużycia lingwistyczne”. Nic przeto dziwnego, że takie jawne wyłamanie się z paradygmatu [strukturalizującego], nadto hermetyczny język i cała poważna tonacja książek M.Kucnera nie została dostatecznie doceniona. Można by je przecież traktować jako jedną z pierwszych prób przeniesienia do krytyki polskiej tych lat  postaw i metod  hermeneutycznych. “Filozofia rozumiejąca” i hermeneutyka pojawi się w powszechniejszej świadomości literackiej za sprawą Gdańska, o Łodzi nikt nie zechce pamiętać.

Podobne “nieodczytanie” spotkało A. Biskupskiego. Dwie znaczące publikacje krytycznoliterackie “Nie tylko przeciw metaforze” [ 1973] oraz “Tym jest  jeszcze poezja”[1980 rok]  wywołaly dyskusje, były przyjęte życzliwie, nie mogły wszakże liczyć na powszechniejszą “aplikację”. Dostrzegano przede wszystkim matematyczo-cybernetyczny sztafaż , przeoczono interesujące propozycje, które ;przecież w tych kontekstach “cybernetycznych”się  mieściły  [ “Pojemność informacyjna” metafory, odniesienia kognitywne : nowa świadomość a nowa metafora , cały operacyjny model recepcji tekstu bliski przecież propozycjom generatywnym]. Istotniejszą jednak sprawą było [ tak też i w przypadku M. Kucnera ] niedostrzeżone odniesienie propozycji metodologicznych do poetyckiej twórczości obu autorów oraz znaczący renesans myśli S.Czernika za ich sprawą poczyniony.

6.Kondycja łódzkiej krytyki nie jest jednak tak katastroficzna, jakby to mogło wynikać z uwag czynionych wcześniej. Po prostu musieliśmy się zgodzić z faktem, że w miarę liczne środowisko poetów i prozaików  w Łodzi  nie wytworzyło “krytyki towarzyszącej”. Ta wszakże funkcjonuje “na gorąco”, w temporalnych uwikłaniach i jej żywotność może być mierzona  stanem czasopiśmiennictwa literackiego. W znacznej mierze "sprawcą" takich działań jest to środowisko uniwersyteckie, zaś wyraźniejsze manifestowanie się  opracowań i szkiców o chrakterze teoretycznoliterackim i krytycznoliterackim powodowane jest w równej mierze osobniczymi predylekcjami jak i modelem dydaktycznonaukowych studiów wkraczających coraz śmielej na obszary współczesnych zjawisk literackich. Na marginesie tylko dopiszę, że od restytucji Katedry Teorii Literatury a potem powstania Instytutu Teorii Literatury, Teatru i Filmu zaczyna się mówić o łódzkiej krytyce filmowej i teatralnej. Sesje organizowane przez Katedrę Romantyzmu i Literatury Współczesnej poświęcone osobom i poetykom współczesnym [ Herbert, Różewicz, Białoszewski, Szymborska]   potwierdzają  “uwspółcześnienie” polonistyki łódzkiej, która nie lęka się przekraczania konserwatywnych barier filologicznej”czystości”.

W tym miejscu nasze wywody zamienią się w listę obecności, ale nie tylko rzetelność nakazuje, aby bodaj wyliczyć  prace [ często były to prace doktorskie lub habilitacyjne], które albo w sposób bezpośredni dotykały zjawisk polskiej literatury współczesnej [ np. twórczość M. Piechala czy L. Buczkowskiego], bądź rewidowały  historycznoliterackie mity [taką rewizją “słabości” polskiego futuryzmu stanowiła rozprawa G.Gazdy na ten temat], bądź też przez ponowienie problemu historycznoliterackiego “wpisywały “ się w konteksty “małych synchronii”, wyboru tradycji literackiej [ prace o awangardzie G.Gazdy i R.Kluszczyńskiego].

Przypomnijmy choćby najważniejsze prace łódzkich polonistów i teoretyków literatury ;G. Gazda ,Futuryzm w Polsce [1974] oraz Awangarda - nowoczesność i tradycja[1987]; J.Poradecki- Pisarstwo Wilhelma Macha [1984] oraz Aż tu moje skrzydło sięga. Studium o dziejach motywu lotu w poezji polskiej [1988]; J.Rzymowski - Erynie historii i człowieka .Pisarstwo L. Gomolickiego [1973] ; Z. Skibiński -Nadzieje i zwątpienia. O poezji Mariana Piechala [ 1982]; J.Tynecki -Inicjacje mistyka. Rzecz o Tadeuszu Micińskim [1976], rozprawa habilitacyjna T.Błażejewskiego poświęcona twórczości L.Buczkowskiego.

Nie wolno nam zapominać o aktywnym środowisku rusycystyki i neofilologii i choć w tym przypadku “listy obecności”nie czynimy, to nie możemy pominąć w tym miejscu osoby J.Jarniewicza, który obok talentów poetyckich, translatorskich, naukowych prezentuje kunszt krytyka -operatywnego [ bardzo interesujące “oglądy” najnowszych tendencji i zjawisk literackich w Anglii zauważonych ].

Krytycznoliteracka aktywność S. Świontka, S. Kaszyńskiego, J. Rzymowskiego, H.Pustkowskiego zostaje tu jedynie sygnowana, zaś o krytycznoliterackich działaniach J. Brzozowskiego pamiętamy przy okazji sesji naukowych, listę których przypomniano wyżej. Mamy także pewność, że zawikłane problemy postmodernizmu znajdą odpowiedni glosariusz  w książce M. Świerkockiego.

7.Zdajemy sobie sprawę z tego, że nie bardzo nasza notacja odpowiada problemom sygnowanym przez tytuł. Brak w nim elementu porządkującego i procesualnego. Moglibyśmy szkic taki przedstawić, gdybyśmy wcześniej  określili wyrażniej :

a. Jaki był udział łodzian w kształtowaniu krytyki lat 50tych [Kużnica, Wieś, Odrodzenie ]. Wydaje się, że żaden. Poza debiutem “cudownego dziecka” -L. Budreckiego wkład Łodzi do dziejów krytki był raczej nikły. Dziś może być to powodem dobrego samopoczucia.

b. Należałoby zebrać i wstępnie opracować materiały rozproszone- świadectwa działalności krytycznoliterackiej osób, które przedwcześnie zmarły [ Elżbieta Wróblewska, Aleksandra Palusińska Budrecka, Ryszard Wierzbowski, Andrzej Płauszewski, Jerzy Tynecki ]

c. zebranie i redakcja materiałów eseistycznych Jerzego Waleńczyka i Mirosława Ostoi Ochockiego pozwoliłaby, jak mniemam, przywrócić krytyce łódzkiej dwie niebanalne osobowości.

d. Należałoby też dokładniej określić udział krytyków łodzkich w festiwalach literackich [referaty], konkursach literackich [oceny], recenzjach wydawniczych [ często anonimowe], działalności popularyzatorskiej [ wstępy do spotkań autorskich, “szkolenie” bibliotekarzy, młodzieży licealnej itp], udział w audycjach radiowych oraz TV [ poradnictwo literackie, rozmowy o książce, kawiarenka poetycka ].

Jest to niepełna lista działań wstępnych, przygotowujących do podjęcia ryzyka odpowiedzi na pytanie, skąd przyszła, jaka jest i dokąd zmierza krytyka w Łodzi tworzona.

 

                                                                      Henryk Pustkowski

 

7

...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin