DZIEC(1).DOC

(77 KB) Pobierz
Henryk Pustkowski

Henryk Pustkowski - Uniwersytet  Łódzki,  Łódź, Polska

 

Procedowanie znaczeń w poezji dla dzieci.

 

Temat mojego wystąpienia [referatu] plasuje się zarówno w kontekstach socjokomunikacyjnych [modelowy odbiorca], gatunkowych konwencjach [„aspekt dziecięcy”] {1} oraz - sam przecież te konteksty  w tytule wywołałem - w określonej wykładni interpretacyjnej, którą tu przypisałem do tych teorii tekstu, które wprowadzają pojęcie procedowania [ przysądzania procedur]. Dla jasności dodam , że bliższe tu mi będą pomysły kognitywistów, niż np  po-generatywne  wczesne „semantyki tekstu”. {2} O tych metodologicznych kontekstach będę się starał pamiętać, nie one wszakże  będą decydowały o tenorze samego wystąpienia.

Wszelkie owe „okołotekstowe” sytuacje są nadto znakomicie rozpracowane przez słowackich badaczy [ zespół z Nitry}, nie chciałbym przeto -wedle przysłowia polskiego- ”wozić drew do lasu”, zajmę się jedynie takimi literackimi faktami, w których „aspekt dziecięcy” choć wyraźnie zaznaczony nie zawłaszcza do końca całej struktury tekstu prowokując z jednej strony do ciągle ponawianego pytania np. o intencjonalność bądź nientencjonalność twórczości „dla dzieci”, o wyraźnie zaznaczone [bądź latentne] kontury gatunkowe takich tekstów, w końcu - a to już nas prowadzi do zadań, jakie sobie nasze spotkanie postawiło -  pytanie o system transformacji  językowo-estetycznych, które wikłają się [i wytwarzają ją zarazem] w wewnętrzną [immanentną] teksturę. Teksturę - jak mniemamy - rozpisaną wedle  odpowiednich dla niej „ram”, „skryptów” bądź „planów”.

Rozważania nasze będą się koncentrowały wokół sensów „wyprowadzonych” z analizy czterech tekstów poetyckich, wyznaczonych - jak mniemamy- przez „pragmatyczne tło” owego aspektu dziecięcego, o którym wspomniano wyżej. Sama interpretacja uwikłana jest w pewne procedury kontrastywne, bowiem poetyki  autorów do takich różnicowań zachęcają. Analizujemy po dwa teksty Juliana Przybosia [„Chowanka”, „Rymowanka za wczesna”] oraz Mirona Białoszewskiego  [„ Mity wojenne”, „Zzmartwieńsiulpet”] . Znawcy poezji polskiej od razu gotowi są wpisać w swój „skrypt odbiorczy” polaryzację postaw poetyckich prezentowanych przez tych dwu twórców. Pamiętamy, że początkowe życzliwe zainteresowanie twórczością Białoszewskiego rychło zamieniło się  u Przybosia w bezpardonową walkę z „mizerabilizmem”, „turpizmem” „szmaciarstwem” nie tylko serwowanym przez autora „Obrotów rzeczy”, ale także [tak sądził Przyboś] wyraźnym w poezji Różewicza i Grochowiaka. Nie te wszakże aspekty rozpoznawania poetyk są celem naszego szkicu, zgodnie z jego zamierzeniem [ i tytułem] zatrzymamy się przed jednym aspektem różnicującym poetyckie postawy Przybosia i Białoszewskiego. Ten ciągle przez nas ewokowany „aspekt dziecięcy” w różny sposób ujawniał się w ich twórczości. Krytyka literacka na ogół słusznie podkreślała „jawne” acz „incydentalne” elementy poetyki dziecięcej w twórczości Przybosia  [wszystkie „Rymowanki”] oraz ukryty ale też organizujący cały niemal światoobraz  poetycki Białoszewskiego  pierwiastek dziecięcej i ludycznej zarazem postawy. W znakomitej monografii S. Barańczaka {3} teza o wyraźnej genezie  poetyki Białoszewskiego z „języka dziecięcego” oraz puerylizowanej wyobraźni jest dostatecznie wyłożona, nie będziemy zatem jej tu dalej rozwijali. Upraszczając całą sprawę, nieco żartobliwe można by rzec, iż „Rymowanki” w całej twórczości Przybosia są incydentem wyraźnie odbiegającym od kreatywno-awangardowej metody organizowania tekstu [podkreślają wszakże „intencjonalność” gatunkową, chęć  wywołania nowej , dziecięcej „sytuacji lirycznej”] , zaś do cna „dziecięcy” Białoszewski  tak umiejętnie skrywał jawne [intencjonalne] aspekty twórczości dziecięcej, że trzeba było egzegetycznej wnikliwości Barańczaka [i innych], aby ten fakt wprowadzić do powszechniejszej kompetencji odbiorczej.

W „sytuacjach lirycznych” J. Przybosia dziecko jest jednym z „tematów” tej poezji i często realizuje się w  „nie - dziecięcych” formach poetyckiej artykulacji, wypowiedzi  kreatywnej oddalonej świadomie od  „nazywania”. Przyboś co prawda nie „pseudonimuje” życiowej materii [jak to zalecał T. Peiper], tekst jest raczej budowany wokół transformującej wszystkie doświadczenia dynamicznej metafory, niemniej jednak „Rymowanki” są świadomym odejściem od programowych haseł autora „Najmniej słów”. Wszystkie owe teksty „rymowankowe” zebrane [wcześniejsze i dopełniane nowymi przeżyciami] w zbiorze „Wiersze i obrazki”[1970]  [nb. współautorstwo przypisane jest Ucie Przyboś czternastoletniej wówczas córce poety ostatnim tomie wydanym za życia poety, stały się literackim wydarzeniem właśnie z powodu wyraźnego odstępstwa od modelowego awangardowego „słowiarstwa” Przybosia. Krytyka literacka ze zdumieniem odkrywała Przybosia „dzieckiem podszytego”, autora żartobliwej dziecięco -zabawowej wypowiedzi pozbawionej autorytaryzmu i charakterystycznego patosu cechującego teksty „papieża awangardy”.Nie bez znaczenia jest fakt, że w nazwaniu „Rymowanki” [pełniącym także funkcję quasi -terminu genologicznego] można odnaleźć charakterystyczne „przyzwolenie” poety na demokratyczne, „przysłowne”, bliższe  dyskursowi powszedniemu formy wypowiedzi poetyckiej.

„Chowanka”, której analizy  podejmujemy się w tym miejscu, dodatkowo jeszcze odwołuje się do „wielkiej zabawy”[określenie J. Cieślikowskiego] - {4} zespołu tekstów dla dzieci wyrastających z gier i zabaw dziecięcych. Znana gra w chowanego ma swoje dość stabilne „ramy” [frames] powielane w wielu kulturach i językach i dość wiernie przejmowanych z odleglejszej tradycji. Do „ramy” gestów antropologicznych i zachowań słownych „chowanki” należą następujące elementy :

a., wybór przywódcy - wyliczanka pierwsza, np. raz, dwa, trzy - kryjesz ty

b.powiadomienie [„uwaga, liczę”] generujące z kolei formę słowną wyliczanki [od prostego odmierzania czasu : „jeden , dwa, trzy” po zabawne i zapewne o magicznej proweniencji autonomiczne teksty wplecione w grę]

b. Ostrzeżenie - „uwaga , kryję” = Uwaga, zaczynam poszukiwania ukrytych współtowarzyszy zabawy

c. „zaklepywanie” [z różnymi formułami językowymi ] , wyłączenie z gry „odkrytych”, dostrzeżonych uczestników zabawy.

Warto w tym miejscu nadmienić, że w polskiej tradycji filozoficznej „chowanka” aluduje do „Chowanny” - nauki o wychowaniu, słynnego traktatu Trentowskiego. Interpretacja tekstu J. Przybosia dopuszcza i taką możliwość bynajmniej nieperyferyjnej wykładni.

Kto gra w wierszu Przybosia, kto się „kryje”, kto jest „zaklepany”?

Nie jest to prosta zabawa ojca poety z córką -poezją  [Uta - w japońszczyźnie to poezja]. Tekst zaczyna się od znanej formuły Heideggera „Nichts nichtet”, która poetę zapędza „do mysiej dziury „ [zatem on jest „kryjakiem”], formuły prowokującej do monologowych rozważań metafizycznych i dalej - o zawęźlających się sensach życia i sztuki [ dalsze cytacje z Rilkego , Valery’ego oraz Eliota]. Inicjatorką drugiej „chowanki” - już bardziej radosnej- jest córka,[„Bawmy się w chowankę!”]. Cała intelektualna sfera rozważań poety, który - trochę jeszcze roztargniony - nie może się wyzwolić spod władzy rozpędzonej myśli filozoficznej zostaje przez dziecko redukowana do  magicznej wyliczanki {„Ajne , klajne, żaba, pies, uno, duo, tres”]. To język „konkretny” -bowiem fortunnie wypełniający ramy „chowanki”. Słowa ojca [powtarzane cytacje] są dla Uty „językiem ptasim’ {...} „co o niczym  pit-pit-pili”. Role się odwracają. To dziecko „chowa” [wychowuje] Ojca.  Dla frustrującej myśli  „I will show your fear in a handful of dust” znajduje ono  remedium „inki - pinki - ludominki, ty zajączku biegaj w las”. Ojciec przegrywa : „Raz , dwa, trzy! Baba Jaga Pa-trzy! Pod książkami - zaklepany! Przyciśnięty - raz do ściany”! Rzeczywiście -dorosłość została „przyparta do ściany”, ale też ta „dorosłość” przechowuje świadomość innego „zaklepania” - już nie pod książkami, ale pod „przyklepaną ziemią”.

Wspaniała jest ta „chowanka” i jasny jest w niej układ ról. Grają tu Filozof, Poeta i Dziecko.

Dla Poety [bricoleura] Filozof jest Autorytetem, nośnikiem arbitralnych srogich prawd, dla Dziecka  Poeta jest istotą zabawną, „niepoważną”, którą należy zaklepać, ale także mimowoli obronić. Obronić oczywiście przed Przenicowaną  Nicością. W takich działaniach Dziecko przejmuje wszelkie funkcje mitologicznych tricsterów  {5}- sprytnych pośredników między światem bogów i ludzi, jest postacią pocieszną i pocieszającą zarazem. W poważny  świat wprowadza element  żartobliwego burzycielskiego nieładu, który jednak okazuje się korzystny dla porządku tego świata i jego uczestników [tu - uczestników zabawy dziecięcej]. Julian Przyboś w sposób mistrzowski wykorzystał „ramy „ chowanki. Porządek tej gry [ dyktowany przez Dziecko] jest paralelny wobec monologowego [dorosłego] dyskursu , w którym rozważa się sens życia i racje sztuki. Ten dialog  toczy się „obok”, wygrywa wszakże „życie” [zabawa]. Tropiony przez nas „aspekt dziecięcy”, tak jawnie realizowany w formie gatunkowej wyliczanki i chowanki,  pozwolił na zdramatyzowanie „sytuacji lirycznej”, uwyraźnienie pytań - problemów, tematów, „obsesji” charakterystycznych dla postawy poetyckiej Przybosia. Odważę się powiedzieć, że „Chowanka” jest jednym z ważniejszych manifestów poetyckich autora „Najmniej słów”.

Tekst M. Białoszewskiego zacytujemy w tym miejscu. Jego krótkość jest -w poetyce tego referatu - zaletą, nie tylko nie zabiera wiele miejsca, ale też  ex abrupto wprowadza w „temat główny”.

Mity wojenne

 

Trzy

Jedna uciekła

Druga uciekła

Trzecia

zacięła się w drzwiach.

 

Jeden

Ukucnął pod stół

i ocalał.

                                          [M. Białoszewski. Utwory zebrane t.1 s.186]

 

Z „ram” wyliczanki - chowanki zachowuje się tu wyraźny element „krycia” [wyliczania], tym ciekawszy, że odlicza się czas od końca [Trzy - jeden]. Zarazem ów element numeryczny patronuje agensom mitu. [Jakieś trzy osoby, jakaś jedna osoba]. Nie bez znaczenia jest sama nazwa [mity] funkcjonująca u Białoszewskiego na prawach samowolnej genologii. Mit wprowadza cały pakiet genologicznych  asocjacji : opowieść o czasach odległych, o zdarzeniach dziwnych dotyczących większych grup społecznych, wprowadzająca bądź jakiś element numinotyczny [ bogowie], bądź heroiczny [ cykl heraklejski, tezejski etc]. W tej dziwnej opowieści Białoszewski jest  piewcą zachowań a-heroicznych, dodatkowo możemy dodać: „prywatno -cywilnych”. Tekst przecież  jest relacją z nieludzkiej „wielkiej okupacyjnej zabawy”  - gdzie nie o igraszki chodziło, lecz walkę o życie. Wyraźnej aluzji do łapanek nie muszę chyba uzasadniać. Tu przerażeni ludzie [osoby] uciekają przed oprawcami. Trzeciej osobie, która „zacięła się w drzwiach” ucieczka się nie udaje. Cóż, to sprawa okrutnej „przygodności”. W micie „Jeden” wszakże poeta sufluje magiczny -dziecięcy sposób unikania niebezpieczeństw: stać się jeszcze bardziej dzieckiem, pomniejszyć się , ukucnąć pod stołem, schronić się pod osłoną domowego sprzętu urastającego tu do rangi świątyni- azylu. Białoszewski [żartobliwie już] w niektórych wierszach zaleca płynącą z plebejskiej mądrości zasadę „kucania” - nie wychylania się, co mu zresztą krytycy - wyraźnie pozbawieni poczucia humoru - niejednokrotnie wypominali.   Tekst ów pisany jest „z pozycji dziecka” [ nawet dziecka schowanego pod stołem]. Jego „niepowaga” jest przerażająca. Ale i tu dziecko - tricster przechytrzyło złe moce, choć , w oczywisty sposób świat, w którym mu przyszło pobywać, jest niezrozumiałym dlań „bożym igrzyskiem”. Białoszewski w  przeciwieństwie do Przybosia nie wprowadza ram chowanki, on [właściwiej jego tekst]  te ramy wypełnia do końca. Tekst Przybosia ewokuje intencje „poezji dla dzieci”, tekst  Białoszewskiego  ten aspekt ukrywa. W wierszu Przybosia „powaga” równoważona jest „niepowagą” dziecka, Białoszewski - jak zauważyliśmy - jest  niepodzielnie „niepoważny”. Dwa owe teksty łączy przecież jedna zasada ogólnego procedowania - przysądzenia im  ram znanej gry, co w znacznej mierze ułatwia też  możliwość większej akceptabilności i w konsekwencji „rozszyfrowania” wtórnych planów [filozoficznej, antropologicznej] wykładni  tekstu.

Językowe zachowania dziecięce generowane przez „gry” ujmowane są [ o czym było wyżej] w pewne sztywne ramy. Oczywiście zawsze istnieje różnicowanie etniczne -choć badacze takich faktów poszukują raczej elementów wspólnych - można także prowadzić badania „w głąb” zmierzając do wychwycenia podstawowej zasady magicznej tkwiącej u podstaw tych zabaw  [np. gra „w klasy” jako powtarzanie rytuału inicjacyjnego] {6} , niemniej jednak podstawową dominantę metodologiczną stanowią wnioski czy mniemania wyprowadzone z analiz  literatury „dziecięcej” spotykanej i wytwarzanej najczęściej. W takiej twórczości upatrywalibyśmy też możliwości określenia szczególnych transformacji językowych [ „stylu”] charakterystycznych dla tego genre’u. Wracamy zatem do „Rymowanek”, którym nie towarzyszą „ramy antropologiczne”, zaś intencja poety oraz uwaga badacza zwrócona jest przede wszystkim  na sam żywioł języka , niezamierzoną kreatywność mowy dziecięcej, jej [sc .mowy] poetyczność w sposób naturalny sprzężoną z „adamistycznym” spojrzeniem dziecka na rzeczowisko, na te wszystkie zachowania mowne, które towarzyszą ideacji.

Przyboś wyraźnie takie intencje   wykorzystania naturalnego procesu rozwoju mownego dziecka [od gaworzenia, przez wypowiedzi „osiowe”, do pełnych fraz a także : od ludycznych parafonii, do magicznego tabuizowania, „nazywania własnego” ] podkreśla w charakterystycznym przypisku do „Wierszy dla Uty” : „Wiersze zrodziły się ze zwyczajnych radości ojcowskich i z niezwyczajnego słuchania jej [Uty] języka : od niemowlęcego gaworzenia, do zadanych sobie dla zabawy lekcji- niemalże lingwistycznych”. Przerabialiśmy je wesoło i w parku nazywając we właściwych językach rośliny i zwierzęta”. Pięknie tu określono język dziecięcy jako „język właściwy” -zabawowy ale i demiurgiczny, paidyczny {„przerabialiśmy”] ale także magiczny. „Dorosłość” tutaj będzie kształtowana [ będzie się nadal wychowywała] w relacjach między poetyckością i dziecięcością,  ale owa relacja będzie interaktywna [ Ojciec będzie nauczał Córkę] i dalej meta-aktywna : „Dziecięcość” będzie niekiedy korygowała „Poezję”. Spośród tekstów J. Przybosia, które  ewokują te zjawiska , dwa zasługiwałyby na szczególną uwagę : „Telefon dwuletniej Uty” oraz „Rymowanka za wczesna układana z Utą”. Drugi z tekstów będzie przedmiotem naszej krótkiej analizy, o „Telefonie” wszakże wspomnieć musimy. . Charakterystyczna dla rozmowy telefonicznej eksponowana funkcja  fatyczna, zapoczątkowana przez „wywołanie” „Halo” jest zapewne przerywana „szumem”, zmilknięciem. Nie jest to wszakże szum informacyjny ale „poszum” magicznej słuchawki  telefonicznej, poszum, który „płynie jak woda”. Ten znakomity wiersz o rozpasanej niemal echolalicznej stylizacji jest przez krytykę przyjmowany jako zapóźniony eksperyment futurystyczny samego Przybosia. Dziecko ze swoim „Hahalo”  inspiruje  go do gier słownych , przekonuje do poetyki obcej konstruktywistom, do oddania sprawiedliwości także futuryzmowi polskiemu. I tu znowu dziecko , które z powagą przedstawia się do słuchawki : „-Halo! To Uta tutaj/ mówitu Basia - Uta” jest pośrednikiem [tricsterem] między Rygorem i Marzeniem , między konstrukcją a „słowami na wolności”.

„Rymowanka za wczesna” konstruowana jest  wedle podobnej zasady [procedowania]. Obserwuje się tu właściwości dziecięcego języka, nie stanowią one wszakże [ jak w „Telefonie”] pretekstu do wytwarzania własnej [„dorosłej”] serii wyrażeń z przeważającą kreatywną allofonicznością, lecz do mimetycznego odwzorowania charakterystycznych dla okresu „pivoting verbs” dziecięcych „przejęzyczeń”, uroczych a przeto i [nieintencjonalnie] nacechowanych „poetyckością”. Na ogół jest tu prezentowany częsty w języku dziecięcym proces metafonii [zamienni sylabicznej]. Oto kilka przykładów : {„na subie tadu czaje”] - „na czubie sadu staje”, „niedostępnie wysoko „ -[„wiesokępnie niedoko], „to rile klasy raznę” -[„to ile razy klasnę”], „zabawa nie skończona” -[„nieskawa zabaczona”]. W nawiasach pomieszczono wypowiedzi córki -obok wyjaśnienia ojca. Charakterystyczna to cecha - w „Telefonie” Przyboś aprobująco przyjmuje nieskładne [przerwane milczniem] „halolo” Uty i sam dopisuje poetyckie domniemania, tutaj jest  korektorem dziecięcego mówienia, dodajmy korektorem życzliwym ale przecież stwierdzającym , że ta wspólnie układana „Rymowanka” jest „za wczesna”. „Dorosłość” rozbiega się jakoś z „dziecięcością”, chociaż można znaleźć inna wykładnię tej „zawczesności” - to prapoczątek rajskiej jabłoni { „Pac! Raj się strąca tyką”], bliskiej i naturalnej dla wyobraźni i mowności dziecięcej. Poeta zaś, aby użyć pięknego sformułowania Bachelarda, „ma za sobą śmierć a przed sobą dzieciństwo”. Zatem dla niego ten raj jest rzeczywiście za-wczesny. Nie byłby J.Przyboś „słowiarzem”, gdyby nie suflował drugiej jeszcze interpretacji tego „za wcześnie” : metafonie przecież naruszają rekurencyjny model powstawania tekstu, tutaj przecież wybiega się  „sylabicznie” do przodu, mówi się „za wcześnie”.  W obu analizowanych tekstach Ja poetyckie zorientowane jest wobec świata dziecięcego: bądź to przyjmuje postawę fascynacji ośmielającej do podobnych zabaw, bądź też empatycznego korektora który, żeby użyć jego słów „czuje już na języku smak jabłka z języdźwięczeń [z naśmiewek, przejęzyczeń”.]

Białoszewski - konsekwentnie to rozdarcie między dorosłością i dziecięcością  kamufluje. Jest jednorodny. To przecież egzegeci literaccy dopiero ten aspekt dziecięcy wykryli. Oczywiście, jeśli czytamy wiersz „ słońce świeci - nie siulpeci”, to możemy go odnieść do znanego, magicznego powiedzonka : „Deszczyk pada, słońce świeci, czarownica masło kleci”. Nie wyjaśnia to przecież „semantycznej pozycji” wyrażenia „nie siulpeci”. Pomijam tu cały proces  możliwych eksplikacji wyprowadzonych z  gramatyk lokalistycznych [ i dodatkowo z „technik” zdań negatywnych], bo nie prowadzi to do jednoznacznych rozwiązań. Postaramy się wszakże to „siulpecenie” określić poprzez semantyczne uwikłania widoczne w krótkim tekście, który tu będzie przedmiotem małej analizy :

 

zzmartwieńsiulpet

 

leżę od niechcenia mi się wierzyć leżyć

z tobą na stałe w nocy na dzień wstałe

twoje nieswoje wtedy dokarmelam

chociaż dzielam z tobą za

bardzo niedzielam

                                          [M. Białoszewski, Utwory zebrane t.1 s 320]

 

W inny miejscu starałem się  dokładniej  analizować ten poetycki żart, istotne stwierdzenia powtórzę też za  wcześniejszymi rozpoznaniami..

Zbitka słowna „zzmartwieńsiulpet” może być z dużym prawdopodobieństwem odczytana jako „ze zmartwień siul [jest] pet.”. I dalej- polszczyzna zna dość powszechny  wulgaryzm „ciul” niepozbawiony seksualnej konotacji. Mimo braku etymologicznej „solidarności” z wyrazem „siusiak” [ dziecięce nazwanie męskiego członka] możemy domniemywać, że „siul „ jest zbitką tych dwu określeń. Zatem i cały tekst jest notacją erotycznej niemożności czy abnegacji artykułowanej  w duchu poetyki „Zanotów” charakterystycznych dla twórczości Białoszewskiego. Potwierdzają to wyrażenia takie jak : „leżę od niechcenia z tobą”, „za bardzo niedzielam” [= nie za bardzo działam].  Byłby zatem ów „siulpet” słowem prywatnym tabuizującym seksualne doświadczenia poety. Tabuizowanie w tym przypadku o tyle jest przydatne, gdyż homoerotyczna orientacja seksualna poety nie była uwyraźniana w jego wierszach [czasy były nie po temu]. Czymże zatem różni się poeta od dziecka, które po okresie powtarzania słów niecenzuralnych tworzy swój słownik  tabuizujący tajemnice , które mogłyby podlegać restrykcyjnemu działaniu świata „dorosłych”?. Białoszewski kongenialnie ten dziecięcy zabieg wykorzystał [ niejednokrotnie] w swej poetyce. Przenikliwa krytyka po dłuższym czasie i mozolnych egzegezach te zabiegi ujawniła dostrzegając jednocześnie puerylizację [dziecięcość] znacznej części poetyckich „zachcianek” Mirona Białoszewskiego. Aspekt dziecięcy pojawia się tu w sposób trochę nieoczekiwany, ale przecież zabawny i [ co chyba przyznamy wszyscy] znakomicie sytuujący Odbiorcę wobec Zabawy wyrastającej z Zagadki.

Określone „ramy” tego referatu nie pozwolą już na dokładniejsze prześledzenie wszelkich ścieżek semantycznych, które prowadziłyby nas w stronę ustaleń wewnątrztekstowych [systemowych]  relacji. Sygnowaliśmy tylko te problemy z nadzieją, że obszerniejszy tekst  ów problem realizujący niebawem powstanie. Zajęliśmy się przecież tekstami poetyckimi, które plasują się na marginesach „twórczości dla dzieci”. Pozbawione są one [sc. teksty] wyraźnej intencjonalności „bycia poezją dla dzieci”. Są one jednak bądź „poezją o dziecku” [J. Przyboś] bądź poezją  Ja poetyckiego emanującą  „dziecięcą „  wyobraźnię, język i magiczne zabiegi spuerylizowanej postawy w efekcie dające tabuizowane teksty z wyraźną referencją do sfery doświadczeń erotycznych lub obscenicznych [ M. Białoszewski]. W obu też przypadkach mogliśmy prześledzić , jak wykorzystuje się w tej poezji przysądzanie takich procedur jak „ramy” [zabawa], bądź „plany” : z jednej strony wyjaśniania i korekcji [Przyboś], z drugiej zaś [Białoszewski] -”ukrywania” oraz Zagadki. Oczywiste jest też, że analizowanym przez nas tekstom patronuje duch Huizingi [poezji - zabawy, poezji - zagadki]. Piszący te słowa zdaje sobie sprawę z tego, że niezbyt precyzyjnie te zagadnienia wyeksplikował, ale przecież przyjechałem tu - do Prešova - nie po to, aby się „wymądrzać”, ale w celu poznania problemów i metod ich rozwiązywania pojawiających się w tej dziedzinie twórczośći [twórczość dla dzieci], którą wcześniej  właściwie się nigdy nie zajmowałem.

 

 

 

 

 

Przypisy :

1. Z bogatej literatury naukowej na ten temat szczególnie wiele zawdzięczam książce Jana Kopála : Detský svet v umeleckom obraze, Nitra 1991r. Warto też przywołać interesujący szkic E. Balcerzana : Odbiorca w poezji dla dzieci. [w:] Społeczne funkcje tekstów literackich i paraliterackich ,Wrocław 1979.

2. Pojęcie „przysądzania procedur”-por. R. A. de Beaugrande, W. U. Dressler - Wstęp do lingwistyki tekstu. PWN, Warszawa 1990. Z bogatej literatury adaptującej te pojęcia  w semantykach kognitywnych przywołam choćby szkic K. Korżyka. Semantyka kognitywna - problemy i metody. [w:] Język a kultura tom 8.red. I. Nowakowska-Kempna, Wrocław 1992

3. S. Barańczak. Język poetycki Mirona Białoszewskiego. Ossolineum 1974 r.

4.Jerzy Cieślikowski , Wielka zabawa, Ossolineum  1985 r.

5. por. C.G.Jung „Zur Psychologie des Triksterfigur” [w:] Die Archetypen [...]  ,Düsseldorf 1991. Z polskich opracowań - Trikster , Albo - albo nr 4/98 -1-4/99

6.Por. R. Caillois , Ludzie a gry i zabawy [w:] Żywioł i ład, PIW ,Warszawa 1973 oraz  G. Durand,Wyobraźnia symboliczna PWN , Warszawa 1986 , szczególnie rozdz. IV s. 97 -117.

 

Streszczenie:

Autor zajmuje się literackimi artefaktami  „z pogranicza” : nieintencjonalną  twórczością dla dzieci analizując  wiersze J. Przybosia oraz M. Białoszewskiego. Pierwszy z tych poetów tworzy „incydentalną” poezję o dziecku  przyjmując postawę życzliwego Korektora wobec niepowodzeń językowych dziecka. Białoszewski niejako „wyrasta” ze spuerylizowanej wyobraźni  i prezentuje  językowe gry dziecięce - tabuizowanie sfery erotycznej. Analizy tekstów dokonano na pragmatycznym tle  „gry” [chowanki]  starając  się bodaj skrótowo wprowadzić  metody „procedowania znaczeń’” [ ramy, plany, scenariusze kognitywne  etc.]

Summarry,

The author is interested in literary artifacts from “the borderline” : namely in the anintentional literature for children, analyzing the poems of J. Przyboœ and M. Bia³oszewski. The first of these poets creats “incidntal” poetry about a child, adopting the attitude of a considerate Corrector towards linguistic failures of the kid. Bia³oszewski somehow “grows out” of boysh imagination and presents linguistic games of children – the tabooization of the erotic sphere. The analyses of the texts were conducted on the pragmatic background of the “game” [hide-and-seek]. It was attempted to introduce, be it very briefly, methods of “proceeding meanings” [ frames, cognitive screen, plays etc]

 

Dodatek:

J. Przyboś - Chowanka

Od stołu podpartego mądrościami, z których

„Nicht nichtet!” - kostk¹ palca grozi mi Philosoph

i zapędza spłoszoną myśl  do myślnej dziury

[a podparty okulał już na drugą nogę],

odrywa mnie córeczka : „Bawmy się w chowankę!

Możesz?

- Mogę ...

 

... Żądać nawet Najwięcej - to mało,

ale zawrzeć Najwięcej w Najmniej tak, ażeby

Rygor

miał w sobie rozpasaną bujność i Przypadek ..

Z najmniejszej cząstki, prawie że z Niczego

rozwinąć Całość...

Z Nieistniejącym idąc noga w nogę

być i zarazem nie być ...

 

- Możesz?

- Mogę...

 

...nicestwieje słowo,

martwieje filozof...

„Rien n’est si beau..

- Przestań, bo...

que ce qui n’existe pas”

- gdzie- cię- nie-sie-patrz!

 

- Przestań, nie mów tym językiem jakimś ptasim!

A którasim?

Szczyglim, sroczym, niesłowiczym

i przepiórczym

co o niczym

pit-pit-pili

i mi myli

wyliczankę!

 

... Pojęcie - nieznacznieje ... Mowa

jest u zasady, tj. w gruncie  r z e c z y niema:

mówiący nie otwiera, jak ust, tych kamieni,

które toczy językiem od słowa do słowa...

„... o zu sagen  s o  , wie selber die Dinge niemals

innig meinten zu sein...”

- Ajne, klajne, żaba , pies,

uno, duo, tres!

Za tym stołem, za nijakim

za okulawionym pniakiem,

raz, dwa, trzy!

kryjesz ty!

 

 

... Zniszczyć narzędziem słowa nawet swą Zagładę:

nazywająć ją ... Myśleć li w czystej przestrzeni

od - do :

[..rien n’est si beau...]

od odkrytej łopatą nagle nagiej ziemi

toczącej się za słońcem do niepewnych gwiazd,

a pewnie, niepowrotnie, docelowo do

nas

„I will show you fear in a handful of dust”

tam, gdzie kiedyś niespodzianie ...

„inki-pinki,  ludominki,

ty, zajączku, biegaj w las,”

schowam ci się małożwawy

pod najniższy chwast bez nazwy -

„tam gdzie trawa, tam gdzie las”

 

„Raz, dwa, trzy!

Baba Jaga pa-trzy!

pod książkami - zaklepany!

Przyciśnięty - raz do ściany!”

 

          [J. Przyboś, Sytuacje liryczne. Wybór poezji, Ossolineum BN  1989 s. 305-307]

 

9

 

...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin