BIAL.DOC

(84 KB) Pobierz

 

                         

Mirona Białoszewskiego wariacje epistemologiczne.

 

 

Obierzyny[1]

 

i odejmować słowa od rzeczy

nie maleją

im nie ubywa

 

a odarte ze skóry

nieczułej długim wymawianiem

owoce!

o one!

oblewające się początkiem

o warzywa !

którym przybywa na wagach

o słowa !

wam

   przybywa

       rzecz.

 

Obierzyny [2]

 

kartofel

ziemisty

ziemniak

 

zimny

   -- wymyka się --

obco obierać

obco obiegać

     - taki

księżyc

 

silniejsze niż :

              pustkowie

              idzie się

              u krechy wschód człowieka

              od maleńkości

              ze skali w skalę

              przyhuśtywa się

              nieznana geografia

             , zanim pełnia

              niepokoju

 

 

Obierzyny [3]

 

zza horyzontu ziemniaka

kto wygląda ?

 

z tej strony

   ja

 

to która strona

   moja ?

 

wyglądający !

moja kwadro !

 

rzecz

w tym

że

w środku

a w koło siebie

 

a każdy kto obiera się

dokoła niej

to równie

jego rzecz i ziemia

to równik obrany

obraniony

dokoła siebie.

[UZ t.1 ss 161 - 163 ]

 

 

Próba 1

 

Co  jest  tematem  "Obierzyn ", co [kto] jest ich "bohaterem". ?Oczywistą  -  jak  się  wydaje - odpowiedź pozostawmy na razie w rezerwie.  Przyjdzie czas, aby wywikłać ją z wszelkich mniej lub bardziej  jawnych  sensów.  Oczywistość  odpowiedzi - bo w końcu musimy  ujawnić  zręby  naszej  interpretacyjnej  konstrukcji  - przywoływałaby  " ontologiczny " nie zaś "lingwistyczny" [jak to określał  J.J.  Lipski ] ogląd Białoszewskiego i konsekwentnie w "Obierzynach   "   dostrzegano   by   wariacje  epistemologiczne wypełniające  ,jak  się  zdaje , całe pole intencji autorskich w cyklu "Romans z konkretem".Ważne jest wszakże przy Białoszewskim odzyskiwanie sensów peryferyjnych- do tego przyzwyczaił nas i on sam   [naiwne  nieco  z  początku  rozumienie  "peryferyjności", "nieoficjalności"   jako  wartości  reprezentatywnych  dla  jego idiolektu]  , my zaś trop ten podejmujemy w sytuacji zawieszenia niewiary  oraz  "kamertonowego  "  dostrojenia  się  do  tonacji "wczesnego   "   Białoszewskiego.  Zatem  : ziemniak,  kartofel związane  z  nim  [  realistycznie ?, metonimicznie ? ]obierzyny będą  stanowiły  pierwszą  rozpoznaną  sferę  konstruujących się "przedstawień", które mogą się pojawiać w różnych konfiguracjach w zależności od ustawienia interpretacyjnych parametrów.

2.   Ziemniak,  kartofel,  grule,  pyry.Zauważmy  -  tylko  dwie pierwsze   nazwy  pojawiają  się  w  wierszach  Białoszewskiego. Inwencja   językowa   Białoszewskiego   temperowana  jest  przez sytuacyjność    mówienia    ["pyry",    "grule"   mają   wyraźne dialektologiczne nacechowanie i w idiolekcie Białoszewskiego ich użycie  byłoby  "niefortunne"],znaczące  jednak  jest obstawanie przy   pojęciach   "prototypowych"  a  do  takich  "ziemniak"  i "kartofel"   należą.  Wydaje  się  nawet,  że  w  tym  przypadku Białoszewski   świadomie   wyzbywa   się   "plebejskich"  aluzji wiązanych  często w literaturze z kartoflem [ por. kaszę i grule E.Brylla,  i  "Kartoflę"  S.  Grochowiaka  z  jej  wielopiętrową konstrukcją   semantyczną  ] 

"Kartofel"   pojawia   się  przynajmniej  w  trzech  tekstach  - poprzedzających   "Obierzyny":Uwikłany   jest   [   semantycznie oczywiście ] w trzy zróżnicowane sytuacje :

a [ z wiersza "Podłogo błogosław " ]

     ach i flet zaczarowany

     w kartofle - flet

     w kartofle rysunków i kształtów zatartych (...)

                                [ W.t.1 s.61 ]

Obok  dysonansu  kulturowego -przekraczania granic etykietowanej rzeczywistości  [  "tu nie fis i nie harmoniaale dysonans "] kartofel  pojawi się nie tylko jako semantyczne wsparcie buraka, buroty i dalej "słojów podłogi", ale - poprzez wyrażną aluzję do Mozarta  -  wprowadza  rys  "zaczarowanej"  codzienności tudzież aluduje  do  sensów ezoterycznych "Fletu zaczarowanego". Jest to oczywiście  -  jedna  z  interpretacyjnych możliwości. Możliwość drugą  po  jej  wywołaniu   musimy  z  pewnym żalem porzucić bez dalszych   eksplikacji   dla   konieczności  zachowania  jakiejś klarowności  interpretacyjnych  hipotez  "nadrzędnych". Ta druga możliwość,  drugi  trop  interpretacyjny ewokowałby biograficzne konteksty         poetyckich czasów Kobyłki tudzież przyjażni   ze   Swenem   Czachorowskim.   Fascynacja  [  tak  - fascynacja   !   ]   fletem   jako  najczęściej  "przywoływanym" instrumentem  muzycznym , zarazem metonimią sztuki w ogóle  jest na  tyle  charakterystyczna dla poezji Swena Czachorowskiego, że pominąć jej nie sposób. W twórczości autora "Wieczerzy ludzkiej" obok  "fletu" znajdziemy także "kartofel" przetworzony wszakże w "kartoflankę"  Zupa  ta  jednak oprócz użytkowych walorów ukrywa sensy głębinowe: całą archeologię prywatnych mitologii: "schodzi zupa kartoflana przez złe krzaki z przeciwka i jest legenda "

( Czachorowski. Wieczerza ludzka s.17 ).

Czy  nie   jest  wielce prawdopodobne, iż kontaminacja "Fletu" i "Kartofli"  w  przytoczonej wyżej cytacji z Białoszewskiego jest repliką   sporów   o   model   poezji,  o  konstruowanie  obrazu rzeczywistości mitologizowanej już w okresie "kobyłeckim" ?

Przywołanie drugie :

b:Noc

    Teraz już razem rośniemy krążymy

    Kartofle ludzie psy dachy

(Noce nieoddzielenia. W. T.1 s.83.

 

Kartofle  są  tu  elementem  rownowartościowym w jukstapozycji w onirycznych   prawach   nocy   [  pasji  nocy?].  W  migotliwej, konfigurującej   się  rzeczywistości,  w  jakimś  kosmogonicznym pojednaniu     "roślinnego",     "ludzkiego",     "zwierzęcego", "materialnego" kartofel w  tej  poetyckiej ontologii staje się jedną  z sił sprawczych bytu [ jak w presokratejskiej filozofii- arche ].

c. Przywołanie trzecie- z "Moich Jakubów znużenia"

         gorzej niż kartoflana matka

         która wypuściła

         olbrzymie jelenie rogi kłączy

        i sama - skurczona

        prawie do zniknięcia ..

 

Uderz mnie

konstrukcjo mego świata !

      [ W. t1. s 92 ]

Jacek  Łukasiewicz  [  "Poeta  Białoszewskiego  "  w  : Pisanie Białoszewskiego       interpretując "Moje Jakuby znużenia " określa a właściwie  odkrywa  (  aczkolwiek  oczywistość tego tropu była prowokująca obrazową  solidarność kłączy wyrastających z ziemniaczanej bulwy z  Drzewem  Życia  wyrastającym  z piersi Adama. Nie będziemy tu korygować    błyskotliwych   wywodów   znakomitego   krytyka   i przystaniemy  na  to  [ łamiąc rudymentalne prawa kabalistycznej ezoteryki  ],  iż  to  poeta  jest podstawą zarówno dla "drabiny rzeczywistości  "  jak też Jesod - kabalistyczną Podstawą Drzewa Życia, która rozpadła się pod ciężarem blasku Kether [Korony ].[ Dlatego znamienne  : "Uderz mnie konstrukcjo mego świata "]Iskry Boskości  zostały wszakże w Malkhud [KRÓLESTWIE], gdzie Szechina - poświata blasku Boga jest nadzieją i zachętą dla nieustającego poszukiwania Nienazwanego .W kosmosie Białoszewskiego owo ciemne i  kobiece  zarazem  Malkhut  ewokuje obraz piwnicy [najniższego miejsca w przestrzeni Domu] w którym znikająca "kartoflana matka  "  wypuszcza  kłącza  - ścieżki [zimmoroth ] między sefirotami. Nb. owa "skurczona - prawie do zniknięcia " czyż nie jest aluzją do samoredukcji Boga [cimcum ] równoważnej z procesem stwarzania Bytu : przejścia od wdechu - En Sof Ain do wydechu kreacyjnego - En Sof Or. [?] 

Kartofel, ziemniak zyskuje w idiolekcie Białoszewskiego  status nośnika     sensów     ezoterycznych,     ontologicznych    bądź gnoseologicznych.    Dodajmy    ostrożnie   :   przynajmniej   w przywoływanych przez nas wyżej tekstach.

Postarajmy się to interpretacyjne preludium [ bo wszystko, co do tej  pory  czyniono,  ma taki charakter ] harmonijnie zestawić z analityczną tonacją "Obierzyn ".

3  Zacznijmy  od najbardziej oczywistych "oglądów'. "Obierzyny " są  tryptykiem.  Na  troistość  mini  - cyklów czy choćby samych tytułów Białoszewskiego [ "Życie. myśli. czymy ", "Szumy, zlepy, ciągi"]  zwracano  już wcześniej uwagę upatrując w tym przekorę, żart,   parodystyczne   przedrzeźnianie   gatunków  obwarowanych autorytetem   "naukowości".  Trójdzielną  kompozycję  "Obierzyn" przyjmujemy  jednak bez jakichkolwiek parodystycznych nacechowań -  na  odwrót  - jako wyraz "powagi" , odpowiedniości [ prepon ] konceptu  plasującego  się  w  rejonach   całego cyklu "Romans z konkretem    "   poetyckiej   gnoseologii   oraz   przestrzennej architektury  tekstu. Widzielibyśmy w tym tryptyku bowiem aluzję do  sylogistycznego  następstwa  przesłanek i wniosku, bądź [ co nie  jest nieprawdopodobne ] realizację tryptyków malarskich lub architektoniczno - sakralnych [ "Stara pieśń na Binnarową " ]  .

Nie  jesteśmy  na  tyle nieostrożni,aby obligatoryjnie traktować hipotezę   "sylogistycznej"  zasady  "Obierzyn".  Trudno  byłoby określić,  które  części  byłyby  przesłankami,  jaka  część zaś wnioskiem.   Zastanawiająca   jest  aporetyczność  twierdzeń[?    sądów, czy quasi -sądów - argumentów w owym poetyckim  sylogiźmie.Nie  można  jednoznacznie rozstrzygnąć,czy w części 1 "obierzynami"  są słowa czy rzeczy. "Odejmować słowa od rzeczy " sugerowałoby,  iż dokonuje się tu proces dochodzenia do ousis[tu = widzialnego bytu ] bez zapośredniczenia, które wprowadza logos [  bo  tak  chyba  należałoby  tu  pojmować  "słowa"]. Byłaby to charakterystyczna  dla  Arystotelesowskiej  Metafizyki  metafora "naoczności",  zdziwienia  oczywistością, zdziwienia, które jest początkiem   filozofii  -  refleksji  nad  światem,  stopniowego "wytracania"  jego  zagadkowej  "niepełności".  Wydawać  by  się mogło,  a  sugeruje to tekstowa spójność, ze "nie ubywa rzeczom", że  to  one  "nie  maleją"  -  są  bowiem przed-słowne. Fragment następujący   wszakże  zupełnie  zmienia  obiekt  "obierania"  [ "odejmowania"]  w  relacjach  :  słowo - rzecz. To słowa zostały "odarte  ze  skóry  nieczułej  długim wymawianiem " [ Formaliści powiedzieliby,   ze   słowa  zostały  wskrzeszone,  obłuskane  z instrumentalnych  stereotypowych "użyć" ].To słowa "oblewają się początkiem",  zyskują  nową  "wagę" - otwierają się na przybycie nowej rzeczy [ nowej rzeczywistości] adamistycznego zdziwienia sobą i "rzeczowiskiem" przez słowo zmediatyzowanym.

Gdybyśmy  dopuścili do wykładni "rzeczy " jako "mowy " , wówczas końcową  frazę  ["  o  słowa  !  wam przybywa rzecz " ] można by rozumieć  po  Norwidowsku -"Odpowiednie dać rzeczy - słowo " czy właściwiej - "Odpowiednią dać rzecz - mowę - słowom."

Pierwsza  część  "Obierzyn"  byłaby  filozoficznym  wyznaniem  wiary "wczesnego"  Białoszewskiego.  Nazwano go już wówczas "reistą" , ale  też  bardzo szybko został "zawłaszczony " przez "lingwizm." Wyrwano  jakby Białoszewskiego z filozoficznego zaplecza , które [  naszym  zdaniem  ]jest  zakorzenione  w  w  Arystotelesie  [w przywoływanej    już   "Metafizyce"   ],   a   poświadcza    czy uprawdopodabnia    taką   tezę   rozumienie   "formy   "   przez Białoszewskiego   [   por.  "Sprawdzone  sobą  "],  "zdziwienia" będącego  zarówno  kategorią filozoficzną i poetycką i przekładu tego  pierwotnego  zdziwienia światem na słowa [ aletheuein ]. W cyklach  "Zmysłów  pierwoustroje " i "Romans z konkretem" tworzy Białoszewski  swój  poetycki  odpowiednik Metafizyki. "Obierzyny "można  przeto  odczytywać  w tych kontekstach filozoficznych. W "normie  lektury",  którą  tu  proponujemy  wprowadzamy  pojęcie "miary    prawdopodobieństwa".   Prawdopodobniejsze   jest,   iż Białoszewski [ nasze przypuszczenie eksplikowane wyżej ] budował swoją  poetycką gnoseologię na zrębach filozoficznej kompetencji wyprowadzonej  z  rudymentalnej  choćby znajomości Stagiryty niż wpisywanie    jego   poetyki   w   rozpoznania   Heideggerowskie usprawiedliwione  nb.  choćby  przez  ten  przywołany fragment : "Logos pozostaje związany z widzeniem ; jeśli mowa odrywa się od oczywistości  danej  w  naoczności,  to  degeneruje  się w puste gadanie   przeszkadzające  widzeniu. Legein  zakorzenione  jest widzeniu, w horan ](1)

"Miara   prawdopodobieństwa"   jest  niezbyt  wygodnym  gorsetem metodologicznym   krępującym   ruch   i   nie   pozwalającym  na interpretacyjne    salta.   Mimo   naiwności   takich   zabiegów pozostaniemy  jeszcze  przy  nich,  ponieważ dyscyplinują proces analityczny;  samoograniczenia  - które nie zawsze są cnotą - są tu  stosownie  zrelatywizowanie wobec wstępnej "naiwności" pytań stawianych "Obierzynom".

4.   Załóżmy   przeto,   że   mamy   rację  odczytując  1  część "Obierzyn"jako   poetyckie  przyswojenie  [żeby  nie  powiedzieć jednoznaczniej  -  poetycka  transpozycja] zagadnień i problemów podstawowych  dla  relacji  zachodzących  między "naocznością" i nazywaniem   [ rzeczą  i  słowem  ] przywoływanych  już  przez Arystotelesa.  Poezja  wszakże nie jest służką filozofii , nadto wyraźne   nawet   metatekstowe   nawiązania   Białoszewskiego  [ szczególnie  w  okresie  późniejszym  ] mają charakter "poronny" bądź  parodystyczny.  Może zbyt autokratycznie przypisujemy mu w tym  przypadku powagę  i  cały  nasz wywód korzystający nadto z wyciągniętej  z  metodologicznego lamusa próbą "budowania fikcji genezy" jest po prostu interpretacyjną gafą.

 

 

.

Próba 2

 

"Obierzyny" składają się z trzech części, ale metodologiczna ostrożność nie powala nam nazwać ich tryptykiem. W tryptyku bowiem rządzi na ogół kompozycyjna zasada "dopełniania" zarówno w porządku przestrzennym [malastwo], czasowym, [muzyka] i semantycznym [literackim]. Pamiętamy też, że liczba 3 oraz kompozycyjny układ trójkowy odsyłają do szerszych kontekstów: kulturowo-magicznych, filozoficznych [dialektyka], antrpologicznych, folklorystycznych etc. i z pożytkiem dla barwności interpretacyjnej moglibyśmy i tych kontekstach poszukiwać wskaźników globalnego odczytania tekstu, jego "próby całości".

Miron Białoszewski niekiedy wykorzystuje taką triadyczną kompozycję, ale jest to na ogół silnie motywowane "intertekstualnymi" odwołaniami" poświadczającymi przekorny   flirt poety z tradycją kulturową i literacką Przypomnijmy choćby dla przykładu : "Życia - pisma - czyny" [cykl "Leżenia"] - wyraźną aluzję do do pism  św. Teresy z Ávili; "Sztuki piekne mego pokoju" z "Obrotów rzeczy" czyli : "szkoła śpiewu", "Szkoła tańca" i "Szkoła nieprzyzwyczajenia" aludujące trochę do zasady trivium, ale prawdopodobniejsze odniesienie znajdziemy w antycznej trojjedni choreicznej; "Tryptyk pionowy" - burzący horyzontalny układ tryptyku malarskiego. Zwrócono też wcześniej uwagę na to, że Białoszewski chętnie poddaje - zazwyczaj tytułowe - wypowiedzi parodystycznemu wykpieniu  tropiąc w nich utrwalony przez naukę rys pedantyczności, "powagi" akademickiej racjonalizującej niepokorny żywioł Rzeczywistości [np. "Szumy-zlepy-ciągi" czy przytoczone wcześniej "Życie-pisma-czyny"].

Założyliśmy, iż "Obierzyny" są teoriopoznawczym traktacikiem, wykładnią poetyckiego reizmu i takie - nienowe przecież- rozumienie tego tekstu rodzi pokusę przysądzenia "Obierzynom" cech troistości przysługującej sylogizmom. Chcielibyśmy bowiem znależć jakąś zasadę "odpowiedniości" między projektowaną kompetencją [systemem poetyckich domniemań  o quasi-ontologicznym charakterze] i wykonaniem [sformalizowanym, sylogistycznym] porządkiem prezentacji. Mniemamy wszakże, że właściwsza dla odczytania sensu "Obierzyn" będzie mniej sformalizowana technika wariacyjna.

Raz jeszcze przyjrzyjmy sie tytułowi. Istotne jest tu miejsce numeracji. W typowym tryptyku tytuł patronuje trzem, następującym po sobie częściom [por. "Tryptyk pionowy"], zaś interpretowany przez nas tekst rozdzielono na trzy różne "Obierzyny" - na trzy wariacje na ten sam temat. "tematem" jest tu -uwzględniwszy wszelkie uproszczenia- stosunek "ja" do "rzeczowiska"uwikłany w procesy językowego zapośredniczenia. Temat zatem odwieczny - formułowany od Platońskiego "Kratylosa" po teorie współczesne plasujące se w rejonach metafizyki, lingwistyki oraz psychologii.

 

 

 

Podążajmy zatem tropem najwyraźniejszym - prowadzącym do pola konotacji narosłego wokół "obierzyn" czy "obierania". Zauważmy, że w pierwszej części implikowane przez tytuł "obieranie" nie pojawia się w tekście. Semantyczne przesunięcie : obierać=odejmować,maleć-ubywać-odzierać zmierzają do zdramatyzowania procesu oddzielania rzeczy i słów. Nazwa "obierzyny" jest zarezerwowana do użyć typowych [obierania ziemniaków]. Pragmatyka codziennośi, "kuchennego oświadczenia" w różnicowaniu rzeczy obieranej [warzywa] i jej odpadkach [obierzynach] utrwala relację "niewspółmierności, niezbyt fortunnie wiążącą "rzecz" i "słowo". Dlatego "odejmuje się" słowa od rzeczy szanując ich ich autonomię nawet wówczas, kiedy "odejmowanie" zamienia się w "odzieranie"."Odejmowanie" - różnicowanie i oddzielenie - ma także konotacje matematyczne pojawiające sie w dalszych partiach "Obierzyn". "Odzieranie" jest  synonimicznie wymienne z "obłupywaniem" [pomarańcze] i "łuskaniem" [ groch]. Czynności te - zauważmy- nie wymagają zewnętrznych instrumentów zakładając samowystarczalność palców [nb. jest to jakby konceptualizacja "Wiwisekcji" z "Teatru Osobnego"], odejmowanie to niekoniecznie  "amputowanie". Zarówno obłupywanie  i odzieranie wymagają sprawnych dłoni. Jakieś narzędzie przecież w tych polach pragmatycznolingwistycznych "obierania" jest uwikłane. To najprawdopodobniej nóż . Taki "nóż w metaforze" mógłby się znależć blisko Ockhamowskiej brzytwy. Białoszewski bowiem jakby "obiera" świat językowo zapośredniczony z uniwersaliów, odkrywa na swój użytek filozoficzny nominalizm. W "Obierzynach"1 konstatuje się wszak,że związki znaczącego i znaczonego, substancji i formy, w końcu - rzeczy i słowa są "niekonieczne", arbitralne, konwencjonalne. Można przeto rzeczom przyznać status bytów autonomicznych manifestujących się we wspaniałej "nagości" po wyzwoleniu z gorsetu języka. Daje im nową, piękniejszą skórę- zdejmując tę dawną "nieczułą długim wymawianiem".

Czynność odejmowania nie jest związana z określonym "agensem". Bezosobowa forma "odejmować" mogłaby przecież pozostać tylko "hipotezą czynności" często przecież wystepującą w modalnej [przypuszczenie] formie : "zrobić by coś". Intrygujące jest także inicjalne "I" ["i odejmować słowa od rzeczy"] sugerujące,że wypowiedzenie zostało wydobyte na powierzchnię z jakiegoś uprzedniego [wewnętrznego] deliberującego Mówienia. Rozmowy z kim? Może z samym sobą. Jest to - być może- zachęta do eksperymentu, którego skutków nie jesteśmy pewni, mamy sporo obaw, czy się w ogóle powiedzie. Pamiętajmy, że był to eksperyment o dwu  wektorach: odejmowanie miało lustrane dopełnienie w dodawaniu. Frazę "odejmować słowa od rzeczy" należałoby odczytywać w kontekstach słów dodawanych do rzeczy". [Taki miał być pierwotnie tytuł tomu "Obroty rzeczy"]. Dopiero interpretacja konfrontacyjna [np. porównanie "Obierzyn" oraz "Słów dokładanych do wiśniowych stołów"] dałaby podstawy do hipotetycznej re-konstrukcji "poetyckiej ontologii" Mirona Białoszewskiego z czasów, kiedy etykietka "lingwizmu już funkcjonowała powszechnie, ale Białoszewskiego za sprawą definicji K.Wyki nazywano reistą.

Stwierdzamy jednak, że skutki eksperymentu, chwilami okrutnego ["odarte ze skóry"] są zdumiewające. "Oblewanie się początkiem" - adamistyczne zauroczenie  światem i zarazem przygotowanie słów do ich  ponownego "Wskrzeszenia"[przybycia] współbrzmi z notacją zdziwienia, "nieprzyzwyczajenia", które tworzy filozofów i poetów. Odzielenie rzeczy i nazwy , uchylenie utylitarnych zobowiązań charakterystycznych dla takiego "związku" ['nieczułego długim wymawianiem"] powoduje, że na wadze "przybywa" i słowom i rzeczom. Nie da się jednoznacznie określić, co nie maleje ,czy rzeczy , czy też słowa.

W zabliźniających się ranach [po Ockhamowskich cięciach] z nowym naskórkiem mogą się one [sc. rzeczy i słowa] spotkać we wzniosłej apostrofie, w radosnym : " O, słowa!, wam przybywa rzecz"].

"Obierzyny2" w tematycznej modyfikacji [pamiętajmy o wariacyjnej kompozycji tekstu] wprowadzają rzecz od-poznaną, ujrzaną na nowo, "obraną", ale też wikłąjącą się w swoje resztki - obierzyny. W ten sposób w tekście Białoszewskiego manifestuje się językowa magia [por. Barańczak] czy precyzyjniej rzecz ujmując "symbolika dźwiękowa" [Jakobson, Lyons].  "Obierzyny" ewokują tu przeto nie proces , czynność, ale wytwór - ostrużyny, odpadki, resztki. Obieranie przedmiotu ze słów [ substancji z formy] i słów ze "skóry nieczułej" [formy z substancjalności] zostanie teraz odwrócone. Białoszewski zacznie lepić przedmiot z obierzyn tak jak później będzie "lepił widok z domysłów". Przywołana rzecz "spod ręki ": ziemniak, prototypowe warzywo zostanie poddane zbiegom obierania. [Możemy oczywiście gotować ziemniaki w mundurkach]. W tym kuchennym procesie [ pamiętajmy wszakże , że jest to kuchnia poetycka] destrukcja jest nierozłączna z  rekonstrukcyjnymi zachciankami. "Lepienie z obierzyn" polega na uruchomieniu mechanizmów asocjacyjnych - semantycznych i brzmieniowych . Pierwszy - synonimiczny: kartofel-ziemniak; drugi - brzmieniowy i quasi-motywowany : ziemisty, ziemniak, zimny oraz : obco obiegać ,obco obierać pokrzyżowane razem tworzą konotacyjne pole -macierz czekająca na wypełnienie. Obracanie [=obieranie] na języku "ziemniaka" z jego atrybucjami [ziemskością i zimnem] z wymiennością fraz : obco obierać = obco obiegać konsekwentnie, szaradowo prowadzi  do zestawienia: Ziemniak = Księżyc. Nowa rzecz - ziemniak - powstała z ruchu [z ruch znaczeń] zaś swoją ontyczną stabilizację może zyskiwać z odwróconego  czy "przedrzeźnionego" pierwszego dowodu ontologicznego [ex motu]. Być może w tym miejcu winniśmy wrócić do "naiwnego" odczytywania "Obrotów rzeczy".

Zmienia się też zasadniczo tonacja wiersza - zamiast frenetycznego upojenia nowością rzeczy mamy zimną, chłodną, niepokojącą lunarną "geografię" alienacji.. Ziemniak jednak wymyka sie z rąk,jest "nieporęczny" choć złapany w sieć sensów i brzmień. Uznawszy jednak prawo do osobności rzeczy,musimy być przygotowni na ich nie zawsze nam życzliwe "partnertwo". Dodajmy, że to partnerstwo jest miarą naszego autentycznego bycia w świecie, naszej świadomej wolnościowej projekcji Dasein w "rzeczowym", w które też uciekając od ciężaru egzystencji "upadamy".Ten Heideggerowski wątek mógłby wyznaczyć nowy trop interpretacyjny i z wielkim żalem go w tym miejscu porzucamy.

Przypomnijmy, że we wcześniejszych wierszach Białoszewskiego niepokój i "nieprzyzwyczajenie" były stanem tożsamym z łaską poezjowania, a księżycowo-zimowe pejzaże [por. "Zielony więc jest"] pomagały zagrać tę "najpiękniejszą część niepokoju".

W "Obrotach reczy" Białoszewski kontemplował "rzeczowisko", w "Obierzynach" i prawie całym "Rachunku zachciankowym" prezentuje postawę eksploracyjną, to w końcu doprowadza go do odkrycia drugiej, "księżycowej" strony przedmiotu.. Księżycowa czasoprzetrzeń jest w "Obierzynach2" precyzyjnie "rysowana": "u krechy wschód człowieka[podkr. H.P.], ze skali w skalę przyhuśtywa się nieznana geografia". Znak "," [przecinka] daje się chyba odcytać jako arytmetyczna coma. Czytalibyśmy zatem : "pustkowie z krechą człowieka" [całość], "za nim pełnia niepokoju" - reszta określająca relacje przestrzenne, bądź "zanim pełnia niepokoju" - sugestia czasowego następstwa [ księżycowej pełni].

"Ja" mediatyzujące kiedyś mówienie oraz "rzeczowisko" zostaje wytrącone ze stanu bezpiecznej [zautomatyzowanej] rzeczywistości. Znajduje się teraz w księżycowych pejzażach ziemniaka. "Wschód człowieka" - zarazem odległej i utraconej Ziemi [ "matki od stóp",jak ją pięknie nazwał poeta]  jest ledwo zaznaczony, zaś nieznana geografia oświetlona została "pełnią niepokoju"- powtórzmy to raz jeszcze - sygnałem nieoczekiwanej alienacji.

Konsekwentnie w "Obierzynach3" ów dominujący kiedyś na rzeczami podmiot musi ustalić nowe relacje,znależć się w nowej dlań sytuacji. Nie ma tu stałego punktu odniesienia ["to która strona moja?"], w równej mierze jest on satelitą ziemniaka ["wyglądający! moja kwadro"]. To oczywiste stwierdzenie, że Białoszewski z czułości do reczowiska i z zachwytu dla "nagości" [początku] rzeczy dokonuje nowego po-kopernikańkiego przewrotu : burzy system antropocentryczny. Rzecz jest w środku ale i w ciągłym ruchu obrotowym. Możemy ją obiegać, "obierać się" dokoła niej. Pamiętajmy i o tej konotacji : "obierania się" jako bolesnego stanu zpalnego. Dlatego też człowiek krążący w kosmosach łyżki durszlakowej, w orbitach stołu, nad równikami ziemniaka jest jest również "obrany- obraniony" dookoła siebie. obrany - to znaczy wywyższony, nobilitowany, wybrany. Ale przecież nieco wcześniej pisał w "Swobodzie tajemnej "Białoszewski :

                                          Marność jest dla wybranych

                                          wybranych jest mało

                                          albowiem - wybiera

                                                        każdy

                                                                      sam siebie

                                                                                    [W.T.1.s.59]

Można by w tym miejscu nasz szkic intpretacyjny zakończyć. Szkic właściwie bez pointujących stwierdzeń, ciągle gotowy na dopełnienia. Nie możemy wszakże  pominąć cytacji z eseju Hanny Kirchner "Tworzenie Białoszewskiego", cytacji, w której pomieszczono fragment listu Ludwika Heringa definiującego "najodpowiedniejszy" model poezji zalecany Białoszewskiemu: "Zobaczyć rzecz przez  odjęcie wszystkiego, co narosło przez cudze spojrzenie. Rzecz powiedzianą sobą"[w: "Pisanie Białoszewskiego s.257]. Białoszewski spróbował to zrobić. Dlatego też "Obierzyny1"mają wyraźne "dialogowe" nacechowanie, są nie tylko poetycką konstatacją , ile sprawozdaniem z eksperymentu. Dalsze dwie części temperują zachwyt pierwszego doznania. Białoszewski zawdzięczał Heringowi wiele, ale też musiał przecież przerwać ten proces "tłumacenia się z twórczości".

Stał się "sobie jednym", zaś "Obroty rzeczy" zostały kontrapunktowane "Mylnymi wzruszeniami".

9

...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin