Modlitwa
Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste,i błogosławimy Tobie,żeś przez krzyż i mękę swojąświat odkupić raczył
Wprowadzeniem do katechezy będzie opowiadanie:
Dzisiaj na początku katechezy chcę wam opowiedzieć pewną pouczającą bajkę o dwóch rybkach, które mieszkały sobie w stawie. Były dla siebie wielkimi przyjaciółkami i jak to z przyjaciółmi bywa zawsze sobie pomagały, zawsze jedna na drugą mogła liczyć i wydawało się, że mają do siebie wielkie zaufanie. A jednak pewnego dnia to zaufanie zostało wystawione na poważną próbę. Oto kiedy spokojnie płynęły sobie przez staw, nagle ich oczom ukazał się piękny, tłuściutki robaczek. Trzeba nam wiedzieć, że takie tłuściutkie robaczki są wielkim przysmakiem rybek.
- Widzisz tego robaka? - zaczęła starsza z nich?
Robak ten nabity jest na haczyk. Haczyk przymocowany jest do żyłki.
Żyłka wisi na wędce, którą trzyma w ręku uważnie człowiek. Jeżeli teraz skusisz się i połkniesz robaka, metalowy haczyk wbije się w twój pyszczek i człowiek wyciągnie cię z wody i tak skończysz swój żywot na patelni lub na grilu.
- Ha, ha - odparła młodsza rybka. Takie bajeczki to opowiadała już moja babcia, gdy byłam malutka. Nie wierzę w takie historie. Jak można w to wierzyć; przecież jeszcze nikt z patelni nie wrócił, by to potwierdzić. To tylko czcza gadanina. Jeśli ty nie chcesz tego smacznego kęska, to biorę go ja.
- Rzuciła się chciwie na robaka i nagle coś wyrwało ją z wody. Rzeczywiście była to przynęta. Rybka złapała się na wędkę i skończyła na patelni.
Zastanówcie się teraz, dlaczego ta młodsza rybka dała się złowić na wędkę?
W rozmowie z dziećmi doprowadzamy ich do wniosku, że przyczyną tragedii młodszej rybki był brak zaufania do przyjaciółki i lekkomyślność.
Niosąca życie
- Aj! - krzyknął nagle Józek. Na palcu pojawiła się duża kropla krwi. Do kuchni właśnie weszła mama.
- Chciałem ci pomóc. Chciałem pokroić cebulę i… - Józek usiłował powstrzymać chlipanie.
- Skaleczyłeś się - mama pokiwała głową, oglądając palec.
- Na szczęście to tylko ukłucie - dodała z ulgą.
Małgosia, siostrzyczka Józka, zaglądała ciekawie, jak mama
obmywa bratu palec i zakleja plastrem:
- I po co w ogóle jest ta krew? Tylko z nią kłopot!
Józek, już uspokojony, spojrzał na nią z wyższością:
- Krew jest potrzebna do życia. Krąży w człowieku i roznosi jedzenie, to znaczy takie drobinki żywności. A tę krew pompuje serce.
Małgosia z niedowierzaniem słuchała brata. Spojrzała pytająco na mamę.
- To prawda. Płynie w nas krew. Malutkimi rurkami, czyli tętnicami i żyłami. Odżywia nas.
- Daje życie jak woda?
- Tak, ma tak duże znaczenie jak woda. I jest w każdym z nas.
- I gdy ktoś straci krew, to umiera? - Józek już dawno chciał o to zapytać. - Bo ciocia mówiła, że była na cmentarzu w Warszawie na Powązkach, na grobie pradziadka, który przelał krew za Polskę.
- "Przelać krew" to znaczy oddać życie za coś - mama pochyliła się nad Józkiem i pogłaskała go po głowie. - Wasz pradziadek zginął, gdy bronił Warszawy.
- Jezus też przelał krew, prawda? - Józek patrzył poważnie w oczy mamy.
- Tak, przelał krew za nas. Syn Boży ukochał nas tak bardzo, że przyszedł na świat, oddał za nas życie i zmartwychwstał, żebyśmy także my mieli po śmierci życie wieczne i zmartwychwstali.
- Cudownie! To kiedyś spotkam pradziadka! - ucieszyła się Gosia.
- Wierzymy w to - dodała z przekonaniem mama.
KATECHEZA_DLA_DZIECI