Środa, 6 lipca 2005
Oddałam Mu Się...
Moje pierwsze wrażenie po nocy z Andrzejem i Aldoną? On jest WIELKI. Ogromny... Mam na myśli jego penis. Myślałam, że takie istnieją tylko w legendach. Już przedtem podejrzewałam, że jest szczodrze obdarzony. Wspominała a tym Aldona, sama widziałam wybrzuszenie spodni. Realia jednak przerosły moje oczekiwania. Zanim zacznę opowieść od początku, powiem, że nie jestem fetyszystką wielkich członków. Większość partnerów, z jakimi uprawiałam seks, poza dwoma, mogła pochwalić się przeciętną budową męskiej dumy i było mi z nimi wspaniale. Dalej twierdzę, że wielkość nie ma znaczenia, liczy się raczej to co partner wie o kobiecym ciele, jak reaguje na jego potrzeby.
Zacznijmy jednak od początku.
Spotkałam się z Andrzejem i Aldoną tuż przed dwudziestą pierwszą w pubie. Przy odrobinie alkoholu szybko rozluźniliśmy się i opadło wstępne napięcie. Andrzej delikatnie upewnił się, czy naprawdę mam ochotę na eksperyment z nimi. Miałam i to straszną. Chciałam to wykrzyczeć, ale dalej odgrywając na prośbę Aldony „uosobienie skromności”, uśmiechnięta nieśmiało tylko przytaknęłam. Po godzinie i dwóch kolejnych drinkach powoli zaczynałyśmy z Aldoną zapominać o graniu. Andrzej pewnie przypisał zmianę naszego zachowania wypitym koktajlom. W pewnym momencie pocałował mnie w policzek kładąc dłoń na kolanie. Nie opierałam się i za chwilę wodził palcami o wewnętrznej stronie ud, całują mnie w usta. Przerwała nam Aldona dzwoniąc po taksówkę do domu. Jazda wlokła się w nieskończoność.
Gdy zatrzasnęły się za nami drzwi ich szeregowca, Aldona zarządziła szybki wymarsz pod prysznic. W łazience czekały na mnie świeże ręczniki i szlafroczek. Aldona z mężem poszli razem do drugiej, graniczącej z ich sypialną. Po prysznicu, w sypialni Andrzej otworzył schłodzonego szampana. Piliśmy na łóżku. Po toaście Aldona rozwiązała swój, a potem Andrzeja i mój szlafrok. Kiedy delikatnie zsuwała całując mnie w szyję materiał z ramion, byłam całkowicie pochłonięta tym co ujrzałam pomiędzy rozchylonymi połami szlafroka jej męża. Na coś takiego nie przygotowały mnie jej opowieści. Zsuwając za mnie szlafrok usłyszałam „mówiłam, że jest wielki”. Trzeba było widzieć minę jej męża. Nie mógł ukryć zadowolenia z efektu, jaki na mnie wywarł. W sumie miał być, z czego dumny. Gdy przysunął się do mnie, by pocałować piersi, nie oparłam się by po krótkiej pieszczocie jego karku, nie zanurkować dłonią w kierunku podbrzusza. Wow!!! Pierwszy raz nie mogłam objąć członka dłonią, tak, by palec wskazujący dotknął kciuka. Bez przesady miał rozmiary przedramienia Aldony. Zarówno długość jak i obwód. Później już, zasypiając obok niego, dowiedziałam się, jakie ma rozmiary. W sumie nic mi to nie mówiło (może mężczyźni po prostu lubią sobie mierzyć i porównywać?), ale podam je dla ciekawych. Długość: 22 centymetry, obwód: 16 centymetrów. Nie sprawdzałam, nie miałam ochoty mierzyć. Dla nie po prostu był wielki, wręcz monstrualny z wyglądu. Zwłaszcza jego grubość. Nie był jednak jak się okazało za duży, by czuć dyskomfort podczas seksu.
Zanim miałam okazję poczuć go w sobie, spełniłyśmy jego marzenie, kochając się z Aldoną na jego oczach. Ponieważ nie miałyśmy „doświadczenia” w układach kobiecych, zrobiłyśmy to najzwyczajniej na świecie. Po serii pocałunków, spłynęłam pomiędzy jej nogi. Kiedy pieściłam ustami jej krocze, Andrzej głaskał moje plecy, biodra i pośladki. Był jak chłopiec zaprzątnięty nową zabawką. Skupiony tylko na mnie, niecierpliwy, niechętny by się podzielić. Nie pozwolił właściwie, by Aldona odwzajemniła do końca moje pieszczoty. Zaraz po jej orgazmie poczułam jego język wsuwający się pomiędzy moje pośladki, jego dłonie odwracające mnie na plecy, szorstkie świeżym zarostem usta łapczywie całujące płatki warg. Właściwie na to czekałam i było mi dobrze, gdy po długiej abstynencji od mężczyzn poczułam na sobie jego usta. Obok, głową do mnie, leżała Aldona. Całowałyśmy się, gdy zadarł ku górze moje nogi, oparł na ramionach i zwilżył obficie śliną wejście do pochwy. Wszedł we mnie po kilku próbach. Stopniowo zdobywając sobie pchnięciami miejsce. To było prawie jak fisting. Gdy wsunął się mniej więcej do trzech czwartych długości poczułam jak dotyka sklepienia pochwy. Za każdym następnym pchnięciem rozciągał mnie wsuwając się o centymetr głębiej. Gdy przywarł do mnie brzuchem, było mi już tak dobrze, że mogłam tylko dyszeć w rytm pchnięć.
Kochał mnie płytkimi pchnięciami powoli zwiększając ich głębokość. Na początku tylko przyciskał się do mnie, by pod koniec suwać się we mnie zamaszystymi ruchami bioder. Czując jak rusza się we nie ten ogromny kawał kochanego ciała mogłam tylko wyć z rozkoszy. Miałam pierwsza orgazm, a on w trakcie jego trwania doszedł kilkoma dzikimi, zapierającymi mi dech w piersiach pchnięciami. Gdy krzyknął nastąpiła erupcja nasienia, które wręcz boleśnie rozlało się we mnie kilkoma falami. Było mi dobrze, gdy pozwolił opaść nogą z jego ramion, gdy przygniótł mnie do materaca swym ciężarem. Lubię, gdy po stosunku partner leży na mnie. Uwielbiam wtedy głaskać pośladki i plecy stopami, całować jego spocony kark, zaciskać się na jego powoli wiotczejącym członku.
Wspaniale, że Aldona nie była zazdrosna o to jak wiele poświęca mi uwagi. Dzięki temu, że pozwoliła mu nacieszyć się mną, miałam jeszcze dwukrotnie okazję poczuć go w sobie. Do rana kochał się wyłącznie ze mną, obdarzając żonę jedynie seksem oralnym.
Nie było przesady w opowieści Aldony o tym, że potrafi unieść ją w ramionach jak piórko i nadziać na siebie stojąc. Mimo, że jestem od niej wyższa o kilka dobrych centymetrów, że mam kilka kilo więcej, bez trudu dokonał tej samej sztuki ze mną. Gdy stałam przed nim przytulona do piersi, sięgałam mu ledwo do szyi. Jego członek przywierał do mojego brzuszka i nie miałam żądnych problemów, by lekko się nachylając zamknąć żołądź w ustach. Podniósł mnie jakbym nic nie ważyła. Zaciskał się na mej talii tak mocno, że ledwo mogłam oddychać. Mimo to szeroko rozłożyłam nogi i pomagając sobie dłonią naprowadziłam go na siebie. Gdy zamknęłam go pomiędzy swoimi biodrami, przy lekkiej pomocy jego ramion zaczęłam ujeżdżać go. Tym razem to był mój taniec i to ja zadecydowałam, kiedy ma we mnie wytrysnąć. Dopiero pod koniec stosunku ujął mnie w pasie, by nadać dłońmi własny rytm. Trzymając go za szyję, odchylona na ile pozwalały mi ramiona, falowałam do jego orgazmu.
Trzeci raz miałam go po przebudzeniu. Na jeźdźca. Miałam uczucie jakbym nabijała się na pal. Czułam wręcz jak rozpycha mnie, jak zgniata wchodząc pęcherz, jak rozciąga pochwę daleko poza jej normalne wymiary. Samo siadanie a nim dało mi więcej rozkoszy, niż mogłabym się spodziewać. Dosiadając go opierałam się dłońmi o jego pierś. Było mi dobrze i prawie czułam się oszukana, gdy po prostu uniósł mnie do góry zsuwając z siebie. Nie powiedział ani słowa, gdy kładł mnie na łóżku na brzuszku. Kolanami rozchylił mi uda i wszedł we mnie płynnym ruchem. Krzyczałam, krzyczeliśmy razem, kochając się szybko i brutalnie jakby nie było jutra. Nie wiem, kto doszedł pierwszy. Wszystko rozegrało się tak szybko, tak intensywnie.
Gdy zsunął się ze mnie leżałam bezwładnie w tej samej pozycji. Aldona głaskała moje plecy, całowała ramiona. Byłam wdzięczna Aldonie, za prezent, jaki mi ofiarowała. Za to, że oddała mi go na całą noc. Bardzo, bardzo chciałam się jej odwdzięczyć. Nie przejmowałam się tym, co pomyśli sobie o nas Andrzej. Rozpaliłam ją, a kiedy była gotowa powoli wsunęłam w jej ciało dłoń. Gdy zwijała się z rozkoszy Andrzej w wypiekami przyglądał się nam. Powoli dotykał swojego członka, który rósł powoli w oczach. Gdy jego żona jęczała łapiąc powietrze ustami, gdy zaciskała się na mej dłoni spazmami rozkoszy, Andrzej zaczął się masturbować. Gdy wysunęłam się z cicho jęczącej Aldony jego ruch stały się szybkie i zdecydowane. Chciałam poczuć jak kończy w moich ustach. Masturbowałam go dłońmi całując czubek żołędzia. Wsunęłam go sobie w usta tuz przed orgazmem, tak by poczuć jak tryska mi do gardła. Gdy leżał rozluźniony wsunęłam się na Aldonę. Długo całowałyśmy się, a ona pieściła me plecy delikatnymi ruchami palców.
Ciszę, jaka zapanowała przerwał Andrzej. Powiedział, że bardzo podobało mu się, jak kochałyśmy się ze sobą. Ja szczerze przyznałam, że nigdy do tej pory nie spotkałam tak hojnie obdarzonego mężczyzny.
Przed śniadaniem z Aldoną wzięłyśmy wspólną kąpiel. Chichotałyśmy w niej jak szalone. Postanowiłyśmy, że po spotkaniu na Mazurach, musimy koniecznie zorganizować kolejne spotkanie. Wyznałam jej, że boję się i chciałabym spróbować z nim seksu analnego, że śpiąc w ich łóżku, wtulona w jego plecy śniłam, że bierze mnie siłą. Drze ubranie, zdziera bieliznę i gwałci. Okazało się, że w ich związku, jeśli dochodzi do zabaw BDSM to Aldona jest stroną dominującą. Andrzej wydaje się być bardzo zadowolony z roli niewolnika i uwielbia służyć. Na szczęście zawsze jego Pani może kazać mu mnie zgwałcić.
Marzeniem Aldony okazało się natomiast tresowanie kobiety. To myślę da się o wiele łatwiej zorganizować. Razem z Martą nie będziemy miały nic przeciwko takiemu eksperymentowi. Może nawet na Mazurach, podczas zajęć dowolnych. Trzeba będzie zabrać ze sobą kilka przydatnych gadżetów.
Mój pierwszy mężczyzna po długiej, długiej przerwie okazał się bardzo zadowalającym eksperymentem. Dzisiaj będę zdawała z tego eksperymentu relację Marcie. Na biurku leży linijka zostawiona przez nią. Ma mi przypominać, na co mam być gotowa, gdy wróci od rodziców. Koło niej leży ciasna aksamitka na szyję i czarna wstążka do włosów. To strój, w jakim mam ją powitać. W jakim mam wykąpać swą Panią a potem, w jakim mam otrzymać karę za rozpustne prowadzenie. Prawdopodobnie kara będzie wymierzona szybko. Musimy się wyspać. W czwartek, o piątej rano wyjeżdżamy z dziewczynami na Mazury.
Anna
Wtorek, 5 lipca 2005
Dziś Oddam Się Mężczyźnie...
W zeszłym tygodniu, od poniedziałku do niedzieli mieszkałam w domu mamy. Stało się już zwyczajem, że w wakacje spędzam u niej tydzień, czasami dwa, przeważnie zaraz po zakończeniu okresu nauki. Dobrze się tam czuję. Dalej zawsze czeka na mnie mój dawny pokój, łóżko, w którym odkrywałam własne ciało, mała łazienka pełna wspomnień.
Moja mama jest jedyna osobą wtajemniczoną w relacje, jakie łączą mnie z Martą. Oczywiście nie dzielę się z nią wszystkimi sekretami alkowy. Od dawna mamy układ, że nie wypytujemy się na wzajem o szczegóły naszego życia intymnego. Dużo jednak ze sobą rozmawiamy i nie mamy przed sobą wielu tajemnic.
Moja mama jest podobnie jak ja biseksualna. Dowiedziałam się o tym dopiero pod koniec liceum, długo po tym jak rozwiodła się z moim ojcem, na długo po jego przeprowadzce do Niemiec. Od czasu rozwodu nie związała się nigdy w sformalizowany związek. Z kilkoma partnerami była dłużej niż rok, jednak zdaje się, że nie szukała nigdy kogoś, z kim chciałaby się związać na stałe. Przez jakiś czas wydawało mi się nawet, że pochłonęło ją zupełnie prowadzenie własnej firmy, że nie ma czasu na życie intymne. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, że jest związana z inną kobietą. Raczej w luźnym, niezobowiązującym przyjacielskim układzie, który jednak często swoją intymnością wykracza znacząco poza ramy przyjaźni. Jeśli obecnie w życiu mojej mamy pojawiają się jacyś mężczyźni, to są oni tylko rozrywką.
Kiedyś zastanawiałam się, czym kierujemy się dobierając parterów. Bawiło mnie, że gdy ja sypiam z mężczyznami, którzy mogliby być moim ojcami, ona „deprawuje” mężczyzn niewiele starszych od moich rówieśników. Z czasem doszłam do wniosku, że kobiety kierują się czystym egoizmem dobierając sobie partnerów. Egoizmem, który tkwi głęboko w podświadomości, a z którego często nawet nie zdajemy sobie sprawy. Ja szukałam u starszych mężczyzn opiekuńczości, doświadczenia. Chciałam sprawdzić się jako kobieta. Lubiłam sposób, w jaki mnie adorują, to jak odkrywają mnie, to w jaki sposób odkrywali przede mną uroki seks. Myślę, że mama ma już ten okres dawno za sobą. Żyjąc z kobietą znalazła powierniczkę i kochankę w jednej osobie. Mężczyźni zeszli na dalszy plan. Ciągle jednak się pojawiają, przelotnie i nie jako prawdziwi partnerzy. Wygląda na to, że moja mama nie potrafi zrezygnować z tego, co dają jej w sypialni. Miałyśmy kiedyś szczerą rozmowę. Jasno dała mi do zrozumienia, czego oczekuje obecnie od partnerów: „miłego wieczoru we dwoje, seksu do raka i tego by pożegnał się po śniadaniu”. Fragment opisujący seks był nawet nieco bardziej dosadny, coś o tym by „stał mu do rana”, jednak nie potrafię go zacytować z pamięci.
Kiedy w poniedziałek wcześnie rano wprowadzałam się do niej, była świeżo po prysznicu. Nie musiałam zgadywać by wiedzieć, że pożegnała się właśnie z nowym kochankiem. Miała ten specyficzny uśmiech na twarzy. Jej nowy podbój ma 23 lata, ponad sto osiemdziesiąt centymetrów, studiuje AWF i jak się wyraziła, „natura wyposażyła go proporcjonalnie do wzrostu”. Kiedyś bym się zaczerwieniła, teraz, kiedy każda z nas wie o drugiej prawie wszystko, zapytałam się zamiast tego jak było... Zazdrościłam jej...
Zazdrościłam jej tylko troszkę. Miałam już swoje plany, które właśnie dziś wieczorem zostaną sfinalizowane. Od poniedziałku biorę ponownie tabletki antykoncepcyjne. Kiedy w zeszłą niedzielę dostałam okres, pierwszy raz cieszyłam się z niego. Nadszedł w idealnym czasie. Mogłam od poniedziałku zacząć stosować antykoncepcję i jeszcze przed wyjazdem spotkać się z Aldoną i Andrzejem. Myślę oczywiście o intymnym spotkaniu. Właśnie dziś, za dwie godziny idę spędzić z nimi noc. W poprzednim tygodniu spotkaliśmy się kilka razy na kawie. Całość wyglądała dla mnie i Aldony zabawnie. Odegrałyśmy rolę niezdecydowanych. Ja na wspólny seks z nimi, ona na seks z inna dziewczyną. Takie małe przedstawienie dla jej męża, któremu wydaje się, że to on zaplanował i nakłonił nas na trójkąt. Głupio czułam się odgrywając z Aldoną tą szopkę, jednak ona twierdziła, że tak będzie najlepiej. W sumie ma rację. On będzie dumny z siebie, Aldona nie przyznała się do długotrwałych zabaw w damskim gronie, ja pozostałam dla niego nieśmiałą myszką, nie mającą pojęcia o zepsuciu tego najlepszego ze Światów. Gdyby tylko podejrzewał, że sypiając z jego żoną, zwierzałam się jej z tego jak bardzo chciałbym by wszedł we mnie. Że robiłam się mokra na samo wyobrażenie tego, co opisywała mi Aldona, że chciałam zobaczyć czy naprawdę jest tak monstrualnie wielki jak opisywała moja kochanka.
Dziś, za trochę ponad dwie godziny przekonam się. Mamy spotkać się przed dwudziesta pierwszą. U nich, na całą noc... Nie mogę się doczekać.
Jutro, gdy wróci Marta, będę musiała złożyć jej relację. Tak jak się umówiliśmy. Leżąc związana, odpokutuję chłostą moją „zdradę” na jaką pozwoliła mi moja partnerka. Jutro będzie moją Panią, karzącą za występne dziś.
Środa, 29 czerwca 2005
Tyle się wydarzyło...
Ostatnie tygodnie były dla mnie i Marty bardzo pracowite. Kiedy nareszcie zdałyśmy ostatnie egzaminy, a w indeksie pojawiły się wszelkie wymagane wpisy, mogłyśmy rozpocząć wakacje.
Zaraz po sesji przeprowadziłyśmy się na blisko tydzień do Karoliny i Eli. Nie wiem jak Marta, ale przynajmniej ja miałam niesamowita ochotę odreagować stres końca roku akademickiego, akademickiego nic tak nie odpręża jak czułe dłonie doświadczonej, starszej kochanki. Drugim i trzecim powodem naszej przeprowadzki były przygotowania do piątkowo-sobotniego spotkania nieformalnej grupy „Kapłanek”, oraz kilkugodzinny wypad nad mazurskie jeziora, by zobaczyć i zarezerwować na przyszły tydzień domek letniskowy.
W sobotę omówiłyśmy z dziewczynami nasz wspólny, planowany na nadchodzący tydzień, czwartkowo-poniedziałkowy wyjazd na Mazury. Pierwszy raz organizujemy spotkanie na dziesięć osób poza domem dziewczyn. Okazało się, że nie tak łatwo znaleźć ustronnie położony domek letniskowy zdolny pomieścić dziesięć osób. W sumie Ela znalazła takie miejsce, ale poszukiwania trwały ponad cztery miesiące. Miejsce jest piękne. Odcięte od Świata ścianą lasu, graniczące z małą zatoczką całkiem przyjemnego jeziora. Bardzo spodobała nam się plaża. Jej dwoma atrybutami jest intymność, jaką zapewnia wąska porośnięta trzcinami odnoga łącząca ją jeziorem, i to, że wysypano ja jak i dno kąpieliska świeżym piaskiem. Po zmroku na pewno będzie można spróbować kąpać się nago, a w dzień opalać w stroju Ewy na ukrytym w roślinności szerokim pomoście. Domek z pewnością pomieści nas wszystkie. Miłym zaskoczeniem była obecność dwóch pełnych łazienek na każdym z pięter domku i dodatkowej, małej, jedynie z ubikacją, mikroskopijną umywalką i ciasną kabiną prysznicową na zagospodarowanym poddaszu. Słowem wyjazd zapowiada się ekscytująco. Jedziemy tam w przyszłą środę, by przygotować dom na zjazd.
Blisko tydzień spędzony w domu dziewczyn był ekscytującym doświadczeniem. Właściwie to trudno powiedzieć, że spędziłyśmy go „w domu”. Większość czasu przepuściłyśmy na spacery, kino, czy duszną atmosferę pubów i branżowych klubów. Całkiem zabawnie wyglądała „misja”, polegająca na wyciągnięciu jednej z Kapłanek spod skrzydeł męża na piątkowo-sobotnie spotkanie. Zjawiłyśmy się u niej wieczorem na kawę i plotki. Było warto spróbować robionej przez jej męża kawy z ekspresu ciśnieniowego, z dodatkiem mleka ściętego parą, podanej z odrobiną koniaku. Pod koniec spotkania zaprosiłyśmy ją przy mężu na spotkanie z „plotkowaniem do rana”. Dobrze odegrana scena sprawiła, że jej partner pogodził się z jej nieobecnością w piątek, połączoną z nocowaniem w domu Eli i Karoliny. Cieszyłyśmy się z tego, że Aldona będzie z nami. Jej „opowieści z małżeńskiego łoża” są zawsze bardzo pouczające. Cały czas, gdy gościłyśmy w jej domu powstrzymałam się, by nie patrzeć się zbyt uporczywie w krocze jej męża sprawdzając ile jest prawdy w jej opowieściach o monstrualnych rozmiarach jego członka. Musi być w nich sporo prawdy, gdyż ciężko było nie zauważyć, jeśli się szukało, sporego wybrzuszenia wypychającego spodnie. Andrzej i Aldona stanowią ciekawą parę. Ona niespełna trzydziestoletnia szczupła, drobna blondynka o zgrabnym małym biuście. On wysoki, ponad metr osiemdziesiąt, przystojny brunet około czterdziestki. Przy Andrzeju Aldona wygląda jak filigranowa, porcelanowa figurka baleriny. Ciągle mam przed oczami scenę z jej opowieści, jak mąż unosi ją bez trudu w ramionach, by na stojąco nadziać na siebie. Przyznam się, że z ciekawości chętnie bym zamieniła się z nią na jedną noc. Może kiedyś do tego dojdzie. Jak wspominała Aldona, jej mąż, jak zresztą każdy mężczyzna, po cichu marzy o małym eksperymencie w towarzystwie dwóch pań. Teraz jednak wolimy nie uświadamiać mu tego, że chętnie z Aldoną zrealizowałybyśmy jego marzenia. Nawet Marcie spodobał się Andrzej, i szczerze przyznała, że nie miałaby nic przeciwko temu, bym dopuściła się małej zdrady w towarzystwie Aldony. Nie przesądzając sprawy, zaczęłyśmy z Aldoną delikatną grę. Wiedząc od niej, co podoba się Andrzejowi w kobietach, w ich zachowaniu, ubiorze, udało mi się zwrócić na siebie uwagę jej męża. Aldona z kolei, niby mimochodem, wspomniała mu, że wywarł na mnie wrażenie. Zanim wyszłyśmy od nich wszystkie, poprosiłam Andrzeja, by zdradził mi tajemnicę tego jak robi tak doskonałą kawę. Z jednej strony, chciałam spróbować zrobić taką na moim ekspresie, z drugiej miałam świetną okazję by troszkę pokokietować go w kuchni. Delikatnie, tak by nie spłoszyć. Myślę, że jest dużo prawdy w opowieściach Aldony o nim. Gdy pokazałam mu kawałek uda podnosząc „przypadkowo” upuszczoną łyżeczkę wybrzuszenie jego spodni wydatnie się powiększyło. Udając, że tego nie zauważyłam dokończyliśmy parzenie kawy i wróciliśmy do reszty towarzystwa. W piątek spędziłam z Aldoną kilka miłych, intymnych godzin. Nie tylko na miłości, ale też na snuciu naszej intrygi, na poznawaniu jej i męża preferencji. Wyjątkowo podczas spotkań Kapłanek spędziłam tą noc jedynie w jej towarzystwie. Dopiero nad ranem wsunęła się pomiędzy nas Marta, którą po dłuższej chwili spędzonej na wzajemnych pieszczotach zapoznałyśmy z naszym planem. Z uśmiechem powiedziała, że jesteśmy rozpustnymi, zepsutymi do szpiku kości ladacznicami i jeśli liczymy na jej pozwolenie, to musimy sobie na nie zasłużyć. Po pół godzinie, spocona, uznała, że dopełniłyśmy warunków umowy :) Aby nie zmieniła zdania dopilnowałyśmy by po raz wtóry dyszała w spazmach. Aldona ma tak drobne dłonie, że fisting w jej wykonaniu różni się całkowicie od tego, co znałyśmy dotychczas. Potrafi prawie bez oporu wsunąć się do środka, by wykonując skomplikowane ruchy dłonią doprowadzić cię do szczytu. Miałam okazję obserwować jak fistuje Martę. To było jak poezja. Teraz mogłam zobaczyć to, czym sprawiła, że tej nocy mdlałam kilkukrotnie z rozkoszy. Jej technika była niesamowita, ani razu nie dotknęła łechtaczki Marty, a mimo to jej orgazm był jak huragan.
Wracając do naszego tygodnia spędzonego u dziewczyn musze przyznać, że podzieliłyśmy się na pary. Ja większość czasu spędzałam z Elą, Marta z Karoliną. W takim też układzie spałyśmy.
Najważniejszym wydarzeniem tygodnia, przynajmniej dla mnie była wizyta w salonie piercingu. Dzięki Elżbiecie zdecydowałam się w końcu na założenie identycznego jak u niej kolczyka. Kółka przechodzącego głęboko pod podstawą łechtaczki. Na razie umówiłam się tylko na zabieg. Według osoby, która ma go wykonać nie ma przeciwwskazań. Troszkę się bałam jego opinii, gdyż ten rodzaj piercingu zależny jest od budowy anatomicznej, a bardzo zależało mi właśnie na tym konkretnym umiejscowieniu kolczyka. Miałam okazję przekonać się jak bardzo wzbogacił on zakres doznań erotycznych u Elżbiety. Delikatnie bawiąc się nim stymuluje się jakby „od spodu” łodyżkę łechtaczki. Efekty są zadziwiająco mocne, i mam nadzieję, że mój kolczyk dostarczy mi identycznych doznań jak Eli. Mam już nawet kupione tytanowe kółko. Za radą Eli i jej znajomego wybrałam odrobinę grubsze niż standardowe. Będzie na początku nieco bardziej bolało przy przekłuwaniu i gojeniu, ale potem będzie lepiej wyglądać i układać się podczas noszenia. Zabieg odbędzie się zaraz po powrocie z Mazur, za dwa tygodnie. Jedyną rzeczą, która mnie martwi to czas gojenia się od dwóch do sześciu tygodni. Mam nadzieję na dwa, z poprzednimi kolczykami w brodawkach nie miałam problemów.
Opisanie spotkania w gronie Kapłanek pozostawiłam Marcie. Ja miałabym niewiele do powiedzenia. Od początku byłam tylko z Aldoną, i zdaje się, że byłyśmy pierwszą parą, która wybrała zacisze sypialni, nie czekając nawet na tradycyjną wspólną zabawę na dole.
Ania jak zwykle skoncentrowała się na tym, co działo się wokół jej osoby :) Nie mogę jednak zarzucić jej, że całkowicie zapomniała o mnie. Podczas sesji, spędzałyśmy większość dnia albo ucząc się, albo na uczelni. Zmęczone bardzo ceniłyśmy sen. Nigdy się jednak nie zdarzyło, byśmy nie kochały się któregoś dnia. Czasami był to zwykły pocałunek i taniec palców pomiędzy udami, kiedy indziej dziki seks nastawiony na maksimum rozkoszy osiągniętej w minimalnym przedziale czasu.
Męczyła nas trochę monotonia rytmu nauka-sen-seks, a bardziej precyzyjnie monotonia części dotyczącej spania i uczenia się. Seks za każdym razem był inny. Tego, czego nam naprawdę brakowało, były nasze spotkania z dziewczynami. Prawdopodobnie to było głównym powodem, dla którego przyjęłyśmy od nich zaproszenie do czasowego zamieszkania razem.
Pierwsza noc u naszych partnerek była bardzo wyczerpująca dla naszej czwórki. Zamiast spać przeszalałyśmy całą noc.
Zaczęło się od rozmowy do późna w nocy, a skończyło przed pójściem na górę do wspólnej sypialni na tańcu. Tańcząc byłyśmy już nieco pijane wypitym winem, co sprawiło, że tuląc się w rytmie muzyki pozwalałyśmy sobie na o wiele więcej niż dopuszczają kanony tańca. Obok nas Ania i Ela zdejmowały powoli z siebie sukienki. Tańcząc na wyciągnięcie dłoni rozpinały stopniowo guziczki na piersiach, odsłaniając bieliznę. Po chwili tańczyły półnagie tuląc się do siebie nagimi piersiami. Potem straciłam możliwość obserwowania tego, co się dzieje dookoła. Gdy Karolina wsunęła dłoń w moją bieliznę oparłam na jej ramieniu głowę i tańcząc z zamkniętymi oczami odwdzięczałam się jej podobna pieszczotą. Z naszego upojnego odrętwienia wyrwały nas nasze partnerki, przywierając nagie do naszych pleców. Poczułam dłonie Eli na swoim ciele. Palce zdejmujące ze mnie odzienie. Po kilkunastu sekundach stałyśmy w delikatnie oświetlonym salonie zupełnie nagie. Może zostałabym w nim z Karoliną dłużej, było nam tak dobrze tulić się do siebie w tańcu, ale Ela przejęła inicjatywę i zarządziła wymarsz do sypialni. Zanim znalazłyśmy się w łóżku, zafundowała nam wszystkim zimny prysznic. Myślę, że nic tak nie niweluje rozleniwienia alkoholem i nie podnosi apetytu na seks, niż lodowaty tusz. Wciągała nas po kolei do kabiny prysznicowej, myła szybko sprawnymi dłońmi, dłońmi następnie wychodząc z niej przełączała wodę na zimną. Każda z nas musiała spłukać z siebie pod lodowatą strugą mydło i dopiero po tym mogła opuścić kabinę, gdzie pozostałe czekały, by natrzeć ją grubym ręcznikiem. Chyba wszystkie z nas poza Elą wydawałyśmy dość dziecinne piski pod wpływem zimna płynącej z góry wody. Gdy nareszcie znalazłyśmy się we cztery pod kołdrą, nie było widać po nas skutków wypitego alkoholu, czy zmęczenia. W łóżku byłyśmy głęboko po północy. Zasnęłyśmy tuż przed świtem. Zmęczone upojną rozkoszą, jaką obdarowywałyśmy się przez większą część nocy, wyczerpane i syte przeżytymi orgazmami. Wtulone spałyśmy do południa. Budząc się czułam się dalej niewyspana. Nie miałam siły pójść pod prysznic jak Ania i Karolina i z wdzięcznością przyjęłam od Eli zaproszenie do kąpieli. Ciepłej, pachnącej cytrusami, wypełnionej delikatnym dotykiem dłoni myjących moje ciało. Wystarczył mi tego poranka dotyk jej dłoni. Nie miałam ochoty na seks, ale z przyjemnością przyjęłam miły dla ciała podwodny masaż. Gdy skończyła masować moje uda wtuliłam ją pomiędzy nie. Oparta plecami o moje piersi odchyliła głowę na moje ramię, a ja mogłam odwdzięczyć się jej pieszczotą karku, piersi, podbrzusza. W przeciwieństwie do mnie, Ela najwyraźniej miała ochotę na coś więcej niż odprężający masaż o poranku. Całując jej kark sięgnęłam pomiędzy uda. Wtuliłam się w jej łono palcami. Pieszcząc jej srom, bawiąc się delikatnie kolczykiem dałam jej tego, czego pragnęła. Było mi rozkosznie trzymać w ramionach, wtulone plecami do mnie, omdlałe z rozkoszy ciało. Ciszę po spełnieniu zakłócały jedynie odgłosy spod prysznica. Najpierw jęki Ani, potem Karoliny. Mogłam nawet obserwować poprzez matowa szybę, jak Ania klęcząc przed Karoliną wtula usta w jej łono. Podziwiałam je za energię, jaką tryskały tego poranka. Ja, rozleniwiona ciepłem kąpieli, nie miałabym nic przeciwko krótkiej drzemce po wyjściu z wanny.
Po śniadaniu zrobiła się druga po południu. Gdy dziewczyny wybrały się samochodem na zakupy niezbędne do przygotowania piątkowo-sobotniego spotkania wybrałam małą drzemkę. Dopiero, gdy wróciły pomogłam im w planowaniu weekendowego party.
Wieczorem udało się nam w końcu wykroić i uszyć wzór tuniki, jaka miała być obowiązującym strojem naszych „Rzymskich Bachanaliów”. Białej, z prześwitującego materiału. Kusej na tyle, że ledwo zasłaniającej pośladki, ściąganej w pasie z szerokim marszczonym dekoltem i wiązanymi ramiączkami. Na próbę ubrałam się w nią. Chodząc odsłaniała nieznacznie pupę. Gdy pociągnęło się za zawiązane na kokardki ramiączka, góra opadała odsłaniając piersi. Jeśli wcześniej rozwiązało się pasek materiału zaznaczający talię to cała tunika bez trudu opadała na ziemię. Ponieważ była bardzo luźna, jej rozmiar był bardzo uniwersalny. Musiałyśmy uszyć osiem takich strojów. Dwie dziewczyny miały być przebrane za niewolnice. Nagie, wysmarowane olejkiem do masażu, ubrane jedynie w maleńki skrawek materiału nieznacznie zasłaniający łono a przymocowany do cieniutkiego sznurka opasującego talię. Ich zadaniem miało być dbanie o pełne kieliszki i uzupełnianie specjałów kuchni, jeśli czegoś zabraknie na rozstawionych po salonie stolikach. Oczywiście, jako posłuszne niewolnice, gdy atmosfera stanie się już zupełnie swobodna, mogą zostać też poproszone o spełnienie jakiegoś wymyślnego marzenia, którejś z Kapłanek.
Same piątkowo-sobotnie bachanalia udały się wyśmienicie. Dzięki pomysłowi na „strój służbowy” od początku było nieskromnie i ciekawie. Bardzo podobał się wszystkim pomysł z wyznaczeniem dwóch „niewolnic”. Ich roli podjęła się para dziewczyn. Przybyły one nieco wcześniej niż inne uczestniczki. Karolina pomogła im się ubrać, a właściwie natarła je wonnym olejkiem. Do ich pierwszych obowiązków należało rozdanie przychodzącym paniom strojów, oraz wskazanie miejsca do przebrania się. Ponieważ wszystkie uczestniczące w spotkaniu dziewczyny znają się od dawna i nie po raz pierwszy brały udział w tego typu spotkaniach, wszystko odbyło się sprawnie i szybko. Gdy zamknęły się drzwi za ostatnią uczestniczką, Ela przebrała się również w strój bachantki dołączając do towarzystwa.
Jak zwykle spotkanie zaczęło się od plotek, oraz ostrożnego szukania dla siebie partnerki, czy partnerek na noc. Tym razem nikomu poza Anią i Aldoną nie spieszyło się do zacisza sypialni. Większość dziewczyn rozpoczęła wspólne igraszki w salonie, na puszystym dywanie. Większość z nas siedziała na nim w parach, oglądając przytulone film erotyczny, jaki zaserwowały nam gospodynie. Jak na tego typu produkcję był całkiem sprawnie zrobiony. Właściwie nikogo nie obchodziła fabuła i poza początkiem filmu nikt go nie oglądał. Był on jedynie pretekstem do tego, by nieco ośmielić nas, co udało się znakomicie. Już na początku filmu większość dziewczyn tuliła się ze sobą i całował. W połowie, po tym jak opuściły nas Ania i Aldona, zapanowała częściowa lub całkowita nagość. Po przygaszeniu świateł, w półmroku przestałyśmy zwracać uwagę na to, co się dzieje wokół nas. Były tylko cienie, ciche jęki, westchnienia. Mojej partnerki zupełnie nie krępowała panująca atmosfera, a po chwili pocałunków i mi udzielił się jej spokój. Całując mnie nie zdjęła ze mnie całkowicie togi. Zsunęła tylko jedno z jej ramiączek odsłaniając prawą pierś. Gdy położyła mnie na dywanie, wsunęła się pomiędzy moje zgięte w kolanach nogi. Rozłożyła je szeroko jak podczas badania ginekologicznego i przywarła do mnie ustami. Koło mnie leżała inna kobieta. Kiedy ja zamykałam dopiero oczy rozkoszując się wstępną pieszczotą, ona już dyszała w drodze ku orgazmowi. Gdy ja zbliżałam się do swojego, ona odpoczywając po swoim, zwróciła głowę w moją stronę całując usta. Czułam się dziwnie, ale jednocześnie cudownie. To było bardzo ekscytujące, całować się z kimś prawie przypadkowym, czując jak palce innej osoby wsuwają się do wnętrza ciała. Po chwili pieściła moje piersi, lizała je, delikatnie przygryzała. Wkrótce miałam orgazm, podczas którego czułam na sobie wiele dłoni. Jakoś tak spontanicznie wyszło, że podzieliłyśmy się na dywanie w dwa trójkąty i parę. Właściwie spontanicznie, nieplanowanie. Taki też był seks. Improwizowany, chwilami zaskakujący, ale bardzo zmysłowy. Któraś z dziewcząt zaproponowała wspólną kąpiel i we troje wylądowałyśmy po dobrej chwili potrzebnej na napełnienie przestronnej wanny w ciepłej wodzie. Jeśli jeszcze na dole zachowywałyśmy się w miarę poprawnie, to tu, tylko we troje nie krępowałyśmy się absolutnie. Szybko wypiłyśmy przyniesioną ze sobą butelkę lekkiego wina, a gdy znudziła się nam wzajemna masturbacja prysznicem, przeniosłyśmy się do sypialni. Tu szczerze powiedziawszy poszłyśmy prawie natychmiast grzecznie spać. Nawet nie zauważyłyśmy, że bawiąc się wspólnie na dole, a potem w wannie spędziłyśmy ze sobą pół nocy. Dopiero rano, a właściwie wczesnym przedpołudnie na nowo zaczęłyśmy świntuszyć. Gdy stało się już bardzo duszno od erotycznej atmosfery, postanowiłam zostawić moje partnerki razem. Było widać, że mają ochotę bliżej zająć się sobą i w danej chwili troje byłoby zbyt wielką liczbą. Z ciekawości odwiedziłam Anię. Właściwie to pewnego rodzaju tradycja. Ta, która po wymianie partnerek obudzi się pierwsza przeważnie przychodzi przywitać się. W łóżku czekała na mnie miła niespodzianka. Niekiedy, gdy Ania chce mnie do czegoś przekonać, potrafi być bardzo przekonywująca. Także tym razem uległam jej prośbie, choć nie bez wydatnej pomocy Aldony :) O tym jednak pewnie już napisała Ania.
Marta
Czwartek, 26 maja 2005
Razem...
Spędziłam wczoraj cudowny dzień. Miałam w środę mniej zajęć niż zwykle. Z różnych powodów mój dzień na uczelni skończył się już o trzynastej. Niestety Ania miała dziś zajęcia do późnego popołudnia, a po nich jeszcze chciała iść na zajęcia z jogi. Ni przekonał ją do zmiany planów nawet SMS z wiadomością, że umówiłam się z Karoliną na kawę, spacer i może coś więcej. Życzyła nam tylko miłej zabawy. Po chwili dostałam kolejnego SMS z pytaniem, czy nie miałybyśmy nic przeciwko temu, by dołączyła do nas po zajęciach z jogi. Po całej serii ustaleń stanęło na tym, że spędzimy we cztery noc u dziewczyn. Ania była odpowiedzialna za to, by wpaść przed joga do naszego mieszkania po kilka rzeczy na noc. Ponieważ Ela również miała pojawić się dopiero późnym popołudniem, miałyśmy z Karoliną mnóstwo czasu dla siebie.
Spacer po parku zajął nam nieco czasu, a gdy znużyłyśmy się nim spędziłyśmy nieco czasu na kawie i plotkach. Skuszone okazją pokręciłyśmy się nieco po sklepach, by w końcu, udać się do Karoliny.
Bolały nas od chodzenia stopy. Zjadłyśmy szybki lunch z owoców i sałatki z kurczakiem, po którym postanowiłyśmy dać odpocząć stopom w wannie. Stwierdzam ponad wszelką wątpliwość, że nie istnieje nic przyjemniejszego po dniu spędzonym na chodzeniu, niż gorąca kąpiel z hydromasażem. Zwłaszcza, gdy jest to kąpiel w miłym towarzystwie, przy odrobinie, no może więcej niż odrobinie, słodkiego w...
KOMIKSEROTYCZNY