subhas.doc

(106 KB) Pobierz

Zwolennicy porównywali go do Garibaldiego i Masaryka , przeciwnicy do Wang Jingweia i Vidkuna Quislinga ; dyskusja na temat jego oceny trwa w Indiach i krajach anglosaskich niemal od półwiecza. W Polsce natomiast Subhas Chandra Bose pozostaje postacią niemal całkowicie nieznaną , jak zresztą większość ważnych protagonistów drugiej wojny światowej w Azji. W czasach PRL o tej ostatniej mówiono głównie w kontekście konfliktu na Pacyfiku , historia zaś Indii Brytyjskich , także z uwagi na trudność jej badania , mało kogo interesowała. Tymczasem dla Indusów Bose jest jednym z najwybitniejszych bojowników o wolność , a koleje jego losu – z uwagi na niejasne okoliczności śmierci – wciąż intrygują badaczy.

Najbardziej może kontrowersyjny polityk indyjski XX wieku urodził się 23 stycznia 1897 w Cuttacku , obecnie największym mieście stanu Orissa (wówczas należącym do Bengalu) ; w domu , w którym przyszedł na świat , mieści się obecnie jego dość tandetne muzeum. Jego ojciec , Janakinath , choć wywodził się z wysokiej kasty , zaczynał karierę życiową jako biedny imigrant z Kalkuty ; w roku narodzin Subhasa był już jednak wziętym i zamożnym prawnikiem , który niedługo potem zdobył prestiżową funkcję adwokata urzędowego i wszedł do Bengalskiej Rady Sądowniczej. Wydaną za niego w wieku czternastu lat Prabhabati Dutt , pochodzącą z jednej ze znaczniejszych rodzin w Cuttacku , pochłaniało rodzenie dzieci i opieka nad tymi , które z czternastu wydanych na świat (Subhas był dziewiąty) przeżyły niemowlęctwo. Choć niepiśmienna , umiała przekazać dzieciom to , co sama wyniosła ze (szczątkowej) ustnej edukacji , a potem pilnie nadzorowała ich szkolną naukę. Była też żarliwą hinduistką (choć z dużym dystansem podchodziła do społecznych treści tej religii , nie wahając się np. opiekować chorym kolegą syna z jednej z najniższych kast). Jak większość wyższych sfer Bengalu , dom Bose’ów był jednak dość mocno zokcydentalizowany. Mały Subhas , zapamiętany jako ciche dziecko z nosem w książkach , czytał do poduszki klasyczne eposy hinduskie i utwory Kalidasy , ale też Szekspira i Wordswortha. Znamienne , że gdy poszedł do szkoły , znał historię Imperium Brytyjskiego lepiej niż Indii , a w bengali mówił gorzej niż po angielsku , choć to pierwszym z tych języków rozmawiano w jego domu. Z pewnością nie było w nim wówczas niechęci do kolonizatorów , choć ich dzieci , stanowiące większość jego szkolnych kolegów , na Indusów patrzyły zwykle z góry.

W szkołach – do pierwszej z nich , podstawowej , trafił w 1902 – uczył się na ogół dobrze , choć na świetne noty , jakie stawiali mu nauczyciele , miała też chyba wpływ pozycja jego ojca. W szkole średniej (1909-1913) zaczytywał się Gibbonem , Mazzinim i Johnem S. Millem , ale też słynnym już Rabindranathem Thakurem (znanym bardziej jako Tagore). Uczeń tego ostatniego , Dilip Kumar Roy – później wielki śpiewak indyjski – miał się stać wkrótce najbliższym przyjacielem Subhasa. W tym czasie zafascynowały go też nauki zmarłego niedawno jogina i mistyka Wiwekanandy Swami , głoszącego tolerancję i równość religii , nawołującego do uczenia się od Zachodu przy jednoczesnym nawrocie do duchowości hinduistycznej i wedyjskiej , a wreszcie do celibatu i traktowania każdej kobiety „jak matki lub siostry”. Próba realizowania tego ostatniego doprowadziła nastolatka do , jak potem opisywał , „bolesnego konfliktu psychicznego , skutkującego niewypowiedzianym cierpieniem i agonią” a trwającego przez lat kilkanaście , dopóki chłopak nie doszedł do wniosku , że tłumienie własnych instynktów do niczego nie prowadzi. Całe to doświadczenie wyczuliło go jednak na psychikę przeciwnej płci : z kobietami przyjaźnił się chętniej i głębiej niż z mężczyznami , szybko też przyswoił sobie (gdy je poznał) idee feminizmu. Do nielicznych przyjaźni z kolegami podchodził jednak z żarliwością i egzaltacją równą wileńskim filomatom („Jesteś mój na wieki , a ja twój na wieki (…) czy nie wiesz , żeś zawsze był moim Kriszną?” – pisał wtedy do swego największego wówczas przyjaciela , Hemanty Sarkara).

Świetne wyniki Subhasa na egzaminie dojrzałości sprawiły , że w 1913 trafił do prestiżowego Presidency College w Kalkucie (tam właśnie poznał Roya). Rok później , próbując zaspokoić głód duchowości , spędził wakacje na pielgrzymce do świętych miejsc hinduizmu , podczas której nabawił się tyfusu i głębokiego wstrętu do kastowego porządku , każącego jednym pielgrzymom gardzić drugimi. W tym czasie zaczął się też poważnie zrażać do rządów brytyjskich , choć nie jest jasne , od kiedy i pod jakim wpływem proces ten miał miejsce : z pewnością przyczynił się do tego fakt , że obecność Brytyjczyków była w Kalkucie znacznie bardziej zauważalna (stałe stacjonowanie silnego garnizonu w William Fort) , swobodę Indusów ograniczały surowe przepisy stanu wojennego , a przerażone klęskami w Europie władze traktowały studentów , jako potencjalnych wywrotowców , z dużą podejrzliwością , nierzadko ich aresztując.

Według samego Bose’a punktem zwrotnym były wydarzenia z roku 1916. Nauczyciel historii , Edward Oaten (skądinąd wybitny znawca i badacz Indii) , któremu zdarzało się mówić , że Anglicy „mają misję , by ucywilizować Indusów” a język bengali porównywał do „wycia wilków” , obraził i uderzył jednego z uczniów , którego koledzy odpłacili mu kilka dni później tą samą monetą. Wielkich obrażeń nie odniósł , ale sam fakt ataku na nauczyciela zelektryzował całą Kalkutę. Choć Bose konsekwentnie upierał się , że w bójce nie brał udziału , a „tylko się przyglądał” , Rada Pedagogiczna nie dała mu wiary. Słusznie zresztą. Choć we wszystkich oficjalnych publikacjach przyszły Netaji do końca życia upierał się , że był niewinny , w 1921 napisał do swego starszego brata Sarata : „Gdybym w 1916 stanął przed Jamesem (dyrektorem) i przyznał się , że brałem udział w napaści na Oatena , byłbym dziś lepszym i prawdziwszym (truer) człowiekiem”.

Wydalony ze szkoły z „wilczym biletem” Subhas , nie mogąc studiować , spędził kolejny rok w Cuttacku. W 1917 przyjęto go wreszcie do kalkuckiego Scottish Church College , gdzie starał się koncentrować na nauce i nie rzucać władzom w oczy. Odbył za to szkolenie wojskowe (choć utrudniano mu to z powodu wady wzroku) , nabywając „siły i pewności siebie (…) Jako żołnierze mieliśmy prawa , którym odmawiano nam jako Indusom”. Wojsko miało pozostać jego fascynacją , choć raczej nie sądził , że będzie miał z nim więcej do czynienia , zdając w 1919 ze świetnym wynikiem końcowe egzaminy w koledżu. Janakinath , który w ramach niejasnych do dziś spięć stracił dwa lata wcześniej rządową posadę , postanowił zapewnić uzdolnionemu synowi jeszcze lepszą , wysyłając go na Wyspy Brytyjskie (z których niedawno wrócił z dyplomem adwokackim Sarat) , gdzie miał zdać egzamin uprawniający go do wstąpienia w szeregi Indyjskiej Służby Cywilnej (ICS) – śmietanki elity urzędników brytyjskich na subkontynencie. Subhas , wtedy już stanowczo niechętny karierze we władzach kolonialnych (krótko wcześniej miała miejsce osławiona masakra w Amritsarze) uległ jednak namowom i na jesieni znalazł się na studiach w Cambridge.

Jego refleksje i doświadczenia były nader różne. Szybko przekonał się przede wszystkim , że życie w Wielkiej Brytanii jest o wiele milsze niż w Indiach Brytyjskich : studentów tu szanowano zamiast ich inwigilować , swoboda dyskusji była znacznie większa , a ludzie bardziej sobie ufali. „Mają wiele wad” – pisał do Sarkara – „ale za ich cnoty należy im się szacunek”. Do cnót tych zaliczał min. umiejętność rzetelnej pracy „z zegarkiem w ręku” , optymizm i głęboki patriotyzm. Nie zmieniło to jego niechęci do rządów kolonialnych. W tym samym liście stwierdzał : „Nic mnie bardziej nie cieszy niż to , że biali mi służą , i możność patrzenia , jak czyszczą mi buty”. Nadto obyczajowość Wielkiej Brytanii była (z punktu widzenia Bengalczyka) wręcz libertyńska , co Subhasa z jego zahamowaniami przyprawiało o męki Tantala. Z drugiej strony to właśnie wyzwolone Europejki , nie niewykształcone i poddane mężom Bengalki rozumiały ideę męsko-damskiej przyjaźni. W towarzystwie nieodłącznego Dilipa (też studiującego w Cambridge) Subhas często odwiedzał niejaką panią Dharmavir , Angielkę zamężną z Pendżabczykiem , z którą połączyła go głęboka więź.

Po rocznych studiach przystąpił do egzaminu ICS , który jednak oblał (niewykluczone , że wcale się tym nie zmartwił). Wszelako ucząc się do niego zdobył głęboką wiedzę o polityce , kulturze i historii Europy. „Nas , Indusów , nauczono” – wspominał potem – „by postrzegać kontynent europejski jako powiększoną wersję Wielkiej Brytanii. A to jest ogromny błąd”. Ojciec i starsi bracia nalegali , by po roku spróbował ponownie , on jednak już otwarcie pragnął nie utrwalać , a rozsadzać od środka brytyjski reżim kolonialny. Impulsem stała się dla niego decyzja Chitty R. Dasa , jednego z najwybitniejszych adwokatów z Kalkuty , który postanowił zrezygnować z kariery i poświęcić się gandystowskiemu ruchowi niepodległościowemu. Bose natychmiast napisał do niego , oferując swe usługi jako dziennikarza , nauczyciela lub działacza na prowincji ; szybko otrzymał pozytywną odpowiedź. Zdawszy w 1921 egzamin licencjacki (tzw. Tripos) zrezygnował z ubiegania się o stołek w ICS i wyjechał z powrotem do Indii. Ze statku napisał do pani Dharmavir , wyjaśniając jej – obok innych rzeczy – czemu właściwie opuścił Wyspy : „Nigdy nie byłem szczęśliwy podczas pobytu tam. Nasze polityczne relacje z Anglią są takie , że to uniemożliwiają ; wrażliwemu Indusowi każda chwila pobytu w Anglii uprzytamnia , jakie jest jego miejsce w świecie. (…) Nie sądzę , by powrót do Indii uszczęśliwił mnie sam w sobie. Tam będę czuł to samo”. Liczył jednak , że znajdzie „ukojenie w próbie dołożenia swej cegiełki do budowy nowych Indii” i zapraszał tam przyjaciółkę , przekonując , że „znajdziesz tu ludzi (…) dla których cywilizacja nie polega na gromadzeniu fabryk , drapaczy chmur i pięknych strojów , ale na wznoszeniu się ducha ludzkiego ku Niebiosom”.

Po niebiosach jednak nazbyt błądził jego zdaniem Gandhi , którego akcja obywatelskiego nieposłuszeństwa w chwili powrotu Bose’a do Indii znajdowała się w pełnym toku. Przewodniczący Indyjskiego Kongresu Narodowego (INC) organizował akurat bojkot zachodnich ubrań , w razie próby stłumienia tej akcji przez rząd gotów do rzucenia hasła niepłacenia podatków. Z tym Bose się zgadzał , ale gdy w rozmowie z ust Gandhiego padło stwierdzenie , że niepodległość Indii zostanie tym sposobem osiągnięta „w ciągu roku” musiał o nim pomyśleć , i słusznie , jako o niepoprawnym fantaście. Przyszły Netaji napisał potem (co prawda w 1934 , gdy jego konflikt z Gandhim był już głęboki) że żądał wówczas powzięcia konkretnych kroków politycznych – na przykład upewnienia się , że bojkot przyniesie wymierne straty brytyjskim włókniarzom z Lancashire i tym samym zmusi Izbę Gmin do ustępstw ; jego rozmówca jednak wolał pokładać nadzieje w „duchowej przemianie”. Jak by nie było , obaj powzięli do siebie urazy już przy pierwszym kontakcie. Mieli zbyt magnetyczne osobowości , by ulec czarowi drugiego.

Jak jednak słusznie zauważył Mihir Bose , przyczyny konfliktu S. C. Bose’a i Dasa z Gandhim leżały głębiej. Bengal był mocno (jak na Indie) zokcydentalizowany , a warstwy wyższe w jakiejś mierze przyswoiły sobie hasła anglosaskich liberałów. Hinduiści i muzułmanie żyli tu (znowu jak na Indie) w miarę zgodnie , choć koncentracja znacznej części kapitału w rękach tych pierwszych rodziła tarcia. Było tu też silne i wzmacniane wspólnym językiem poczucie regionalnej odrębności. Wszystko to kiepsko pasowało do wizji Gandhiego , który chciał budować nowe Indie na absolutnym oddaniu wobec jego idei i hinduistycznym dziedzictwie – niektóre elementy jego programu Bose miał później przejąć , z niektórymi jednak nigdy nie znalazł punktów wspólnych.

Tymczasem jednak młody działacz rzucił się w wir pracy przy Dasie w Kalkucie , uruchamiając swe kontakty z czasów studiów i organizując konkurencyjny wobec brytyjskich placówek Uniwersytet Narodowy. Jednocześnie koordynował działania aktywistów INC organizujących antybrytyjskie pikiety. Gdy jednak pod koniec roku Gandhi wezwał do hartalów (strajków generalnych) w proteście przeciw wizycie brytyjskiego następcy tronu , cierpliwość władz się wyczerpała. Kongres zdelegalizowano , a wielu działaczy osadzono w więzieniach – w tym Bose’a i Dasa (na pół roku) i nieco później samego Gandhiego (na dwa lata). Nikłe rezultaty akcji strajkowej przywiodły obu Bengalczyków do wniosku , że być może INC zamiast bojkotować instytucje państwa powinien je opanować , biorąc udział w wyborach do rad prowincjonalnych utworzonych w wyniku niedawnych reform Montagu – Chelmsforda. Mimo sprzeciwu Gandhiego ruszyli do akcji natychmiast po wyjściu z aresztu , organizując szybko bengalskich aktywistów ; poparcie społeczne zapewnili sobie kierując akcją pomocy dla ofiar cyklonu , który nawiedził wybrzeże latem 1922. Za to na zjeździe Kongresu przegrali sromotnie : wierni uwięzionemu przywódcy działacze przegłosowali ich stosunkiem 1748 głosów do 890. Wściekły Das , nie oglądając się na kolegów , założył wówczas ze swymi zwolennikami Partię Swaraj[1] (nie występując jednak z Kongresu , który partią formalnie nie był). Bose został redaktorem naczelnym wydawanego przez nią pisma , na którego łamach wzywał do udziału w wyborach i zwalczał bezkrytyczną wiarę w idee Gandhiego. Ten , nie chcąc rozłamu wśród Indusów , wezwał resztę Kongresu do uszanowania decyzji Dasa. Porozumienie z Gandhim ułatwiło Partii Swaraj triumf w wyborach do Rady Miejskiej Kalkuty : zdobyła tam ponad dwie trzecie miejsc , Dasowi przypadł fotel burmistrza , Bose’owi – wiceburmistrza.[2] Do Rady trafił też Sarat. Zwycięstwo miało gorzki smak : przyjaźń z Bose’em zerwał Kemar , uznając wzięcie udziału w wyborach za zdradę.

 

 

W listopadzie 1937 wyjechał znów do Europy. Zatrzymany z niejasnych powodów przez policję włoską , wyszedł jednak szybko na wolność i podążył do Austrii. Boże Narodzenie spędził z Emilią.

Prawdopodobnie wtedy , 26 grudnia , nastąpił też ślub tej pary. Rzecz odbyła się w takiej tajemnicy , że do dziś nie są znane jakiekolwiek okoliczności ani forma ceremonii (o ile w ogóle była jakaś ceremonia ; w każdym razie ślub zapewne nie był urzędowy , gdyż nie zachowały się po nim żadne dokumenty) , a nawet datę Emilie ujawniła dopiero w 1994 , dwa lata przed śmiercią : z tego powodu bywa ona kwestionowana. Atmosfera konspiracji towarzyszyła małżeństwu i później : pan młody aż do 1943 nie powiedział o nim nikomu z przyjaciół , rodziny ani współpracowników (tym ostatnim nie przeszkodziło to po wojnie snuć najdziwniejszych plotek dotyczących ślubu , które jako „relacje osób bliskich” do dziś pokutują w różnych opracowaniach) a i potem poinformował ich tylko , że ma żonę i dziecko. We wszystkich też dokumentach urzędowych (np. wniosku o wizę chińską) małżonek Emilie jako swój stan cywilny wpisywał „kawaler” , we wzajemnych listach zaś nowożeńcy zwracali się do siebie „Fraülein Schenkl” i „Mr. Bose”. Nietrudno wytłumaczyć tego powody. Bose obawiał się zapewne , że dowiedziawszy się o tym związku wywiad brytyjski spróbuje wykorzystać jego żonę , by wywrzeć nań naciski. Rychły Anschluss Austrii spowodował też wprowadzenie w niej ustawodawstwa III Rzeszy , przewidującego karę śmierci za „mieszane rasowo” związki. Wreszcie dla sporej części (jeśli nie większości) indyjskich zwolenników Bose’a ślub ich przywódcy z Europejką byłby wręcz niewyobrażalny – czy to z powodów rasistowskich , czy nacjonalistycznych , czy po prostu dlatego , że stanowił zaprzeczenie wizji świata konserwatywnych obyczajowo Bengalczyków. Jak myślisz – spytał w 1944 Lakshmi Swaminathan , może jedynej osobie , której zwierzył się z tych rozterek – czy ludzie w Indiach zrozumieją? Wielu nie zrozumiało do dzisiaj.[3]

 

W przebraniu głuchoniemego Pasztuna (miejscowego języka paszto oczywiście nie znał) został przewieziony przez granicę i stanął w Kabulu.

Mimo opuszczenia Indii nie czuł się bezpiecznie , podejrzewając słusznie , że w Afganistanie nie brakuje brytyjskich szpiegów. W rzeczy samej choć władze afgańskie ostentacyjnie trzymały się neutralności , wizja ich przekupienia (albo obalenia) i przeciągnięcia kraju na swoją stronę przez ZSRR lub co gorsza państwa Osi (Rzym i Berlin istotnie rozważały poparcie pretensji eks-króla Amanullaha) spędzała sen z powiek gabinetowi Churchilla. Bose odwiedził kolejno ambasady Związku Sowieckiego , Niemiec i Włoch , proponując antybrytyjską kooperację. Zrobił spore wrażenie na włoskim ambasadorze Quaronim , który wydał mu paszport na fałszywe nazwisko Orlando Mazzotta. Z paszportem tym Indus uzyskał wizy tranzytowe ZSSR i Niemiec , natychmiast podążając do tych ostatnich via Samarkanda i Moskwa. Jak ujawnił w 2005 Eunan O’Halpin , przyszły Netaji uniknął w ten sposób śmierci. Wywiad JKM przechwycił bowiem dotyczącą go korespondencję Rzymu z ambasadą włoską w Kabulu i władze brytyjskie – przypuszczając , że Bose obierze południową drogę do Europy – zleciły swym specsłużbom (SOE) zlikwidowanie go w Turcji[4].

 

Choć wszyscy zgadzają się , że charyzma Bose’a przyciągnęła wielu ludzi – zarówno jeńców , jak i Indusów z Malajów i Birmy – trwają spory o zakres tego oddziaływania. Historycy sympatyzujący z Netajim malują tu obraz dziesiątek tysięcy Indusów zapalonych ideą i sztuką oratorską wodza , którzy bez wahania idą na śmierć lub przynajmniej składają się na wspólną sprawę ; ich przeciwnicy lansują wizję brutalnego reżimu , który wspierając się na japońskich bagnetach grabił ludzi i siłą bądź subtelniejszym przymusem wcielał ich w szeregi swej armii. Prawda leży chyba pośrodku – nie w tym sensie , że oba te stanowiska są przesadzone , lecz że oba są słuszne , odbijając niejednolitość INA. Był to bowiem twór równie mocno rozdarty skrajnościami , co jego wódz. Z pewnością wielu Indusów z diaspory , tłumnie zasilających INA , mogłoby powiedzieć o sobie to , co niejaki kapitan Dasan :

Moc jego przemów elektryzowała wszystkich , którzy go słyszeli. Gdy wezwał wszystkich Indusów Południowo-Wschodniej Azji do ofiary krwi , potu i poświęcenia , tysiące mężczyzn i kobiet poszło za nim. Był naszym przywódcą , naszym sztandarem. Oddaliśmy nasze życia jego marzeniu i poczytywaliśmy to sobie za zaszczyt.[5]

Ale bywało inaczej. Jak stwierdził po wojnie jeden z zapytanych Indusów z plantacji Pal Melayu , który wstąpił do INA i uzyskał tam nawet stopień oficerski :

Dla ludzi pracujących na plantacji jedynym usprawiedliwieniem zaciągnięcia się do INA była gwarancja bardziej honorowej śmierci – za sprawę czyjegoś kraju , zamiast upokarzającego umierania jako robotnik przymusowy w Syjamie.[6]

Wreszcie INA zapewniała dobrze płatną pracę i jedzenie – a z jednym i drugim było wówczas na terenach zajętych przez Cesarstwo krucho – i dawała ochronę przed brutalnością Japończyków. To również były pobudki niemałej części ochotników.

Wszystkie te postawy dotyczyły dobrowolnie zaciągających się mieszkańców Azji Południowo-Wschodniej , co jednak z eks-żołnierzami Armii Indyjskiej? Część z nich wstąpiła do INA dobrowolnie i chętnie , część jednak ze strachu i pod przymusem : opornych przekonywano umieszczeniem w obozach koncentracyjnych , gdzie próbowano ich złamać złymi warunkami bytowymi i terrorem.

Pytali nas zanotował jeden z więzionych - czy przejdziemy na stronę indyjską , ale nikt się nie zgodził. Wybrali trzech spośród nas i zastrzelili ich na naszych oczach. Potem znów zapytali , czy się przyłączymy. Odmówiliśmy. Byliśmy wierni tym , których chleb jedliśmy.[7] Inna rzecz , że relacje te dotyczą czasów Singha : kogo można było przekonać podobnymi metodami , do roku 1943 już dawno przekonano.

Warto zapytać , jaki procent jeńców z armii induskiej zaciągnął się pod sztandar „Wolnych Indii”. Po upadku Singapuru do niewoli poszło ich około 45 000. Mohan Singh stwierdził potem , że tylko 13 tysięcy nie chciało przyłączyć się do INA , w przemówieniu Wavella liczba ta wynosiła 25 tysięcy (tzn. większość). Wydaje się , że prawdziwe mogą być obie liczby. Większość Indusów faktycznie trafiła do „pierwszej INA” , ale spontanicznie pod wpływem przekazania Japończykom przez Brytyjczyków zwierzchnictwa nad nimi ; wkrótce zrezygnowała wraz z osłabieniem pozycji Singha oraz widząc postępowanie nowych panów. Netaji zaczynał z około dwunastotysięczną armią (ta liczba jest potwierdzona) , lecz wielu induskich żołnierzy przyciągniętych jego pozycją i charyzmą wróciło do INA – mniej więcej 8 do 12 tysięcy. 18 do 25 tysięcy (prawdziwe są jednak chyba niższe liczby) dał ochotniczy zaciąg wśród diaspory. Łącznie armia mogła liczyć czterdzieści parę tysięcy ludzi – dokładnej liczby potwierdzić nie sposób , gdyż w obliczu klęski dowództwo zniszczyło wszystkie dokumenty. Autor najdokładniejszej pracy o INA szacuje jej liczebność na 43 000 , co w każdym razie nie jest dalekie od prawdy.[8] Spotykane wyższe szacunki , np. 50 000 , biorą się chyba z wliczania Legionu Indyjskiego , który formalnie podlegał INA , lecz tylko nieliczne jego jednostki udało się przed końcem wojny przewieźć do Azji.

Podobna jak w przypadku rekrutacji dychotomia cechowała zbieranie funduszy na rzecz IIL. Życzliwi tej ostatniej autorzy koncentrują się na świadectwach typu:

Nigdy nie słyszałem tak wspaniałego mówcy. Podczas swej przemowy Netaji zaapelował do zgromadzonych o datki. Kiedy skończył , tłum zaczął cisnąć się do mównicy : mężczyźni rzucali na nią swoje obrączki , kobiety biżuterię , a ci , którzy nie posiadali złotych ozdób , po prostu pieniądze , ile mieli.[9]  

Autorem tej relacji był co prawda żołnierz INA , wszelako nie jest ona bynajmniej przekazem odosobnionym. Przeciwnie : zachowały się setki relacji o dziewczynkach , które poruszone oracjami Bose’a wyjmowały z uszu kolczyki , żebrakach oddających Netajiemu wszystkie posiadane pieniądze , funduszach płynących z całej azjatyckiej diaspory czy induskich bogaczach z Rangunu przekazujących potężne dotacje „Wolnym Indiom”. Jeden z nich darował na potrzeby ruchu tyle srebra , ile ważył Bose , przebił go jednak inny , oddając IIL cały swój wart setki tysięcy dolarów majątek łącznie z domem i ziemią , a w zamian prosząc o koszulę i spodnie w kolorze khaki , by mógł walczyć o niepodległość. Nie negując tych aktów niewymuszonej ofiarności , trzeba też wspomnieć o wcale częstej ofiarności wymuszonej , która stała się udziałem nieinduskich mieszkańców Malajów (od samych Chińczyków zażądano 50 milionów dolarów malajskich[10] „dobrowolnej” dotacji!) oraz mniej podatnej na słowa złotoustego mówcy części Indusów. Starano się wymieniać cenne przedmioty na pieniądze i kruszce , które można było ukryć , ale nie każdy mógł , chciał bądź zdążał skorzystać z tego rozwiązania. Cytując naocznego świadka (K.R. Menon , induski dziennikarz z Malajów) :

Musieli dawać. O żadnym unoszeniu się nie było mowy. Japończycy mieli władzę , Japończycy mieli władzę. Więc Indusi idą i proszą , a to znaczy , że trzeba dać. Jeśli nie dali… Cóż , po prostu mówi się im [Japończykom] : „Niestety , więcej nie udało nam się zebrać”. „Coś takiego! Tylu Indusów wokół , a wam się nie udało! Którzy to nie dali?”. I szlus. Wystarczy , że zobaczą przy tobie Japończyka , a oddadzą ostatnią koszulę , byle ratować życie.[11]

Bose bynajmniej nie sprzeciwiał się takim środkom. Wręcz przeciwnie : widział je jako część swojej „totalnej mobilizacji”. Na bogacenie się miał przyjść czas po zwycięstwie. Jak stwierdził w 1943 na zjeździe induskich biznesmenów w Singapurze :

Nie jestem w stanie pojąć , dlaczego ludzie , którzy nie chcą oddawać życia , narzekają nawet , gdy trzeba się dzielić tym , co posiadają. Czymże w końcu są pieniądze ; niczym , jeśli porównać ich wartość z wartością życia. Załóżmy , że zagraniczny rząd każe wam oddać część bogactw albo życie ; z pewnością wybralibyście to pierwsze , nie to drugie. Indusi jako naród wierzą w ideał samopoświęcenia.[12]

Uzyskane drogą owego „samopoświęcenia” fundusze jeden z urzędników „Wolnych Indii” , Kesar Singh Giani (później wybitny pisarz sikhijski) szacował na 15 milionów dolarów (malajskich) tylko z Malajów w roku 1944[13]. W Birmie zebrano jeszcze więcej , bo 215 milionów rupii indyjskich , z czego 150 od tamtejszych Indusów[14]. Trzeba wszelako oddać Bose’owi sprawiedliwość i przyznać , że pieniędzy tych nie wydawano bynajmniej na potrzeby wodza. W pierwszym rzędzie szły one rzecz jasna dla INA , jednak plany Netajiego były znacznie bardziej dalekosiężne. W kwietniu 1944 w Rangunie powstał Bank Wolnych Indii , finansujący operacje rządu Bose’a. Na obszarach okupowanych przez Cesarstwo – w Chinach Wang Jingweia , w Indochinach , na Malajach , Singapurze , Andamanach , a i w samej Japonii – pod egidą IIL stworzono dziesiątki szpitali i centrów humanitarnych. Przeznaczone były głównie , choć nie tylko , dla induskiej diaspory. Jedno tylko takie centrum w Kuala Lumpur miało roczny budżet 840 000 dolarów malajskich. 200 000 rupii poszło na renowację grobowca Bahadura Szaha Zafara , ostatniego z Wielkich Mogołów , który po powstaniu sipajów został zesłany do Rangunu i tu dokonał żywota. Rozpoczęto spłacać pożyczki zaciągnięte w Niemczech i Japonii , by po „wyzwoleniu” Indii nie być od nikogo zależnym ekonomicznie.[15] Wiara Bose’a w zwycięstwo była bezgraniczna i naiwna , wszelako ostatniego z tych określeń z pewnością nie można użyć wobec jego podejścia do tworzenia przyszłego państwa. Nie był z tych rewolucjonistów , którzy wierzyli , że „jakoś to będzie”.

 

Tak czy inaczej wiara w powrót Netajiego , żywa w Zachodnim Bengalu do lat osiemdziesiątych , znakomicie komponowała się z rosnącym dlań uznaniem po wojnie , które gdzieniegdzie przeistoczyło się wręcz w deifikację. Dobrze o tym świadczą powojenne losy INA. Ci z jej żołnierzy , którzy pochodzili z Malajów czy Singapuru , w obliczu rozpadu armii w większości starali się wrócić do domów na własną rękę (wielu z tych , którym się udało , stanęło potem do nowej walki z Brytyjczykami w partyzantce Chin Penga). Część próbowała , z różnym skutkiem , zniknąć w Birmie czy Tajlandii. Pozostałe kilkanaście tysięcy trafiło do niewoli Brytyjczyków , którzy nie mieli pojęcia , co zrobić z pojmanymi. Problemy były trzy : po pierwsze , nie chciano w żaden sposób karać ludzi walczących w INA pod przymusem , po drugie , istniał dylemat prawny związany ze statusem rządu Bose’a (jeśli był naprawdę suwerenny – a na to wskazywałaby choćby postawa de Valery – jego żołnierzy należało traktować jako jeńców wojennych wrogiej armii i sądzenie ich za zdradę było wykluczone) , po trzecie obawiano się reperkusji na subkontynencie.

Te ostatnie miały się rychło zmaterializować. Brytyjczycy ostatecznie podzielili jeńców na trzy kategorie : „białych” (którzy zadeklarowali , że do INA wcielono ich pod przymusem bądź zgłosili się tam dla uniknięcia śmierci , lecz pozostali wierni Koronie) , „szarych” (o bardziej podejrzanej lojalności , wszelako uznanych za omamionych propagandą Bose’a) oraz „czarnych” wspierających INA świadomie i aktywnie. Tych ostatnich naliczono 2565 (z około 11 000 „zweryfikowanych” żołnierzy INA). „Czarnych” (dwie pozostałe grupy rychło zwolniono) było więc tylu , że postawienie ich wszystkich przed sądem wykluczono. W końcu zdecydowano się dla przykładu wysłać tam jedynie siedmiu wyższych oficerów (w tym Nawaz Khana) , konkretnie tych , którym oprócz „zdrady” można było postawić zarzuty dodatkowe , np. okrucieństwo wobec podległych sobie żołnierzy bądź nie dających się zwerbować jeńc...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin