Arundati , autorka Terapii narodu za pomocą seksu grupowego , bardzo mądra zresztą dziewczyna z sensownym podejściem do świata , napisała kiedyś : „Moi kochankowie ratują mnie przed nicością , każdy orgazm mnie od niej oddala (a jednocześnie oczywiście przybliża…) ale nie mają do mnie dostępu , do lęku nie mają dostępu. Nie obudzą we mnie tej świadomości , która nie pozwala po nocy spać , bo ktoś bliski , najbliższy może być w niebezpieczeństwie”.
Chodziło jej o świadomość , że może umrzeć jej dziecko , którego zresztą nie ma , i właśnie dlatego nie ma. Natomiast mnie ten fragment pobudza do innych refleksji. Mam nieco inną wizję szczęścia niż ona.
W moim przekonaniu bliskość seksualna , połączona z szerzej rozumianą fizyczną i psychiczną , całościowa bliskość będąca cechą konstytutywną prawdziwego związku , to właśnie wzajemny dostęp do takich lęków i ich znajomość. Oczywiście do tego trzeba innej kategoryzacji mentalnych priorytetów. Na przykład braku genetycznego podejścia do tego , kto jest bliski , a kto nie. Jeśli nie umie się pokochać partnera najgłębiej , jak można , głębiej niż osoby z rodziny , na przekór zasadom społecznym wymagającym kochania przede wszystkim ludzi o tych samych genach , to w ogóle nie należy się za to zabierać.
Jest to oczywiście refleksja dotycząca mojej osoby. Komu jest wygodnie inaczej , to jego sprawa.
Jeśli człowiek otwiera się partnerowi na swoje najgłębsze lęki , pokonując przy tym wszak własne , przed odrzuceniem , to poczucie wypracowanej w ten sposób , tak duszą jak ciałem , jedności i bliskości , krańcowego przejścia w kategorie własnego świata relacji przy odrzuceniu kategorii społecznych i boskich , jest ni mniej , ni więcej , tylko POKONANIEM ŚMIERCI.
Bo jeśli jest się z kimś tak mocno , że ma się poczucie dojścia do kresu swoich możliwości w kochaniu i byciu kochanym , to żyje się pełnią życia , to nie marnuje się ani chwili. Jak kiedyś ślicznie powiedziała Meadwyn o swoim partnerze – „on jest wszystkimi miejscami , które kocham albo które chciałabym zobaczyć. Bo gdzie bym nie była – a lubię poznawać nowe miejsca – w każdym z nich jednak tęskniłabym za nim”. To nic , że nie zdążyło się zostać prezydentem , wybitnym śpiewakiem , laureatem tej czy innej nagrody , świętym , prorokiem , klasykiem literatury światowej i twórcą nowego globalnego ładu. Bo to wszystko jest w tej relacji.
Wirydarz