BAJKA.doc

(34 KB) Pobierz

 

 

                                                                      BAJKA

 

 

 

              Opowiem wam dziś bajkę, może sen. To się wydarzyło, a może nie. Tego nie wie nikt. Ciemny las, zimny loch. Pożądanie, pragnienie, ból i łzy. Spełniły się marzenia, dopełniła się wróżba, wyśnił się sen.

Byłam zmęczona, cały dzień w pracy, tyle ludzi,  hałas. Weszłam do mieszkania, było tak ciepło i cicho. Marzyłam tylko o wygodnym łóżku i głębokim śnie. Wzięłam szybki prysznic i nie ociągając się długo wskoczyłam w miękką pościel, sen przyszedł szybko, niespodziewanie otulił mnie swoimi ramionami. Poczułam się dziwnie, byłam we własnym łóżku a jednak czułam obcość miejsca, chłód ścian. Otworzyłam oczy, w pokoju panowała ciemność. Nagle moja miękka pościel znikła, zniknął ciepły pokój. Byłam w lochu, w chłodnym miejscu pachnącym rozgrzanym woskiem. Starałam się zobaczyć cos przez ciemność ale nie udało mi się to. Mrok był nieprzenikniony. Wiedziałam ze to sen ale jednak coś mi mówiło że to jawa, że to się dzieje. Postanowiłam wstać. Moje bose stopy dotknęły chłodnej podłogi. Nie było zimno ale moje ciało pokryło się gęsią skórką, nie wiem czy ze strachu czy z zimna. Czy może instynktownie reagowało na to co ma się stać. Po omacku dotarłam do ściany. Potem pod palcami poczułam drzwi, znalazłam klamkę o otworzyłam je. Uchyliły się cicho. Korytarz także był zalany ciemnością ale w jego końcu ujrzałam migoczące światełko. Poszłam ostrożnie w jego stronę. Stąpałam po gołych kamieniach, nie zwróciłam nawet uwagi na to że jestem nago. Nie przeszkadzało mi to, było czymś normalnym. Światełko migało i wabiło mnie, miało w sobie coś magicznego. Słyszałam jak mnie woła, kusi. Szłam w jego stronę z bijącym sercem. W mojej podświadomości rodził się strach. Co tam będzie, co tam mnie czeka. Dotarłam do małej sali, weszłam do niej. Oświetlona była świecami,  na środku ktoś stał. Wysoka ciemna postać ubrana na czarno. Instynktownie podeszłam do niego, wiedziałam ze to on, czułam to i czułam przed nim respekt, strach. Podeszłam, stanęłam przed nim, naga i bezbronna. Podniosłam wzrok na jego twarz ale szybko spuściłam wzrok, speszona, wystraszona. Spojrzałam na swoje stopy, nagie, bose. Założyłam ręce za plecy i szepnęłam:

-          witaj Książe

Tylko to jedno zdanie padło między nami, nic więcej, żadnego gestu, słowa. Stałam tak czekałam co będzie dalej, drżąca w oczekiwaniu, podniecona. Wiedziałam po co tam przyszłam. Czułam czego pragnę, czego pragnie on. Dotknął mojej twarzy, spojrzał w moje oczy. Jego wzrok był surowy ale i ciepły. Czułam strach ale i bezpieczeństwo. Przesunął palcem po moim policzku, przejechał po linii  warg. Moje usta rozwarły się lekko w oczekiwaniu, rozchyliły się w niemej prośbie. Dotknął palcem mojego języka, zagłębił się w moich ustach, zaczęłam go lekko ssać. Dotykałam go językiem, oplatałam i ssałam delikatnie. To mnie podniecało, rozpalało. Cofnął rękę, ponownie pogładził mnie po policzku. Patrzył na mnie, na moje ciało. Na sutki sterczące pod wpływem podniecenia, na mój płaski brzuch ozdobiony tatuażem. Jego wzrok lizał mnie, docierał do najintymniejszych zakamarków. Rozchyliłam lekko nogi aby jego wzrok tam dotarł, aby wdarł się w moje wnętrze. Odwrócił się nagle, poszłam za nim. Trzymałam się dwa kroki za jego plecami, szłam wpatrzona w jego nogi, nie podnosiłam wzroku. Podeszliśmy do czegoś co wyglądało jak dyby. Bałam się bo wiedziałam co chce zrobić, co mnie czeka, po co tu przyszłam. Tak się bałam. Podał mi do wyboru knebel. Wzięłam do ręki jeden mały, składający się z kulki i paska. Gdy mi go zapinał zamykając moje usta w oczach miałam łzy, łzy strachu. Nie zapiął mnie w dyby, kazał mi tylko pochylić się i oprzeć o nie. Stanęłam tak z ponętnie wypiętym tyłeczkiem, pozbawiona głosu. Skazana na jego łaskę, na jego litość. Pierwsze uderzenie to był klaps, ale napięcie jakie mi towarzyszyło sprawiło że odruchowo podskoczyłam. Kolejny klaps był mocniejszy. Poczułam pieczenie. Ból był znajomy ale wiedziałam że czeka mnie coś więcej, coś czego nie znałam. Zrobił przerwę, przerwę pełną oczekiwania, strachu. Kolejny cios był zadany paskiem. Tym razem krzyknęłam zaciskając zęby na kneblu. Teraz ból był piekący, pulsujący. Kilka sekund przerwy i ponowny raz spadł na mój pośladek, tym razem odruchowo rzuciłam się do ucieczki. Ból był straszny, palący. Stanęłam pod ścianą ze strachem i łzami w oczach. Nic nie powiedział, nic nie zrobił. Stał i czekał aż wrócę, aż ustawie się po kolejne razy. Wróciłam, drżałam ale stanęłam ponownie i odsłoniłam mój tyłeczek na którym czerwieniły się dwie pręgi. Przy kolejnym razie wgryzłam się w knebel, zacisnęłam dłonie na  ramie dyb. Starałam się ze wszystkich sił, wszystkimi zmysłami wytrzymać to. Padło kolejne uderzenie, a z nim kapały kolejne łzy. Jeszcze tylko jedno, pragnęłam je wytrzymać, pragnęłam mu pokazać ze dla niego to robię. Padło piąte uderzenie. Pośladki paliły. Ale tym razem nie odczułam tego tak intensywnie jak pierwszych. Przełamałam mój strach, oddałam mu swoje ciało. Podszedł i masował puchnące pręgi. Dotyk był kojący, podniecający. Pragnęłam go, tak bardzo go pragnęłam. Moja twarz była mokra od łez, łez oddania. Z ust ciekła mi ślina, kapiąc na skórę miedzy piersiami. Stałam tak i czułam jak na mnie patrzy, jak jest ze mnie dumny. Byłam podniecona i chciałam poznać go lepiej, jego potrzeby, jego pragnienia. Zdjął mi knebel i pozwolił odpocząć obolałym szczękom. Sam nalał sobie szampana do wysokiego kieliszka. Widziałam jak bąbelki strzelają w gór, jak pękają nad brzegiem kieliszka. Poczułam suchość w gardle ale bałam się poprosić o łyk. Stałam nadal ze spuszczoną głowa, czekając na to co on zdecyduje, na to co on pozwoli mi zrobić.  Kolejną porcje szampana nalał do miseczki, pokazał mi i postawił na podłodze. Klękłam i nie używając rąk napiłam się. Alkohol rozchodził się po moim ciele, kojąc  ból, wzmagając podniecenie. Wypiłam wszystko zachłannie. Siedział w fotelu i patrzył na mnie. Zostałam na klanach i podeszłam do niego. Chciałam oprzeć głowę na jego kolanie, powiedzieć mu o moim przywiązaniu ale bałam się odezwać. Nie wiedziałam co powiedzieć, jak przekazać mu co czuje. Ale on wiedział, czuł to.  Czuł że ma we mnie oddaną niewolnice, osobista sukę. Pragnącą jego dotyku, pragnąca czuć jego zapach.

Podał mi opaskę na oczy, założyłam ją. Chwycił mnie za włosy i zbliżył do siebie. Usłyszałam odgłos rozpinanego rozporka. Poczułam jego gorący zapach. Trzymając mnie za włosy zmusił  do wzięcia go w usta. Zagłębił się we mnie. Objęłam go wargami i otuliłam językiem.  Czułam jak wchodzi głęboko w moje gardło, brakowało mi tchu. ale ssałam go, czułam jak drży jak staje się większy. Pierwszy strumień trafił w moje podniebienie, kolejne spadły na moją twarz. Na moje nagie piersi. Pogładził mnie po twarzy. Ustawił mnie na czworaka i oparł o mnie nogi. Delektował się szampanem, relaksując się. Byłam szczęśliwa, szczęśliwa że go mam, że mogę tu być. To było niezwykłe, mistyczne. To było to czego pragnęłam, być czyjąś własnością. Poczuć prawdziwe oddanie, przynależność. Ja dawałam mu siebie o on dawał mi to czego szukałam, czego pragnęłam całe życie.

Obudziłam się, niespełniona ale szczęśliwa. Spojrzałam na zegarek. Był ranek. Muszę czekać tyle godzin, tyle czasu aby wrócić do lochu i klęknąć u boku mojego Księcia. Czego nauczy mnie tym razem, czy będzie surowy. Poszłam do pracy ale nadal żyłam moim snem. Byłam myślami w mojej bajce. Bajce o Księciu i jego niewolnicy.

 

 

 

   jashmin        

...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin