Russell B. - O powszechnikach.pdf

(395 KB) Pobierz
Problemy filozofii
Bertrand RUSSELL o powszechnikach (uniwersaliach)
rozdziały 9 i 10 książki PROBLEMY FILOZOFII ( The Problems of Philosophy , 1912)
przełożył i posłowiem opatrzył Wojciech Sady
Wyd. Nauk. PWN 1995; wyd. drugie 2003
SPIS TREŚCI:
Przedmowa
1. Zjawisko a rzeczywistość
2. Istnienie materii
3. Natura materii
4. Idealizm
5. Wiedza bezpośrednia i wiedza przez opis
6. O indukcji
7. Nasza wiedza o zasadach ogólnych
8. Jak możliwa jest wiedza a priori
9. Świat powszechników
10. Nasza wiedza o powszechnikach
11. Wiedza intuicyjna
12. Prawda i fałsz
13. Prawda, błąd i pogląd prawdopodobny
14. Granice wiedzy filozoficznej
15. Wartość filozofii
Nota bibliograficzna
Posłowie. Miejsce Problemów filozofii w twórczości Bertranda Russella
9. Świat powszechników
Pod koniec poprzedniego rozdziału zauważyliśmy, że takim rzeczom jak relacje
przysługuje, jak się wydaje, byt w pewien sposób odmienny od bytu przedmiotów
fizycznych, odmienny również od bytu umysłów i danych zmysłowych. W tym
rozdziale musimy rozważyć naturę tego rodzaju bytu, a także, jakim to przedmiotom
on przysługuje. Zaczniemy od pytania drugiego.
Borykamy się teraz z problemem bardzo starym, do filozofii wprowadził go bowiem
Platon. Jego "teoria idei" stanowi próbę rozwiązania tego właśnie problemu, jak
dotąd jedną z najbardziej, moim zdaniem, udanych. Teoria, jakiej będę bronił poniżej,
jest w wielkiej mierze teorią Platona poddaną takim tylko modyfikacjom, jakie w miarę
upływu czasu okazały się konieczne.
Problem ten przybrał dla Platona taki mniej więcej kształt. Zastanówmy się, na
przykład, nad pojęciem takim jak sprawiedliwość . Jeśli zadamy sobie pytanie, czym
ona jest, to zazwyczaj rozważymy ten, tamten i inny jeszcze czyn sprawiedliwy, w
celu ustalenia, co mają one ze sobą wspólnego. Każdy z nich musi, w pewnym
sensie, uczestniczyć we wspólnej istocie, którą znajdziemy we wszystkim, co
sprawiedliwe, i w niczym innym. Tą wspólną istotą, na mocy której wszystkie one są
sprawiedliwe, będzie sama sprawiedliwość, czysta esencja, której domieszka do
faktów życia codziennego wytwarza całą rozmaitość czynów sprawiedliwych.
Podobnie jest z każdym innym słowem, jakie daje się stosować do zwykłych faktów,
takim jak na przykład "biel". Słowo to będzie się stosować do pewnej liczby rzeczy
jednostkowych, albowiem wszystkie one uczestniczą we wspólnej istocie czy esencji.
Owa czysta istota jest tym, co Platon nazywa "ideą" lub "formą". (Nie wolno zakładać,
że tak pojęte "idee" istnieją w umysłach, choć umysły mogą je ujmować.) "Idea"
sprawiedliwości nie jest tożsama z niczym, co sprawiedliwe: jest ona czymś
odmiennym od jednostkowych bytów, które w niej uczestniczą. Nie będąc bytem
1
8893940.002.png
jednostkowym, sama nie może istnieć w świecie zmysłów. Co więcej: w
przeciwieństwie do rzeczy postrzegalnych zmysłowo, nie przemija i nie podlega
zmianom: jest wieczna, niezmienna i niezniszczalna.
W ten sposób Platon odkrył świat ponadzmysłowy, bardziej realny od zwykłego
świata postrzegalnego zmysłowo, niezmienny świat idei, któremu świat zmysłów
zawdzięcza ów blady odblask realności, jaki w ogóle posiada. Dla Platona jedynym
światem realnym jest świat idei; cokolwiek byśmy bowiem nie próbowali powiedzieć o
rzeczach w świecie postrzegalnym zmysłowo, zdołamy powiedzieć tylko tyle, że
uczestniczą one w takich to a takich ideach, które stanowią zatem całą ich naturę.
łatwo jest w takiej sytuacji popaść w mistycyzm. żywić możemy nadzieję, że w akcie
mistycznej iluminacji ujrzymy idee, tak jak widzimy przedmioty zmysłowe; możemy
też wyobrażać sobie, iż idee istnieją w niebie. Takich przejść do mistycyzmu
dokonuje się w sposób niemal odruchowy, ale podstawy tej teorii tkwią w logice i
właśnie jako opartą na logice musimy ją rozważyć.
Do słowa "idea" z czasem przylgnęło wiele skojarzeń, które, gdy odnosi się je do
"idei" platońskich, zwodzą nas na manowce. Dlatego też, aby opisać to, o co chodziło
Platonowi, zamiast słowa "idea" będziemy używać słowa "powszechnik". Istota tego
rodzaju bytu, jaki miał on na myśli, polega na tym, że stanowi on przeciwieństwo
jednostkowych rzeczy danych we wrażeniach. Wszystko, co dane jest we wrażeniu,
lub co ma tę samą naturę, co dane we wrażeniach rzeczy, nazywamy rzeczą
jednostkową ; powszechniki , przeciwnie, będą wszystkim, co może być wspólne wielu
rzeczom jednostkowym i co ma te cechy, które, jak widzieliśmy, odróżniają
sprawiedliwość i biel od sprawiedliwych czynów i białych rzeczy.
Kiedy rozpatrujemy zwykłe słowa, stwierdzamy, że, ogólnie rzecz biorąc, imiona
własne oznaczają rzeczy jednostkowe, natomiast innym rzeczownikom, a także
przymiotnikom, przyimkom i czasownikom, odpowiadają powszechniki. Zaimki
oznaczają rzeczy jednostkowe, ale są wieloznaczne: jedynie kontekst lub
okoliczności powiadamiają nas, jakie to rzeczy jednostkowe im odpowiadają. Słowo
"teraz" oznacza byt jednostkowy, a mianowicie chwilę obecną, ale, podobnie jak
zaimki, jest ono wieloznaczne, albowiem teraźniejszość nieustannie się zmienia.
Żadnego zdania, jak zobaczymy, nie sposób sformułować bez jednego choćby słowa
oznaczającego powszechnik. Najbliższe temu byłoby twierdzenie w rodzaju "lubię
to"; ale nawet tutaj słowo "lubię" oznacza powszechnik, mogę bowiem lubić inne
rzeczy, inni ludzie też mogą coś lubić. A zatem, wszystkie prawdy zawierają
powszechniki, a wszelka znajomość prawd wymaga bezpośredniej znajomości
powszechników ( acquaintance with universals ).
Zważywszy na to, że niemal wszystkie słowa, jakie znaleźć można w słowniku,
oznaczają powszechniki, dziwne jest, że nikt niemal, oprócz filozofów, nie pojmuje,
że takie byty jak powszechniki istnieją. Zazwyczaj nie zwracamy uwagi na te wyrazy
w zdaniu, które nie oznaczają rzeczy jednostkowych, a jeśli zostajemy zmuszeni do
zastanowienia się nad słowem, któremu odpowiada powszechnik, to zwykle sądzimy,
iż oznacza ono jeden z tych bytów jednostkowych, które pod powszechnik
podpadają. Kiedy, na przykład, słyszymy zdanie "Karolowi I ścięto głowę", to dość
odruchowo myślimy o Karolu I, o głowie Karola I i o operacji ścięcia jego głowy, czyli
wyłącznie o bytach jednostkowych; a zwykle nie zastanawiamy się nad tym, co
2
8893940.003.png
oznacza słowo "głowa", lub słowo "ścięto", a co właśnie jest powszechnikiem.
Czujemy, że takie słowa są niezupełne i nieistotne; mamy wrażenie, że można się
nimi posługiwać wyłącznie w pewnym kontekście. A zatem, udaje się nam w ogóle
nie zauważać powszechników jako takich, póki badania filozoficzne nie zmuszą nas
do zwrócenia na nie uwagi.
Trzeba przyznać, że nawet filozofowie częstokroć uznawali istnienie tylko tych
powszechników, których nazwami są przymiotniki i rzeczowniki, przeoczali zaś
zazwyczaj te odpowiadające czasownikom i przyimkom. Pominięcie owo wywarło na
filozofię wielki wpływ, bez zbytniej przesady można stwierdzić, że zdeterminowało
ono większość dociekań metafizycznych od czasów Spinozy. Działo się to mniej
więcej tak. Ogólnie rzecz biorąc, przymiotniki i rzeczowniki pospolite wyrażają cechy
lub własności pojedynczych rzeczy, natomiast przyimki i czasowniki wyrażają raczej
relacje między rzeczami. A zatem pomijanie przyimków i czasowników wiodło do
przekonania, że każdy sąd raczej przypisuje własność pojedynczej rzeczy niż wyraża
relację między dwiema rzeczami lub większą ich liczbą. Stąd brał się pogląd, że,
koniec końców, byty takie jak relacje między rzeczami nie mogą istnieć. We
wszechświecie może więc istnieć tylko jedna rzecz, lub jeśli jest ich wiele, to nie
mogą one w żaden sposób na siebie oddziaływać, albowiem każde oddziaływanie
byłoby relacją, a relacje istnieć nie mogą.
Pierwszy z tych poglądów, głoszony przez Spinozę, a w naszych czasach przez
Bradleya i wielu innych filozofów, zwie się monizmem ; drugi, którego bronił Leibniz -
dziś niezbyt rozpowszechniony - nazywany jest monadyzmem , jako że mianem
monady określa się każdą z izolowanych rzeczy. Obie te przeciwstawne filozofie,
choć same w sobie interesujące, powstały, moim zdaniem, w wyniku niesłusznego
ześrodkowania uwagi na powszechnikach jednego rodzaju, a mianowicie na tych,
które odpowiadają raczej przymiotnikom i rzeczownikom niż czasownikom i
przysłówkom.
Gdyby jednak ktoś chciał całkowicie zaprzeczyć istnieniu czegoś takiego jak
powszechniki, to stwierdzilibyśmy, że nie jesteśmy w stanie przeprowadzić ścisłego
dowodu istnienia takich bytów jak cechy , tzn. powszechników odpowiadających
przymiotnikom i rzeczownikom - możemy natomiast dowieść, iż istnieć muszą
relacje , tzn. tego rodzaju powszechniki, które w ogólnym przypadku odpowiadają
czasownikom i przyimkom. Weźmy za przykład powszechnik biel . Jeśli wierzymy, że
on istnieje, to powiemy, iż rzeczy są białe, albowiem posiadają cechę bieli. Ten
pogląd zawzięcie zwalczali jednak Berkeley i Hume, za którymi poszli późniejsi
empiryści. Ich krytyka przybrała postać negacji istnienia czegoś takiego jak "idee
abstrakcyjne". Kiedy próbujemy pomyśleć o bieli, mówili, to wyobrażamy sobie
pewną jednostkową rzecz białą i na jej temat prowadzimy rozważania, starając się
nie dochodzić do niczego, co nie byłoby równie prawdziwe o innych rzeczach
białych. W ogólnym zarysie jest to niewątpliwie prawdziwy opis naszych faktycznych
procesów umysłowych. Jeśli, na przykład, w geometrii chcemy dowieść czegoś, co
by dotyczyło wszystkich trójkątów, to rysujemy pewien szczególny trójkąt i
rozważamy go, starając się nie korzystać z żadnej jego cechy, której nie miałyby też
inne trójkąty. Początkujący często stwierdzają, że dla uniknięcia błędów dobrze jest
narysować różne trójkąty, możliwie od siebie odmienne, tak aby upewnić się, że
prowadzone rozumowanie w równej mierze stosuje się do nich wszystkich.
Popadamy jednak w trudności, gdy tylko zadajemy sobie pytanie, skąd wiemy, że
3
8893940.004.png
dana rzecz jest biała, lub że jest trójkątna. Jeśli chcemy obyć się bez powszechników
biel i trójkątność , to wybierzemy jakąś szczególną plamę bieli lub pewien szczególny
trójkąt i powiemy, iż coś jest białe lub trójkątne, jeśli we właściwy sposób przypomina
wybraną przez nas rzecz jednostkową. Ale to wymagane podobieństwo będzie
musiało być powszechnikiem. A ponieważ istnieje wiele białych rzeczy, to
podobieństwo musi zachodzić pomiędzy wieloma parami jednostkowych rzeczy
białych, to zaś stanowi charakterystyczną cechę powszechnika. Na nic się nie zda
powiedzenie, że dla każdej pary podobieństwo jest inne, bo wtedy będziemy musieli
stwierdzić, że owe podobieństwa podobne są do siebie, tak więc w końcu zmuszeni
będziemy przyznać, iż podobieństwo jest bytem ogólnym. Relacja podobieństwa
musi być więc prawdziwym powszechnikiem. A skoro musieliśmy przystać na
istnienie tego powszechnika, to nie warto już wymyślać trudnych i niewiarygodnych
teorii, by uniknąć uznania powszechników takich, jak biel i trójkątność.
Berkeley i Hume nie dostrzegli tego argumentu przeciw dokonanemu przez siebie
odrzuceniu "idei abstrakcyjnych", albowiem, podobnie jak ich przeciwnicy, myśleli
jedynie o cechach , całkowicie zaś ignorowali relacje jako powszechniki. Tak więc, i
pod tym względem racjonaliści mieli najwyraźniej rację w sporze z empirystami, choć
z tego powodu, że pomijali lub negowali relacje, ich wnioski były bardziej narażone
na błędy niż wnioski empirystów.
Zrozumiawszy, że istnieć muszą byty takie jak powszechniki, należy teraz dowieść, iż
ich byt nie ma jedynie charakteru duchowego. A to znaczy, że bez względu na to,
jakie istnienie im przysługuje, jest ono niezależne od tego, czy się o nich myśli, bądź
w jakikolwiek inny sposób ujmuje je umysłowo. Poruszyliśmy już ten temat pod
koniec poprzedniego rozdziału, teraz jednak musimy głębiej rozważyć, jakiego to
rodzaju byt przysługuje powszechnikom.
Rozważmy sąd w rodzaju: "Edynburg leży na północ od Londynu". Mamy tu relację
między dwoma miejscami i jest chyba jasne, iż istnieje ona niezależnie od naszej o
niej wiedzy. Dowadując się, że Edynburg leży na północ od Londynu, dowiadujemy
się czegoś, co odnosi się wyłącznie do tych dwóch miast: to, żeśmy się tego
dowiedzieli, nie wpływa na prawdziwość owego sądu, a przeciwnie: my po prostu
ujmujemy fakt, który istniał, nim go poznaliśmy. Ta część powierzchni Ziemi, na
której położony jest Edynburg, znajdowałaby się na północ od tej części, na której
położony jest Londyn, nawet gdyby nie było ludzi, którzy wiedzieliby coś o północy i o
południu, a nawet gdyby w całym wszechświecie nie było żadnych umysłów. Temu,
rzecz jasna, wielu filozofów przeczyło, z powodów wysuniętych przez Berkeleya,
bądź przez Kanta. Ale myśmy te powody już rozważyli i stwierdziliśmy, iż są
nieadekwatne. Tak więc możemy teraz przyjąć, że prawdą jest, iż fakt, że Edynburg
leży na północ od Londynu, nie zakłada niczego duchowego. ów fakt zawiera jednak
relację "na północ od", która jest powszechnikiem, a byłoby niemożliwe, by cały ten
fakt nie zawierał niczego duchowego, gdyby relacja "na północ od", będąca jego
częścią składową, coś duchowego zawierała. Tak więc, musimy przyznać, że ta
relacja, podobnie jak jej człony, nie zależy od myśli, lecz jest częścią niezależnego
świata, który myśl ujmuje, ale którego nie stwarza.
Ten wniosek natrafia jednak na pewną trudność, a mianowicie, jak się zdaje, relacja
"na północ od" nie istnieje w tym samym sensie, w jakim istnieją Edynburg i Londyn.
Jeśli zapytamy "Gdzie i kiedy ta relacja istnieje?", to odpowiedź musi brzmieć
4
8893940.005.png
"Nigdzie i nigdy". Nie ma miejsca lub czasu, w którym moglibyśmy znaleźć relację
"na północ od". Nie istnieje w Edynburgu, podobnie jak nie istnieje w Londynie,
albowiem łączy ona oba te miasta i jest w stosunku do nich neutralna. Nie sposób też
powiedzieć, że istnieje w jakimś szczególnym czasie. A wszystko, co można ująć za
pomocą zmysłów lub introspekcji, istnieje w pewnej szczególnej chwili. Tak więc,
relacja "na północ od" różni się radykalnie od tego typu rzeczy. Nie ma jej ani w
przestrzeni, ani w czasie, nie jest ani materialna, ani duchowa, a jednak jest czymś.
I właśnie ów szczególny rodzaj bycia, jaki przysługuje powszechnikom, skłonił wielu
ludzi do przekonania, że są one w rzeczywistości duchowe. Możemy myśle o
powszechniku, a wtedy nasze myślenie istnieje w całkowicie potocznym sensie,
podobnie jak każdy inny akt umysłowy. Załóżmy, na przykład, że myślimy o bieli. W
pewnym sensie można wtedy rzec, że biel znajduje się "w naszym umyśle". Mamy tu
do czynienia z tą samą dwuznacznością, o jakiej była mowa w rozdziale 4, kiedy
rozważaliśmy poglądy Berkeleya. Dokładnie rzecz biorąc, w naszych umysłach
znajduje się nie biel, ale akt myślenia o bieli. Związana z tym dwuznaczność słowa
"idea", o której wtedy wspomnieliśmy, również i tutaj wywołuje zamęt. W jednym tego
słowa znaczeniu, w tym mianowicie, w którym oznacza ono przedmiot aktu
myślowego, biel jest "ideą". A zatem, jeśli się tej dwuznaczności nie wystrzegamy, to
możemy dojść do przekonania, że biel jest "ideą" w drugim znaczeniu, tzn. jest aktem
myślowym; i w ten sposób dochodzimy do przekonania, iż biel jest czymś duchowym.
Ale sądząc tak, pozbawiamy ją jej istotnej cechy, a mianowicie ogólności. Akty
myślowe różnych ludzi z konieczności nie są tym samym aktem; z konieczności nie
są tym samym aktem akty myślowe jednego człowieka w różnych chwilach czasu. A
zatem, gdyby biel była myślą samą, a nie jej przedmiotem, to żadnych dwóch ludzi
nie mogłoby o niej myśleć i nikt nie mógłby pomyśleć o niej dwukrotnie. Tym, co
łączy wiele różnych myśli o bieli, jest ich przedmiot , on zaś żadną z tych myśli nie
jest. Tak więc, powszechniki nie są myślami, mimo że wtedy, gdy je poznajemy,
stanowią przedmioty myśli.
Wygodnie jest mówić o rzeczach istniejących jedynie wtedy, gdy znajdują się one w
czasie, to znaczy, gdy możemy określić czas, w którym istnieją (nie wykluczając
możliwości ich istnienia w każdej chwili). Tak więc myśli i uczucia, umysły i
przedmioty fizyczne istnieją . Ale powszechniki w tym sensie nie istnieją. Będziemy
mówić, że subzystują , lub bytują , przy czym "byt" różni się od "istnienia" tym, iż jest
bezczasowy. A zatem, świat powszechników można też opisać jako świat bytu. świat
bytu jest niezmienny, sztywny, ścisły, sprawia rozkosz matematykowi, logikowi,
budowniczemu systemu metafizycznego i tym wszystkim, którzy doskonałość
kochają bardziej niż życie. świat istnienia jest przemijający, nieuchwytny, pozbawiony
ostrych granic, jasnego planu czy porządku, ale zawiera on wszystkie myśli i uczucia,
wszystkie dane zmysłów i wszystkie przedmioty fizyczne, wszystko, co może
wyrządzić dobro lub krzywdę, wszystko, co wywiera jakiś wpływ na wartość życia i
świata. Zależnie od swych temperamentów będziemy woleli kontemplować świat
pierwszy lub drugi. Ten, którego nie wybierzemy, wyda nam się zapewne jedynie
bladym cieniem świata wybranego, nie wartym niemal tego, by uważać go za w takim
czy innym sensie rzeczywisty. Ale prawdą jest, że oba w równym stopniu zasługują
na naszą bezstronną uwagę, oba są rzeczywiste, oba są ważne dla metafizyka. I
faktycznie, gdy tylko te dwa światy rozróżniliśmy, koniecznie musimy rozważyć
zachodzące między nimi relacje.
5
8893940.001.png
Zgłoś jeśli naruszono regulamin