Pije, bije, molestuje
Sprawy o przestępstwa seksualne są grobem sprawiedliwości - nigdy nie wiadomo, która strona mówi prawdę
Dawniej niezadowolone z małżeństwa kobiety wymyślały "picie i bicie" przez męża. Dziś do zarzutów doszło "molestowanie". Rozwód murowany.
ALICJA BRZEZIŃSKA
Zanim Janusz W. dowiedział się, o co jest oskarżony, na dołku spędził dobę. - Takich jak ty powinno się kastrować - usłyszał, gdy wreszcie trafił przed oblicze przesłuchującej go policjantki. Żona oskarżyła go o seksualne wykorzystywanie 11-letniej córki.- Kiedy pół roku później zapoznawałem się z dowodami, nie wierzyłem, że żona mogła coś takiego wymyślić. Ale zeznania córki były tyleż makabryczne, co przekonywające - mówi.Wyrok był formalnością: 6 lat; rozwód i pozbawienie władzy rodzicielskiej - naturalną konsekwencją. - Z takim zarzutem w więzieniu jesteś śmieciem. Najpierw buntujesz się, potem boisz, a wreszcie przychodzi obojętność. Tylko nocą dręczy cię pytanie: - dlaczego? - mówi W.Odpowiedź poznał w piątym roku pobytu za kratami. Odwiedziła go córka. - Moje pięć lat tutaj było niczym w porównaniu z jej gehenną. Żona chciała ją tylko dla siebie. Nie mogłem sobie wybaczyć, że w gonitwie za pieniądzem niczego nie dostrzegałem. A to przecież musiało już się dziać, zanim mnie oskarżyła.Wizyta Anki była początkiem kolejnego koszmaru dla niej i jej ojca. Niekończące się pielgrzymki od psychologów do psychiatrów, od prokuratury do sądu. Tak jak dawano wiarę jej zeznaniom sprzed lat, tak teraz odmawiano prawa do zaprzeczenia im.Fałszywa pamięćDziurawa jak durszlak pamięć może być najlepszym przyjacielem. Ale może być też najgorszym wrogiem. Człowiek może wypierać z niej niechciane zdarzenia, ale może również "wdrukować" w nią przeżycia, które nigdy nie miały miejsca.To tak zwany "syndrom fałszywej pamięci".Po obowiązującej przez lata teorii Zygmunta Freuda, że dzieci z natury skłonne do konfabulacji nie mogą być wiarygodnymi świadkami w sprawach o przestępstwa seksualne, wymiar sprawiedliwości uczynił z nich świadków, którym wiarę dawać należy. Freud swoją teorię zbudował na podstawie rozmów z nastoletnimi dziewczynkami z dobrze sytuowanych rodzin. Wiele z nich opowiadało mu, że ojciec je molestuje. Były to tak liczne przypadki, że twórca psychoanalizy uznał je za wymyślone. Na jego teorię powołuje się pierwsza w Polsce encyklopedia wiedzy seksualnej z 1932 roku. Po kilkudziesięciu latach zanegowano ją w całości.W latach 70. w USA zapanowała nagonka na pedofili, tych prawdziwych i domniemanych. Pojawiały się publikacje, z których wynikało, że w 85 procentach amerykańskich rodzin dochodziło do molestowania dzieci. Amerykanie wydawali dolary na sesje u psychoanalityków, szukając wyjaśnienia niepowodzeń w życiu. Najczęściej pojawiającą się diagnozą była przeżyta we wczesnym dzieciństwie trauma. A że pamięć ludzka jest bronią podstępną, łatwo ją było skierować na poszukiwanie zdarzeń, które w tym czasie się wydarzyły. Skutkiem tych praktyk były masowe oskarżenia rodziców, procesy i kary za grzechy, często niepopełnione. Molestowanie stało się modnym tematem w mediach, jako najbardziej demokratyczne z przestępstw.Historia nie lubi próżni, stąd też początkowy szok i histeria spotkały się z reakcją w założonym w 1993 roku Stowarzyszeniu Ofiar Fałszywej Pamięci. Opublikowane wyniki badań są wstrząsające. Nie dość, że terapia nie pomogła, to zrujnowała im i ich rodzinom życie.Temida rodzinnaW Polsce sezon na pedofili rozpoczął się na dobre w połowie lat 90. Jako pierwsza zjawisko dostrzegła prasa. Dała się zauważyć zwiększona liczba zawiadomień o popełnieniu tego przestępstwa. Pojawiło się jednak i inne zjawisko - fałszywe oskarżenie. Sędziowie szacują, że około 30 procent zarzutów jest chwytem rozwodowym.Zdaniem Marii Miszczyszyn, sędzi-wizytator z Sądu Okręgowego w Warszawie zarzut seksualnego molestowania dzieci jest wyjątkowo perfidny, bo trudny do udowodnienia. Gdy nie starcza zarzut nieodpowiedzialności ojca, można oskarżyć go o podejrzane zachowania, np. przy myciu córki. Sąd rodzinny przyjmuje takie zarzuty i nic nie może z nimi zrobić.Jednemu z sędziów zarzut molestowania zdarzył się w trzech różnych sprawach sądowych w ciągu jednego dnia. Badania psychologiczne w jednej z nich dowiodły, że oskarżenie było zmyślone - córkę pozwanego zmuszono do złożenia obciążających go zeznań.- W czasie procesu rozwodowego, któremu nie towarzyszy postępowanie karne, a tylko oświadczenie strony, trudno jest odróżnić prawdę od kłamstwa - konkluduje sędzia.Fałszywy zarzut pojawia się najczęściej w rodzinach majętnych, gdzie świadome wagi oskarżenia kobiety mogą w perfidny sposób zemścić się na znienawidzonym mężu, ale także przechwycić dorobek życia. Środkiem do tego celu stają się dzieci. Ale oskarżenie nie ostałoby się bez udziału psychologów.
Królowa dowodów - Psychologów praktycznie nikt nie kontroluje. Kończą studia, zaliczają praktykę i rozpoczynają pracę w szkole, organizacjach kobiecych albo centrach pomocy rodzinie. Gdy zjawia się matka oskarżająca męża o molestowanie dziecka, często - z braku wiedzy lub doświadczenia - bezkrytycznie jej wierzą. Wydobycie "właściwych" relacji od dziecka wcale nie jest takie trudne. Zdarza mi się w sądzie prostować jednoznaczne opinie świadczące o popełnieniu przestępstwa. Z lekarzami psychiatrami sprawa ma się inaczej. Praktykują pod okiem doświadczonych lekarzy, kończą specjalizacje, podlegają ocenom, a i tak czasem jakiś bałwan przemknie się przez sito - mówi prof. Zbigniew Lew Starowicz.Ceniony przez media psycholog opowiada historię mężczyzny oskarżonego o czyny lubieżne wobec syna i córki. Po pięciu miesiącach odmowy przyznania się do winy nagle złożył obciążające siebie zeznania. - Byłem jednym z trzech biegłych w tej sprawie. Coś mi tu od początku śmierdziało. Przeprowadziłem eksperyment. Powiedziałem mężczyźnie, że wiem, iż zmuszał dzieci do odbywania stosunków seksualnych. Zaprzeczył. Ale parę tygodni później przypomniał sobie wymyślone przeze mnie zdarzenie, podał mnóstwo szczegółów i ulokował w czasie. Co najdziwniejsze, dzieci wszystko potwierdziły. Było to z wielu powodów nieprawdopodobne. Przedstawiłem to w sądzie, kwestionując prawidłowość gromadzenia dowodów i wiarygodność samego przyznania się do winy. Nie spotkałem się z aprobatą. Ba, usłyszałem, że przekroczyłem kompetencje i nie po to tu jestem, aby przedstawiać jakieś absurdalne teorie.Grób sprawiedliwości Statystyki, z których wynika, że w co 5. rodzinie takie praktyki są niemal codziennością, wydają się naciągane. Z drugiej strony trudno lekceważyć opinie specjalistów, że 90 procent molestowanych nie przyznaje się do tego, co im się zdarzyło. Milczą nie tylko dlatego, że obawiają się kary, ale boją się rozpadu rodziny. Ale to, co jest najtragiczniejsze w tym zjawisku, to fakt, że co najmniej 50 procent kobiet wie, co dzieje się w ich domu, a część z nich wprost uczestniczy w przestępstwie, ukrywając je bądź nakłaniając dzieci do uległości.- Sprawy o przestępstwa seksualne nie są skomplikowane pod względem prawniczym, są natomiast bardzo trudne pod względem dowodowym. Wielu lat doświadczenia życiowego wymaga oddzielenie dziecięcej konfabulacji. Nie chcę być obrońcą pedofilów, ale mamy do czynienia z atmosferą nagonki na osoby stające pod tym zarzutem. Niestety w dużej mierze to media są głównymi sprawcami tej niebezpiecznej fali - stwierdza Lech Gardocki, I Prezes Sądu Najwyższego. - Nie musimy wstydzić się polskiego prawa karnego w tej dziedzinie. Zawsze prezentowało ono rozsądne podejście do tego rodzaju przestępstw. Twórca kodeksu karnego z 1932 roku Makarewicz zawarł w nim wszystko, co Europa przyjęła dopiero po wojnie. Pewne niebezpieczeństwo zawarte jest w prezydenckiej propozycji noweli obecnego kodeksu. Chodzi o karanie samego posiadania materiałów pornograficznych z udziałem dzieci. Nie wydaje mi się racjonalne skazywanie osób, które tylko posiadają i oglądają takie produkcje, jeżeli nie rozładowują swojego napięcia, czyniąc krzywdę osobom trzecim. Taka nowela będzie krokiem za daleko, choćby ze względu na możliwość podłożenia komuś odpowiednich materiałów.Tak czy inaczej sprawy o przestępstwa seksualne są grobem sprawiedliwości. Nigdy nie wiadomo, która strona mówi prawdę. Jak trudno odróżnić prawdę od kłamstwa, dowiódł doktor Roger Preitfer. Grupie sędziów i prokuratorów pokazał spreparowany film, prosząc o ocenę zawartych w nim treści. Połowa uczestników eksperymentu uznała go za wiarygodny. Równie dobrze można było rzucać monetą.Kulisy nr 37/2003
mimijo