R10.txt

(26 KB) Pobierz
ROZDZIA� DZIESI�TY
KOMISARZ JEDZIE DO CHAMBORD � NOWE PODEJRZENIA PIGEONA � JESZCZE O ZAPACHU GAULOIS�W � W LASACH CHAMBORD � K�OPOTY POLICJI � NIEZWYK�Y ZAMEK � FRANCISZEK I, LUDWIK XV, STANIS�AW LESZCZY�SKI I INNI � O OBRAZACH WATTEAU � RELACJE KUSTOSZA � TRZY ZASADNICZE PYTANIA � NA TROPIE FANTOMASA
Nazajutrz wczesnym rankiem �ysy komisarz policji z Tours i pan Gaspard Pigeon z kwa�nymi minami wys�uchali mojej relacji o nocnych wydarzeniach i tajemnicy barona de Saint-Gatien. Na dow�d, �e m�wi� prawd�, zaprowadzi�em ich do ogrodu Diany de Poitiers i pokaza�em ukryte w krzakach paczki z miniaturowymi wagonikami i lokomotywami.
� Dlaczego nie pokaza� nam pan tych paczek minionej nocy? � zapyta� mnie surowo �ysy komisarz.
� Atmosfera by�a zbyt gor�ca � odpar�em. � A poza tym nie chcia�em w t� spraw� wtajemnicza� szeregowych funkcjonariuszy policji. Przykro by im by�o us�ysze�, �e zamiast Fantomasa �cigali cz�owieka, kt�ry p�yn�� z pude�kami zabawek.
� Tak � skin�� g�ow� komisarz. � Dlatego nie b�dziemy nadawa� tej sprawie �adnego rozg�osu. Niech tajemnica barona pozostanie tylko w�r�d nas.
� S�usznie � przytakn��em, �wiadom, �e komisarz obawia si� kompromitacji.
I w najwi�kszej zgodzie poszli�my na �niadanie do jadalni zamkowej. Baron de Saint-Gatien, jak zwykle, z mi�ym u�miechem na twarzy i z ogromn� �yczliwo�ci� odnosi� si� zar�wno do komisarza, jak i do pana Pigeona. Ale zapewne Filip zd��y� go ju� poinformowa�, �e transakcja z kolejkami nie dosz�a do skutku, poniewa� Pigeon i komisarz zastawili na niego pu�apk�. Baron by� jednak przekonany, �e nikt nie przenikn�� jego tajemnicy, i to by�o dla niego pociech�.
Ale madame Eveline omal nie zepsu�a wszystkiego.
� Caramba, porca miseria! � zawo�a�a podczas �niadania. � Co to by�y za ha�asy i gwizdy minionej nocy? I czemu uruchomi� pan, panie komisarzu, aparatur� widowiskow�?
Komisarz odpowiedzia� uprzejmie:
� Starali�my si� wyja�ni�, w jaki spos�b Fantomas wklei� ta�m� magnetofonu w aparaturze widowiskowej. A owe ha�asy i gwizdy na rzece mia�y zwi�zek z przeprowadzon� przeze mnie pr�b� sprawno�ci naszej policji, madame.
W ten spos�b ca�a sprawa zosta�a wyja�niona, �e tak powiem, oficjalnie. My�l� jednak, �e nikt tym wyja�nieniom nie uwierzy�. Podczas �niadania, podobnie jak i podczas kolacji, trwa�a atmosfera podejrzliwo�ci. Tylko �e tym razem to nie komisarz i Pigeon podejrzliwie odnosili si� do mieszka�c�w zamku, ale mieszka�cy zamku podejrzewali policj� i Pigeona o jak�� now� kolejn� pu�apk�.
Zwr�ci�em si� z pytaniem do kustosza:
� Czy wybiera si� pan dzi� do Luwru z obrazem Van Gogha?
� Tak � odpar� pan Durant. � Zabieram dzi� obraz do Luwru. Ale pojedziemy dopiero w po�udnie, prawda, madame? � zapyta� ciotki Eveline.
� Musz� za�atwi� zaleg�� korespondencj� � o�wiadczy�a madame Eveline. � Wci�� gdzie� je�d�� i nawet nie mam czasu odpisa� na listy przyjaci�. Po�wi�c� temu ca�e popo�udnie. A specjali�ci i tak zajm� si� ekspertyz� dopiero jutro. Wystarczy, �e obraz dostarczymy im dzisiaj.
� Wracaj�c za� do sprawy autentyczno�ci tego p��tna � zn�w zabra� g�os pan Durant � jestem pewny, �e to orygina�. Moje �wiadectwo jednak w tym wzgl�dzie nie wystarczy. Pan baron ma s�uszno�� twierdz�c, �e zgubna mo�e okaza� si� cho�by plotka, jakoby nasza galeria prezentowa�a kopie zamiast orygina��w.
Robinoux wyszepta�:
� W drodze do Luwru zajm� si� ochron� obrazu. To bardzo wa�ne, skoro pan Durant jest zdania, �e eksperci potwierdz� autentyczno�� dzie�a.
� A co pan b�dzie robi�? � zapyta�a mnie madame Eveline. Mo�e wybierze si� pan z nami do Pary�a?
� Jad� z Yvonne do Chambord � odpar�em.
� Do Chambord? � zainteresowa� si� raptem komisarz i zacz�� lepi� kulki z chleba, co chyba znaczy�o, �e intensywnie my�li nad jakim� problemem. � Pan, zdaje si�, jest znakomitym polskim detektywem. Czy to prawda?
Chrz�kn��em, aby pokry� zmieszanie.
� Jestem muzealnikiem � wyja�ni�em. � Ale zajmuj� si� tak�e fa�szerstwami i kradzie�ami dzie� sztuki.
� Pan Samochodzik � powiedzia� o mnie Pigeon � jest g��boko przekonany, �e id�c tropem przest�pstw Fantomasa, zdo�a trafi� na rozwi�zanie naszej zagadki.
� Ach, tak? Rozumiem � mrukn�� komisarz. � Dlatego jedzie pan do Chambord, sk�d skradziono obraz Watteau � i chwyci� nowy kawa�ek chleba, z kt�rego zacz�� lepi� ma�� kulk�. � Czy pozwoli pan, �e zabior� si� z wami?
� Ale� oczywi�cie, panie komisarzu.
Pigeon pogardliwie wzruszy� ramionami.
� Ten trop � stwierdzi� � prowadzi donik�d.
� A czy ma pan mo�e jaki� inny trop? � odpowiedzia� pytaniem komisarz.
� Nie � stwierdzi� Pigeon.
Mia� przy tym min� tak �a�osn�, �e a� �al mi si� go zrobi�o. No c�, z chwil� gdy ujawni�a si� tajemnica barona, czu� si� biedak bezradny. By�em jednak pewien, �e nie spocznie, dop�ki w jego m�zgu nie zrodzi si� jaka� nowa hipoteza, nasuwaj�ca rozwi�zanie zagadki Fantomasa. Mimo wszystko wci�� tkwi�o we mnie przekonanie, �e Pigeon to wielki spryciarz.
I nie myli�em si�. Po �niadaniu, gdy szed�em do gara�u, aby wyprowadzi� wehiku�, zaczepi� mnie Pigeon. Wyci�gn�� z kieszeni paczk� gaulois�w.
� Zapali pan? � zapyta�. � To znakomite papierosy.
� Zapal� � wyj��em papierosa z jego paczki. � Fa�szywy Pigeon, czyli pana sobowt�r � doda�em � te� pali� gauloisy.
� Ach, tak? � pokiwa� g�ow� Pigeon. � To bardzo ciekawe, prosz� pana. Ale jeszcze ciekawsza by�aby odpowied� na pytanie, kt�re mi od wczoraj nie daje spokoju. A mianowicie: sk�d Marchant wiedzia�, �e ja pal� gauloisy? Niech mi pan wierzy, nawet najczulszy nos nie wyczuje na odleg�o�� palacza gaulois�w.
� Niestety, nie znam si� na tym.
� Jednak�e, wnioskuj�c ze s��w Marchanta, zainteresowa� si� pan Orlim Gniazdem. Dlaczego?
� Bo to bardzo pi�kny stary zamek. I malowniczo po�o�ony odrzek�em wykr�tnie.
� Czy�by? � ironizowa� detektyw. � Przez chwil� nawet naprawd� uwierzy�em, �e pana interesuj� stare zamki nad Loar�. Dlatego my�l�, �e skoro pan zwr�ci� uwag� na ciekaw� architektur� Orlego Gniazda, to nie stanie si� nic z�ego, je�eli Pigeon rzuci na nie okiem.
� Radz� to robi� dyskretnie. Jak pan wie, Marchant obserwuje wzg�rze pod zamkiem przez lunet�. A zdaje mi si�, �e jest to osobnik, kt�ry woli unika� zainteresowania.
� Sk�d to przekonanie?
� Podobno nikogo obcego nie wpuszcza. Jego s�u�ba przegoni�a spod zamku nawet ch�opc�w, kt�rzy tam chwytali dzikie kr�liki.
� Ach, tak? � mrukn�� Pigeon. � A jak pan s�dzi, dlaczego zjawi� si� w Angers w tym samym czasie, co i my?
� Nie mam poj�cia � wzruszy�em ramionami. � Wyja�ni�, �e interesuje si� histori�.
� Bardzo pi�kne zainteresowania, jak na by�ego handlarza win � odpar� Pigeon. � My�la�em wiele nad t� spraw� i doszed�em do zadziwiaj�cego wniosku: on spotka� si� z nami w Angers, aby nas poinformowa�, �e kto� chcia� mu sprzeda� skradziony w naszym zamku obraz Van Gogha.
Zastanowi�em si� chwil�.
� Kto wie, czy pan nie ma racji. Tylko w jakim celu mia�by nam udzieli� informacji?
� Mo�e chcia� dyskretnie podsun�� nam jaki� trop?
� Zamierza pan pojecha� do Orlego Gniazda i zapyta� o to Marchanta?
� Nie. Bo s�dz�, �e ten trop okaza�by si� fa�szywy � odrzek� Pigeon. � W takiej sytuacji o wiele bardziej ciekawi mnie informator ni� jego informacje.
�Ma jednak g�ow� na karku� � pomy�la�em z uznaniem o detektywie Agencji Ubezpieczeniowej. I postanowi�em da� mu do zrozumienia, �e i ja �ywi� wobec Marchanta pewne podejrzenia. Niech Pigeon nie s�dzi, �e tylko on potrafi obserwowa� ludzi.
� A co powiedzia�by pan na to � odezwa�em si� � gdyby nagle okaza�o si�, �e Marchant nie tylko nie musi je�dzi� na inwalidzkim w�zku, ale �wietnie si� wspina po drabinkach sznurowych?
Pigeon a� zakrztusi� si� dymem gauloisa.
� Co� takiego! � zawo�a� pokas�uj�c. � Czy pan si� opiera na jakich� konkretnych przes�ankach?
� Niestety, nie � bezradnie roz�o�y�em r�ce.
I na tym zako�czyli�my rozmow�, bo podszed� do mnie �ysy komisarz policji z Tours.
� No i co? Jedziemy do Chambord? � upewni� si�.
� Pigeon uwa�a, �e to tylko strata czasu � stwierdzi�em zaczepnie.
Komisarz wzruszy� ramionami.
� Ach, ten Pigeon. Przez niego wczoraj o ma�o nie skompromitowali�my si�. Powiem panu prawd�: chc� jecha� do Chambord, aby tamtejszemu kustoszowi zada� jedno pytanie.
� Nie pytam jakie, bo wiem, �e i tak mi go pan nie zdradzi.
� Us�yszy je pan w zamku w Chambord � rzek� komisarz.
� A teraz jed�my, dobrze? Zale�y mi na czasie, dlatego korzystam z pana samochodu, a nie wzywam z Tours wozu policyjnego.
Pomaszerowa�em do gara�u i wyprowadzi�em sw�j wehiku�. Potem podjecha�em pod zamek i zabra�em do wozu Yvonne i Roberta. We tr�jk� zjawili�my si� przed komisarzem, kt�ry w oczekiwaniu na wyjazd spacerowa� po parku.
� Co to za dziwny pojazd? � zapyta�, z podejrzliwo�ci� zerkaj�c na m�j wehiku�. � Mo�e ja wezw� jednak w�z policyjny?
Yvonne dotkn�� ton jego g�osu.
� On jest lepszy od roweru � powiedzia�a.
Ale komisarz policji nie zdawa� sobie sprawy, �e te s�owa s� w ustach Yvonne najwi�kszym komplementem.
� Lepszy od roweru? � zaniepokoi� si�. � A mo�e jednak wezw� w�z policyjny?
� Ach, nie ma potrzeby. Pojedziemy bardzo szybko � zapewni�em go.
Nie musia�em jednak si� �pieszy�. Z Zamku Sze�ciu Dam do Chambord nie jest daleko. Komisarz, kt�ry doskonale zna� tutejsze szlaki, poprowadzi� nas bocznymi drogami przez Fougeres, Cheverny, Bracieux.
Kilka kilometr�w przed zamkiem wjechali�my we wspania�e lasy. By� to w�a�ciwie park zamkowy o powierzchni pi�ciu i p� hektara, z czego ponad cztery i p� stanowi�y lasy. Park otoczony by� murem d�ugo�ci trzydziestu dwu kilometr�w � w przewodniku wyczyta�em, �e jest to najd�u�szy mur we Francji.
Kiedy� te lasy by�y wspania�ym terenem �ow�w kr�lewskich. W parku znajdowa�a si� sokolarnia i psiarnie, gdzie krzy�owano najlepsze rasy ps�w my�liwskich z ca�ej Europy. Bo te� kr�lowie francuscy byli zapalonymi my�liwymi. Kr�l Ludwik XII potrafi�, na koniu goni�c zwierzyn�, przesadzi� r�w pi�ciometrowej szeroko�ci, Franciszek I zabija� dziki bia�� broni�, a nawet s�aby z natury i chorowity Karol IX sp�dza� w siodle dzies...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin