Flisowski Zbigniew - Leyte 1944.pdf

(8685 KB) Pobierz
5145475 UNPDF
5145475.002.png
PRZEDMOWA
Opracowanie graficzne serii: Jerzy Kępkiewicz
Okładkę projektował: Michał Bernaciak
Ilustracja na okładce: reprodukcja obrazu „The Finał Hour",
udostępniona dzięki życzliwości jego autora Carla G. Eversa
Redaktor: Barbara Kosiorek-Dulian
Redaktor techniczny: Maria Braszczyk
Korekta: Wiesława Zaniewska-Orchowska, Sławomir Popielecki
Wraz z wejściem potężnych sił przeciwnika na zachodni
Pacyfik późnym latem i jesienią 1944 r. sytuacja Japonii
stała się wyjątkowo trudna. Zagrożone zostały bezpośred-
nio drogi komunikacyjne łączące jej wyspy macierzyste
z podbitymi obszarami surowcowymi, zwłaszcza z rafine-
riami w Indiach Holenderskich i Brunei. Dowództwo ja-
pońskiej marynarki wojennej postanowiło przeciwdziałać
amerykańskim poczynaniom wszystkimi dostępnymi środ-
kami.
Sytuacja skumuluje się w trzeciej dekadzie października,
gdy dojdzie do poczwórnej bitwy morskiej i lotniczej - naj-
większej batalii morskiej w dziejach. Do historii przejdzie
ona pod nazwą bitwy o zatokę Leyte.
Dla polskiego czytelnika jedno z wielkich starć składają-
cych się na tę batalię ma pewien szczególny urok, jest
w jakiś sposób romantyczne: oto grupa niewielkich okrę-
tów amerykańskich napotyka niespodzianie rankiem 25
października koło filipińskiej wyspy Samar główne siły
floty japońskiej, mogące teoretycznie puścić na dno w błys-
kawicznym tempie tych, których spotkała ta straszna nie-
spodzianka. Ale Dawid broni się zręcznie, zadaje ciosy
Goliatowi i zmusza go do odwrotu...
Miałem przyjemność i zaszczyt poznania dwóch uczest-
ników tej bitwy, z pochodzenia Polaków - Henry'ego
Pyzdrowskiego i Freda Grabosa (sia). Uzupełniłem dzięki
nim oraz dzięki lotnikowi morskiemu płk. Howardowi
Skidmore i kmdr. ppor. Elmerowi Smithowi pływającemu
Copyright by Zbigniew Flisowski. Warszawa 1994
ISBN 83-11-082
5145475.003.png
na kutrach torpedowych obraz wydarzeń przedstawiony
ongi w Burzy nad Pacyfikiem, ZSL CO jestem im serdecznie
wdzięczny. Osobne wyrazy wdzięczności należą się amery-
kańskiemu malarzowi maryniście Carlowi G. Eversowi za
udostępnienie reprodukcji jego obrazu „The Finał Hour"
przedstawiającego ostatnie chwile lotniskowca eskortowe-
go „Gambier Bay" w bitwie 25 października koło wyspy
Samar. Fragment jego posłużył nam do kompozycji okład-
ki.
PRZED NAJWIĘKSZĄ BITWĄ
PRELUDIUM NA HAWAJACH
Franklin Delano Roosevelt przybył 26 lipca 1944 roku do
Pearl Harbor na pokładzie nowego krążownika „Baltimo-
re". Mimo wszelkich zabiegów wokół utajnienia wizyty na
nabrzeżach zgromadził się tłum marynarzy i żołnierzy.
Kronikarze odnotowali, że w dwuszeregu admirałów wita-
jących prezydenta, w czasie komendy: „Na prawo patrz!"
dwóch wysokich dowódców zwróciło głowy [...] w lewo, ku
ogromnemu ukontentowaniu załogi „Baltimore", która
okrzykami dała wyraz swej radości.
Roosevelt nieprzypadkowo zjawił się w bazie amerykań-
skiej na Hawajach. Powodem jego pojawienia się był wielki
spór toczący się w dowództwie sił zbrojnych. Stanął bo-
wiem przed nim trudny problem: jakimi drogami dojść do
wysp japońskich. Jak rzucić na kolana przeciwnika, który
przegrywał bitwy, ale nie przegrał jeszcze wojny?
Siły amerykańskie, wykonując kolejne uderzenia, posu-
wały się dotychczas jakby dwiema drogami, czy raczej
wzdłuż dwóch wielkich osi. Część sił dowodzonych przez
adm. Chestera Nimitza szła przez środek Pacyfiku, lądując
na kolejnych archipelagach i atolach. Druga część, składa-
jąca się przede wszystkim ze znacznych sił lądowych,
wspieranych jednak przez flotę i lotnictwo, posuwała się
..dołem mapy", forsując barierę Archipelagu Bismarcka
i Nowej Gwinei. Przewodził im gen. Douglas MacArthur.
Szefowie Komitetu Połączonych Sztabów amerykan-
5145475.004.png
filipińskich. Wspiął się zwinnie po trapie wśród ogłuszają-
cych dźwięków gwizdków bosmańskich, zasalutował z gra-
cją banderze okrętu i zniknął z oczu licznym widzom
- oczarowanym jego charakterystyczną sylwetką, by poja-
wić się przed obliczem prezydenta.
Roosevelt po powitaniu podszedł do wielkiej ściennej
mapy Pacyfiku i wskazując ręką wyspę Mindanao, zadał
MacArthurowi proste pytanie:
- Douglas, dokąd stąd ruszymy?
- Leyte, Panie Prezydencie, a potem Luzon.
Rozpoczęła się zażarta dyskusja, którą kontynuowano
następnie w rezydencji prezydenta w pobliżu znanej plaży
Waikiki. MacArthur zdecydowanie bronił sprawy Filipin
i ostatecznie Roosevelt przychylił się w zasadzie do jego
idei. Podkreślano również, że Japonia ma być zmuszona do
poddania się przede wszystkim działaniami lotnictwa, ar-
mii i marynarki, „bez inwazji wysp macierzystych".
Tak oto Leyte, średniej wielkości wyspa filipińska, wysu-
nęła się na arenę wojennej historii, a okoliczne morza
i cieśniny miały w przyszłości znaleźć się na kartach pod-
ręczników historii wojen morskich.
Europa dowiedziała się o Leyte w XVI w., gdy Fer-
dynand Magellan dotarł do niej 16 marca 1521 r. na
krótko przed swą tragiczną śmiercią, przeszedłszy przez
cieśninę Surigao. W latach sześćdziesiątych tego wieku
założyciel Manili-Miguel Lopez de Legaspi - przez pewien
czas przebywał na wyspie, zajmując się nawracaniem jej
mieszkańców. Obliczono, że w roku 1735 prowincję Leyte,
obejmującą także pobliską wyspę Samar, zamieszkiwało
ponad 55 000 ludzi. Wskutek pirackich napadów liczba
ludności zwiększyła się w wieku XIX i dopiero po zor-
ganizowaniu obrony przed plagą, którą moglibyśmy porów-
nać do nieszczęść spadających na Europę z rąk Wikingów,
populacja powiększyła się gwałtownie, osiągając ponad
90 000 mieszkańców na samej wyspie, skupionych głównie
w żyznej dolinie Leyte rozciągającej się od północy ku
południowi wzdłuż wschodniego wybrzeża.
Z wojskowego punktu widzenia największy walor Leyte
skich doszli zrazu do wniosku, że wygodniejszą, krótszą
i łatwiejszą drogą do japońskich wysp macierzystych bę-
dzie trasa przez środek Pacyfiku wiodąca wzdłuż wysp
Bonin, Iwodzima i archipelagu Riu-kiu z Okinawą odległą
od południowych brzegów Japonii zaledwie o kilkaset
kilometrów. Trasa ta odpowiadała ze wszech miar ad-
mirałom Ernestowi J. Kingowi i Chesterowi Nimitzowi,
którzy uważali ją za najbardziej racjonalną.
Gen. MacArthur natomiast był przeciwny temu planowi,
twierdził bowiem, że główne siły powinno się skupić w celu
uderzenia na Filipiny: można utworzyć tu bazy i rozlokować
siły do podboju Japonii. Rychłe wyzwolenie Filipin miało
ponadto - jego zdaniem - zalety polityczne, gdyż Filipiń-
czycy, którzy rozwinęli ruch partyzancki, spodziewali się
pomocy i uwolnienia od jarzma japońskiego.
Nieporozumienia między dowódcami i sztabami trwały,
Roosevelt uznał więc, że musi się w tę sprawę wmieszać...
Przed zaokrętowaniem na „Baltimore" w bazie San
Diego na zachodnim wybrzeżu przyglądał się ćwiczeniom
desantowym 5 Dywizji Piechoty Morskiej. Po pięciu
dniach podróży „prezydencki" krążownik dowodzony
przez kmdr. Waltera L. Calhouna wykonał w Pearl Harbor
znakomite podejście do nabrzeża 22-B: „[...] tak łagodne,
że jego burty -jak ocenił jeden ze świadków - nie zgniotły-
by nawet skorupki orzecha". Następnie rozegrała się scena
opisana na wstępie.
Dwuszereg admiralski wkrótce znalazł się na pokładzie,
z szefem sztabu Floty Pacyfiku wiceadm. Charlesem
Mc Morrisem na czele, i jeden po drugim admirałowie
zostali przedstawieni prezydentowi. Wkrótce po tym wszy-
scy pożegnali się, z wyjątkiem adm. Nimitza. Roosevelt
oczekiwał na drugiego rozmówcę, który dopiero co wylą-
dował samolotem z Brisbane w Australii. Wkrótce do uszu
oczekujących dobiegły odgłosy gwizdków policyjnych i wa-
rkot motocykli eskortujących dowódcę Sił Południo-
wo-Zachodniego Pacyfiku - gen. Douglasa MacArthura.
Generał przybył ubrany dość nieformalnie, bo w zielone
spodnie, skórzaną kurtkę i czapkę feldmarszałka wojsk
5145475.005.png
8
stanowiło jej usytuowanie po środku Archipelagu Filipiń-
skiego, skąd blisko było do Luzonu - „stołecznej" wyspy
Filipin ze stolicą Manilą. W związku z szykowaną inwazją
ogromne znaczenie miały także wyśmienite warunki hydro-
graficzne wschodnich brzegów wyspy. Podejścia były wol-
ne od mielizn i raf, a w zatoce Leyte znajdowały się plaże
znakomicie nadające się do lądowania. Wyspa ma spore
wymiary: 200 kilometrów w linii północ-południe i 80
w linii wschód-zachód, co umożliwiało ulokowanie na niej
znacznych sił w postaci wojska i zaopatrzenia niezbędnego
do kontynowania działań na innych wyspach archipelagu.
Na konferencji w Quebecu z udziałem prezydenta Sta-
nów Zjednoczonych Franklina Roosevelta i premiera Wiel-
kiej Brytanii Winstona Churchilla Komitet Połączonych
Sztabów przedstawił 11 września plan najbliższych działań
na Pacyfiku. Lądowanie na filipińskiej wyspie miało być
poprzedzone kilkoma akcjami desantowymi w celu zapew-
nienia sobie panowania w powietrzu:
- 15 września siły MacArthura zajmą odległą o 350 mil
od Mindanao wyspę Morotai, z której mogłyby współ-
działać myśliwce w operacji filipińskiej;
- 5 października siły Nimitza opanują Peleliu, jedną
z wysp Palau, następnie Yap w tym samym archipelagu
i atol Ulithi wyznaczony na bazę wysuniętą floty;
- 15 listopada siły MacArthura wylądują na Mindanao,
20 grudnia na Leyte *.
widnieje na poczesnym miejscu motto Halseya: „Hit hard,
hit fast, hit oft" (Uderzaj mocno, uderzaj szybko, uderzaj
często!) I chyba tak to w wykonaniu jego lotniskowców
wyglądało...
Adm. Halsey 26 sierpnia 1944 r. zastąpił wiceadm.
Raymonda S. Spruance'a, zwycięzcę z Morza Filipiń-
skiego, i przejął od niego dowodzenie 5 Flotą, która teraz
przybrała nazwę 3 Floty. Sztab floty zmienił się, lecz
okręty pozostały te same, podobnie jak wtedy, gdy do-
wództwo obejmował Spruance. Zmieniły się kryptonimy
zespołów: Zespół Operacyjny 58 (Task Force 58) wiceadm.
Marca A. Mitschera stał się teraz Zespołem Operacyjnym
38 (Task Force 38).
Długa droga wiodła 62-letniego Halseya na stanowisko
dowódcze w ostatnich rozstrzygających bitwach na Pacyfi-
ku. W pierwszej wojnie światowej i przez kilka lat po niej
dowodził niszczycielami, dwa lata był attache morskim
w Berlinie, potem szefem sztabu na pancerniku „Wyo-
ming" i dowódcą dywizjonu niszczycieli. Po studiach
w akademii marynarki ukończył kurs pilotażu i związał się
z lotnictwem morskim - w 1934 r. dowodził lotniskowcem
„Saratoga". Do Pearl Harbor wpływał tuż po nalocie
japońskim jako dowódca zespołu lotniskowców. Wziął
pierwszy odwet na Japończykach na czele zespołu lotnis-
kowców, który wykonał pierwszy nalot na Tokio; uczest-
niczył w bitwie na Morzu Koralowym, w kampanii na
Salomonach i w walkach o „Barierę Bismarcka", a także
w zajęciu Wysp Admiralicji. Teraz, w decydującym okresie,
los dawał mu do rąk potężne narzędzie wojny - flotę,
której trzonem były szybkie lotniskowce i pancerniki.
Pod rozkazami Halseya znalazło się dziewięć nowoczes-
nych lotniskowców o potężnej sile: każdy miał na po-
kładzie 40 myśliwców, 35 bombowców nurkujących i 10
samolotów torpedowych. Każdy z lekkich ośmiu lotnis-
kowców dysponował 23 myśliwcami i 10 samolotami tor-
pedowymi. Zarówno ciężkie, jak i lekkie lotniskowce roz-
wijały prędkość powyżej 30 węzłów i potrafiły w ciągu
doby pokonać odległość od 400 do 600 mil.
REWOLUCJA HALSEYA
Tymczasem w ciągu dwóch dni owo kalendarium przed-
stawione 11 września w Quebecu zostało radykalnie zmie-
nione. Autorem tych innowacji był wiceadm. William F.
Halsey, motorem natomiast - działania jego floty. Decyzje
Halseya były stanowcze i agresywne w tonie. Na ekspozycji
historycznej, którą oglądałem na lotniskowcu „Yorktown"
przycumowanym przy „Patriofs Point" w Charlestonie,
1 S. E. Morison, Leyte. June 1944-January 1945 [w:] History of
United States Naval Operations in World War II, Boston 1958, s. 11-12.
5145475.001.png
Zgłoś jeśli naruszono regulamin