BONES
Terapia
fanfiction
Charlotte
SESJA I
- Witam państwa na naszej terapii, którą mam nadzieję zakończymy sukcesem.
- Nam nie potrzeba żadnej terapii. Nie jesteśmy czubkami - powiedział agent Seeley Booth przerywając młodemu człowiekowi.
- Właśnie – dodała Bones- ale jakimi czubkami? - zwróciła się do swojego partnera, który popatrzył na nią litościwie.
- Chodzi o wariatów, szaleńców i tym podobnych.
- Ach...
Doktor Sweets słuchał tej wymiany zdań z rosnącą ciekawością. ''Zapowiada się ciekawy przypadek'' pomyślał, po czym nie zrażony że agent mu przerwał kontynuował:
- Nazywam się doktor Lance Sweets i od tego momentu jestem państwa terapeutą. Będziemy się spotykać, by pracować nad waszymi relacjami....
- Nasze relacje są w jak najlepszej kondycji, więc nie widzę sensu w tym całym zamieszaniu. Poza tym Bones się ze mną zgodzi. A jeśli coś dla niej jest nielogiczne to mowy nie ma, by ona na to poszła. Zatem było nam miło, ale na nas już czas - powiedział Booth i wstał z kanapy. Posłał przy tym znaczące spojrzenie Temperance, by ta zrobiła to samo.
- Obawiam się, że chyba tak prosto nie będzie - odparł Słodki.
- A to dlaczego? - Booth był wyraźnie zirytowany.
- Bo nie wiem, czy mieliście okazję już to słyszeć, ale FBI zastanawia się nad rozdzieleniem waszego duetu - oznajmił terapeuta.
- Co?! - zapytali partnerzy równocześnie, a Booth aż usiadł z wrażenia.
- Dlaczego? - zapytała Temperance.
- Doktor Brennan, to nie jest pytanie do mnie tylko...
- Do szefa mojego szefa - dokończył Booth z rezygnacją.
- Dokładnie. Dziękuję agencie Booth za tak przejrzystą i klarowną pomoc - Sweets zwrócił się do Seeleya - Ja jestem po to, aby sprawdzić czy dalej możecie razem pracować. Mam sprawić by wasza współpraca była jeszcze bardziej wydajna.
- Wydajna? Będziemy przeliczać ile trupów znajdziemy na godzinę? - zapytał agent nie kryjąc irytacji - Albo czy Bones pobije rekord w najkrótszym ustaleniu przyczyny śmierci ofiary? Żałosne.
Booth nie krył swojego niezadowolenia, ta terapia była mu wyraźnie nie na rękę. Nie dość, że miał nawał pracy to jeszcze to! Zostawało coraz mniej czasu na spotkania z synem. Bones również nie było do śmiechu. Nie lubiła psychologii, a dodatkowe godziny rozmawiania o jej emocjach wcale nie napawały jej optymizmem. ''Czy naprawdę FBI zastanawia się nad rozdzieleniem nas?'' pomyślała i spojrzała na swojego partnera. ''Nie to niemożliwe.''
- A czy jest coś, co możemy zrobić byśmy nadal mogli razem pracować? - zapytał Booth, który myślał o tym samym co Brennan.
- Musicie państwo przychodzić regularnie na terapię. Na każdych kolejnych spotkaniach będziemy poruszać ważne dla was kwestie, może jakieś sprawy które was dręczą - powiedział Sweets - Mam nadzieję, że nasza współpraca okaże się owocna. Na chwilę w gabinecie zapadła cisza podczas, której Booth intensywnie przyglądał się terapeucie.
- Czemu pan tak na mnie patrzy?
- Zastanawiam się ile masz lat. Jesteś pełnoletni? - zapytał podstępnie agent.
- Oczywiście, że... - lecz tym razem Bones nie pozwoliła mu dokończyć:
- Masz doktorat czy tylko tak się tytułujesz przez wzgląd na swój zawód?
- Tylko mów prawdę, bo jak nie to Bones pokaże na co ją stać. Jedno podanie ręki i TRACH!
- Booth klasnął w dłonie dla zwiększenia efektu - I nadgarstek złamany. Wiem co mówię, widziałem na własne oczy - powiedział agent i spojrzał na Tempe, która się uśmiechnęła. Booth też się uśmiechnął co nie uszło uwadze terapeuty.
- Dobrze więc. Żeby było jasne, mam 22 lata i doktorat z psychologii.
''Acha, rozpoczyna się pasjonująca wędrówka po meandrach jego edukacji'' pomyślał Booth i powiedział:
- OK. OK, już wiemy. Ale nie obraź się, bo na naukowca to Ty nie wyglądasz. Co nie Bones?
- No wiesz, młody wiek nie musi świadczyć o braku kompetencji.
- Bones! Co Ty robisz?! - przerwał jej Seeley, a ona spojrzała na niego - Miałaś mnie poprzeć, jak prawdziwa partnerka...
- Wywieranie presji na drugiej osobie - mruknął Sweets pod nosem i coś zanotował.
- Słucham? Kto tu wywiera presję - odparł Booth - Trzeba było ją widzieć nad kośćmi. Tam to dopiero jest ciśnienie. Te nazwy, jakaś łacina, mówią o jakimś tlenku czegoś co okazuje się rdzą. Paranoja.
- Ty to nazywasz paranoją?! A kto nosi kolorowe skarpetki jako tak zwany ''wentyl bezpieczeństwa'' - odgryzła się Tempe.
- O przepraszam, skarpetki są bardzo oryginalne...
- A krawaty? Nie wspomnę już o ekstrawaganckich sprzączkach do pasków, które przyciągają wzrok do krocza...
- Nie noszę ich w tym celu. Bones, patrzysz na moje krocze?!
- Booth!
- Sama się do tego przyznałaś. - powiedział agent.
- Nie przyznałam się tylko stwierdziłam fakt, a to zasadnicza różnica - przerwała mu Brennan.
Partnerzy zupełnie zapomnieli, że ich rozmowie przysłuchuje się jeszcze doktor Sweets. ''To nie będzie ciekawy przypadek. To będzie extremalnie ciekawy przypadek'' pomyślał doktor i z zadowoleniem napisał coś w notesie.
SESJA II
Booth bębnił palcami o blat stolika do kawy, który znajdował się przed kanapą, na której siedzieli partnerzy.
- Czy coś pana denerwuje? Wydaj się pan niespokojny - powiedział Sweets - Może chciałby się pan podzielić z nami swoimi problemami?
- Ja nie mam problemów - odparł agent i przestał uderzać palcami. Oparł się o oparcie i popatrzył na doktora, który dzielnie wytrzymał jego spojrzenie.
- Tak pan uważa? A pani, doktor Brennan, co o tym myśli?
- O jego problemach? Jego jedynym problemem jest właśnie brak problemów - odparła.
- Cóż za trafna interpretacja Bones, naprawdę - powiedział sarkastycznie Seeley.
Sweets popatrzył na nich. Albo byli tak złośliwi bo chcieli go wystraszyć, albo takie uszczypliwości były dla nich czymś normalnym. Okazało się tym drugim, gdyż już po chwili dwójka osób siedzących na przeciwko Słodkiego śmiała się serdecznie. Słodki nie mógł zaprzeczyć, że oboje bardzo lubią swoje towarzystwo.
- Mógłbym poznać przyczynę tak nagłej zmiany nastroju? - zapytał Słodki, a partnerzy spojrzeli na siebie, a potem na terapeutę.
- No nie wiem czy jesteś wystarczająco dorosły. Niektóre sprawy nie są przeznaczone dla dwunastolatków. - odparł Booth, a Sweets puścił tą uwagę mimo uszu.
- Skoro tak pan twierdzi agencie Booth, to może przejdziemy do meritum naszego dzisiejszego spotkania.
- To znaczy? - zapytał agent.
- Do sedna sprawy - powiedziała Brennan - Meritum to...
- Jezu! Bones, wiem co to jest meritum. Nie mam co prawda tylu doktoratów co Ty, ale proszę Cię.
- Dobra, nie musisz się tak wyburzać - odpowiedziała antropolog.
- Wzburzać, nie wyburzać - poprawił ją Booth, na którego twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech. Jak zwykle zresztą, kiedy jego partnerka popełniła jakąś gafę - Chciałem się tylko dowiedzieć o czym będziemy dzisiaj rozmawiać. Hej Bones, gniewasz się? - odwrócił jej głowę w swoją stronę. Popatrzyli na siebie. Nie musieli nic mówić.
A Sweets w tym czasie jak szalony robił kolejne notatki.
- Ekhm... - chrząknął po chwili, na co Bones i Booth oderwali swój wzrok od siebie i skierowali go na terapeutę - Nie chciałbym przerywać, ale... Czas chyba zacząć. Zatem. Czemu nazywa pan doktor Brennan '' Bones ''? - zwrócił się do Bootha a ten popatrzył na doktora jakby widział go pierwszy raz w życiu.
- Słucham? A co to za pytanie? I jaki to ma związek z naszymi relacjami? - zapytał zdziwiony Seeley.
- Otóż, bardzo duży agencie Booth. To jak się do siebie zwracacie wpływa na wasze stosunki. Zwrotu za pomocą, którego zwracacie się do partnera może podwyższać lub obniżać jego samoocenę. Czy to jest jasne? - zapytał Sweets kończąc swój wywód, na co odpowiedziało mu parokrotne mrugnięcie Bootha.
- Rozumiesz coś z tego Bones? - zwrócił się do swojej partnerki.
- Wiesz, że nie znoszę psychologii - odparła - Ale może już zacznijmy, bo mam jeszcze parę spraw do załatwienia w Instytucie.
- A ja w biurze FBI. Zatem zacznijmy i będziemy mieć to z głowy.
- Usiłuję to zrobić już od jakiś dziesięciu minut. Ale dobrze, ponawiam więc pytanie agencie Booth. Dlaczego zwraca się pan do swojej partnerki per '' Bones '' - zapytał Słodki i skierował swój wzrok na agenta.
- Bo pracuje z kośćmi. Czy to tak trudno zrozumieć? A poza tym to taka ksywka. Mówię '' Bones '' i każdy wie o kogo chodzi. Prawda? - Booth zwrócił się do Tempe.
- To prawda. Choć przyznam, że na początku nie bardzo mi się to podobało - odparła Brennan.
- Ale teraz Ci się podoba? - agent zrobił minę niewiniątka.
- Przyzwyczaiłam się - odpowiedziała i pomyślała ''Cholera. On znów to robi. Ten jego wzrok. Brennan, myśl logicznie!''
- Rozumiem. A czemu nie próbował pan się zwracać do swojej partnerki po imieniu lub tytułować ją zgodnie z jej wiedzą - Sweets popatrzył wyczekująco na Bootha
- To chyba jasne. Bones każdemu kto nazywa ją Temperance, mówi by zwracał się do niej Tempe. Rozumiesz? - Słodki pokiwał głową, a agent dalej kontynuował - To zbyt personalne, bym się tak do niej zwracał na miejscu zbrodni. No a gdybym używał zwrotu ''doktor Brennan'' za każdym razem kiedy ją wołam, no to nie wiem. A zresztą Bones jest moją przyjaciółką, a przyjaciele nie zwracają się do siebie przez tytuły naukowe. O matko Sweets! Powiedziałem już wszystko na ten temat, więc na litość boską nie patrz już tak na mnie. Terapeuta tylko znowu coś zanotował, po czym zwrócił się do Bones:
- A pani jak zwraca się do swojego partnera?
- Booth.
- Tak po prostu?
- Tak. A jak miałabym się do niego zwracać? - zapytała Tempe.
- Nie nadała mu pani żadnego przezwiska? Czegoś co odzwierciedlałoby jego charakter?
Bones pomyślała przez chwilę ''Coś co odzwierciedlałoby charakter. Hmm...'' Uśmiechnęła się.
- Co panią rozbawiło? - zapytał Sweets, a Booth mu zawtórował:
- Właśnie Bones, co Cię tak bawi?
- Mnie nic. Tylko przypomniałam sobie jak pewnego razu nazwała Cię Angela - Booth i Słodki cały czas się jej przyglądali - ''Pan Czarujący Uśmiech'' - powiedziała w końcu, a Booth zaprezentował o co chodzi.
- Zgadza się pani z tą opinią, doktor Brennan? - drążył temat Sweets.
- Z czym?
- Z czarującym uśmiechem pani partnera.
- Bones powiedz doktorkowi, że wprost nie możesz się oprzeć temu zniewalającemu uśmiechowi i będzie po sprawie - powiedział Booth.
- Nie robi on na mnie wrażenia. Już się przyzwyczaiłam - odparła Brennan i znacząco spojrzała na Bootha. ''Kogo ja oszukuję? Kidy się uśmiecha to nie mogę się na niczym skupić'' dodała w myślach.
- No wiesz co? - Booth był wyraźnie zawiedziony.
- Powiedziałam, że się przyzwyczaiłam. Co wcale nie oznacza, że wcześniej mi się nie podobał. - ''No to ładnie Brennan, rzuć mu się jeszcze na szyję. Sweets będzie miał o czym pisać'' Na dźwięk jej słów na twarzy Bootha znów pojawił się uśmiech ''A więc jednak ją powala. Yeah....'' Sweets przysłuchiwał się tej wymianie zdań z nieukrywaną ciekawością. Trwałoby to zapewne jeszcze dłużej, gdyby nie dźwięk telefonu, który rozbrzmiał w gabinecie.
- Prosiłem, by wyłączyć telefony komórkowe - powiedział terapeuta.
- Niestety wykonujemy zbyt poważną pracę, by sobie na to pozwolić - odparł agent i wyjął Motorolę z kieszeni marynarki - Booth. Tak. Jesteśmy razem. Gdzie? Dobrze, zaraz będziemy - rozłączył się spojrzał na Sweetsa - Przykro nam, ale służba wzywa. Chodź Bones, znaleziono nowe szczątki - agent wstał z kanapy i ruszył do wyjścia, to samo zrobiła Temperance.
- Ale jeszcze nie skończyliśmy. - zaczął Słodki.
- Niestety, odbijesz to sobie następnym razem. Do zobaczenia w nie najbliższej przyszłości - odparł Booth i zamknął za sobą drzwi.
- A żebyś wiedział agencie Booth, że sobie odbiję - powiedział sam do siebie terapeuta i zamknął notatnik.
SESJA III
Booth i Brennan siedzieli w milczeniu na kanapie. Co jakiś czas zerkali tylko a to na Sweetsa, który przypatrywał im się ze spokojem na twarzy, a to na leżące przed nimi, na stoliku czyste białe kartki i kredki.
''Zapomniał sprzątnąć zabawki?'' pomyślał agent i poprawił mankiety białej koszuli. Brennan także nie wiedziała o co chodzi.
- Co to jest? - zapytała w końcu, gdyż nie zamierzała dłużej czekać na samoistny rozwój wypadków.
- Chodzi pani o przedmioty leżące na stoliku? - zapytał Słodki i rozsiadł się wygodniej w fotelu. Bones przytaknęła i spojrzała na Bootha. Jego mina zdradzała wszystko - ''Co się dziwisz, przecież nasz doktorek to świr!''
- Kupiłeś sobie kredki i chciałeś się pochwalić? - zapytał Seeley - Jeżeli tak, to bardzo ładne te Twoje zabawki. Ale może teraz zaczniesz już swoją gadkę, my posłuchamy i sobie pójdziemy. Mamy śledztwo w toku.
- Agencie Booth, rozumiem że nie przepada pan za osobami młodszymi od siebie i na dodatek mądrzejszymi. - Słucham? Nieee... Teraz to przesadziłeś. Czy myślisz, że gdyby tak było w rzeczywistości to cały czas współpracowałbym z Bones!
Temperance uśmiechnęła się ''A więc jednak uważa, że jestem od niego mądrzejsza. Ma racje - jestem!'' pomyślała, a tymczasem jej partner dalej kontynuował:
- Oczywiście chodzi mi tu o sprawy naukowe, bo wątpię czy Bones potrafiłaby włączyć odtwarzacz DVD.
- Słucham?! - ''Doigrałeś się Booth'' - Co to miało znaczyć? Uważasz, że nie potrafiłabym włączyć DVD? Żałosne.
- Nigdy nie widziałem Ciebie podczas tej prozaicznej czynności...
- Więc nie wysuwaj pochopnych wniosków - powiedziała Tempe. - Ekhm... przepraszam, ale chyba najwyższy czas powrócić do naszego głównego problemu - przerwał ich kłótnię Sweets.
- No to wróćmy już. Dobra? - odparł kpiąco Seeley i poluźnił węzeł przy krawacie. Coraz mniej mu się to wszytko podobało. To całe gadanie o uczuciach wcale nie było mu potrzebne. Dobrze wiedział co czuje, a co najważniejsze do kogo.
- Wspaniale. Odpowiadając na pani wcześniejsze pytanie doktor Brennan, przed państwem leżą kartki i kredki... - ''Przeliteruj jeszcze'' pomyślał Booth - ...będą one dzisiaj głównym narzędziem pracy.
Partnerzy posłali sobie znaczące spojrzenie. ''Doktorek zwariował'' pomyśleli oboje.
- A co niby konkretnie mielibyśmy z TYM robić? - zapytał agent siląc się na uprzejmość w głosie.
- Zaraz się państwo przekonają. Proszę zatem niech każde z was weźmie po kartce. Śmiało, proszę się nie krępować - zachęcił Sweets, a Booth i Brennan sięgnęli po kartki - A teraz proszę narysować.
- Ja nie mam talentu plastycznego - przerwała mu Bones.
- Ja też. A zresztą za jakie grzechy mamy coś rysować? - dodał agent.
- Powiedział pan ostatni, że będę mógł sobie ''odbić'' wasze wcześniejsze wyjście.
- Zemsta! Acha! Jako psycho...
- Agencie Booth jako psycholog to chyba ja wiem lepiej o co chodzi - Słodki popatrzył na Bootha który tylko zamrugał z niedowierzania ''Cudownie, dzieciak wchodzi w okres buntu!'' pomyślał. - A co do państwa talentu. To ma być rysunek poglądowy, więc nie oczekuję od was arcydzieł na miarę ''Mona Lisy'' Leonarda da Vinci - powiedział niezrażony ich brakiem chęci do współpracy terapeuta.
- OK. Skoro tak twierdzisz. No to co mamy narysować? Swoje autoportrety? - Seeley nawet nie starał się ukryć swojego sceptycyzmu.
- Nie, agencie Booth. Chcę byście narysowali na kartkach to o czym teraz myślicie, dowolne skojarzenia. Odpowiedział mu wzrok partnerów, którzy patrzyli na niego jak na niespełna rozumu.
- Wszystko? - zapytała Tempe - O czym myślimy?
- Dokładnie doktor Brennan. Proszę, mają na to państwo dziesięć minut.
Booth i Bones nadal siedzieli niewzruszeni i patrzyli na Słodkiego.
- Już dziewięć minut - powiedział Sweets.
- Możesz być cicho?! - powiedział nagle Booth - Zastanawiam się co mam narysować, a Twoja paplanina mi tego nie ułatwia.
- Dobrze to ja już się nie odzywam, ale radzę się zabrać do pracy... Booth posłał mu mordercze spojrzenie.
''Co mi chodzi po głowie? Hmmm....'' myślał Booth nerwowo stukając kredką w kartkę. ...
drBrennan