Urb7.rtf

(106 KB) Pobierz
Stanisław Urbańczyk JAKĄ POLSZCZYZNĄ MÓWIŁ JAN KOCHANOWSKI

              1

 

Stanisław Urbańczyk

 

JAKĄ  POLSZCZYZNĄ  MÓWIŁ  JAN  KOCHANOWSKI  I  JEGO  RÓWIEŚNICY

 

 

 

 

              Język staropolski posiadał nie tylko pochylone o, ale też pochylone e i a. W budowie języka odgrywały one rolę bodaj większą niż ó. Nie tylko bowiem wymiana  e : é  i  å : a występowała w takich kategoriach gramatycznych jak chléb : chleba, pån : pana, miåł : miała,
a więc analogicznie do wymian róg : rogu, niósł : niosła, ale nadto pojawiała się w ważnych innych kategoriach. Zarówno pochylone e, jak pochylone a były bardzo istotną cechą końcówek złożonej odmiany przymiotnika: dobrå (żona), dobré (pole, żony, pola), dobrégo (męża, dziecka), dobréj, dobrému (mężowi, dziecku), dobrém, odmiany rzeczownika w typach: zbożé, zbożå; rolå, wolå, głębiå, wreszcie w odmianie czasowników  typu: czytåm.

s.189-190

 

              Przejdźmy teraz do cech, których ortografia nie uwzględniła. Mam na myśli przede wszystkim labializację głoski o, tzn. wymawianie jej w postaci uo. Z całą pewnością tak wymawiano o nagłosowe, śródgłosowe zaś przynajmniej w większej części Polski (Wielkopolska, Śląsk, Małopolska). Czyli biorąc rzeczy praktycznie, Kochanowski mówił zgodnie z innymi Polakami ŭoko, ŭowoc, a może nawet ŭokŭo, ŭowŭoc. (...) Zapewne w części Polski (przede wszystkim w Wielkopolsce) wymawiano nawet nie ŭo, lecz ŭe. Także i inne nagłosowe samogłoski były poprzedzane jakąś spółgłoską protetyczną, por. stpol. jimię, jigła, Jewa, Jadam, jaże, ha, hale zamiast imię, igła, Ewa, Adam, aże, a, ale.

              Referat Januszowskiego o poglądach ortograficznych Kochanowskiego przekazał nam informacje, że wówczas każde o, po którym następowało m lub n, było wymawiane wąsko, czyli było pochylone. Kochanowski był przeciwnikiem oznaczania tej właściwości w piśmie właśnie dlatego, że była tak powszechna i dla każdego Polaka oczywista. Z pewnością nie on jeden był obrońcą tego poglądu, więc też tylko niektóre druki pochylenie przed spółgłoskami nosowymi oznaczały. Niekiedy ten sam drukarz był niekonsekwentny. I tak, w IV trenie wydrukowano zgodnie z poglądem Kochanowskiego on i rodzicom, ale zbiorowe wydanie pośmiertne, wykonane u Januszowskiego w r. 1585, ma już rodzicóm i wiele podobnych.

s.191

 

              W drukach rzadko dochodziła do głosu inna cecha, niesłychanie w wymowie i rękopisach rozpowszechniona: zamiana i, y w e pochylone, jeżeli następowała po nich spółgłoska l lub ł: wymawiano więc béł, béli; nosiéł nosiéli, siéła, miéł. W XVIII w. wymowa ta zanikła, bo
é przeszło w y lub i, a zatem béł, béli wróciło do wymowy był, byli.

              Niektóre druki zaznaczały, że e przed następującym m, n brzmi jak ę oraz że pochylone
a zamienia się w tejże pozycji w ą: tęn, zięmia, pąn, dąm, dąmy.

              Pewne środki graficzne źle rozumiemy, jeżeli nie jesteśmy z góry co do ich wartości uprzedzeni. W szczególności znak rz skłonni jesteśmy czytać jako ż, zgodnie z dzisiejszą praktyką, a tymczasem był to w XVI w. dźwięk swoisty, w którym nad elementem ż górowało wibrujące r. Jednym słowem było to ŕ, które jest powszechne w języku czeskim, a w gwarach polskich trafia się jeszcze w wielu okolicach u ludzi starszych (południowy Śląsk, Podhale, zach. Wielkopolska, Pomorze...). Ten fakt był przyczyną, że Kochanowski nigdy nie rymował ż i rz. Może i to warto jeszcze przypomnieć, że ł było wówczas jeszcze zębowe, podczas gdy dziś przeważnie jest to ŭ.

s.192

              Szlachcic wielkopolski stosunkowo mało się odchylał od przedstawionego wyżej stanu idealnego: nie mazurzył, wymawiał dwie samogłoski noso...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin