Plotka
– Co tu robisz, Potter?
– Wyszedłem tylko zapalić. – Spojrzenie. – Co, teraz nie mogę się nawet cieszyć cholernym papierosem, bez ciebie próbującego to zrujnować?
– Nigdy nic ci nie zrujnowałem, Potter. Jeśli jeszcze nie zdążyłeś tego zauważyć to ja zawsze obrywam, bo ty ciągle biegasz łamiąc każdą cholerną regułę w tej szkole, a tylko ja jestem na tyle mądry żeby cię powstrzymywać, ale naturalnie, nic nie można stać się wielkiemu Harry’emu Potterowi, więc ja dostaje z tego nic, kiedy ty dostajesz całą chwałę, jakbyś był cholernym bohaterem.
Mruganie.
Gniewne, – Co?
– ...Um. Nic.
– Co, teraz zamierzasz udawać jakbyś nigdy tego wcześniej nie wiedział? Jakby nie sprawiało ci to przyjemności?
– A co jeśli tak, Malfoy? To nie tak, że nigdy mi się nie odpłacałeś. Wiesz, że tak było, nie udawaj niewinnego!
Uśmieszek. – Ja, niewinny? To, Potter, jest jedyna rzecz, jakiej nie udaje.
Pomruk. – Super. Nie wiem, czemu nawet jestem tu rozmawiając z tobą.
Lekki uśmiech, wywrócone oczy. – Myślałem, że wyszedłeś tylko zapalić.
– Taak, cóż, wygląda na to, że to niemożliwe z tobą zaraz obok, nieprawdaż?
– Moglibyśmy robić inne rzeczy jeśli chcesz.
Parsknięcie. – Jasne, Malfoy, pograjmy w pchełki. Oh, wiem, możemy popuszczajmy kaczki nad jeziorem. Mam jeszcze jeden pomysł, może mógłbym nakarmić wielką kałamarnicę?
Stanowcze, – Dlaczego nie zamkniesz się na chwilę?
Zaskoczona cisza, potem przełknięcie śliny.
Gładkie, – Tak lepiej.
– Malfoy, co… co ty robisz?
– Masz coś we włosach.
–...Oh.
Cisza. Przyśpieszony, nierówny oddech.
– To… to nie jest… Malfoy, co…
– Wydaje mi się, że masz coś i w oku.
– Prze-przestań mnie dotykać.
– I w kąciku ust….
– Przestań mnie dotykać!
Następna cisza. Ciężka i napięta.
– ... Dobrze, Potter.
– Co to było?
– To było nic.
– To nie było nic.
– Tak, było, dla ciebie to było cholerne nic, tak samo jak wszystko, czym dla ciebie byłem! Niczym, to było nic!
Zaskoczone, – Malfoy, Ja…
– Po prostu idź do diabła.
Ogłuszająca cisza.
Odgłos kroków na trawie. Coraz cichszy.
Bardziej ogłuszająca cisza. Słabe, – Co… co się właśnie stało?
Przytłaczająca cisza.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
– Przeklęty głupi, dureń! Niech go pochłonie pieprzone piekło!
– Spokojnie, Malfoy, co z tobą?
Wzburzone, – Nic.
– Zalecałeś się do… ups! Znaczy się, znowu kłóciłeś z Potterem, prawda?
– Odczep się zanim nie zmienię twojego mózgu w płatki owsiane.
– Ajć, straszne. Założę się, że nie byłbyś taki wredny dla swojego słodkiego, malutkiego Harry’ego… ał… Aj!
– Zamknij się, dobrze? Po prostu zamknij się i zostaw mnie w spokoju!
Przytłumione odgłosy walki.
– Malfoy, tu jesteś! Posłuchaj ja… – Wpatrywanie się – … Malfoy? Nie sądzisz, że powinieneś ee… puścić Blaise’a?
Więcej stłumionych sapnięć.
Ziemne, – Wszystko w porządku, dzięki.
– Yhm. Mógłbyś przynajmniej pozwolić mu zaczerpnąć trochę powietrza?
Burknięcie. Zdławiony oddech, kaszel. – Boże! Dzięki, Potter. Jezu, Malfoy, ty to naprawdę jesteś udany.
– Spływaj stąd do cholery, Zabini.
Wycofujące się kroki.
Cisza.
– Co chcesz?
– Ciebie. To znaczy... porozmawiać z tobą!
– Rozmawiamy.
– Możemy porozmawiać gdzie indziej?
– Oh, na przykład? Ohh, Harry, wróćmy do twojego pokoju, żebyśmy mogli być sami!
– Dobra, łapię. Nieważne. I nie nazywaj mnie Harry’m.
Uśmieszek, – Jeśli chcesz, Harry.
– Gah! Po prostu… po prostu zamknij się i słuchaj, dobra? – Cisza. – Dobrze. A teraz… spójrz. Ty i ja jesteśmy wrogami, nie możesz oczekiwać ode mnie żebym wiedział jak zareagować, gdy zmieniasz zachowanie i.. robisz różne rzeczy, jak… jak to, co robiłeś wcześniej.
– Co robiłem wcześniej?
– Ty… co masz na myśli?– Wpatrywanie się. – Przeczesywałeś palcami moje włosy.
– Tak, nieprawdaż?
Wycofywanie się.
– Myślałem, że chciałeś porozmawiać.
– Ja… – łapanie oddechu. – Tak, myślę, że musimy porozmawiać.
– Więc rozmawiajmy.
– Malfoy, co… - co w ciebie wstąpiło?
– Myślałem, że chciałeś rozmowy, ja tylko mówię.
Mamrotanie.
– Możesz powtórzyć?
– Nie musisz mówić tak blisko.
– To żeby cię lepiej słyszeć, mój drogi.
Przerażony, – Przestań!
Cichy chichot.
Wiercenie się.
– Niekomfortowo?
– ...Tak!–
– Czemu więc nie zrobisz czegoś w związku z tym?
– Jak… jak co?
– Zrelaksuj się.
– Jak mam to zrobić, z tobą stojącym dwie stopy dalej I patrzącego na mnie w ten sposób?
– W jaki?
– Jak... nie wiem. Jakbyś…
– Jakbym miał cię właśnie pocałować?
Mruganie. – Co?
Chichot. – Niezbyt spostrzegawczy, jak widzę.
– Malfoy, nie wiem, co ty…
Delikatne pocałunki.
– Mmph! Mmmmph! ...
– Mmm…
Wycofywanie się. – Co to do cholery było Malfoy?! Ty chory draniu!
– Tylko próbowałem pomóc ci się zrelaksować.
– Ale ty mnie pocałowałeś!
Wzruszenie ramion.
Szok. Długa cisza. – Trzymaj się ode mnie z daleko, Malfoy. Po prostu trzymaj się z daleka. Zrozumiałeś?
– Czemu dziś za mną poszedłeś?
– Co? Co to ma do…
“Czy może nie chciałeś wiedzieć jak by to było? Być dotykanym w ten sposób ponownie?
– Nie prawda! Ja tylko myślałem… Chciałem…
– Tak, Harry. Ty chciałeś.
Pauza.
– Nie nazywaj mnie Harry’m.
– Dobrze, Harry.
– Jesteś takim upartym egoistą, ty niemożliwy draniu.
– Tak.
– Co tak?
– Tak, jesteś.
Rozdrażnione westchnienie. – Nie wiem, po co w ogóle sobie zawracałem głowę.
– Ale ja wiem.
– No dobra, czemu? To powinno być dobre.
– Potter, stoisz na środku korytarza, gdzie ktokolwiek mógłby iść i nas zobaczyć. Nie sądzę, że chciałeś tylko ze mną porozmawiać.
– Nie miałeś żadnych problemów, kiedy ty… kiedy ty… wiesz co zrobiłeś!
– Nie, co takiego zrobiłem?
– Pocałowałeś mnie.
– Podobało ci się?
– Ty chory popaprańcu.
Śmiech.
– Myślisz, że tylko dlatego, że umiesz mnie podejść daje ci to prawo do wykorzystywania…
– Mówiłem ci, próbowałem tylko pomóc.
– Pomógłbyś mi skoczyć z klifu, Malfoy!
– Może, ale tylko, jeśli uważałbym, że potrzebujesz spaść.
Wpatrywanie się.
– I byłbym tam żeby cię złapać.
– Co… co to ma być?
– Tylko ja, Potter. Tylko ja.
Zirytowany, – Więc ...
weronikatanistra