Raport specjalnyWybory samorządowe
Poniedziałek, 26 czerwca 2006
Jednomandatowe Okręgi Wyborcze w wyborach samorządowych? wp.pl 10:04
Ruch Normalne Państwo zbiera podpisy pod Inicjatywą Ustawodawczą, która ma na celu wprowadzenie nowej ordynacji wyborczej w wyborach samorządowych. Ruch chce, żeby radnych wybierano z jednomandatowych okręgów wyborczych tzn.: by wyborcy głosowali na konkretnego człowieka, a nie na partię. Inicjatorzy akcji chcą zebrać do końca czerwca 100 tysięcy podpisów, by projekt trafił pod obrady Sejmu w lipcu.Propozycja ordynacji wyborczej oparta została na ordynacji wyborczej w Wielkiej Brytanii. Ma ona być proporcjonalna, jednomandatowa (tzn. z każdego okręgu wyborczego będzie wybierany 1 radny) i większościowa (tzn. w każdym okręgu wygrywać będzie ten kandydat, który uzyska najwięcej głosów).
Wśród zalet proponowanej przez siebie ordynacji, Ruch Normalne Państwo wylicza:
· Kampania wyborcza prowadzona w małych okręgach wyborczych jest tańsza
· Daje możliwość bezpośredniego kontaktu z wyborcą
· Wyborcy mają znacznie większe możliwości rozliczania swoich kandydatów
· Dzięki zasadzie „zwycięzca bierze wszystko” istnieją proste, przejrzyste kryteria ostatecznych wyników, bez konieczności skomplikowanego przeliczania głosów, uwzględniania liczby głosów otrzymanych przez daną partię w skali okręgu, czy miejsca kandydata na liście.
· Do samorządów wchodzą faktyczni liderzy lokalni.
· Procedura zgłaszania kandydatów jest znacznie prostsza niż w przypadku obecnej ordynacji.ZAŁOŻENIA WYBORÓW RADNYCH
· Wszystkie gminy/powiaty/województwa podzielone są na tyle okręgów wyborczych, ilu radnych przypada na daną gminę/powiat/województwo.
· Wszystkie okręgi wyborcze danej gminy liczą mniej więcej taką samą liczbę wyborców (+/- 20%).
· W każdym okręgu wyborczym do obsadzenia jest jeden mandat radnego.
· Odbywa się jedna tura głosowania.
· Mandat radnego uzyskuje ten kandydat, który zdobył największą liczbę głosów.
· Jeśli dwóch lub więcej kandydatów zdobyło te sama liczbę głosów, w celu wyłonienia zwycięzcy, przeprowadza się losowanie.
· Zgłoszenie kandydata do rady w danym okręgu, przysługuje każdemu wyborcy, który mieszka w danym okręgu wyborczym.
· W przypadku nie zgłoszenia ani jednego kandydata w danym okręgu wyborczym, dany mandat nie jest obsadzany.
· W przypadku zgłoszenia tylko jednego kandydata w danym okręgu wyborczym, kandydat ten uzyskuje mandat bez przeprowadzania wyborów (tzw. mandat bez wyborów).Z osób "medialnych" Inicjatywę wspierają również takie osoby jak prof. Jadwiga Staniszkis, aktorka Anna Mucha, Kuba Wojewódzki i red. Stefan Bratkowski.Więcej informacji (między innymi ulotki i formularze do zbierania podpisów) na www.jednomandatowe.org
Wtorek, 27 czerwca 2006
List otwarty w sprawie okręgów jednomandatowych wp.pl 10:34 Obywatelska Inicjatywa Ustawodawcza, która stawia sobie za cel zmianę ordynacji wyborczej w wyborach samorządowych tak, aby radnych wybierać w okręgach jednomandatowych, przekazała nam „List Otwarty do Rodaków”, który publikujemy poniżej.List Otwarty do Rodaków!
Setki tysięcy młodych ludzi wyjeżdża z Polski, decydując się budować swoją przyszłość gdzie indziej. Olbrzymia ilość Polaków nie może znaleźć pracy w kraju, w którym potrzeba wybudować tysiące kilometrów dróg a całe miasta nadają się do rewitalizacji. Równocześnie miliony Polaków odwracają się od spraw publicznych, nie biorąc udziału w wyborach i w żaden sposób nie angażuje się politycznie. 25 lat po cudzie Solidarności, w Polsce jest czas na zdecydowane zmiany!W trosce o przyszłość naszą i naszego kraju powstała: Ustawodacza Inicjatywa Obywatelska na rzecz Wprowadzenia Jednomandatowych Okręgów Wyborczych w Wyborach Samorządowych.Chcemy wybierać naszych liderów lokalnych jak Anglicy, Amerykanie, Francuzi, Japończycy i wiele innych największych narodów Świata. Projekt naszej ustawy jest już w Sejmie!W najbliższych wyborach samorządowych na radnych chcemy:
· głosować na znanych nam ludzi,
· wybierać prawdziwych liderów a nie anonimowych ludzi z długich list,
· wiedzieć kto naprawdę nas reprezentuje, kto zadba o równe chodniki, przyjazne przedszkole i czystą wodę w kranie,
· by nasz okręg (osiedle, kilka ulic) reprezentowała tylko jedna osoba- NAJLEPSZY Z OKRĘGU- dzięki temu wiemy do kogo mieć pretensje, kogo rozliczyć z niespełnionych obietnic w następnych wyborach.Wiemy, że jednomandatowe okręgi nie rozwiążą wszystkich naszych problemów. Jesteśmy jednak przekonani, że są koniecznym elementem w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego. 12 maja zarejestrowany został w Sejmie Obywatelski Komitet Inicjatywy Ustawodawczej. Od tej chwili mamy 3 miesiące na zebranie 100 000 podpisów. Naszą inicjatywę wspiera szereg organizacji: samorządowych, pozarządowych, związków zawodowych, zrzeszeń studentów. Zależy nam na tym, by nasza inicjatywa miała charakter obywatelski i w związku z tym skupiała ludzi mających różne poglądy polityczne. RODAKU! POPRZYJ NASZĄ USTAWĘ! POMÓŻ NAM ZBIERAĆ PODPISY! POLSKA JEST TWOJA!Wszystkie materiały i informacje można uzyskać w sekretariacie Inicjatywy i na stronach www:Sekretariat Inicjatywy:ul. Szpitalna 5/500-031 Warszawa, pok.14tel.: 22 828 91 28 wew.126; 502 733 753mail: jednomandatowe@wp.pl www.jednomandatowe.org
JOW-y lekiem na całe zło? wp.pl 21:03Piątek, 7 października 2005Jerzy Przystawa ma w sobie coś z Katona Starszego, tyle że zamiast niszczyć Kartaginę, chce wprowadzać jednomandatowe okręgi wyborcze. W jego książce-zbiorze felietonów „Sposób” to właśnie JOW-y mają być sposobem na bolączki polskiej demokracji. „Propozycją dla Polski, której zrealizowanie nam wypłynąć na czyste wody i znaleźć polityków dbających o nasz narodowy interes, byłaby reforma prawa wyborczego i wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych” – taki wniosek płynie ze wszystkich tekstów i z każdego z osobna. Przystawa jest jednym z inicjatorów Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. W tej organizacji spotykają się ludzie o różnych poglądach, których łączy jednak jeden cel – wprowadzenie w Polsce ordynacji większościowej w miejsce proporcjonalnej, czy – jak chcą ją nazywać członkowie Ruchu – partyjnej. To nie tak, że ordynacja większościowa uleczy Polskę - mówi profesor Andrzej Czachor, jeden z głównych animatorów Ruchu - Uważamy natomiast, że jej wprowadzenie jest warunkiem sine qua non naprawy systemu.
O co dokładnie chodzi? W tej chwili w Polsce obowiązuje system, w którym głosy wyborców są przeliczane na procentowe poparcie dla partii i to ono ma znaczenie przy ustalaniu podziału mandatów. W systemie większościowym kraj zostałby podzielany na – powiedzmy – 460 okręgów, a z każdego z nich do Sejmu dostawałby się 1 (słownie: jeden) poseł. Który? Po prostu ten, który w danych wyborach w tym okręgu zdobyłby największą ilość głosów. Powstaje pytanie, co to miałby zmienić? Spójrzmy najpierw na zalety tego rozwiązania. Przede wszystkim głosujący udzielaliby poparcia konkretnemu człowiekowi – zwiększyłoby to z pewnością nasze poczucie wpływu na to, co się dzieje w polityce, a w konsekwencji zaktywizowało nas obywatelsko. Ten mechanizm działa także w drugą stronę: kandydat i ewentualny poseł musiałby się związać bliżej z wyborcami, kosztem „rozwiązania” z partią. Zyski przy takiej sytuacji – o ile mechanizm by zadziałał – wydają się oczywiste. To nie koniec – w tej chwili w jednym okręgu znajduje się średnio kilkaset tysięcy osób (przykładowo Gdańsk – ponad 800 tys., Warszawa – 1.300 tys., Chrzanów – nieco poniżej 500 tys.) uprawnionych do głosowania. Ruch na rzecz JOW proponuje, by jeden okręg liczył ok. 60 tys. wyborców – różnica jest więc bardzo wyraźna. Taka „porcja” głosujących może się skrzyknąć i posła odwołać – jeśli reprezentant nie spełnia oczekiwań. I dalej – nawet jeśli wygrywa kandydat „tej drugiej” opcji, to głosujący ma poczucie, że ma reprezentanta swojego regionu. Wszystkie te elementy razem sprawiają, że wyborca widzi w całym procesie wyborczym sens – a sądząc po frekwencji w ostatnich wyborach, tego może właśnie brakować. Dla mnie sprawą wręcz kryminalną jest, że przy obecnej ordynacji w Warszawie jednym krzyżykiem wybieramy 19 posłów. - mówi Andrzej Czachor. Poseł w systemie JOW jest także „katalizatorem emocji”. Niezadowoleni obywatele najpierw pójdą do niego z pretensjami, zamiast z flagami i kamieniami brukowymi jechać do Warszawy. Parlamentarzyści stanowiliby wiarygodny szczebel pośredni między wyborcami, a władzą centralną. Druga grupa argumentów za JOW ma związek z systemem partyjnym. Hasło numer 1: odpartyjnienie. Idealna sytuacja wygląda tak, że komitety wyborcze zamiast delegować działacza do okręgu, będą musiały szukać kandydatów wśród osób już w tym okręgu znanych i cenionych. Partia przychodziłaby np. do dyrektora szkoły, albo szpitala z zapytaniem, czy zechciałby ją reprezentować w wyborach. Hasło numer 2: system dwupartyjny. Do niego docelowo ma prowadzić wprowadzenie JOW. O jego zaletach i wadach napisano już bardzo wiele, ma on swoich zwolenników i przeciwników. Niewątpliwie jednak (niezależnie od tego, który z wariantów systemu dwupartyjnego powstałby w Polsce) jest on dużo prostszy do ogarnięcia przez wyborców, a przez to bardziej im przyjazny. Zresztą uproszczenie to w ogóle jeden z głównych argumentów zwolenników ordynacji większościowej. Żadnych metod, żadnych przeliczeń – wygrywa ten, który zdobywa najwięcej głosów. Tak jest w dojrzałych demokracjach - mówią zwolennicy JOW.
I wreszcie kwestia poglądów wyborców na kwestie ordynacji. Tygodnik „Wprost” podaje, że 62% Polaków chce głosować na konkretnych ludzi, a nie na partie i wyciąga z tego wniosek, że taka właśnie grupa chce jednomandatowych okręgów. To oczywiście spore uproszczenie, jednak z innych badań wynika, że wola społeczeństwa jest właśnie mniej więcej taka – gdy CBOS zapytał w 2004 roku o wybór między systemem proporcjonalnym, a większościowym, to ponad dwa razy więcej respondentów opowiedziało się za tym drugim. Jest to zresztą tendencja utrzymująca się. Polska to taki kraj, w którym ordynacja wyborcza jest napisana wbrew woli obywateli. Czy to nie kuriozum? - pyta Andrzej Czachor. Z dwóch partii, które będą rządzić po wyborach Platforma opowiada się za systemem większościowym (jednak przy zmniejszeniu ilości posłów, czyli przy powiększeniu – w stosunku do propozycji Ruchu na Rzecz JOW – okręgów wyborczych), a PiS chce systemu mieszanego, a więc połączenia obu wersji ordynacji (tak jest w Niemczech). O kompromis będzie trudno.
No dobrze, powie sceptyk, wszystko pięknie i ładnie, ale nie idealnie. Nie jest bowiem tak, że wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych ma same zalety. Wyobraźmy sobie taką sytuację. Partia A zdobywa 48% mandatów, zupełnie jej przeciwstawna partia B 45%, a populistyczna partia C pozostałe 7%. W tej sytuacji głos partii C może mieć decydujące znaczenie, przy tworzeniu rządu, a także samym rządzeniu. Przy obecnej ordynacji jest to także możliwe, ale jest więcej „wysokich umawiających się stron”, przez co pat jest mniej prawdopodobny. Spójrzmy też na wybory w mikroskali. Hipotetyczna sytuacja: 5 kandydatów w okręgu, zwycięzca zdobywa 40% głosów, reszta dzieli się pozostałymi 60%. Oznacza to, że 3/5 wyborców z tego okręgu nie ma swojej reprezentacji w parlamencie, a ich głosy są w zasadzie stracone. System proporcjonalny daje szerszą reprezentację, przy uwzględnieniu mniejszości. Nie mówmy o sprawiedliwości, bo nazywanie obecnej ordynacji „sprawiedliwą” to poważne nadużycie - tłumaczy Andrzej Czachor - Ordynacja większościowa nie gwarantuje wszystkim wyborcom reprezentacji w parlamencie, ale gwarantuje, że wybrani posłowie nie odwrócą się od tych, którzy na nich głosowali. Zasada „zwycięzca bierze wszystko” prowadzi do jeszcze jednej sytuacji. W pewnych okręgach określone ugrupowanie zdobędzie taką pozycję, że pozostałe nie będą miały żadnych szans na zwycięstwo. Tak jest w Anglii, podobnie przy wyborach prezydenckich w USA. Walka wyborcza toczy się tylko w wybranych okręgach, czy stanach – w pozostałych debata polityczna zamiera – bo i tak wiadomo, kto wygra. Dodatkowo kampania może się zmienić w małych okręgach w swoisty konkurs piękności, a posłowie-elekci w parlamencie będą/mogą przedkładać interesy lokalne nad państwowe. Przy wyborze ordynacji trzeba więc zbilansować zyski i starty, a następnie podjąć decyzję. Zwolennicy JOW mają silne argumenty za, choć i przeciwnicy nie pozostają dłużni. Argumenty obu stron czasem trącą demagogią, tak jak ten, że już w 1493 roku, kiedy Kolumb odkrywał Amerykę, w Polsce sejmiki delegowały posłów na Sejm Walny według ordynacji większościowej. Często podnoszona jest kwestia dojrzałości polskiej demokracji i tego, czy przy takowej dojrzałości braku, system JOW by się sprawdził. Myślę, że wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych jest kwestią czasu. Taka jest naturalna kolej rzeczy. - twierdzi Andrzej Czachor. Karl Popper z kolei uważał, że prawdziwa demokracja jest tylko tam, gdzie wyborcy mogą cofnąć mandat reprezentantom – i tylko system JOW gwarantuje, że demokracja nie podlega erozji. Twierdzenie o tym, że coś jest „naturalne” zawsze budzi wątpliwości, a w tym wypadku każdy musi kwestię ocenić sam. Bohdan Pękacki, Wirtualna Polska
Poniedziałek, 20 lutego 2006
TK: niekonstytucyjne przepisy samorządowej ordynacji wyborczej PAP 16:55 Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepisy samorządowej ordynacji wyborczej dotyczące prawa wyborczego są niezgodne z konstytucją. Chodzi o zapisy, według których obywatele polscy oraz obywatele UE, wpisani do stałego rejestru wyborców w okresie krótszym niż 12 miesięcy przed dniem wyborów, nie mają biernego i czynnego prawa wyborczego w wyborach do rad gmin oraz wyborach wójta, burmistrza czy prezydenta miasta. Wniosek złożył do TK Rzecznik Praw Obywatelskich.
REKLAMA
Czytaj dalej
Występujący w imieniu RPO dr Andrzej Malanowski, przekonywał, że niedopuszczalne jest, aby stawiać obywateli przed wyborem między dwoma wartościami konstytucyjnymi - prawem wyborczym a wolnością poruszania się i zmiany miejsca zamieszkania. Te dwie wartości nie są w żaden sposób ze sobą konkurencyjne - zaznaczył. Poseł Marek Wikiński (SLD), który reprezentował Sejm, także ocenił, że przepisy ordynacji wyborczej w tej sprawie są niekonstytucyjne. Jak jednak dodał, ustawodawca chciał wyeliminować patologie wyborcze - czyli specjalne rejestrowanie się wyborców w danej gminie po to, aby zmienić wyniki wyborów. Jak podkreślił, w Sejmie potrzebna jest większa liczba prawników, aby takie błędy legislacyjne nie miały miejsca. Trybunał uznał, że konstytucja uprawnia do biernego i czynnego prawa wyborczego wszystkim obywatelom, którzy ukończyli 18 lat. Dlatego - brzmi wykładnia TK - konstytucja nie uprawnia do "innych wyłączeń podmiotowych". Według Trybunału ustawodawca wprowadzając takie przepisy, doprowadził do konstytucyjnego ograniczenia biernego i czynnego prawa wyborczego pewnej grupie obywateli. W ocenie TK konstytucja zapewnia równe, powszechne i wolne wybory i tych zasad nie można ograniczać. Jeśli chodzi o obywateli UE, niebędących obywatelami polskimi, Trybunał uznał, że Polska ma zobowiązania, które wynikają z Traktatu Akcesyjnego i prawa unijnego. Trybunał podkreślił, że obywatele Unii korzystają z prawa głosowania i kandydowania w wyborach lokalnych państw członkowskich UE, na terenie którego przebywają, na takich samych zasadach jak obywatele tego państwa. Według Trybunału nie można oddzielać statusu obywateli polskich od statusu obywateli krajów Unii, nie będących obywatelem polskim. Dlatego też - brzmi wyrok - jeśli TK uznał ograniczenie czynnego i biernego prawa wyborczego w odniesieniu do obywateli polskich za niezgodne z konstytucją, tak samo niekonstytucyjne są przepisy dotyczące obywateli UE. 20 kwietnia 2004 r. Sejm znowelizował ordynację wyborczą do rad gmin, rad powiatów i sejmików województw. Chodziło o dostosowanie samorządowego prawa wyborczego do prawa UE i wyposażenie obywateli UE, którzy nie są obywatelami polskimi, a mieszkają na terenie polskiej gminy, w bierne i czynne prawo wyborcze w wyborach do rad gmin. Na wpisanie się do stałego rejestru wyborców wyznaczono czas na co najmniej rok przed głosowaniem. (jask)
elmilo