Coffman Elaine - Graham 01 - Ocalona.pdf

(1071 KB) Pobierz
5885389 UNPDF
Elaine Coffman
Ocalona
ROZDZIAŁ PIERWSZY
„Koniowi nie wierzcie, Teukrowie!
Ja lękam się Danajów, chociaż niosą dary!"
Wergiliusz (70-19 p.n.e.), poeta rzymski
„Eneida", księga II („Laokoon")
Góry Grampian w Szkocji, północno-zachod­
nie wybrzeże, jesień 1740
Była prawie naga.
Nie wiadomo czemu tego dnia uparł się, by
jechać wąskim pasmem plaży. Zazwyczaj wybie­
rał inną drogę, wijącą się wśród granitowych skał.
Potem doszedł do wniosku, że to chyba prze­
znaczenie kazało mu pogalopować brzegiem
6
ELAINE COFFMAN
morza, a potem sprawiło, że koń w pewnej chwili
stanął dęba i wykonał gwałtowny zwrot.
Gdyby nie czujność zwierzęcia, stratowałby
leżącą na piasku dziewczynę.
Kim jest ta młoda kobieta? - zastanawiał się.
Może to jakaś mityczna postać, która uciekła
z renesansowego malowidła... jedna z trzech hor?
Ubrana jedynie w cienką, mokrą halkę, była
ucieleśnieniem tajemniczego piękna; prowoko­
wała ledwie skrywaną nagością. Spoczywająca
we wdzięcznej pozie, z pewnością zainspirowała­
by niejednego rzeźbiarza. Aż prosiła się o uwiecz­
nienie w marmurze.
Tavish Graham zsiadł z konia i, zaintrygo­
wany, podszedł do dziewczyny. Jak się tu do­
stała?
Nie miał pojęcia, kim ona jest ani skąd po­
chodzi. Bardzo młoda, szczupła i urodziwa, z pew­
nością zdążyła już wzbudzić zazdrość i pożądanie
niejednego mężczyzny.
Teraz jednak leżała nieruchomo i nawet nie
drgnęła, gdy przyklęknął tuż obok. Przyłożył
głowę do jej piersi w nadziei, że dziewczyna żyje,
a on usłyszy jej bijące serce.
Nie wyczuł tętna.
Odgarnął piasek z jej ciała i zamierzał ponow­
nie się nad nią pochylić w poszukiwaniu oznak
życia, gdy wtem jego uwagę przyciągnęła urodzi­
wa twarz nieznajomej. Nigdy dotąd nie widział
OCALONA
7
tak pięknych rysów. Przypomniał sobie nagie
dziewczyny z mrocznych, spowitych dymem
tawern; kobiety, które można było bez skrępowa­
nia podziwiać, dotykać ich, czynić im śmiałe
propozycje albo po prostu bez pytania prze­
rzucać przez ramię i wynosić z sali.
Ta dziewczyna jest o wiele za młoda, by
umrzeć, pomyślał, zdejmując strzępek wodorostu
z jej warg. Gwałtownie zaczerpnął tchu, uzmys­
łowiwszy sobie, że leżąca przygląda mu się, jakby
wyrwana z głębokiego snu.
Przyłożył dłoń do jej lodowato zimnego po­
liczka.
- Kim jesteś? - zapytał.
Szybko wracała do życia. Bezskutecznie usiło­
wała zakryć nagość długimi, gęstymi włosami
o barwie dojrzałych kasztanów.
- Nie bój się, maleńka. Jesteś bezpieczna.
Pomogę ci.
Zobaczył, że po jej policzku spływa łza. Nie­
znajoma wyszeptała coś i zamknęła oczy.
Dzięki Bogu, żyje, jednak jak najszybciej musi
znaleźć się w ciepłym miejscu. Rozejrzał się
dookoła; byli sami, nie dostrzegł też szczątków
wraku statku. Żadnych śladów. Wiedział tylko, że
nieznajoma nie przebywała długo w wodzie,
gdyż niechybnie by zamarzła.
W dalszym ciągu groziła jej śmierć z wyziębie­
nia. Tavish musiał się pospieszyć.
8
ELAINE COFFMAN
Owinął ją w pled i posadził w siodle. Potem
zajął miejsce z tyłu i mocno przycisnął ją do siebie,
mając nadzieję, że choć trochę rozgrzeje ją swym
ciałem. Był już gotów odjechać, gdy wtem zdał
sobie sprawę, że nie wie, dokąd ma ją zawieźć.
Rodowy zamek Monleigh Castle znajdował się
zbyt daleko. Wyczerpana dziewczyna mogłaby
nie przeżyć długiej drogi. Należało więc udać się
do domu myśliwskiego Danegeld. Jego brat
James wyjechał tam przed dwoma dniami w po­
szukiwaniu ciszy i spokoju.
Wolał się nie zastanawiać nad tym, jak James
zareaguje na widok niedoszłej topielicy. Tavish
rzadko rozważał konsekwencje swoich poczy­
nań. Jako najmłodszy z braci, wykorzystywał
wdzięk i czar do manipulowania innymi i uważał,
że to on zawsze ma rację.
Pogalopował w stronę Danegeld, wiedząc, że
wkrótce na ląd zacznie wpełzać zimna, wilgotna
mgła znad Morza Północnego.
Myślał o dziewczynie, którą trzymał w ramio­
nach. Kim jest? Przyznał sam przed sobą, że
w pewien sposób znalazł się pod jej urokiem.
Ostatnie trzy lata spędził na uniwersytecie
w Edynburgu. Może w tym czasie rozkwitły tu
miejscowe piękności?
Nadchodziła noc, robiło się coraz chłodniej.
Szczelniej otulił nieznajomą pledem, tak że wy­
stawała z niego tylko jej twarz i mokre włosy.
Zgłoś jeśli naruszono regulamin