5. Znajoma-nieznajoma.doc

(35 KB) Pobierz

05. Znajoma nieznajoma

    Noc. Wielu ludziom kojarzy się z brzydotą i smutkiem. Nie potrafią docenić jej prawdziwego piękna. Mogłabym powiedzieć, że bez gwiazd nasze życie byłoby smutniejsze. Czy nie każdy wyobraża sobie, że jedna jest dla niego? Że ktoś, kto jest nam przeznaczony, patrzy na tą samą gwiazdę w tym samym czasie? No właśnie. Przeznaczenie. Chciałbym móc je poznać, złapać i wypytać o przyszłość. Pragnę odbudować swoją harmonię,która została zachwiana przez przybycie nowej rodziny wampirów. Czy nie sama się o to prosiłam? Konsekwencje bycia wyjątkową, nawet wśród istot z baśni, wiążą się z niebezpieczeństwem. Czy ktoś mi odpowie, dlaczego to właśnie mnie spotyka?
    Edward leżał obok mnie na naszym wielkim łożu. Trzeba przyznać, że Esme ma styl. Urządziła nasz dom w staroświeckim stylu, a w sypialni porozwieszała zdjęcia z naszego ślubu. Często zatracam się we wspomnieniach związanych z tym wydarzeniem. Słowa przysięgi nadal dźwięczą mi w głowie. Wtedy byłam jeszcze człowiekiem. Tamten czas jest dla mnie bardzo odległy, nie potrafię przypomnieć sobie niektórych zdarzeń. Oprócz tych, w których uczestniczył Edward.
    Dopiero niedawno zdałam sobie sprawę, że nie zauważałam jego prawdziwego piękna. W całości ukazał się mojemu wampirzemu wzrokowi wtedy, kiedy opanowałam swoje pragnienie. Mogłam skupić się na rzeczach przyjemniejszych. Każdej nocy nie mogłam oderwać od niego wzroku.Badałam wszystkie szczegóły jego ciała bardzo zachłannie. Nie pomagały wytłumaczenia, że mamy wieczność,ponieważ czułam, że ktoś chce nam to odebrać. Ten nieskończony czas w swoich ramionach. To bezkresne szczęście. Nie chciałam się z tym pogodzić, ale wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała się z tym zmierzyć. Wtedy będę walczyć.

    Ranek nastąpił bardzo szybko. Choć nie jest mi dane spanie, to czułam się bardzo wypoczęta. Całą noc zajęły mi przemyślenia i upewnianie się, że Edward cały czas jest przy mnie. Nie chciałam go stracić bez pożegnania. Zanim się rozstaniemy chcę, żeby usłyszał jak bardzo go kocham. Że gdybym go nie spotkała moje życie byłoby puste i uczucie wszechogarniającej ciemności by nie minęło.
-Bello- usłyszałam aksamitny szept przy swoim uchu. Słodki oddech dostał się do moich nozdrzy i ciałem wstrząsnęły dreszcze. Czemu on nadal tak na mnie działa? Do tego wampiry odczuwają wszystko podwójnie.I jak tu nad sobą panować? Skoro nie mogłam z tym walczyć postanowiłam się oddać temu uczuciu. Pozostało mi coś innego? Rozchyliłam lekko wargi czekając na pocałunek. Ku mojemu niezadowoleniu nic takiego się nie stało. Usłyszałam tylko cichy śmiech Edwarda.
-Panuj nad sobą- powiedział nadal chichocząc. Domyśliłam się, że miał ze mnie niezły ubaw. Jemu samokontrola nie sprawiała trudności. Ale sam wywoływał u mnie takie zachowanie! To czemu do cholery jeszcze się śmieje?
-Co w tym zabawnego?- zapytałam obrzucając go karcącym spojrzeniem. Czy on myśli, że może mnie bezkarnie wyprowadzać z równowagi? To prawda, że często myśl o nim pomaga mi w opanowaniu pragnienia, ale to nie zmienia faktu, że specjalnie mnie prowokuje. Trzeba mu dać nauczkę.
-Jeżeli nie masz zamiaru mi dać czego chcę- zrobiłam pauzę dla lepszego efektu- to znajdę sobie kogoś innego.- wstałam niezapominając, że mam na sobie tylko koronkową bieliznę. Weszłam do garderoby od Alice i zatrzasnęłam teatralnie drzwi. Oparłam się o framugę i zaczęłam odliczać. Tak jak myślałam...
-Co to ma znaczyć, Bello?- mój luby wparował do pomieszczenia z niewesołą miną. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Oddaliłam się od niego udając obojętność. Zaczęłam ze zbytnią uwagą wybierać ubrania.
-Czy Ty się ze mną drażnisz?- spytał marszcząc przy tym zabawnie nos.Roześmiałam się na głos i chwyciłam parę czarnych dżinsów i granatowy t-shirt. Ubrałam się bardzo powoli jak na wampira i skierowałam się w stronę drzwi. Przy wyjściu musnęłam delikatnie rękę Edwarda i pognałam do domu Cullenów. Byli już tam wszyscy. Według wizji Alice,'sympatyczna' rodzinka miała nas odwiedzić przed południem. Carlisle bardzo się zdziwił na tą nową wizję. Przedtem Al była bezradna. Skąd ta nagła zmiana?
    Rozsiadłam się wygodnie na kanapie obok Emmetta. Czekałam na rozwój wydarzeń. No i na przybycie Edwarda. Byłam pewna, że poranny wybryk nie ujdzie mi na sucho. Uśmiechnęłam się pod nosem i zaczęłam obserwować widok za oknem.
-Zbliżają się- usłyszałam cichy szept Alice. Wszystko zaczęło się we mnie gotować. Teraz potrzebowałam obecności mojego wampira. Gdzie on jest do cholery?
Jak na moje zawołanie Edward pojawił się tuż obok mnie. Chwycił moją rękę i rysował palcem kółka na jej zewnętrznej stronie. Dobrze wiedział co mnie uspokaja.
-Przybędzie tylko Gene z Blake. Chcą przedstawić nam jakąś propozycję-Alice widocznie bardzo się na czymś skupiała. Korzystała z tego, że ma wgląd w naszą przyszłość. Łapała jak najwięcej szczegółów, które pomogłyby nam zapanować nad sytuacją. Przecież nikt nie zna możliwości tej Genevive! Zaczęłam się niespokojnie wiercić. W odpowiedzi Edward mocniej zacisnął rękę na mojej dłoni. Odetchnęłam głęboko i zamknęłam oczy. Przecież nie może być aż tak źle, powtarzałam sobie jak mantrę.Przetrwamy, jesteśmy silni...
-Są już przed rzeką- znów ten piskliwy głosik. Kiedy zrozumiałam sens jej słów do mich nozdrzy dostał się zapach wampirów. Teraz wyraźnie wyczuwałam ich trop. Mogłam nawet określić, z której strony do nas przyjdą.
-Wyjdźmy przed dom- zarządził Carlisle. Wszyscy Cullenowie podążyli zanim. Trzymałam się blisko Edward. Powoli czułam wzrastający niepokój, a moje mięśnie napinały się.
    Na ścieżce wiodącej do naszego domu zauważyłam dwie kobiety.Obydwie wysokie blondynki szły normalnym, człowieczym tempem. Poruszały się z wielką gracją. Gdyby nie to, że byłam uderzająco pięknym wampirem, byłabym bardzo zazdrosna. Teraz widziałam ich twarze ze wszystkimi detalami.
    Kobieta po prawej była niższa  i bardziej krągła. Twarz w kształcie owalu okalały jasne loki. Domyśliłam się, że jest to Blake. Siostra,która umie stworzyć swoją kopię astralną. Postanowiłam przyjrzeć się bliżej drugiej wampirzycy.
    Jej idealność uderzała z wielką siłą. Nie można było uwierzyć, że taka istota może mieć jakąkolwiek wadę. Chodzący anioł. I gdy tak się jej przyglądałam pewna myśl nawiedziła mnie znienacka. Kojarzyłam tę twarz! Mogę się założyć, że gdzieś już ją widziałam. Z tyłu mojego mózgu chciały się wydobyć pomocne wspomnienia. I udało się.
Przechyliłam głowę, jak małe dziecko czekające na ciekawe zdarzenie. Po chwili zmarszczyłam noc i zacisnęłam ręce w pięści.
-Znam ją- burknęłam. Wszystkie pary oczu zwróciły się w moją stronę.Choć nie wypowiedziałam imienia, wiedzieli o kogo mi chodzi. I byli niebywale zszokowani...

 

...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin