2. Jane. Ale kogo bym miała się spodziewać jak nie jej. Jej podchodząca pod czerń peleryna, powiewała spokojnie na wietrze. Gdy do nas w końcu dotarła, uśmiechnęła się do mnie, w dobrze mi znanym uśmiechu. Nie potrzebowałam zdolności Edwarda, aby się dowiedzieć, co ta mała wampirzyca zamierza. Choć wiedziałam co miało nastąpić, czekałam. Anielską twarz Jane wykrzywił grymas. - Jane, czy byłabyś taka miła i zaprowadziła nas do Aro ? - Nie sądze - odparła z ironią - Aro wydał nam dokładne rozkazy. Życzy sobie Belli, chociaż na twój widok, Alice raczej się ucieszy, ale ten - tu wzkazała głową na Jaspera - zostaje. Jak nie tu, to przed wejściem. I uśmiechnęła sie do nas jadowicie, aż dreszcze przeszły mi po plecach. - Bello, czy poradzisz sobie bez wsparcia Jaspera ? - Alice, proszę Cię ! Ja nie jestem już człowiekem. Dam radę, a po za tym, przecież Ty bedziesz ze mną - posłałam jej najbardziej przekonywujace z moich spojrzeń. - Alice ? Wydaję mi się, że ja też mam jakieś zdanie. Nie uśmiecha mi się czekać bezczynnie, kiedy wy narażacie własnym życiem... - To nie w chodzi w grę - odparłyśmy zgodnie z Alice. Jane na przodzie, prowadziła nas do serca Volterry, podczas gdy opryskliwy Felix pilnował tyłów, abyśmy nie wykonali żadnych zdradzieckich ruchów. Widać było, że Jasperowi nasz plan sie nie podobał, ale to jedyne na co mogłyśmy sie zgodzić z Alice. Jedyne, na co JA mogłam się zgodzić. Alice juz była tam ze mną i wie, jak to jest, co ją czeka, a Jasper nie. Sądze, że między innymi dlatego Alice, nie chce narażać Jaspera. Rozumiem ją. To samo bym zrobiła dla Edwarda. Dopiero teraz zaułważyłam, że wampirzyca prowadzi nas dobrze mi znana uliczką i zaraz powinniśmi natrafić na tajne przejście, prowadzące do siedziby Volturi. Przynajmniej teraz nie spowolniałam marszu. Przed wejściem do tajemniczej wieży, wieży w której mordowano ludzi zostalismy zmuszeni zatrzymać się. Jęknęłam. To Heidi i reszta strażników oraz Demetri, właśnie wychodzili z sali oblizując się, a ich teczówki z szkarłatnych na powrót stały się rubinowe. Pozostawiwszy Jaspera przed wejściem, wślizgnęłyśmy się do komnaty, gdzie ku naszemu zaskoczeniu i uldze nie zastałysmy żadnych ciał. W samym kącie komnaty stał Aro z Renata u boku, lecz zaraz dołączyli do niego Felix z Jane. -Witaj Aro - Bella, Alice. Miło was widzieć. Ilez to czasu minęło od naszego ostatniego spotkania. Zawołam Marka i Kajusza, napewno nie chcieliby przegapić tak długo wyczekujących gości... - Aro, troche nam sie spieszy, więc chyba nie będzie to konieczne - wpadła mu w słowo Alice, za co byłam jej wdzięczna. - Skoro tak uważasz. Bello musze przyznać, że nieśmiertelność dobrze ci służy. Widzę że podoba Ci się prezent, który Ci poslałem. Odruchowo spojrzałam na pierścionek znajdujący sie na mojej prawej dłoni. - Tak, dziękuję jest piękny. Jeżeli to wszystko, to moglibyśmy juz iść. Jak wcześniej Alice wspomniała, trochę nam sie juz śpieszy. - Tak, i Aro chciałam bym jeszcze zaznaczyć, że my swojej części umowy dotrzymaliśmy. Jak widzisz Bella jest jedną z nas i trzyma się dobrze. - Dobrze. Możecie iść, ale mam jeszcze do was pytanie. Może chciałybyście.. - NIE - odpowiedziałyśmy chórem. - Szkoda, widzisz Bello w Tobie widze naprawdę wielki talent. Bardzo wielki. No cóz. Bello, Alice przekażcie Carlisle`owi moje pozdrowienia. - Przekażemy. Do widzenia Aro. Wyszłyśmy, skinąwszy tylko w stronę Jaspera, aby wiedział, że nie pora teraz na zadawanie pytań. Gdy wychodzilismy z miasta ALice nagle przystanęła, a jej oczy zaszły mgłą. Jej usta zaczęły drżeć. Cała moja euforia znikła tak szybko jak się pojawiła. Wiedziała bowiem, że stanie się coś złego z naszymi bliskimi
Prostyloczek