Kurylczyk Ryszard - Slowianski przedswit.rtf

(203 KB) Pobierz

Ryszard Kurylczyk

SŁOWIAŃSKI PRZEDŚWIT


ROZDZIAŁ NAJDAWNIEJSZY Z DAWNYCH

Epizod pierwszy

Wiosna 220 r. p.n.e. w Sienjangu, stolicy chińskiego królestwa Ti. Spotkanie króla Czenga z jego kanclerzem Li-Synem oraz naczelnym dowódcą armii Meng-Tienem.

Najdostojniejszy cesarzu, zgodnie z twoim życzeniem, przygotowani jesteśmy na przed­stawienie ci wszystkiego, co tylko uzyskać mogliśmy na temat plemion zachodnich, a szcze­gólnie zaś na temat plemienia, które w przeszłości zwano: Siong-nu, Sien-ju lub Hiung-nu, a które wojsko nasze najdosadniej – Hunami – nazywa. Meng-Tien opowie ci – o najdostojniej­szy – o stanie rzeczy w chwili obecnej, ja zaś o czasach chwilę tę poprzedzających... Otom na­kazał, by w archiwach cesarskich, ale też i we wszystkich archiwach księstw i prowincji – szu­kać najmniejszych choćby wzmianek o tym plemieniu. Poszukiwania okazały się niezbytecz-ne... pierwszą wzmiankę o Hunach znaleziono w zapiskach królestwa Szeng, zwanego też In. Królestwo to trwało w czasach odległych od nas o tysiąc czterysta lat. Wówczas to w kronikach króla Tanga zapisano, że północni sąsiedzi, plemiona: Luftang i Tufang – niepokojeni byli – właśnie przez oddziały Hiung-nu. Wysłannicy tych plemion przybyli do króla Tanga i prosili go o obronę przed Hunami. Było to tak dawno, że nie wiemy czy wspomniany król owej po­mocy udzielił. Jeśli zaś tego nie uczynił, nie myślał najpewniej o przyszłości Państwa Środka...

Nie uchodzi tobie, Li-Synu, oceniać swoich władców, nawet jeśli są to władcy aż tak w czasie oddaleni. Nasze państwo: „Czang-Kuo” nazwaliśmy tak, nie tylko dlatego, że jest wła­śnie państwem środka świata, ale też dlatego, że jest środkiem ludzkich namiętności. A każdy środek, w tym nawet środek cyklonu – bywa oazą spokoju, dlatego wiadomość o tym co uczy­nił król Tang - powinna być podana z rozwagą. Skąd bowiem możesz wiedzieć czy dostojny mój praprapoprzednik postąpił niewłaściwie lub też czegoś zaniechał?!

Cesarzu! powiedziałem tylko, że: „jeśli tego nie uczynił”...

Właśnie! Nie wolno ci było tak powiedzieć. Oceniałeś swego zaprzeszłego władcę, a kto dał ci takie uprawnienie?!

Wybacz, o najdostojniejszy. Zbłądziłem!

Cieszę się, żeś to zrozumiał. Co więc działo się dalej z owymi Hunami?

Później następuje długa, bo trwająca ponad sześćset lat, cisza i oto za panowania dynastii Czou, za czasów króla Czao uczyniono aż dwie wzmianki o Hunach. Jedną, którą w swoich

3

kronikach dokonał Sy-Ma-Tsien pisząc o zagrożeniu granic przez Hunów i drugą w księdze dokumentów: „Szu-King” o tym, że właśnie dynastia Czou upadła pokonana przez Hunów. Zapiski są krótkie, ale zdarzenia, o których mówią musiały być niezwykle dramatyczne, bo po rozpadzie królestwa Czou wszystkie nowo powstałe księstwa zaczęły pośpiesznie wznosić wzdłuż swoich północnych granic – mury obronne! Okazały się one jednak mało przydatne, bo aż do czasów dzisiejszych Hunowie nie niepokoili naszych granic. Minęło więc znowu ponad sześćset lat ...

Cóż więc wynika z twojej opowieści, Li-Synu? To, że na zachodzie są Hunowie i czasem atakują nasze państwo? Liczyłem na więcej.

Bo też i więcej wiem – dostojny cesarzu!

Na co więc czekasz? Opowiadaj!

Mogę wywnioskować z zapisków uczynionych w przeszłości odległej, a i z tego, co od na­szych szpiegów i kupców zebrałem, że w stepach przez koczowni-cze plemiona zajmowanych, nie wiadomo z jakich powodów, co sześćset pięćdziesiąt, sześćset sześćdziesiąt lat – następuje długa i dotkliwa susza – step wszechogarniająca. Zamienia się on wówczas na lat kilka, a może nawet i kilkanaście, w wypalone żarem pustkowie. Dlaczego tak jest – nie wiem... Bogowie tak chcą najpewniej. Dość, że wówczas koczownicy w poszukiwaniu trawy dla swoich stad – idą na wschód, ku naszym wielkim rzekom, gdzie wody i trawy mnogość. Jak mi też wiadomo, inne ich grupy idą bardziej na południe, ku Indiom. A jeszcze inne w zupełnie przeciwnym kierunku – na zachód... Myślę, że zależy to od tego w jakim są miejscu na stepie w czas, kiedy dopada ich susza. Ci ze wschodu podążają ku ziemiom naszym, ci z zachodu idą w przeciw­nym kierunku... Czas kolejnej takiej fali koczowników, czy jak wolisz – cesarzu – fali Hunów, podług moich obliczeń, nastąpi niezadługo, za jakieś dziesięć, dwanaście lat.

Lepiej wywiązałeś się z zadania niżem sądził. Zawsze podejrzewałem, że musi być jakaś przyczyna tego wyrajania się Hunów ze stepu. Skoro zaś wiemy, że tak jest i będzie – mamy więc najmniej dwa rozwiązania... Możemy wzmocnić nasze oddziały i czekać na ich przybycie, albo, uprzedzając, zaatakować ich jeszcze w stepie. Meng-Tienie, co sądzisz o takich wnio­skach?

Najdostojniejszy cesarzu! Oto kiedym dowiedział się od Li-Syna o jego odkryciu – długo zastanawiałem się nad tym, co już się wydarzyło i co jeszcze wydarzyć się może... Tym bar­dziej, że mamy sporo, bo ponad dziesięć lat do spodziewanej napaści Hunów, o ile, rzecz jasna, Li-Syn nie popełnia błędu w swoich obliczeniach?!

Sądzisz, że w tym, co Li-Syn wywiódł, może być ukryty błąd jakiś?

O najdostojniejszy cesarzu! Cenię i szanuję przemyślenia Li-Syna, ale powiedział on, że napaści Hunów zdarzają się co sześćset pięćdziesiąt, sześćset sześćdziesiąt lat. Jeśli więc mówi, że mamy dziesięć lat jeszcze, to możemy w rzeczywistości czasu tego nie mieć wcale, bo susza na stepach zacznie się, powiedzmy – jeszcze tego lata. Wówczas, uwzględniwszy szybkość z jaką poruszają się koczownicy, już za rok możemy ich mieć przy północnych granicach!

4

Jak odniesiesz się do tej uwagi Li-Synu?

Powtórzę tylko to, że z moich obliczeń wynika, iż ów okres, a więc lat sześćset pięćdzie­siąt od poprzedniego, gwałtownego najazdu Hunów – minie za dziesięć, dwanaście lat. Jestem raczej pewien tego, że ani w obliczeniach, ani w rozumowaniu nie popełniłem błędu, więc taki właśnie czas jest najpewniej nam dany...

Powiedziałeś, żeś jest: „raczej pewien”. Wolałbym usłyszeć, że jesteś: „pewien”.

Najdostojniejszy cesarzu! Nie mogę tak powiedzieć skoro nie znam przyczyny, która powo­duje pustynnienie stepu co około sześćset pięćdziesiąt lat. Jeśli więc następowało za każdym razem skrócenie tego czasu powiedzmy tylko o dwa lata, to już w trzech takich okresach będzie to aż – sześć lat. Dlatego powiadam, żem „raczej pewien”, a nie aż „pewien”...

Li-Synu! Poprzedniom cię zganił, ale tym wywodem potwierdziłeś słuszność mojego wybo­ru, kiedym wyniósł cię na godność – kanclerza. Nie ma bowiem gorszego doradcy od takiego, który jest pewien wtedy, kiedy trzeba mieć wątpliwości! Taki doradca przynosi władcy kłopoty a nie pożytki. Przekonuje mnie twoja powściągliwość... Załóżmy więc, że jest nam dany czas około dziesięciu a może dwunastu lat. Co w tym czasie powinniśmy uczynić?

Jeśli Hunowie co sześćset pięćdziesiąt lat pojawiali się i pojawiać się będą u naszych pół­nocnych granic, to wówczas nie tylko ty – o najdostojniejszy cesarzu – ale i jakiś przyszły władca Państwa Środka, który nastanie za lat sześćset pięćdziesiąt, będzie miał kłopoty z kolej­ną falą Hunów. Dlatego uwa-żam, że powinniśmy podjąć zamierzenia nie tylko z myślą o dniu dzisiejszym, ale i o podobnej chwili w odległym od nas – jutrze!

Nic twemu wywodowi nie mogę zarzucić Meng-Tienie, no może zbytnią ogólnikowość, stąd chcę powtórzyć swoje pytanie; co więc czynić powinniśmy?!

O najdostojniejszy! Dokonałem inspekcji murów, jakie do tej pory wzniesiono na północy państwa. Co więcej, nakazałem narysować ich położenie. Zobacz cesarzu jak one przebiegają...

Patrzcie! Oto jeszcze jeden dowód, że musiałem scalić wszystkie te księstwa, przecież każde z nich budując mur oddzielnie, stawiało go, jak widać często, równolegle do siebie. A nadto te przerwy...

Właśnie - najdostojniejszy cesarzu! Mur nie łączy się w jedną ciągłą całość, choć to, że jest częstokroć budowany równolegle, wcale nie jest takie złe. Można bowiem przygotować – wła­śnie dzięki temu – znakomite wręcz zasadzki. Oto zostawiamy zewnętrzny mur niższy i słab­szy, i tam właśnie możemy spodziewać się ataku Hunów. A mur równoległy za widnokręgiem będzie silny i wysoki. Kiedy więc Hunowie słabszy mur sforsują, pozostanie ich tylko wzmoc­nionymi garnizonami – wybić! Spójrz oto dostojny – cesarzu – na ten drugi rysunek. Naszki­cowałem na nim, jak moim zdaniem powinien przebiegać, połączony ze sobą, długi mur.

Imponujące mój drogi! I trzeba dobudować tylko te krótkie odcinki?

Tak, o najdostojniejszy!

5

To doprawdy niewiele, Meng-Tienie.

Na zbudowanie tych brakujących odcinków i umocnienie całości muru potrzebowałbym pięć, sześć lat i oddziałów blisko stutysięcznych.

Nie pomyliłeś się?!

Wybacz cesarzu, ale na przygotowanie się do dzisiejszej rozmowy dałeś nam pół roku, jam tego czasu nie marnował.

Uważasz, że dowódca armii się nie myli? Potrzeby, o których powiedzia-łeś, są ogromne! Musiałbym oto, poza obecną armią, nakazać powołać i utrzymać prawie drugie tyle wojska. To wymagałoby podniesienia podatków we wszystkich księstwach. Dobrze urodzenie burzyć się będą nie mając z tego żadnych korzyści. Mam im powiedzieć, że muszą płacić wyższe podatki, bo w ten sposób powstrzymamy za lat sześćset pięćdziesiąt, czy i również za tysiąc trzysta – ataki Hunów?!

Właśnie, najdostojniejszy cesarzu! Ten mur trzeba tak zbudować, aby wytrzymał ataki huń-skie i za lat sześćset pięćdziesiąt, i tysiąc trzysta, i może jeszcze po dwakroć tyle. Wiemy wszakże, że najazdy huńskie będą się powtarzać, mur więc musi być wykonany z dokładnością najwyższą, stąd i stosownie więcej będzie kosztował.

To żadna pociecha, Meng-Tienie, to raczej kłopot dodatkowy... Powiedzmy jednak, że ów mur zbudujemy tak jak go narysowałeś i z taką dokładnością, jak mówisz. I co, wówczas? Sie­dzimy bezpieczni za owym murem i czekamy na atak huński?

Wyczuwam w twoim pytaniu – dostojny cesarzu – kpinę, najpewniej uzasadnioną, bo rze­czywiście wybudowanie muru to zaledwie pierwszy krok mojego planu. Ważny, bo zabezpie­cza przed atakiem zdradzieckim. Uważam bowiem, że sama opowieść, jaka rozniesie się mię­dzy koczownikami o potędze muru – będzie ich powstrzymywać przed ruszeniem ku wscho­dowi, jeśli jednak to uczynią... wtedy skoro zezwolisz na powołanie stutysięcznej armii, należy ją wykorzystać nie tylko do budowy muru, ale w tym samym czasie wyposażywszy i nauczyw­szy walki z Hunami – użyć przeciw nim! Stąd, kiedy mur skończymy, powinniśmy zaczekać aż ich plemiona schodzić będą z wyschniętego stepu i zbierać się w większą armię. Wówczas, kiedy zbliżą się do wielkiego zakrętu Huangho – zaatakujemy ich nowoutworzoną armią!

A jeśli ich nie pokonasz, Meng-Tienie?

Jeśli moje nowe wojsko wraz ze mną – przegra, to za murami będziesz miał – o najdostoj­niejszy – w dyspozycji drugą taką samą armię! Koczownicy są liczni, ale przecież ich ilość nie jest nieskończona...

Tak! To dobry plan, Meng-Tienie! Tylko jak go wykonać? Zarządcy prowincji powiedzą mi przecież, że tak wysokich podatków nie są w stanie ściągnąć. Sami wiecie, że jeśli podatek dla utrzymania armii – zarządcy zbierać będą, nie mając prawa niczego zatrzymać dla siebie, to zaczną spiskować! Widzę, że musiałbym raczej nakazać tym razem, aby wysoko urodzeni się­gnęli do własnych skarbczyków. A kto z nich taką decyzję uzna za słuszną?

6

Najdostojniejszy cesarzu, nie jest ci najpewniej obojętne – to, że przyszłe pokolenia nazy­wać będą ciebie: Wielkim Obrońcą Państwa Środka. Tym, który nakazał małe mury połączyć w niezdobyty kształt Wielkiego Muru!

Ty, Li-Synu, wiesz jak mnie podejść. Rzecz oczywista, nie jest mi obojętne co przyszli powiedzą o czasach, w których panuję. I to nie dlatego, że jestem nieskromny, ale, że umiejęt­ność myślenia o przyszłych losach podległych mi krain – w najwyższej mam cenie... Muszę jednak chodzić po ziemi, jeśli więc podejmę ryzyko utworzenia tak licznej armii a także budo­wy Wielkiego Muru, wówczas będę miał wszystkich przeciw sobie. Rolników, rzemieślników i kupców za to, że zwiększam im podatki. Poborców, że nic z tego nie będą mieli dla siebie. Za­rządców, którzy będą musieli uśmierzać bunty w prowincjach na koszt własny. Nie widzę, poza wami, zadowolonych z tego myślenia zapobiegliwego myślenia o przyszłych pokoleniach.

Najdostojniejszy cesarzu! Meng-Tien wcześniej objaśnił mi swój zamysł, ja zaś miałem czas dłuższy na zastanowienie się jak go wprowadzić w życie.

Co to – spisek, Li-Synu?

Raczej chęć spełnienia twoich życzeń – cesarzu!

Co do tego, na szczęście wasze – nie mam wątpliwości. Powiedzcie więc wreszcie coście, jak widzę, wspólnie – uradzili?

Najważniejsi dla naszego planu są – dobrze urodzeni! Wiesz o tym Panie, że nas można zdobyć albo przywilejami, albo dyscypliną. Podwładni, nawet ci dobrze urodzeni, muszą cię cesarzu, albo kochać, albo się ciebie bać! Innych możliwości nie ma ...

Przesadzasz, Li-Synu. Mogliby mnie – powiedzmy szanować...

Wybacz, o najdostojniejszy, ale takie uczucia wobec władcy zdarzają się nieczęsto...

Chyba nazbyt wiele sobie pozwalasz. A wy, czyż nie szanujecie mnie właśnie?!

Raczej pozostałbym przy tym, że cię kochamy – równocześnie bojąc się ciebie.

Dość tych przekomarzań. Do rzeczy, Li-Synu, do rzeczy!

Tak więc cesarzu, ponieważ dla wszystkich nie możesz być dobry i sprawiedliwy, tak więc wszyscy kochać cię nie mogą – wystarczy, że będą się ciebie bali! Dzisiaj zaś wysoko urodzeni nie boją się nikogo, a słuchają tylko stronników Kung-cy1. Rozmyślają o przeszłości po to, by ganić teraźniejszość. W jakimś więc sensie źle mówią o twoich dzisiejszych – o najdostojniej­szy – rządach. Ten stan rzeczy trzeba zmienić!

Ale jak, właśnie – jak?

1 Konfucjusz

7

Po prostu: czterystu, pięciuset dobrze urodzonych trzeba skrócić o głowę, wówczas nie tylko Sienjang, ale i cała prowincja Szensi – będzie słuchać najdrobniejszych twych poleceń. Jeśli zaś chodzi o dobrze urodzonych z księstw pozostałych, to wystarczy szybko najważniejsze rody przenieść do stolicy, tak by były pod twoim nadzorem...

Najpewniej im się to nie spodoba!

Najpewniej! Dlatego uważam, że wszyscy dobrze urodzeni, z wyjątkiem będących w armii Meng-Tiena, powinni zdać broń do cesarskich zbrojowni. A po co im ona? Przeciw komu?

Wiecie, że służy im jako wyróżnik pośród innych.

Niech więc tylko tą broń ozdobną zostawią. Nadto należy zalecić, aby umocnienia wszyst­kich miast prowincjonalnych i rodowych pałaców – zostały zburzone. Mur stanowić będzie dostateczną obronę przed wrogiem zewnętrznym, a w kraju kogo mogą się bać? Jedynie cesa­rza – i niech się boją! Kto zaś tych rozkazów nie wysłucha, ten przystąpi do buntu przeciw tobie. A Meng-Tien umie sobie radzić z buntownikami! Ponadto można takim prze-niewiercom zabrać majątki i przeznaczyć je na budowę Wielkiego Muru.

Kiedym przed pół rokiem zapytał was o Hunów, anim się spodziewał takich aż rozwiązań. A już na pewno nie wobec dobrze urodzonych. Upieracie się więc przy swoich wnioskach?!

Najdostojniejszy cesarzu ! Bronię tego planu, bo zmierza on do umocnienia „Czang-Kuo”. Nie moglibyśmy znieść myśli, że kiedykolwiek – nawet w czasach nam odległych – barbarzyń­cy zniewolą nasze Państwo Środka.

Masz rację, ale mam pewne wątpliwości, które w naszej rozmowie albo się utwierdzą, albo zostaną rozwiane...Czy ty, Meng-Tienie, jesteś pewien, że Hunów nie można pokonać posiada­ną dziś armią?

Wybacz, najdostojniejszy cesarzu, że nie odpowiem zwięźle. Oto dzisiejsze państwo Hunów składa się z niezmierzonych ziem zajmowanych przez dwadzieś-cia cztery plemiona rozloko­wane na wschodzie i zachodzie. Część zachodnia to właśnie Hunowie i plemiona Pej-Ti. Na wschodzie stoją Sien-Pi i górscy Tangutowie. Każde z plemion ma swojego przywódcę, a wszyscy oni trzy razy do roku zbierają się i ustalają kierunki wypraw, składają ofiary bogom i, jeśli trzeba, wybierają wspólnego wodza, którego nazywają: „Tsen-u”...

Powiedziano mi w mojej kancelarii, że ich wodza nazywają „Szen-ju”?

Hunowie wymieniają tę nazwę, tak jak ja ją przywodzę: „Tsen-u”. Teraz wodzem ich jest niezwykle przebiegły Man-Tun. Mam prawo sądzić, iż on – tak jak my – wie, że zbliża się pora suszy i konieczności ataku na nasze granice. Dość, że szpiedzy donoszą, że Man-Tun podzielił swoje wojska na oddziały po dziesięć, sto i tysiąc jeźdźców. Ich kowale przygotowują półpan­cerze, włócznie, tarcze i miecze. Przy czym nie odlewają ich z brązu a kują z żelaza! Nadto, robią we wszystkich plemionach inne niż dotychczas łuki. Mamy już kilka sztuk tej ich nowej broni. Łuk jest o połowę dłuższy od naszego. Robiony z wielu gatunków drzewa, ma wklejone płytki z kości i rogu. Strzała wypuszczona z takiego łuku z dużą swobodą przebija pancerze naszych żołnierzy, nawet te z laki, noszone przez ciężką jazdę.

8

Najdostojniejszy cesarzu! Li-Syn ma rację. Jeśli chcemy uratować przyszłość Państwa Środka – musimy być bezwzględni, inaczej zginiemy sami i stracimy „Czang-Kuo”!

Jesteście przekonywujący! To co proponowaliście będzie od tej chwili – moją decyzją! Po­lecam aby wszystko to, co odnosi się do dawnej walki Hunów z nami, a także powody wznie­sienia Wielkiego Muru – było przez skrybów spisane i do mnie dostarczone. Chcę oto, aby ów dokument przekazany był każdemu następnemu cesarzowi przez jego poprzednika tak, by ten wiedział co czynić kiedy huński atak nastąpi. Sześćset pięćdziesiąt lat to nie tak znowu wiele, jeśli myśleć o całej historii naszego Państwa Środka. Rzecz w tym, że przez pokolenia, które przyjdą, wieść o huńskim zagrożeniu – może nie przetrwać, a nawet ulec pełnemu zapomnie­niu, stąd dokument taki będzie śladem wiedzy, jaką zebraliś-cie... Meng-Tienie, jeszcze jedno. Powiedzmy, że pokonamy główne siły Hunów a ich reszta nie przedostanie się przez Wielki Mur, ale przecież na jego przedpolu jakaś ich część przetrwa... Po suszy wrócą na step i znowu się rozplenią przez następne ponad sześć stuleci. Czy trzeba czekać aż się pojawią w przyszło­ści odległej? Może warto doprowadzić do tego, aby w chwilach spokoju wciągnąć ich do walki z innymi plemionami? Czy trudno znaleźć takich, którzy za naszą namową, czy też za złoto – staną przeciw Hunom?! Co sądzisz o tym Meng-Tienie?

Nie pomyślałem o tym – o najdostojniejszy cesarzu! Ale to przedni pomysł...

Znamy sąsiadów Hunów?

Od szpiegów i kupców wiem, że na zachód od Hunów stoi naród Sauromatów, czy też Sar­matów, bo tak i tak ich zwą. Spośród tego narodu najsil-niejsze plemiona to Aorsi i Roksolanie. Jeśliby istniała możliwość dotarcia do tych plemion i wykorzystanie ich w walce z Hunami, byłoby to przednie posunięcie – to silne plemiona... Od wschodu stoją koczownicze plemiona Wu-sunów i Yueh-chihów. Na południu znajdują się silne i liczne plemiona Massagetów i Sa­ków. Oni najpewniej Hunów nie zaatakują, bowiem uważają ich za podobnych sobie koczow­ników. Tak więc, przeciwników Hunów musimy ostrożnie dobierać.

W tej zaś chwili nadal uważam, że powinniśmy rozbić Hunów i pokazać im siłę Wielkiego Muru tak, aby przez najbliższe sześćset lat opowiadali o swojej porażce i ogromie przeszkody, jaka stanęła na ich drodze. Wówczas kiedy w odległej przyszłości przyjdzie pora ich kolejnej wędrówki – niech zrezygnują z tradycyjnej drogi na wschód i ruszą tylko na zachód! I to dopie­ro byłoby naszym rzeczywistym zwycięstwem. To też mam głównie na myśli chcąc budować Wielki Mur i tworzyć drugą armię. Jeśli plan się powiedzie, nasi przyszli – mogą żyć spokoj­nie!

Wówczas jednak z pyszna będą się mieli wspomniani przez ciebie, Meng-Tienie, zachodni sąsiedzi Hunów, bowiem nie wschód ,a zachód co siedemset lat będzie stał w ogniu pod huń-skim naporem. Fakt ten warto uzmysłowić Sarmatom i innym zachodnim plemionom - wtedy bowiem łatwiej będzie namówić ich do współdziałania przeciw Hunom. I rzeczywiście - przy­znaję ci rację, Meng-Tienie, że najważniejszym jest doprowadzenie do tego, by Hunowie zmienili kierunek wędrówki. Niech wędrują na zachód.

Ty zaś, Li-Synu, dopilnuj przygotowania dokumentu, o którym wspomnia-łem. Cesarz, któ­ry będzie rządził Państwem Środka w chwili huńskiego ataku, musi wcześniej wiedzieć co i kiedy winien uczynić, by przed takim atakiem zabezpieczyć się skutecznie.

9

Najdostojniejszy cesarzu! Kiedy nazwano cię „Huangiem”, wiedziałem, że przyszli kronika­rze Państwa Środka nazywać cię będą: „Szy-Huang-Ti”, bowiem po dzisiejszych decyzjach jesteś najbezsporniej: Pierwszym Cesarzem Państwa Ti. Wybacz mi proszę – o najdostojniejszy i inne moje pragnienie. Chciałbym oto, aby nazywano cię: „Szy-Huang-Czung-Kuo”, boś za­służył na miano: Pierwszego Cesarza Państwa Środka.

Jesteś pochlebcą, Li-Synu... Jednak nie powiem, że pochlebstwo twoje sprawia mi przy­krość. Jest ono miłe tym bardziej, że szczere – jak sądzę?! Nim jednak przyszli kronikarze ze­chcą mnie nazwać tak zaszczytnym mianem, ja podnoszę was obu do nowych godności. Ciebie Li-Synu mianuję: Pierwszym Doradcą Cesarza, a ciebie Meng-Tienie: Głównym Dowódcą Wszystkich Armii Państwa Ti. Przystąpcie więc do skrzętnego wypełniania naszych ustaleń. Czyńcie to nie tylko w moim imieniu, ale i przyszłych władców Państwa Środka. Starajcie się, by wasza gorliwość została zauważona dziś, a w przyszłości doceniona przez kroniki tych, któ­rzy po mnie nastaną! ...

10

Epizod drugi

Lato 207 r. p.n.e. Sienjang – zdobyta przez powstańców stolica królestwa Ti. Spotkanie do­wódcy oddziałów rebelianckich Lu-Penga z obalonym cesarzem.

Chcę byś wiedział, że zostawiłem cię przy życiu nie dlatego, że ode mnie teraz zależy przy­szłość Państwa Środka, bo to wiem i bez ciebie, ale dlatego, że musisz usłyszeć z jakiego po­wodu nakażę cię zabić! Nie przerywaj! Poleciłeś naszych synów do wojska pod przymusem wcielać. Tylko starcy i kobiety pracowali na roli, a mimo to płaciliśmy jeszcze większe podat­ki. Byłem starszym w mojej wsi, więc widziałem wszystko na własne oczy. Mój grzbiet zna pracę ponad siły. Mój żołądek zna głód, a moje plecy batogi twoich poborców... Harowaliśmy, byś ty z dworem mógł świętować z okazji wybudowania Wielkiego Muru. Wszyscyście tylko świętowa-li i bawili się, a my nie mieliśmy ani dnia wolnego od pracy, ani nawet ryżu do syta! A kiedy powstali rolnicy w prowincji Anhuej – rozkazałeś żołnierzom, aby zabili moich przy­jaciół. Zginął: Czen-Szang i Wu-Kuang! Obiecałem, że ci nigdy tego nie przebaczę. Tobie i wszystkim dobrze urodzonym...

Ależ to właśnie dobrze urodzeni, na czele z Siang-In, powstali nie przeciw twoim oddzia­łom, a przeciw mnie!

Milcz! Oni mnie nie obchodzą. Ruszyli przeciw tobie, ale to ja ich pokonałem. A zresztą Siang-Jn zeznał przed śmiercią, że to właśnie ty wydałeś rozkaz zabicia dowódców powstania w Anhuej.

Siang-Jn kłamał!

Nikt przed śmiercią nie kłamie!

Czyżbyś chciał mnie oszczędzić?

Umrzesz za chwilę!

A więc i ja nie kłamię, przecież jak sam rzekłeś: „nikt przed śmiercią nie kłamie”!

Nie mądrz się! Szkoda mi mojego czasu. Wiedz więc, że to wszystko cóżeś zrobił przeciw nam: za ten Wielki Mur z krwi i potu naszych synów, za pracę ponad siły starców, kobiet i dzieci – skazuję cię na śmierć!

...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin