Nora Roberts - Jak dobrze mieć sąsiada.pdf

(497 KB) Pobierz
(Microsoft Word - Roberts Nora - Local Hero - Jak dobrze mie\346 s\271siada)
ROZDZIAŁ 1
Zark czuł potworny ból w płucach. W statku rozpaczliwie brakowało tlenu, a to
oznaczało tylko jedno: Ļ mier ę . M ħŇ czyzna wiedział, Ň e za chwil ħ ujrzy w ostrym i jak
błyskawica o Ļ lepiaj Ģ cym skrócie całe swoje Ň ycie. Dobro i zło, czyny m Ģ dre i głupie, chwile
radosne i pełne smutku. Ostateczny bilans tych lat, które dane mu było przetrwa ę . Był sam i
cieszył si ħ z tego, bo nikt nie powinien mu towarzyszy ę w tak szczególnej chwili.
Leilah, zawsze Leilah. Widział jasne, niebieskie oczy i złote włosy swojej ukochanej.
Wycie syreny alarmowej w kokpicie mieszało si ħ z jej Ļ miechem, najpierw czułym i słodkim,
potem drwi Ģ cym.
– Na wszystkie sło ı ca galaktyki, jak bardzo byli Ļ my szcz ħĻ liwi! – wykrzykn Ģ ł, z
trudem podci Ģ gaj Ģ c si ħ z podłogi do konsoli dowodzenia. – Miło Ļę , przyja Ņı , partnerstwo...
Ból w płucach stawał si ħ nie do zniesienia. Przeszywał go dziesi Ģ tkami roz Ň arzonych
no Ň y nas Ģ czonych trucizn Ģ z kraterów Argenham. Zark nie powinien był marnowa ę powietrza
na bezu Ň yteczne słowa, lecz jego my Ļ li... jego my Ļ li nawet teraz nale Ň ały do Leilah.
To na pewno ona, jedyna kobieta, któr Ģ kochał, spowodowała ostateczn Ģ zagład ħ !
Zagład ħ zarówno Zarka, jak i Ļ wiata, który znali... ich Ļ wiata. Co za szata ı ski obrót fortuny
sprawił, Ň e z wybitnego naukowca stała si ħ wcieleniem zła i nienawi Ļ ci?
Przemieniła si ħ w jego wroga. Leilah, kobieta, któr Ģ poj Ģ ł za Ň on ħ . Nadał ni Ģ była,
powtarzał w my Ļ lach, z nadludzkim wysiłkiem posuwaj Ģ c si ħ w kierunku konsoli. Je Ļ li uda
mu si ħ prze Ň y ę , je Ļ li uda mu si ħ zniweczy ę jej plan zniszczenia cywilizacji Perth. ruszy za
sw Ģ Ň on Ģ w pogo ı . Stanie si ħ dla niej przekle ı stwem, nieuchronnym wyrokiem losu. B ħ dzie
musiał j Ģ zniszczy ę , unicestwi ę . Leilah, kobiet ħ , któr Ģ kochał. Zrobi tak, bo tego wymaga
sprawiedliwo Ļę i ład Ļ wiata. O ile starczy mu sił.
Komendant Zark. obro ı ca wszech Ļ wiata i przywódca Perth, bohater kosmosu i m ĢŇ
pi ħ knej, zbrodniczej Leilah, nacisn Ģ ł guzik. O dalszych, niezwykłych przygodach komendanta
Zarka przeczytasz w nast ħ pnym odcinku.
– Cholera! – wymamrotał Radley Wallace i rozejrzał si ħ szybko, sprawdzaj Ģ c, czy
matka nie usłyszała.
Zacz Ģ ł kl Ģę , cho ę tylko po cichu, jakie Ļ sze Ļę miesi ħ cy temu i nie chciał, Ň eby wyszło
to na jaw, bo wtedy matka zrobiłaby t ħ swoj Ģ min ħ .
Na szcz ħĻ cie wła Ļ nie rozpakowywała pudła wniesione przez pracowników firmy
przewozowej. Radley dobrze wiedział, Ň e nie powinien teraz, zajmowa ę si ħ lektur Ģ , lecz
zrobił sobie przerw ħ . No có Ň , broszury Universal Comics, a szczególnie przygody
komendanta Zarka. stanowiły zbyt wielk Ģ pokus ħ . Wprawdzie mama wolałaby, Ň eby czytał
prawdziwe ksi ĢŇ ki, lecz te miały za mało ilustracji. Radley bardziej sobie cenił Zarka ni Ň
Długiego Johna czy Hucka Finna.
Przetoczył si ħ na plecy i ujrzał Ļ wie Ň o pomalowany sufit swego nowego pokoju.
Uznał, Ň e nowe mieszkanie jest w porz Ģ dku. Najbardziej podobał si ħ mu widok na park, a
tak Ň e winda. Przyjemny nastrój chłopca m Ģ cił jedynie zbli Ň aj Ģ cy si ħ poniedziałek, czyli
pierwszy dzie ı w nowej szkole.
Mama powiedziała, Ň e b ħ dzie Ļ wietnie. Pozna nowych przyjaciół, a przecie Ň nadal
mo Ň e odwiedza ę starych. Była w tym naprawd ħ dobra. Zmierzwiła mu włosy i tym swoim
specjalnym u Ļ miechem natchn ħ ła go wiar Ģ , Ň e wszystko pójdzie dobrze. No tak, ale nie
b ħ dzie jej przy nim, gdy dzieci zaczn Ģ mu si ħ przygl Ģ da ę . Ile czasu upłynie, zanim z „tego
nowego” stanie si ħ normalnym koleg Ģ ? Tydzie ı , mo Ň e nawet dwa, czyli niewyobra Ň alnie
długo. Oczywi Ļ cie nie wło Ň y kupionego specjalnie na t ħ okazj ħ swetra, cho ę mama twierdziła,
Ň e pasuje do koloru jego oczu. Te Ň co Ļ ! To dobre dla dziewczynek. Wci Ģ gnie na siebie jak ĢĻ
star Ģ koszulk ħ , bo w niej b ħ dzie czuł si ħ pewniej w tych trudnych chwilach. Mama na pewno
to zrozumie. Zawsze rozumiała.
Była naprawd ħ w porz Ģ dku i Radley to doceniał, dlatego tym bardziej bolało go, gdy
dostrzegał w jej oczach smutek. Pragn Ģ ł, by mama przestała wreszcie cierpie ę po odej Ļ ciu
ojca. Wydarzyło si ħ to dawno temu i sam prawie nie pami ħ tał taty, który nie odwiedzał go,
tylko co kilka miesi ħ cy dzwonił. Chłopiec zacisn Ģ ł z ħ by. M ħŇ czy Ņ ni przecie Ň nie płacz Ģ . W
porz Ģ dku, byłoby nawet lepiej, gdyby ojciec w ogóle przelał si ħ wysila ę na te telefony.
– W porz Ģ dku, mamo. wszystko jest w porz Ģ dku, radzimy sobie bez niego – szepn Ģ ł.
Mama nic powinna tego usłysze ę . Naprawd ħ nie potrzebował ojca, gdy Ň miał j Ģ .
Powiedział jej to kiedy Ļ . U Ļ ciskała go tak mocno, Ň e nie mógł oddycha ę . Potem, pó Ņ nym
wieczorem, usłyszał, jak płakała w swym pokoju. Nie powtarzał wi ħ c ju Ň tych słów.
Doro Ļ li s Ģ zabawni, my Ļ lał Radley z m Ģ dro Ļ ci Ģ dziewi ħ cioletniego m ħŇ czyzny. Mama
jednak była najlepsza. Nigdy... no, prawie nigdy na niego nie krzyczała, a je Ļ li ju Ň , to pó Ņ niej
tego Ň ałowała. No i była ładna. Radley u Ļ miechn Ģ ł si ħ . Mama była pi ħ kna jak ksi ħŇ niczka
Leilah, tyle Ň e zamiast złocistych miała br Ģ zowe włosy, a zamiast ciemnoniebieskich oczu –
szare.
Obiecała, Ň e nast ħ pnego dnia zjedz Ģ pizz ħ , Ň eby uczci ę przeprowadzk ħ do nowego
mieszkania. Pizz ħ bardzo lubił. Zaraz po komendancie Zarku.
Wreszcie zasn Ģ ł, i wreszcie z pomoc Ģ Zarka mógł zabra ę si ħ do ratowania
wszech Ļ wiata.
Gdy Hester zajrzała do jego pokoju, zobaczyła syna, czyli swój prywatny
wszech Ļ wiat. Spał z dłoni Ģ zaci Ļ ni ħ t Ģ na komiksie. Pozostałe ksi ĢŇ ki nadal spoczywały w
pudłach. Gdy Radley si ħ obudzi, zrobi mu łagodny wykład o odpowiedzialno Ļ ci, lecz teraz
oczywi Ļ cie nie miała serca wyrywa ę go ze snu. Tak dobrze zniósł przeprowadzk ħ , kolejny
wstrz Ģ s w swoim Ň yciu.
– Tym razem na pewno ci si ħ spodoba, kochanie – szepn ħ ła.
Zapomniała o stosach nierozpakowanych rzeczy. Usiadła na brzegu łó Ň ka i wpatrzyła
si ħ w chłopca.
Z wygl Ģ du przypominał ojca. Włosy blond, ciemne oczy i zdecydowana linia
podbródka. Teraz ju Ň rzadko, spogl Ģ daj Ģ c na syna, wspominała człowieka, który był kiedy Ļ
jej m ħŇ om. Ten dzie ı był jednak inny. Oznaczał dla nich pocz Ģ tek nowego Ň ycia. Zawsze,
gdy co Ļ si ħ zaczynało, przypominała sobie o tym, co dobiegło kresu.
To ju Ň ponad sze Ļę lat, pomy Ļ lała nieco zdziwiona upływem czasu. Allan odszedł, gdy
Radley był jeszcze malutki. Zm ħ czyły go rachunki, zm ħ czyła rodzina, a zwłaszcza Ň ona. Ból
zd ĢŇ ył przemin Ģę , cho ę trwało to bardzo długo. Nigdy jednak nie wybaczyła i nie wybaczy
człowiekowi, który bez namysłu porzucił swego syna.
Zdawa ę by si ħ mogło, Ň e Radley nie przywi Ģ zywał do tego Ň adnej wagi. Nie zd ĢŇ
przywi Ģ za ę si ħ do ojca, nie darzył go Ň adnym Ň ywszym uczuciem. Hester czuła z tego
powodu samolubn Ģ ulg ħ , dzi ħ ki temu miała bowiem syna tylko dla siebie, wiedziała jednak,
Ň e nie była to cała prawda. Instynktownie rozumiała, Ň e jej chłopczyk krył w sobie gł ħ boki
uraz, z którym musiał sam si ħ zmaga ę , bo za nic by si ħ nie przyznał do trapi Ģ cego go bólu.
Mały, dzielny m ħŇ czyzna.
Lecz ona nigdy nie wybaczy Allanowi, Ň e naraził swoje dziecko na takie cierpienia.
Gdy jednak teraz spojrzała na spokojnie Ļ pi Ģ cego chłopca, uznała, Ň e przesadza w
swoich obawach. Jak ka Ň da matka jest po prostu przewra Ň liwiona. Zmierzwiła Radleyowi
włosy i przeniosła spojrzenie na okno, za którym rozpo Ļ cierał si ħ widok na Central Park. Jej
syn był otwarty na ludzi, szcz ħĻ liwy i obdarzony dobrym charakterem. Bardzo si ħ zreszt Ģ o to
starała. Nigdy nie mówiła Ņ le o Allanie, cho ę trudno jej było zapanowa ę nad gniewem i
gorycz Ģ . Próbowała nie tylko spełnia ę dobrze obowi Ģ zki matki, lecz równie Ň zast Ģ pi ę ojca. Na
ogół jej si ħ to udawało.
Czytała ksi ĢŇ ki o bejsbolu, by towarzyszy ę Radleyowi w treningach. Dreptała,
trzymaj Ģ c za siodełko pierwszy dwukołowy rower, a gdy chłopiec z entuzjazmem ruszył na
swoj Ģ pierwsz Ģ samodzieln Ģ przeja Ň d Ň k ħ , potrafiła usta ę na miejscu i tylko niespokojnym
wzrokiem Ļ ledziła chwiejne wyczyny synka. A kiedy upadł, powstrzymała si ħ od
dramatycznego okrzyku i spokojnie poinstruowała małego cyklist ħ , Ň e ma wraca ę na siodełko
i jecha ę dalej.
Znała te Ň komendanta Zarka. Z u Ļ miechem wyci Ģ gn ħ ła komiks z dłoni Ļ pi Ģ cego syna.
Biedny, heroiczny Zark i jego zbł Ģ kana Ň ona Leilah. Tak, Hester wiedziała wszystko o
polityce i kłopotach planety Perth. No có Ň , wprawdzie tylko połowicznie udało jej si ħ
przekona ę Radleya do Dickensa czy Twaina. lecz i tak, jak na samotn Ģ matk ħ , spisywała si ħ
nie Ņ le.
– Jeszcze zd ĢŇ y przekona ę si ħ do prawdziwej literatury – mrukn ħ ła, wyci Ģ gaj Ģ c si ħ na
łó Ň ku obok syna. Prawdziwa literatura, prawdziwe Ň ycie... Wszystko to było przed tym
małym, dzielnym, kochanym chłopcem.
Miała nadziej ħ , Ň e post ħ powała wła Ļ ciwie. Lecz sk Ģ d mogła wiedzie ę , czy tak jest
naprawd ħ ? Zamkn ħ ła oczy. Los samotnej kobiety, samotnej matki... Tak bardzo pragn ħ ła, by
obok niej był kto Ļ , z kim mogłaby porozmawia ę , poradzi ę si ħ w tych wszystkich trudnych
sprawach, kto Ļ , komu mogłaby zaufa ę , zawierzy ę jego opinii. Kto Ļ , kto od czasu do czasu
podj Ģ łby za ni Ģ decyzj ħ , niewa Ň ne, dobr Ģ czy zł Ģ . Byleby cho ę na chwil ħ zdj Ģ ł z niej
przygniataj Ģ cy ci ħŇ ar odpowiedzialno Ļ ci za wszystko.
Hester zasn ħ ła.
Gdy si ħ obudziła, panował półmrok. W pierwszej chwili nie wiedziała, gdzie si ħ
znajduje, potem wszystko sobie przypomniała. Nowe mieszkanie, pokój synka. Rozejrzała si ħ
wokół, lecz Radleya nie było obok niej. Odczuła lekki niepokój. cho ę wiedziała, Ň e jest
bezpodstawny. Radleyowi mo Ň na było zaufa ę . Na pewno nie wyszedł samowolnie z domu.
Nie był Ļ lepo posłuszny, lecz przestrzegał dziesi ħ ciu ustanowionych przez ni Ģ
najwa Ň niejszych zasad. Wstała i wyruszyła na poszukiwanie chłopca.
– Cze Ļę , mamo.
Oczywi Ļ cie był w kuchni. Trzymał w r ħ kach kostk ħ masła orzechowego i kanapk ħ z
galaretk Ģ owocow Ģ .
– My Ļ lałam, Ň e chciałe Ļ pizz ħ . – Naturalnie zauwa Ň yła, Ň e stół a Ň kapał od galaretki, a
kromka oklejona była celofanem, Radley bowiem zbyt si ħ spieszył, by przed przyło Ň eniem
no Ň a zdj Ģę go z bochenka.
– Jasne, Ň e chc ħ . – Odgryzł du Ň y kawał chleba i u Ļ miechn Ģ ł si ħ . – To tylko tak, Ň eby
silnik odpalił.
Ch ħ tnie by go pocałowała, ale wiedziała, Ň e dziewi ħ cioletni chłopcy nie lubi Ģ
babskich czuło Ļ ci.
– Mogłe Ļ mnie obudzi ę , dałabym ci paliwa. Lepiej znam si ħ na dystrybutorze.
– Nie ma sprawy, tylko nie mogłem znale Ņę szklanki. Hester rozejrzała si ħ . W
poszukiwaniu szklanek jej syn opró Ň nił dwa pudła.
– Jasne, zaraz poszukamy.
– Gdy si ħ obudziłem, padał Ļ nieg.
– Tak? – Odgarn ħ ła włosy z oczu i wyjrzała przez okno. – Dalej pada.
– Mo Ň e nasypie ze dwa metry i w poniedziałek zamkn Ģ szkoł ħ – rozmarzył si ħ Radley
i usiadł na krze Ļ le.
– I moj Ģ now Ģ prac ħ ... – niepedagogicznie wyrwało si ħ Hester. Roze Ļ miała si ħ . – No
Ň , porzu ę my złudne nadzieje. – Znalazła szklanki i zacz ħ ła je my ę . – Naprawd ħ tak bardzo
si ħ niepokoisz?
– Troch ħ . Wzruszył ramionami. Do poniedziałku zostało jeszcze sporo czasu i
wszystko mogło si ħ zdarzy ę . Trz ħ sienie ziemi, burza Ļ nie Ň na, atak kosmitów... Atak
kosmitów!
– Bohaterski kapitan Radley Wallace z Ziemskich Sił Specjalnych – niemal usłyszał
głos spikerki – ocalił nasz Ļ wiat przed inwazj Ģ ...
– Je Ļ li chcesz, mog ħ z tob Ģ pój Ļę .
– Co Ļ ty, mamo, to byłby straszny obciach! – Zatopił z ħ by w kanapce. – Spoko,
przynajmniej w nowej szkole nie b ħ dzie tej głupiej Angeli Wiseberry.
Nie chciała mu mówi ę , Ň e głupie Angele Wiseberry rozpleniły si ħ po wszystkich
szkołach.
– Panie pułkowniku, zgodnie z rozkazem naczelnego dowódcy ma pan dokona ę
bojowego zwiadu na terenie oznaczonym kryptonimem „Nowa Szkoła”, a ja mam sprawdzi ę
kwartał „Nowa Praca”. O szesnastej koma zero zbiórka w Kwaterze Głównej, kryptonim
„Nowy Dom”, w celu zdania raportów.
Natychmiast si ħ u Ļ miechn Ģ ł. Je Ļ li miała to by ę wojskowa operacja, to on był za.
– Tak jest, pani gene... – Zastanowił si ħ chwil ħ i postanowił zdegradowa ę matk ħ . –
Dzi ħ kuj ħ za przekazanie informacji, pani sier Ň ant. – Udało mu si ħ zachowa ę kamienn Ģ twarz,
lecz Hester ta sztuka nie wyszła.
– Pułkowniku, je Ļ li pan pozwoli, zamówi ħ pizz ħ . Proponuj ħ te Ň , aby Ļ my do czasu jej
dostarczenia rozpakowali reszt ħ naczy ı .
– Mamy od tego je ı ców.
– Uciekli. Wszyscy.
– Spadn Ģ głowy – gro Ņ nie mrukn Ģ ł Radley i pochłon Ģ ł reszt ħ kanapki.
Mitchell Dempsey II ze sm ħ tn Ģ min Ģ siedział przy stole kre Ļ larskim i wpatrywał si ħ w
pust Ģ kartk ħ . ņ adnego pomysłu. Poci Ģ gn Ģ ł łyk zimnej kawy w nadziei, Ň e pobudzi tym
wyobra Ņ ni ħ , jednak bez skutku. Wiedział, Ň e tak si ħ zdarza, ale innym, lecz nie jemu. A je Ļ li
ju Ň , to nie wtedy, gdy zbli Ň ał si ħ termin oddania pracy. Po raz kolejny si ħ gn Ģ ł do miseczki z
orzeszkami, lecz i to nic nie pomogło. Pomysł, rozpaczliwie potrzebował pomysłu.
Stworzenie samych ilustracji było kaszk Ģ z mlekiem, lecz jak miał rysowa ę , gdy nie wiedział
co? Z rozpaczy postanowił odwróci ę kolejno Ļę i co Ļ tam nabazgrał... Bez sensu, zupełnie bez
sensu!
Zamkn Ģ ł oczy i zacz Ģ ł modli ę si ħ do muz... Bo była chyba jaka Ļ muza od komiksów?
Lecz có Ň , widocznie przestała go lubi ę . Przymkn Ģ ł oczy i usiłował poszybowa ę w dwudziesty
drugi wiek, wiele lat Ļ wietlnych od Ziemi, gdzie toczyła si ħ okrutna kosmiczna wojna...
I nic. Jałowa pustka, Ň adnego pomysłu. Mitch otworzył oczy i spojrzał na czyst Ģ
kartk ħ . Jej nieskalana biel była jak wyrzut sumienia. A przecie Ň jego wydawca, Rich Skinner,
nie przyjmował Ň adnych wymówek. Brak natchnienia uznawał za zwyczajne lenistwo, a
zaraz ħ , tornado lub powód Ņ za drobne niedogodno Ļ ci, które w niczym nic usprawiedliwiały
zawalenia terminu.
Załamany Mitch znów zanurzył dło ı w miseczce z orzeszkami. Tylko tyle mógł
zrobi ę . Katastrofa, kompletna klapa.
Potrzebował zmiany otoczenia, nowych wra Ň e ı , ruchu. Jego Ň ycie stało si ħ zbyt
uporz Ģ dkowane, łatwe i nudne. I przez to jałowe. ņ adnych podniet, Ň adnej inspiracji. Tak
dłu Ň ej by ę nie mogło.
Wstał i zacz Ģ ł nerwowo przechadza ę si ħ po pokoju, rozgniataj Ģ c bosymi stopami
skorupki po orzeszkach, które swoim zwyczajem ciskał gdzie popadło.
Był wysoki i silny, a jego gibkie ruchy zdradzały, Ň e od lat systematycznie trenował.
Jako chłopiec był przera Ņ liwie chudy, cho ę zawsze jadł za dwóch. Nie przejmował si ħ tym,
dopóki nie zainteresował si ħ dziewcz ħ tami. To odmieniło jego Ň ycie, bo obok umysłu zacz Ģ ł
równie Ň ę wiczy ę ciało. Zajadłe, uparcie, bez Ň adnej taryfy ulgowej. Z czasem przyniosło to
wspaniałe rezultaty i nikt ju Ň nic pami ħ tał Ļ miesznej, chudej tyczki. I tak pozostało do dzi Ļ .
Kobiety patrzyły na niego z uwielbieniem, a m ħŇ czy Ņ ni z respektem. Mitch ka Ň dy dzie ı
zaczynał od intensywnych ę wicze ı fizycznych, potem zabierał si ħ do pracy. Nie zaniedbywał
te Ň rozrywek intelektualnych, szczególnie pasjonowała go szeroko poj ħ ta literatura.
Zgromadził niezwykle bogat Ģ bibliotek ħ . Na podłodze kusicielsko le Ň ała
nierozpakowana paczka z ksi ħ garni wysyłkowej. Nie teraz, nie teraz, ze smutkiem pomy Ļ lał
Mitch. Je Ļ li zawal ħ termin, ten cholerny Skinner mnie zabije...
Du Ň y br Ģ zowy kundel wylegiwał si ħ na podłodze i obserwował swego pana. Mitch
nadał mu imi ħ Taz, tak jak nazywał si ħ diabeł tasma ı ski ze starych filmów rysunkowych.
Jednak w przeciwie ı stwie do swojego imiennika, Taza wcale nie rozpierała energia. Wr ħ cz
przeciwnie, charakter miał raczej flegmatyczny. Teraz ziewn Ģ ł i leniwie potarł grzbietem o
dywan. Lubił Mitcha, nigdy bowiem do niczego go nie zmuszał ani nie robił rabanu o sier Ļę
na dywanie czy grzebanie w Ļ mieciach. Zawsze te Ň wiedział, gdzie nale Ň y podrapa ę swojego
pupila. Naprawd ħ wielce chwalebne cechy, niestety rzadko wyst ħ puj Ģ ce u ludzi.
Taz uwielbiał, gdy Mitch kładł si ħ obok niego na podłodze, bawił si ħ jego g ħ stym,
br Ģ zowym futrem i opowiadał o swoich pomysłach. Wprawdzie dzisiaj jego pan był dziwnie
milcz Ģ cy i duchem jakby nieobecny, ale przecie Ň nie mo Ň na mie ę wszystkiego. Kundel
leniwie ziewn Ģ ł i ponownie zasn Ģ ł.
Gdy kto Ļ zapukał do drzwi, obudził si ħ , poruszył ogonem i cicho warkn Ģ ł.
– Kto to mo Ň e by ę ? – zdziwił si ħ Mitch. – Z nikim si ħ nie umawiałem. Mo Ň e ty
zaprosiłe Ļ jak ĢĻ mił Ģ suczk ħ ?
Mia Ň d ŇĢ c skorupki, ruszył ku wyj Ļ ciu. Omin Ģ ł stos gazet torb ħ z ubraniami, której nie
odniósł do pralni, na koniec odsun Ģ ł nog Ģ ko Ļę pozostawion Ģ przez Taza i wreszcie mógł
otworzy ę drzwi.
Zgłoś jeśli naruszono regulamin