Prosta Historia.pdf
(
827 KB
)
Pobierz
157396758 UNPDF
Prosta historia
Napisała: Urszula (megii24)
Czerwiec – Wrzesień 2009
1.
Tego dnia wszystko, ale to wszystko poszło nie tak… Za jakie grzechy, się
pytam? Może w poprzednim życiu za mocno nawywijałam? Bo przecież teraz
jestem całkiem grzeczna… No prawie! A może po prostu Pech to moje drugie
imię? Dobrze, dobrze… ale od początku…
Dzień zaczął się nawet nieźle… Nic nie zapowiadało katastrofy… Słoneczko,
ciepełko, ptaszki śpiewają… jednym słowem: cud-miód.
Maszerowałam, jak zwykle do szkoły, okazując więcej entuzjazmu, niż
rzeczywiście odczuwałam, żeby jakoś podnieść się na duchu. Wszyscy wiedzą
jak jest… kto lubi szkołę? Chyba tylko nieliczne wyjątki, choć ja akurat nie
znam nikogo takiego… Zastanawiające! A może wcale nie ma wyjątków od
tej złotej zasady?
Nie ważne! Tak więc – szkoła! Nie byłoby może tak źle, gdyby nie widmo
matury wiszące nad głową. Nauczyciele dostawali jakiejś paranoi… A ten
obłęd oczywiście odbijał się na nas, biednych szarych „żuczkach”, które nie
powinny robić nic innego, jak tylko zakuwać do tego, jakże
przereklamowanego egzaminu! Dojrzałości! Pchi! Co podwójna klasówka
połączona z kilkoma odpowiedziami ustnymi ma wspólnego z dojrzałością?
Od jakiegoś czasu zadaję sobie to pytanie… ale jakoś żadna siła wyższa nie
chce mnie oświecić… O siłach „niższych” nie wspominam, bo kogo
miałabym o to zapytać? Nauczycieli? Rodziców? A może zastraszonych wizją
nie zdanej matury – jako tragedii życiowej, licealistów? Przegrana sprawa!
Całkowicie!
Zaraz, zaraz… teraz to się wykreowałam na jedyną trzeźwo myślącą osobę
w całym tym zoo… Nie jestem aż tak zadufana w sobie! Na pewno nie!
Tak więc maszerowałam do szkoły przetrawiając w głowie jakąś myślową
papkę… a tak naprawdę zastanawiałam się jak by tu przetrwać te kilka
najbliższych godzin i nie stracić zmysłów w tym całym przedmaturalnym
szaleństwie?
2 |
Strona
Na dokładkę w naszej budzie nie było za wiele atrakcji… Spytacie, jakich
atrakcji spodziewam się zaznać w ogólniaku? No cóż, żeby chociaż było na
kim oko zawiesić, jakieś atrakcyjne „ciacha” mogłyby przemykać
korytarzami, można by było powzdychać, a może nawet pośmiać się
z dziecinnych podrywów naszych szkolnych ślicznotek. O to by było dość
ciekawe doznanie estetyczne… Lekcja poglądowa jak nie należy zwracać na
siebie męskiej uwagi, aby nie zostać wyśmianą przez wszystkich świadków.
Ale dość już o tym! Niestety w naszej budzie nie da się doszukać jakichś
ciekawych męskich okazów. Koniec, kropka. Smutne, ale niestety
prawdziwe.
A co do innych szkolnych atrakcji… to faktycznie nie umiem się ich nawet
domyślić, to znaczy nie wiem cóż atrakcyjnego może być lub zdarzyć się
w szkole średniej!
Na szczęście miałam swoją własna, prywatną emocjonalną podporę w postaci
wysokiej, szczupłej blondynki o łagodnych niebieskich oczach czyli mojej
ukochanej przyjaciółki Weroniki. Niech nikogo nie zmyli jej wygląd… Ma
dziewczyna nieźle za uszami i chyba właśnie za to najbardziej ją lubię…
Wygląd niewiniątka i te jej szalone pomysły.
Zbliżałam się już do naszego szacownego gmachu szkolnego gdy doznałam,
niezbyt łagodnego i przyjemnego, olśnienia. A mianowicie doszłam do
wniosku, że woda w postaci deszczu lejącego się na głowę jest nawet dość
przyjemna – choć zasadniczo nie lubię deszczu… Skąd u mnie tak trywialne
przemyślenia? I zmiana nastawienia do opadów atmosferycznych? To proste!
Też zmienilibyście zdanie… Gdyby ta sama woda, choć o dość zmienionej
konsystencji i barwie, pochodząca pierwotnie z góry, a obecnie z obrzydliwie
brudnej kałuży znalazła się nieoczekiwanie na waszej skromnej osobie…
Brrrr.
To niestety przydarzyło się właśnie mi… I to właśnie tego dnia gdy
zrezygnowałam z ukochanej przeze mnie czerni na rzecz uwielbianych przez
Weronikę jasnych kolorów. Nieopatrznie obiecałam jej, że założę coś, jak to
ona nazywa „bardziej kobiecego”, bo po szkole wybierałyśmy się na dobre
3 |
Strona
jedzonko do nowo otwartej dość ekskluzywnej knajpki. Dlatego teraz zamiast
być odziana w czarne bojówki albo ciemne jeansy i jakąś sportową,
i oczywiście ciemną, górę, paradowałam w jasnej jeansowej spódnicy
i beżowej bluzce… I obecnie zamiast być tylko przemoczona i może
odrobinę ubłocona, czemu zaradziłaby odrobina czystej wody – wyglądałam
jak skrzyżowanie biedronki z wodnikiem Szuwarkiem! Tragedia! Jak ja się
ludziom na oczy pokażę…
Te myśli, jak i kilka innych z rodzaju tych niecenzuralnych, przeleciały mi
przez głowę, chwilę po tym jak jakiś czarny samochód przejechał tuż obok
mnie. To oczywiście jest tylko stwierdzenie faktu zaistniałej sytuacji, bo ja na
pewno nie powiedziałabym, że on tylko przejechał obok mnie. Ten zasrany
gruchot łącznie z, jak przypuszczam, równie „uroczym” właścicielem
spieprzył mój cały dobry humor, a raczej z trudem wyhodowaną
i wypielęgnowaną namiastkę dobrego humoru, nie mówiąc już o całkowitej
dewastacji mojego stroju. I co ja mam teraz zrobić? Pytałam się w niemej
wściekłości!
No to mam zagwozdkę… Albo wrócę do domu, żeby się przebrać i tym
samym zarwę z połowę pierwszej lekcji, narażając się tej upiornej babie,
dumnie zwanej panią profesor… Nie był to najlepszy pomysł, bo orłem
z matmy to ja nie byłam, a ta wspomniana chodząca perfekcja ledwo mnie
tolerowała i dokładanie jej powodów do „gorących” uczuć wobec mnie było
kręceniem sobie sznura…Pozostawało mi tylko pójście w tym
„artystycznym” stroju na lekcje… Ale ludziska będą miały ubaw! No cóż,
dzień zaczynał się urokliwie, nie ma co?
Gdy doszłam do otwartej szkolnej bramy, co moim zdaniem było
określeniem ciut na wyrost, od razu ją zauważyłam, Weronika czekała na
mnie przy schodach prowadzących do „jaskini wiedzy.” Nie było to dla mnie
zaskoczeniem, zawsze na siebie czekałyśmy – takie papużki-nierozłączki, ale
jej wyraz twarzy… gdybym nie była taka wściekła i zdołowana to pewnie
wybuchłabym śmiechem na ten widok.
Niepowtarzalny!
4 |
Strona
Nie będzie chyba dla nikogo zaskoczeniem, gdy powiem, że jej „oskarową”
minę wywołała moja skromna osoba, a raczej spustoszenia w mojej
powierzchowności… To było raczej oczywiste! Musiałam naprawdę
wyglądać jak kupka nieszczęścia… W tym przekonaniu utwierdziły mnie
współczujące, a zarazem rozbawione spojrzenia mijających mnie osobników
obu płci. Trzeba zagryźć zęby i jakoś to znieść…
Zastanawiałam się przez chwilę, jak długo cała szkoła będzie bawić się moim
kosztem… Cóż, w tej chwili nie miałam na to żadnego wpływu, więc
odpuściłam sobie te dywagacje. Pomyślę o tym jutro… albo pojutrze!
Ruszyłam w stronę mojej przyjaciółki i w tym samym momencie stanęłam
jak wryta. Na parkingu, po lewej stronie stał, a jakże, powód mojego marnego
nastroju i wyglądu. Czarne sportowe auto! Nie znam się na samochodach,
więc nie pytajcie jakiej marki… ale poznałam je od razu. To był, na pewno,
ten sam wózek, który przystroił mnie w tak podziwiane przez tłumy
fantazyjne wzory. Uroczo!
Coś się we mnie aż zagotowało! Stałam na środku placu zaciskając pięści i, jak
przypuszczam, byłam bordowa ze złości… Tak na marginesie kolor czerwony
całkiem mi pasuje, ale nie koniecznie na twarzy! Stałam więc tak jak słup soli
i zastanawiałam się co mam zrobić…
Pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy była tak radośnie budująca, że aż na
chwilę zatraciłam się w marzeniach, ale… No właśnie – ale! Chyba jednak
nie powinnam wybijać mu wszystkich szyb…!
„Mu” czyli komu – przeleciało mi przez głowę. Czyżby ten palant uczył się
w naszej szkole? Ale przecież wcześniej nie widziałam tu tego auta, a raczej
nie dałoby się go nie zauważyć… Nauczyciel? Nie! Na pewno nie! Jakiego
belfra byłoby stać na taki samochód? No więc kto to taki?
I właśnie w tym momencie z auta wysiadł bardzo wysoki i, o ile mogłam
stwierdzić, po pierwsze przez odległość, a przede wszystkim przez luźną
czarną bluzę z kapturem, którą miał na sobie, dość dobrze zbudowany… no
właśnie: chłopak? mężczyzna? Nie widziałam jego twarzy, więc trudno mi
5 |
Strona
Plik z chomika:
Myszka1998
Inne pliki z tego folderu:
Prosta Historia.pdf
(827 KB)
Inne foldery tego chomika:
Bella & Edward
Bella Cullen
Blind
Boski Edward Cullen
Ciche Serca
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin