numer02.pdf

(7579 KB) Pobierz
ORGAN MEDIALNY POROZUMIENIA POKOLEŃ KRE SOWYCH
Kresowy
Serwis Informacyjny
PAMIĘTAĆ O KRESACH, O MAŁEJ OJCZYŹNIE PRZODKÓW,
TO NIE TYLKO OBOWIĄZEK, ALE ZASZCZYT
Numer 02/2011
Samoobrona
Ludności Polskiej na
Kresach Wschodnich
to oddziały partyzanckie AK pierwsze
zaatakowały bezbronne wsie ukraiń-
skie. Fakty są jednak nieubłagane, ba
nawet pojawiają się poważne zarzuty
pod adresem AK, że mimo wyraźnych
sygnałów o zbliżającym się zagroże-
niu, zbagatelizowała ten fakt. Jak było
naprawdę pokażą zaprezentowane w
dalszej części wydania materiały. Jedno
co pewne to , że przyczyną powstania
„Samoobrony ludności polskiej” było
„Obrona konieczna”, życia własnego
i swoich bliskich. Zarzuca się czasem,
że polska samoobrona jako pierwsza
atakował nacjonalistów ukraińskich,
nie dopowiadając , że działania te były
niczym innym jak wyprzedzeniem
przygotowanego ataku na polskie sku-
piska ludności cywilnej. Wiele takich
działań zapobiegło masakrom jakich
banderowskie zagony dokonały wcze-
śniej na niczego nie spodziewających
się sąsiadach Polakach. Obecne wyda-
nie Kresowego Serwisu Informacyjne-
go, poświęcamy samoobronie ludności
polskiej na Kresach Wschodnich, jako
skutkowi, a nie przyczynie ekstermina-
cji ludności polskiej . Z tego powodu
przepleciemy wspomnienia i relacje
o samoobronie , materiałami o zbrod-
niach nacjonalistów ukraińskich z sze-
regów OUN-UPA. Na pewno każdego
z czytających męczyć, będzie pytanie
dlaczego polskość na kresach stała się
przyczyną tak potwornej zbrodni na
dziesiątkach tysięcy bezbronnych dzieci
, kobiet i ludzi starszych, jaki tego sens
i efekt końcowy? Dlaczego dziś , kie-
dy większość winnych tej tragedii już
nie żyje, spadkobiercy tej historii nie
potraią oddać honoru i prawdy pomor-
dowanym? My jednak musimy nie tyl-
ko pamiętać o oiarach tych strasznych
zbrodni, ale i tych którzy nie pozwolili
dokończyć krwawego dzieła, oszalałym
rezunom. Trzeba też wyraźnie powie-
dzieć, że samoobrona przybierała bar-
dzo różne formy, zależne od sytuacji w
jakiej ludność w danym momencie się
znajdowała. Tło wydarzeń było bardzo
różne, zależnie od miejsca i czasu. O
tym opowiedzą nam różni świadkowie,
lub relacje już nieżyjących uczestników
tych wydarzeń. Dowiemy się jak tak nie
wielu ratowało tak wielu, nie bacząc na
zagrożenie własnego życia.
Redakcja
Temat bardzo obszerny i praktycznie
przez historyków do końca nie rozpo-
znany. Przyczyny tego stanu rzeczy są
bardzo różne i w tym miejscu nie bę-
dziemy tego roztrząsać, będzie ku temu
jeszcze wiele okazji i zapewne w bar-
dziej kompetentnym gronie. Dziś chce-
my zasygnalizować temat samoobrony i
przyczyn jej powstawania.
Nie bez przyczyny w tytule zapisane są
całe Kresy Wschodnie, bo samoobrona
ludności polskiej praktycznie zaistniała
i funkcjonowała na całych Kresach, od
północnego wschodu poczynając na po-
łudniowym wschodzie kończąc. Podej-
mowanie samoobrony było narzucone
przez sytuację i okazywało się wręcz
niezbędne, oczekiwane zarówno przez
żołnierzy AK jak i niezorganizowaną
ludność cywilną. Początkowym założe-
niem polskiego dowództwa było utrzy-
manie polskiej organizacji podziemnej
do czasu zakończenia wojny i spodzie-
wanej konferencji pokojowej, która
– jak uważano przesądziłaby o przyna-
leżności państwowej tego terytorium.
Założenia okazały się bardzo szybko
nierealne i musiały ulec weryikacji.
Różnie to przebiegało w różnych regio-
nach. Dla przykładu na Wileńszczyźnie
Polacy musieli potykać się zarówno z
policją litewska na służbie niemieckiej,
jak i partyzantką litewską o sowietach
już nie wspomnę. Najgorsza sytuacja
powstała jednak na Kresach Południo-
wo Wschodnich, gdzie mimo pozornej
współpracy partyzantki AK z partyzant-
ką sowiecką pojawił się problem nacjo-
nalizmu ukraińskiego, w najgorszym i
niespodziewanym wydaniu. Doktryna
„oczyszczenia Ukrainy” poprzez unice-
stwienie wszystkich innych niż ukra-
ińska, nacji narodowych, wdrożona w
życie przez zbrojne ramie OUN-UPA,
zaskoczyła władze podziemnego pań-
stwa polskiego. Zaskoczenie nieprzy-
gotowanej do obrony ludności polskiej
, przyczyniło się nie tylko do wymor-
dowania olbrzymiej liczby cywilów i
zniknięcia z powierzchni ziemi wielu
polskich miejscowości. Dziś pogrobow-
cy dawnych morderców z OUN-UPA,
odwracają całą sytuację, twierdząc, że
/fotomix Andrzej Łukawski - KSI
Gdzie była nasza AK
gdy Ukraińcy mordowali
Polaków na Wołyniu?
nie chce się ? / zlikwidować większości
tych bandytów / mówię o przywódcach
UPA / do których dostęp wcale nie jest
taki niemożliwy. Przypominam że „ma-
tecznikiem” banderowców był Lwów w
którym też działały komórki AK !
3. Oddziały broniące Polaków to w
większości źle wyposażone grupy sa-
moobrony które organizowano napręd-
ce. Słynna 27 Wołyńska Dywizja AK
powstała przecież dopiero po najwięk-
szej fali ukraińskiego terroru, gdy więk-
szość naszych na Wołyniu leżała już w
grobach. I jeszcze jedno - niech nikt nie
mówi że po koncentracji znacznych od-
działów AK nie można byłoby przerzu-
cić ich na tereny wołyńskie; przykład
wileńskiego AK w 1944 r. kiedy doga-
dywano się z Niemcami i ewakuowano
partyzantów przed Sowietami mówi
sam za siebie. To samo można było zro-
bić w 1943 r. w przeciwną stronę,
4. Romantyczna naiwność naszego AK-
-owskiego dowództwa widoczna jest
przez całą wojnę; nie będę wymieniał
planu „Burza” i innych tematów ale
wysyłanie emisariuszy do banderow-
ców którzy po pierwszych rzeziach
mieli ułożyć stosunki AK - UPA to jest
śmieszność, tym bardziej że dowództwo
AK wiedziało o dyrektywie OUN-UPA
z 1943 r. mówiącej o izycznej elimi-
nacji Polaków na obszarach działania
upowców. Zresztą o tym jak kończyli ci
parlamentariusze dobrze wiemy,
5. Brak wyraźnej reakcji rządu w Lon-
dynie co do banderowców aż przeraża;
wydaje mi się że dalej traktowano ich
jako potencjalnych obywateli odro-
dzonej RP w granicach sprzed 1939
r. Zresztą przebaczenie gen. Andersa
Ukraińcom którzy schronili się pod
skrzydłami PSZ na Zachodzie w 1945 r.
mówi samo za siebie.
6. Co do rządu londyńskiego; ogłasza-
no spisy katów hitlerowskich w radiu
londyńskim, nie można było ogłaszać
nazwisk katów banderowskich jedno-
cześnie informując światową opinię
publiczną co do tego co wyprawiają
Ukraińcy ?
To moje przemyślenia na gorącą, bo ten
temat także mnie nie tylko nurtuje ale i
mocno denerwuje bo wydaje mi się że
nasze dzielne AK na Wołyniu się nie
popisało...
(…)….chodziło przede wszystkim o rok
1943, a dokładniej o jego drugą połowę.
Latem tego roku dochodzi do rozpętania
na wielką skalę rzezi Polaków zamiesz-
kałych na Wołyniu, a ja znajduję prawie
wyłącznie jedynie informacje o lokal-
nych oddziałach samoobrony! Aby było
ciekawiej to czasem dozbrajanych przez
niemieckiego okupanta... No więc gdzie
było wtedy nasze wojsko? Bo jak czy-
tałem coś w temacie, to znajdywałem
jedynie informacje o jakiś akcjach sabo-
tażowych skierowanych przede wszyst-
kim przeciwko niemieckim transportom
kolejowym. Coś tu jest nie tak!
I nie chodzi tu o naszych żołnierzy, ale
raczej o jakieś odgórne decyzje poli-
tyczne. Jak napisałem wcześniej, moja
wiedza w tym temacie nie jest poparta
najnowszymi opracowaniami - więc
pewnie jest daleko niepełna.
Dlatego też proszę w tym wątku wszyst-
Redakcja
Nie chodzi mi o sprowokowanie kolej-
nej zadymy, ale o zajęcie stanowiska
odnośnie opinii z jaką się spotkałem, że
[prawie] bezkarna rzeź Polaków na kre-
sach była też efektem naszej ówczesnej
„poprawności politycznej”, która naka-
zywała za wszelką cenę utrzymywanie
z Ukraińcami możliwie poprawnych
stosunków, jako z potencjalnymi, przy-
szłymi sojusznikami w walce z sowie-
tami. Zacytowaliśmy na samym wstępie
słowa internauty napisane na jednym ze
znanych forów dyskusyjnych. Podobnie
jest z pytaniem zamieszczonym w tytule
tego artykułu, z tym, że ono pojawiało
się również na kilku innych forach. Bar-
dzo dobre pytanie zadane przez poko-
lenia których nie uczono w szkole tego
ważnego rozdziału najnowszej historii
polskiego narodu. To dlatego w tym
miejscu i temacie oddamy głos inter-
nautom, publikując istotne dla sprawy
fragmenty dyskusji poszczególnych jej
uczestników.
Jeśli chodzi o ochronę ludności polskiej
na Kresach to właśnie nasza dzielna AK
się nie popisała z kilku powodów;
1. nasze władze podziemne były uprze-
dzone o zamiarach banderowców i
planowały kontrakcję czyli eliminację
przywódców upowskich przed plano-
wanymi zbrodniami,
2. upowcy uprzedzili AK i uderzyli na
bezbronną ludność polską wcześniej.
Od tego momentu następuje „ biała pla-
ma”; naszemu dowództwu nie zależy /
Nie zapomnij wydrukować,
powielić i przekazać dziadkowi
oraz tym, którzy nie mają dostępu
do internetu. Kresowiacy czekają
na swoją gazetę.
Kresowy serwis Informacyjny - strona 1
1071225668.042.png 1071225668.043.png 1071225668.044.png 1071225668.045.png 1071225668.001.png 1071225668.002.png 1071225668.003.png 1071225668.004.png
HISTORIA - WSPOMNIENIA - RELACJE
Polska samoobrona
we Wschodniej
Małopolsce
kich, którzy posiadają taką wiedzę o
wypowiedzenie się w tej sprawie……
(….)
Według posiadanych przeze mnie infor-
macji ( ale o źródła nie pytaj ) nakładały
się na siebie dwa problemy.
1/ Okręgowy Delegat Rządu miał robić
wszystko, aby na drodze pokojowych
negocjacji rozładować napięcia między
Polakami a Ukraińcami. Wyszło jak wy-
szło...
2/ Problem wojskowy- z jednej stro-
ny został wydany przez Naczelnego
Wodza rozkaz o możliwie szybkiej i
szeroko zakrojonej mobilizacji ( czy
bardziej rekrutacji ) żołnierzy „pod au-
spicjami” Okręgu AK Wołyń. Miało to
przygotować grunt do walki z Niemca-
mi. Z drugiej strony Okręgowy Delegat
Rządu miał tworzyć Państwowy Korpus
Bezpieczeństwa i Straż Obywatelską,
zapewniająca ochronę i obronę przed
atakami Ukraińców. Jak się domyślasz
część żołnierzy „była” i tu, i tu a do pro-
blemów kompetencyjnych ( zwłaszcza
w przypadku szarż już niedaleko ).
Generalnie- konlikt kompetencyjny i
pomysły na przyszłość nie ułatwiały
rozmów między Delegatem Rządu a
Komendą Główną AK.(…..)
Dodatkowo, już w trakcie mordów,
Komendant Okręgu AK Wołyń wydał
sławny rozkaz o zakazie stosowania
podobnie bestialskich metod. Nakazał
jednocześnie tworzenie samoobron, do
dyrygowania którymi mieli być prze-
znaczeni dowódcy z AK.
Tyle, że wg mnie zostało jednocześnie
wylane dziecko z kąpielą. W rozkazie
pada zakaz współpracy z Niemcami
oraz partyzantką sowiecką(….) ja nie
wiem, czy problem leżał w brakach
ludzkich i materiałowych. Dość długi
czas panowały dwa sprzeczne podej-
ścia- ugodowe i nazwijmy „oko za oko”.
Dodatkowo Delegat Rządu był w opo-
zycji do KG AK ( i odwrotnie ). (…)
pierwsze pkt samoobrony tworzył De-
legat Rządu, dopiero później osiągnięto
porozumienie z KG AK ( mam jedno-
cześnie świadomość, że cała sprawa zo-
stała rozegrana w ciągu AŻ lub TYLKO
dwóch-trzech miesięcy ).
.(….) Koledzy obarczający AK zarzutem
„stania z bronią u nogi” i przypatrywa-
nia się mordowanej ludności Wołynia
- ludności, bo UPA mordowało również
Ukraińców, mam rozumieć, że koledzy
spodziewali się wystawienia przez KG
AK kilku dywizji i to najlepiej zmotory-
zowanych, świetnie uzbrojonych w broń
maszynową.(…..)..dlaczego ani Rząd
Emigracyjny ani KG AK takich dywizji
nie wystawiła? No dlaczego? Pewnie
nie chcieli.. zapomnieli... mieli swoje
gierki polityczne jak ktoś zauważył. Oj
zła AK .. oj zły rząd w Londynie.
(…)Otóż moi drodzy: przed wojną na
terenie województwa lwowskiego Pola-
cy stanowili około 60% ludności, na te-
renie województwa wołyńskiego około
16%, województwa stanisławowskiego
ok.20% i województwa tarnopolskie-
go około 50%. Ludność ukraińska za-
mieszkująca te tereny była złowrogo na-
stawiona do wszystkiego co polskie (nie
bez winy są tu polskie akcje polonizacji,
w tym niszczenie cerkwi rękami wojska
w XXleciu międzywojennym). Ludność
ukraińska była więc w większości, i w
większości była tu wiara grekokatolicka
lub prawosławna.
Na te tereny wchodzi Armia Czerwona
czy ogólnie ZSRR, który w momencie
inwazji na Polskę miał sprecyzowa-
ne cele i zamiary wobec wszystkiego
co polskie na terenach zajętych przez
siebie. Do swojej polityki wykorzystał
i rozdmuchał do granic możliwości
wszelkie antagonizmy narodowościowe.
Dalej: za okupacji sowieckiej z tych te-
renów wywieziono na wschód około 2
mln Polaków. Czy do kolegów dociera
ta cyfra? 2 mln obywateli narodowości
polskiej. Ponad 100 tyś zostało wcielo-
nych do Armii Czerwonej i wysłanych
na granicę z Chinami. Zamordowano
około 50 tyś osób mieszkających na
tym terenie. Nie wliczam tu mordów
ogólnie rozumianych pod hasłem Katyń.
Czy koledzy mają świadomość i pojęcie
co oznaczają takie straty?(….)…co do
braku reakcji Komendy Głównej AK.
Pierwsze mordy na Polakach zaczęły
się przed wojną. W 1939 roku po wy-
buchu wojny przybrały na sile. Polskie
Państwo Podziemne dopiero się orga-
nizowało. Do momentu okupacji tych
terenów przez ZSRR i w obliczu biolo-
gicznego wyniszczenia Polaków przez
sowiety ratowano co można było i kogo
można było. Tu z ze zbrodniarzami so-
wieckimi współpracowali nasi sąsiedzi:
Żydzi i Ukraińcy, ale i komunizujący
Polacy. Wybito niemal do zera polską
inteligencję.
Gestapo i NKWD WSPÓŁPRACOWA-
ŁO w wyniszczaniu wszelkich odru-
chów organizowania się społeczeństwa
polskiego.
Konspiracja polska, czy ogólnie Pań-
stwo Podziemne okrzepło około roku
1942. W lutym tegoż roku ZWZ prze-
mianowano na Armię Krajowa i podjęto
akcję scaleniową podziemia. Pamiętaj-
my, że kadry wojskowe trzeba było two-
rzyć praktycznie od podstaw. Większość
była w olagach, w siłach na Zachodzie,
na dalekiej Syberii albo została zamor-
dowana przez jednych lub drugich oku-
pantów.
KEDYW zaczął być organizowany w
roku 1942. Pierwsze większe akcje (co
nie znaczy duże, gdzie liczbę oddziałów
partyzanckich liczymy w setkach czy
tysiącach żołnierzy) to przełom roku
42/43 (akcja Wieniec) i rok 43 kiedy te
akcje zintensyikowano.
Na Kresach, gdzie jak wspomniałem
Sowiety wyniszczyły biologicznie Po-
laków proces organizowania się pod-
ziemia był zdecydowanie trudniejszy.
Jednak oddziały samoobrony podlegały
KG AK, i oddziały sensu stricte Armii
Krajowej do obrony ludności przystąpi-
ły. 27 Dywizja powstała właśnie z nich.
Mówiąc wprost zebrano te oddziały w
jedno miejsce i zebrało się wojska na
dywizję.
Rok 1942 to złoty rok III Rzeszy. Sta-
lingrad okazał się klęską dopiero na
początku 1943, ale na terenach okupo-
wanych ta klęska - poza nadzieją - nic
nie zmieniła. Machina terroru działała
w najlepsze.
Skala wystąpień ukraińskich a przede
wszystkim sposób (czystki etniczne) z
pewnością zaskoczyły wszystkich. KG
AK również. Jak wiemy były zaplano-
wane dokładnie. To nie była przypad-
kowość. To było planowe unicestwienie
ludności polskiej ..tej która pozostała po
czystkach ZSRR.
Oczywiście możemy gdybać, że KG AK
mogła wysłać kilka plutonów egzeku-
cyjnych i odstrzelić wierchuszkę OUN
czy UPA. Ale właśnie ze względu na
brak oparcia w miejscowej ludności to
było nierealne z jakiegokolwiek punktu
widzenia. Na kresach fronty walki były:
polsko - niemieckie, polsko - ukraińskie,
polsko - radzieckie. UPA miało wspar-
cie Niemiec.
(….) Z drugiej strony w Londynie nie
dowierzano w rozmiar zbrodni. Nie do-
wierzano w Holokaust, nie dowierzano
w czystki etniczne. Ludność cywilizo-
wana tego świata nie dowierzała w pa-
lenie ludzi w piecach, nie dowierzała w
nabijanie na pal, w skalpowanie siekie-
rami itd itd.
To nie dowierzanie to nie tylko, że Po-
lacy na emigracji nie do końca wierzyli
ale po prostu nikt w to nie dowierzał.
(…….) gdzie była nasza AK to z grub-
sza temat został wyczerpany. Była tam
gdzie powinna być, czyli na posterunku.
Oddziały Samoobrony (scalone z AK
utworzyły później 27 DP) i oddziały
podległe bezpośrednio dowództwu AK
broniły ludności cywilnej tam gdzie tyl-
ko mogły. Ale reasumując wymieńmy
raz jeszcze główne aspekty sprawy:
1. Na terenach 4 województw połu-
dniowo - wschodnich stosunki etnicz-
ne zostały zmienione przez Sowietów
- zamordowano i wysiedlono z tych te-
renów około 2 mln Polaków, głównie
inteligencji - w tym prawie wszystkich
wojskowych. Brak kadry był tu jednym
z najgorszych problemów. Nowe kadry
szkoliły się już w warunkach konspira-
cyjnych.
czuła zagrożenia ze strony Ukraińców,
tym bardziej, że zdecydowana więk-
szość naszych ukraińskich współoby-
wateli działała uspokajająco względem
Polaków.
3. Po stratach poniesionych za okupa-
cji Sowieckiej starano się nie narażać
ludności cywilnej na eksterminację ze
strony Niemiec. Jak wiadomo NKWD i
Gestapo wymieniało się danymi do pew-
nego momentu o Polakach działających
na szkodę okupantów. Za posiadanie
broni była kara śmierci, za ukrywanie
partyzantów też, za pomoc partyzantom
również. Dodatkowo, w wielu miej-
scach - na Kresach zwłaszcza, trakto-
wanych przez Niemców jako zaplecze
frontu- obowiązywały restrykcyjne za-
rządzenia np. na wyjazd z jednej gmi-
ny do drugiej należało mieć oddzielną
przepustkę. Brak takowej oznaczał karę
śmierci lub w najlepszym razie obóz.
WOJEWÓDZTWO TARNOPOLSKIE
Mohort
POWIAT BRODY
Sejm RP składa hołd (...) członkom Ar-
mii Krajowej, Samoobrony Kresowej i
Batalionów Chłopskich, którzy podjęli
dramatyczną walkę w obronie polskiej
ludności cywilnej… (z uchwały Sejmu
z dnia 15 lipca 2009)
Składając ten hołd raczej nie wiedzieli
posłowie, jak mało wiadomo o samo-
obronie kresowej, szczególnie tej w
trzech południowo-wschodnich woje-
wództwach II RP.
O ile o samoobronie wołyńskiej wiemy
sporo dzięki wspomnieniom Henryka
Cybulskiego, monograii Siemaszków
i innym pracom, o tyle wiadomości o
samoobronie w Małopolsce Wschod-
niej rozproszone są po wielu źródłach.
O ile wiem, nie powstała żadna pra-
ca kompleksowo naświetlająca temat
tamtejszych samoobron. Pisze Sta-
nisław Jastrzębski w książce pt. „Sa-
moobrona Polaków na Kresach Połu-
dniowo-Wschodnich II RP w latach
1939-1946”:
4. Nasycenie terenu oddziałami UPA
(nie były to duże oddziały ale było ich
stosunkowo dużo), brak większych
możliwości aprowizacyjnych, zwar-
tych dużych kompleksów leśnych nie
pozwalał na utrzymywanie większych
i aktywnych oddziałów partyzanckich.
Oraz o czym wcześniej wspomina-
łem, straty biologiczne Polaków, były
tak duże, że pozostałych nie narażano
na akcje pacyikacyjne ze strony Nie-
miec. Jak się takie pacyikacje kończyły
wiadomo z terenów kielecczyzny i za-
mojszczyzny.
(…..) Sprawę Kresów komplikuje fakt,
że o ile do kwietnia 1943 mordy na Kre-
sach można było uważać za wewnętrzną
sprawę Polski (jedni obywatele przeciw
innym obywatelom) o tyle w kwietniu
sprawa nabrała trochę innego wymiaru
i moim zdaniem może wskazywać na
długie ręce NKWD czy ogólnie ZSRR.
Otóż:
13 kwietnia Niemcy ogłaszają o odnale-
zieniu grobów w Katyniu.
26 kwietnia ZSRR zrywa stosunki z
Polską.
wiosna 43 nasilenie mordów na Pola-
kach
maj odezwa Jankowskiego
maj - dowódca okręgu AK zaleca utwo-
rzenie dużych ośrodków samoobrony
Huta Pieniacka – od czerwca 1943r. na-
pływali do niej uciekinierzy z Wołynia
a później z okolicznych wsi. W sumie
w Hucie mogło przebywać 1500 osób.
We wsi była samoobrona, kwaterowała
kompania AK i 60-osobowy oddział Ke-
dywu. Współpracowano z partyzantką
sowiecką. Huta kilkakrotnie odpierała
ataki słabych bojówek UPA. 23.02.1944
obrońcy Huty zabili kilku żołnierzy SS
„Galizien” wziętych za upowców. W
odwecie 28.02.1944 wieś została cał-
kowicie zniszczona a ludność wymor-
dowana przez oddział SS „Galizien” i
UPA. Dowódcę AK we wsi, Kazimierza
Wojciechowskiego torturowano, oblano
łatwopalną cieczą i podpalono.
W świetle dotychczasowego stanu wie-
dzy na temat liczby placówek samo-
obrony i ich członków, a nawet strat oso-
bowych w czasie walk z banderowcami,
brak jest dokładnych danych, ponieważ
dotychczas nie podejmowano żadnych
instytucjonalnych prac badawczych w
tym zakresie a obliczenia szacunkowe
budzą wątpliwości. Podjęcie takich ba-
dań po upływie pół wieku od zaistnia-
łych wydarzeń jest niezwykle trudne.
Podkamień – szacuje się, że włącznie
z mieszkańcami miasteczka w podka-
mieńskim klasztorze chroniło się do
2000 osób. Istniała tam samoobrona zło-
żona przez pracowników leśnictwa, kie-
rowana przez inż. Kazimierza Sołtysika,
zdolna do odstraszania banderowców.
W marcu 1944r. niemiecki dowódca
oddziału SS „Galizien”, kpt. Lang, na-
kazał załodze zdanie broni i opuszcze-
nie klasztoru przez mężczyzn od 17 do
45 lat. Spowodowało to dezorganizację
samoobrony i panikę wśród ludności,
wdarcie się upowców do klasztoru i
zamordowanie 400-600 osób w całym
Podkamieniu.
Wielu świadków odeszło już na wieczną
wartę, a z dowodów w postaci doku-
mentów nie można w pełni skorzystać,
gdyż po prostu nie zachowały się w ar-
chiwach, zostały zniszczone albo ich w
ogóle nie było.
Teraz moje gdybanie:
1. wydaje mi się, że sprawa Ukraińców
była zamiatana pod dywan i za II RP i
w Państwie Podziemnym niewiele się
zmieniło pod względem działania, bo
mentalnie nastąpił zwrot o 180 stopni.
2. Sprawą Kresów zajęto się lepiej po
zerwaniu stosunków dyplomatycznych
przez ZSRR, więc wysnuwam wniosek,
że zaczęto sobie zdawać sprawę tak w
Londynie jak i w Warszawie, że ZSRR
nie zrezygnował z terenów zagarniętych
układem Ribbentrop-Mołotow.
3. Państwo Podziemne w obliczu walki
z oboma okupantami (do 1941 roku i od
1944) i w obliczu walki z jednym oku-
pantem(41-44 Niemcy) nie było przygo-
towane do rozwiązywania swoich spraw
wewnętrznych obejmujących stosunki
narodowościowe na terenach Rzeczy-
pospolitej. odkładając te sprawy na „po
wojnie”, wierząc , że RP pozostanie w
niezmienionymi granicami wschodnimi,
co potwierdzały umowy z ZSRR oraz
fakt, że mimo wkroczenia Sowietów 17
IX nie byliśmy z nimi w stanie wojny co
przy ciągłości rządów RP dawało gwa-
rancje (złudne ale jednak), że wszelkie
umowy - nie zerwane wypowiedzeniem
wojny - nadal obowiązują. Tylko takie
tłumaczenie wg. mnie usprawiedliwia
nie wypowiedzenie wojny ZSRR i roz-
kaz nie walczenia z Sowietami wydany
przez Śmigłego.
Szanowni czytelnicy, nie będziemy w
tym miejscu oceniać tych wypowiedzi,
chociaż należy przyznać, że ich autorzy
wykazali się znaczną wiedzę w temacie
i należy z tego się tylko cieszyć. Ozna-
cza to, że w celu jej pogłębienia, sięgali
do wszystkich możliwych źródeł. To na-
pawa optymizmem, ale przy trwającym
procesie zakłamywania historii, pytanie
to nadal będzie się pojawiać i dlatego
dopóki do szkół nie trai prawda , musi-
my publikować ją na każdym kroku
Niemniej można pokusić się o pewne
zarysowanie sytuacji samoobron w Ma-
łopolsce Wschodniej, szczególnie na tle
Wołynia. Niewątpliwie była ona dużo
lepsza. Większe nasycenie tych ziem
ludnością polską, relatywnie mniejsza
aktywność UPA i późniejsze rozpoczę-
cie w niej ludobójstwa spowodowały, że
małopolskie samoobrony miały więk-
sze szanse powodzenia.
Inne samoobrony w powiecie: Hucisko
Brodzkie, Koniuszków, Majdan Pie-
niacki
O ile przetrwanie placówki samoobrony
na Wołyniu było wyjątkiem, o tyle w
Małopolsce już niemal regułą. Uzbro-
jenie było równie fatalne. Broń palną
wykopywano z pobojowisk, pokątnie
kupowano od żołnierzy w służbie oku-
panta. Sporadycznie broń pochodziła z
alianckich zrzutów. To nie wystarczało,
więc dominowała broń biała – siekiery,
widły, kosy itp. Niekiedy rola samo-
obrony ograniczała się tylko do pełnie-
nia wart i ostrzegania przed napadem.
POWIAT BRZEŻANY
Niestety w wielu miejscowościach sa-
moobrony nie zostały założone, szcze-
gólnie w tych, w których dominowali
Ukraińcy. Obawiano się, że zostanie
to przez nich odebrane jako prowoka-
cja, ponadto narażano się na ukraiński
donos, najczęściej o posiadaniu broni
palnej. Los ludności polskiej w takich
wsiach był najgorszy.
Samoobrony istniały we wsiach Huci-
sko, Taurów, Kozowa
POWIAT BUCZACZ
Jazłowiec – po zabiciu ks. Kraśnickie-
go przez nacjonalistów ukraińskich
(7.12.1943) odbyło się zebranie miesz-
kańców, którzy powołali samoobronę z
oicerem rezerwy Wojciechem Zieliń-
skim na czele. Na każdej ulicywyzna-
czono jeden budynek na tzw. wartownię.
Wartownicy cały czas patrolowali teren.
Dysponowali tylko bronią białą (kosy,
szable, bagnety, siekiery itp.), ewentual
Przedstawiam poniżej krótkie informa-
cje na temat samoobron w Małopolsce
Wschodniej, które udało mi się zgro-
madzić. Zdaję sobie sprawę, że to tylko
drobny fragment całości, jednak wart
pokazania.
Zestawienie ogranicza się (z małymi
wyjątkami) do samoobron wiejskich i
tylko do okresu okupacji niemieckiej.
2. Nawet po pierwszych mordach w
do początków 1943 ludność polska nie
Kresowy serwis Informacyjny - strona 2
1071225668.005.png 1071225668.006.png 1071225668.007.png 1071225668.008.png 1071225668.009.png
HISTORIA - WSPOMNIENIA - RELACJE
napadu UPA samoobrona stawiła słaby
opór i przegrałaby, gdyby nie niespo-
dziewane pojawienie się frontowych
wojsk sowieckich, co spowodowało
ucieczkę upowców.
Inne samoobrony w powiecie: Janów,
Łoszniów, Mytnica, Podhajczyki Justy-
nowe, Sorocko
POWIAT ZALESZCZYKI
nie ukrytą bronią palną. Połowa domow-
ników w każdym domu miała czuwać a
połowa odpoczywać, śpiąc w ubraniach.
Ustalono sygnały alarmowe w postaci
bicia w kotły i szyny kolejowe. W wy-
niku tych środków ostrożności podczas
okupacji niemieckiej banderowcy nie
napadli na Jazłowiec.
Inne samoobrony w powiecie: Małowo-
dy, Panowice, Sokołów, Toustobaby
listów „Małą Warszawą”. Mogło się w
niech chronić ponad 5000 Polaków.
leckie. Broń zdobywano wykopując z
pobojowisk lub kupowano od Węgrów
i Słowaków. Zgromadzono ok. 50 ka-
rabinów, 3 rkm, 1 ckm. Dowódcą AK i
zarazem samoobrony był por. rez. Euge-
niusz Maceluch. Wieś podzielono na 3
rejony, każdy broniony przez jeden plu-
ton. Utworzono stanowiska strzeleckie,
schrony i ziemianki. System wartowni-
czy obejmował trzecią część załóg, resz-
ta trwała w pogotowiu bojowym.
POWIAT PRZEMYŚLANY
Inne samoobrony w powiecie: Ostapie,
Połupanówka
POWIAT TARNOPOL
Ponadto istniała samoobrona w Hucie
Nowej.
Czerwonogród-Nagórzany-Nyrków –
samoobrona licząca 100 mężczyzn i
kilkanaście kobiet, dobrze uzbrojona
w broń palną (w tym kilka erkaemów).
Wiele murowanych budynków sprzy-
jało obronie. Od stycznia 1944 system
wart i patroli. Główna wartownia mie-
ściła się w Domu Ludowym, w kościele
gromadziły się kobiety i dzieci.
POWIAT CZORTKÓW
Inne samoobrony w powiecie: Bukowi-
na, Milno, Reniów, Załoźce
POWIAT ZŁOCZÓW
Inne samoobrony w powiecie: Bura-
kówka
Hanaczów – AK w Hanaczowie dowo-
dził rtm. „Głóg”. Już od początku 1943r.
dowództwo AK wyznaczyło warty, któ-
rych zadaniem była obserwacja bande-
rowców. W tamtym czasie wieś liczyła
ok. 3000 mieszkańców, w tym około
1000 uchodźców z Wołynia. 2 lutego
1944 silna hanaczowska samoobrona z
trudem odparła atak UPA. Banderowcy
spalili 70 gospodarstw, zabili 110 osób.
Od 10 lutego AK w Hanaczowie dowo-
dził por. Jastrzębski „Strzała”. Po na-
padzie przystąpiono do budowy umoc-
nień i tworzenia „trójkąta obronnego”
(kościół-szkoła-klasztor). Rozciągnięto
zasieki z drutu. Dzień i noc mężczyźni
pełnili warty. 9 kwietnia UPA ponownie
zaatakowała Hanaczów. Szturm został
odparty kosztem 66 zabitych (wliczając
ludność cywilną). Obroną dowodził już
kpt. „Julian”. Mimo zwycięstwa znacz-
na część wsi uległa spaleniu.
Po tym napadzie przez cały kwiecień
trwała ewakuacja Hanaczowian do in-
nych miejscowości. Na początku maja
1944 we wsi zostało ok. 60 obrońców
oraz 110-140 cywili, którzy nie mo-
gli bądż nie chcieli jej opuścić. Hana-
czowscy akowcy nie ograniczali się do
samoobrony, przeprowadzali również
antyniemieckie akcje dywersyjne, co
sprowadziło 2. maja 1944 na wieś pa-
cyikację przeprowadzoną przez dwie
kompanie SS, żandarmerię i gestapo
z 3 czołgami, działami i granatnikami.
Wobec takiej przewagi wroga akowcy
ograniczyli się do prób przebicia z okrą-
żenia lub ukrycia w zamaskowanych
bunkrach. Zginęło 16 polskich żołnierzy
i ok. 30 cywilów, wieś została całkowi-
cie zniszczona.
POWIAT ZBARAŻ
Chodaczków Wielki – istniała samo-
obrona dysponująca pewną ilością broni
palnej, odstraszająca skutecznie bande-
rowców. Nie odegrała roli podczas pa-
cyikacji przez SS „Galizien”
Kosów i Chomiakówka – w oparciu o
AK istniała samoobrona pod dowódz-
twem Pawła Michaliszyna. Od połowy
1943r. zorganizowano warty i patrole
uzbrojone w broń białą. W wielu miej-
scach zainstalowano gongi, szyny i łu-
ski armatnie służące do podnoszenia
alarmu.
Inne samoobrony w powiecie: Cebrów,
Kokutkowce
POWIAT TREMBOWLA
Huta Wierchobuzka – istniała licz-
na samoobrona dysponująca niezłym
uzbrojeniem. Nie była jednak w stanie
odeprzeć ataku ok. 300 banderowców w
dniu 20.03.1944. Zginęło ok. 50 miesz-
kańców wsi.
Inne samoobrony w powiecie: Kolen-
dziany, Szmańkowczyki
Wicyń – pod kierunkiem żołnierza AK
– Marcina Barabasza ps. „Soplica” ist-
niała tam silna samoobrona, do której
ściągali uchodźcy z innych wsi. Łącz-
nie z mieszkańcami wsi mogło ich być
do 5000. Teren wsi podzielono na 136
odcinków obronnych. Wykopano sieć
rowów strzeleckich i obronnych, dla
ludności pobudowano schrony. UPA na-
padała na Wicyń trzykrotnie. Najwięk-
szy napad został odparty w nocy z 9 na
10.04.1944, zginęło 19 obrońców wsi i
kilkudziesięciu upowców. Wicyń udzie-
lał pomocy partyzantom sowieckim.
Nie mogąc sobie poradzić z Wicyniem,
nacjonaliści ukraińscy sprowadzili na
wieś pacyikację SS „Galizien”, w któ-
rej spalono połowę gospodarstw i roz-
strzelano 26 osób. Niemcy aresztowali
ok. 200 mężczyzn, których przez 3 dni
trzymano w miasteczku Pomorzany. Po
zwolnieniu z aresztu wicyniacy manife-
stacyjnie wrócili do wsi.
Berezowica Mała – od rzezi wołyńskiej
wystawiano nocne warty. W przypadku
niebezpieczeństwa podnoszono alarm –
trąbiono, bito w gongi i inne metalowe
przedmioty. To pozwalało na odstrasze-
nie bojówek banderowskich. W wyniku
niefortunnych okoliczności, 22.02.1944
wieś została zniszczona przez UPA i
zginęło 131 polskich mieszkańców.
POWIAT KAMIONKA STRUMIŁO-
WA
Bodzanów – po napadzie banderowców
na gospodarstwo Michalaka (lato 1943),
gdzie zabito kilku ukrywających się
Żydów i raniono syna gospodarza, ko-
mendant AK w Bodzanowie, st.wachm.
Franciszek Jaworski – „Waligóra” za-
rządził przygotowanie do obrony trud-
nych do podpalenia domów. Placówki
te obsadzano na noc uzbrojonymi męż-
czyznami. Pierwszy napad odparto na
przełomie stycznia i lutego 1944. Wo-
bec narastania zagrożenia dowództwo
samoobrony postanowiło ograniczyć
obronę do rejonu zamku, gdzie chroniła
się ludność i tak dotrwano do nadejścia
Armii Czerwonej.
Hrycowce-Kretowce-Jacowce – kil-
kakrotnie odparły ataki banderowców.
Pododdział samoobrony liczył 150 ludzi
dobrze uzbrojonych, zwłaszcza w broń
maszynową.
Tarasówka – po rzezi na pobliskim Wo-
łyniu wieś zorganizowała samoobronę
polegającą na gromadzeniu się ludności
na noc w kilku murowanych budynkach
oraz zorganizowaniu wartowni, gdzie
czuwali uzbrojeni mężczyźni. Broni
palnej było mało, uzbrajano się w widły,
siekiery, tasaki itp. Teren przeczesywa-
ły patrole. 14.01.1944 przepędzono ze
wsi bojówkę UPA. Więcej napadów nie
było.
Budki Nieznanowskie – organizatorami
samoobrony byli kapitan AK Dobiecki i
ks. Józef Skarabalak, były kapelan woj-
skowy. W marcu 1944 samoobrona sku-
tecznie odpierała ataki bojówek UPA.
Ludność chroniła się w lesie lub w po-
bliskim tartaku, gdzie stacjonowała gru-
pa kilkunastu żołnierzy niemieckich. W
kwietniu w wynikufałszywego oskarże-
nia ukraińskiego dowódca Wehrmachtu
nakazał Polakom opuścić Budki. Część
mieszkańców uciekła, część została wy-
wieziona na roboty lub rozstrzelana.
POWIAT RADZIECHÓW
Inne samoobrony w powiecie: Kozaki,
Maruszka, Opaka, Sobolówka, Ścianka,
Usznia, Woroniaki Strutyńskie
WOJEWÓDZTWO STANISŁAWOW-
SKIE
Boryczówka – działały nocne dyżury,
patrole, obowiązywał zakaz opuszcza-
nia wsi. Nad organizacją samoobrony
czuwali członkowie AK. Rozpuszcza-
no fałszywe informacje o wielkiej sile
ognia Boryczówki. W razie niebezpie-
czeństwa bito w dzwony, używano także
relektora do oświetlania okolicy. Przej-
ściowo stacjonowali we wsi partyzanci
sowieccy. Boryczówka stała się ona
schronieniem dla Polaków z sąsiednich
wiosek.
Inne samoobrony w powiecie: Czahary
Zbaraskie, Dobrowody, Maksymówka,
Netreba
POWIAT ZBORÓW
Panasówka – w okresie pogromów
zorganizowano samoobronę. Słabe
uzbrojenie i brak wsparcia z zewnątrz
zaskutkowały zniszczeniem wsi przez
banderowców (15.10.44). Dowódca
samoobrony „Szklanny” został oblany
naftą i spalony żywcem.
Inne samoobrony w powiecie: Berbeki,
Maziarnia
POWIAT PODHAJCE
Dobrowody i Kowalówka – we wsiach
istniały współpracujące ze sobą samo-
obrony oparte na strukturach AK, dys-
ponujące pewną ilością broni palnej.
Ponadto żyły one w zgodzie z miejsco-
wymi Ukraińcami, przez co do napadu
UPA nie doszło.
Pawłów – samoobrona licząca 50 osób
Tiutków – w 1943 r. Polacy zaczęli
organizować samoobronę. Brakowa-
ło broni palnej. Podstawowym uzbro-
jeniem były widły i siekiery. Na noc
wystawiano warty. 12.03.1944 podczas
Trościaniec Wielki – już w 1941 r. po-
wstała tam organizacja konspiracyjna.
Z czasem zaprzysiężonych zostało 200
żołnierzy. Prowadzono szkolenia strze
POWIAT SKAŁAT
Kaczanówka – istniała sprawnie zorga-
nizowana samoobrona, która odstrasza-
ła banderowców, zwana przez nacjona
Kresowy serwis Informacyjny - strona 3
1071225668.010.png 1071225668.011.png 1071225668.012.png 1071225668.013.png 1071225668.014.png 1071225668.015.png 1071225668.016.png 1071225668.017.png 1071225668.018.png 1071225668.019.png 1071225668.020.png 1071225668.021.png 1071225668.022.png 1071225668.023.png 1071225668.024.png
HISTORIA - WSPOMNIENIA - RELACJE
Banderowcy i
oczekiwanie frontu
Mizuń (pow. Dolina),
Tyszkowce (pow. Horodenka),
Bednarówka, Bitków, Św. Józef (pow.
Nadwórna),
Meducha, Dubowce (pow. Stanisła-
wów)
Chromohorb, Korczunek, Łukowiec
(pow. Stryj)
Terka – wiosną 1944 najbardziej zagro-
żeni Polacy pod dowództwem Józefa
Pawłusiewicza utworzyli obóz samo-
obrony w trudno dostępnej części lasu.
Początkowo w obozie było 56 osób. W
maju 1944 już 120 ludzi. W lipcu 1944
do obozu dołączyło partyzanckie zgru-
powanie „Muchy”-Kunickiego.
POWIAT SAMBOR
panować coraz radośniejsza atmosfera,
którą jednak skutecznie mąciło mordo-
wanie Polaków przez Ukraińców. Ma-
sowe egzekucje nasilały się szczególnie
na Wołyniu. Polska ludność opuszczała
swe majątki i chroniąc życie uciekała
do miejscowości, gdzie było dużo Po-
laków. Wielu uciekinierów przybyło do
Trościańca. Gospodarze przyjmowali
ich do swych domów, choć często było.
już bardzo ciasno. Jednak nikt nie my-
ślał o wygodzie. U nas zamieszkała ro-
dzina Tymrakiewiczów z Zagórza - Pie-
trówki, której głową był Michał. Był on
stryjem mojego szwagra Józia Tymra-
kiewieża. Banderowcy ukraińscy graso-
wali i mordowali wszędzie dookoła, ale
do Trościańca nie podchodzili w obawie
przed dużą liczbą Polaków.(……)
Pewnej jasnej księżycowej nocy obu-
dziły nas strzały z karabinów maszyno-
wych. Zerwaliśmy się z łóżek na proste
nogi i podbiegliśmy do okien. Zobaczy-
liśmy, że na wyściełanej słomą furman-
ce jadącej od strony Manajowa klęczy
5 lub 6 mężczyzn. Konie szły szybkim
krokiem. Strzały dobiegały z kierunku
gospodarstwa Władka Dzika, który był
najbogatszym gospodarzem we wsi i
mieszkał w niewielkim oddaleniu od
zwartych zabudowań, od północy, na
Zagumiennikach. Okazało się, że jego
dom został okrążony przez ukraińskich
napastników. Władek z rodziną uciekł
na strych i z posiadanej broni odpowia-
dał ogniem na każdy strzał. Banderow-
cy nie mogli dostać się do środka przez
okna, bo były tam szczególnie solidne
okiennice. Na pomoc bratu przybył
Jasio Dzik z kilkoma innymi mężczy-
znami. Napastnicy postanowili skapi-
tulować i uciekli na północ w kierunku
Hnidawy. Rano na miejscu strzelaniny
ludzie znaleźli cywilną czapkę. Władek
Dzik postanowił przenieść się czasowo
do swego drugiego brata - Antka. Całe
zajście było dla nas sygnałem, że należy
wzmóc czujność i wzmocnić posterunki
wartownicze. Nie wszyscy mieli broń.
Tato wyjął wówczas schowany pisto-
let, który onegdaj Skałuba ukrył pod
wierzbą. Niestety, źle zakonserwowany
pistolet skorodował przez trzy lata prze-
chowywania. Nie pomogły nasze stara-
nia aby przywrócić go do stanu używal-
ności. Mężczyźni uzbrajali się w widły
na długich sztylach. Inni osadzali kosy
na sztorc, jak za czasów Kościuszki pod
Grochowcami.
Kazimierz Olender
Antoniówka (pow. Żydaczów)
POWIAT LWÓW
WOJEWÓDZTWO LWOWSKIE
W niedzielę 15 sierpnia 1974 roku, po
otrzymaniu zaproszenia od bratanicy
mojego teścia Kazimierza Mrozka, po-
stanawiam razem z córką Anną odbyć
podróż do ziemi moich przodków, do
Trościańca Wielkiego, który widziałem
po raz ostatni 29 lat temu. (…)Wysiada-
my w Białokiernicy - rozglądam się. Od
północy, za znanym mi dobrze wznie-
sieniem, mój kochany Trościaniec. Już
chciałbym tam być. Mam wrażenie, że
jestem u mamy. Powietrze jest lepsze
niż gdzie indziej, pachnie tak samo jak
wtedy, takie podolskie, nasze. Przy ro-
wie wypływa źródło, przy nim - garnu-
szek zawieszony na sznurku. Czerpię
wodę i piję do dna.
Na drugi dzień idę pieszo do Trościań-
ca oddalonego o jakieś dwa kilometry
od Białokiernicy. Droga jest już nowa,
ciągnie się od stawu olejowskiego przez
Zabrzeziny aż do placu stryjny Katarzy-
ny Olender - Kowalichy, przez ogród i
podwórze naszego sąsiada Kazimierza
Kusiaka. Wszystkie trakty wyglądają
inaczej niż kiedyś, pozmieniano je, by
zatrzeć ślady, że kiedykolwiek żyli tu
Polacy.
Jest po żniwach, dookoła bujna, sre-
brzysta ściernią po pszenicy. Stoję na
naszym placu, tam gdzie był mały sad
i pasieka. Niestety, domu już nie ma. W
tym miejscu biegnie dzisiaj droga. Biorę
do ręki garść ziemi, wącham ją - pach-
nie tak samo jak kiedyś. Rozglądam się
dookoła, głucha cisza, ani żywej duszy.
Gdzieś w oddali słyszę tylko szczekanie
psa.
Stoję w zadumie, prawie nieruchomo, z
tą garścią ziemi. W wyobraźni widzę to
wszystko, co było tu jeszcze pod koniec
marca 1944 r. - pobielony dom kryty
blachą, sad, pasiekę. Nie ma czego do-
tknąć, ta sama pozostała jedynie ziemia,
po której stąpali moi pradziadowie, ro-
dzice i rodzeństwo.
Gdzie się podziała ta duża, wesoła, lud-
na i rozśpiewana wieś - jak pisał o niej
nasz rodak Jan Łaciak z Ostródy. Przy-
pominam sobie tamte chwile i prawie
słyszę śpiew: „Podole, Podole, okiem
nie zmierzone” albo „Na Podolu biały
kamień, Podolanka siedzi na nim”.
Muszę wracać do Białokiernicy.
Na drugi dzień idę z córka, by pokazać
jej miejsce, w którym się urodziłem.
Tłumaczę jej, gdzie stał dom, wymie-
niam wszystkich sąsiadów - pamiętam
ich dokładnie.
Kierujemy się na nasze pole. Wszystko
obsiane zielonym rzepakiem. Stajemy
na skarpie naszego łanu. Z tego miejsca
było kiedyś widać biały klasztor w Pod-
kamieniu. Niestety, mglista pogoda nie
pozwala nacieszyć się tym widokiem.
Gdy tak stoimy, od strony Zakarszemek
pędzi krowę rodzeństwo Jaśnijów: Ma-
ria i Józef. On urodzony jeszcze w 1905
r. Pytam ich, jak można dostać się do
kościoła. Powiadają, że sąsiad ma klucz.
Idziemy więc do niego. Po drodze py-
tam, kto i kiedy rozebrał nasz dom, któ-
ry ocalał. Odpowiadają, że Ukraińcy z
Łopuszan.
- Dlaczego w nim nie zamieszkaliście?
- drążę. Mówią, że bali się, gdyż my-
śleli, że po skończonej wojnie Polacy
powrócą.(…) Zadaję im mnóstwo py-
tań: przede wszystkim, co działo się po
naszym wyjeździe. Pani Maria przez łzy
opowiada, że mieli tu Sodomę i Gomorę
- w dzień przychodziła władza sowiecka
za kontyngentem, a w nocy bandy UPA
za żywnością. Potem zaczęli osiedlać się
tu przybysze znad Sanu, z hrubieszow-
skiego i przemyskiego. Oni to właśnie
wiedli prym w Trościańcu. (…..) Wróci-
ły wspomnienia. Wiosną 1943 r. Niem-
cy zaczęli się wycofywać. Stalingrad i
Moskwa były już wolne. Front był już
pod Kijowem, a z nim wciąż bliższa wi-
zja wyzwolenia. W Trościańcu zaczęła
POWIAT BÓBRKA
Czukiew – Polacy po otrzymaniu we-
zwania z OUN-UPA do opuszczenia
wsi zorganizowali samoobronę i system
wart. Nie dysponowano jednak bronią
palną. Wieś ochroniło niespodziewane
zakwaterowanie w niej kompanii woj-
ska niemieckiego, co odstraszyło upo-
wców.
POWIAT ŻÓŁKIEW
Biłka Królewska–Biłka Szlachecka –
silna samoobrona oparta częściowo na
strukturach AK. Biłki odbierały zrzuty
alianckie, z których udawało się uszczk-
nąć część broni.
Biłkę Królewską osłaniało 11 drużyn sa
Brzozdowce – istniała skuteczna samo
obrona, w której chronili się również
mieszkańcy okolicznych wsi i kolonii.
Banderowcy nie odważyli się zaatako-
wać Brzozdowiec.
moobrony sformowanych w 4 plutony.
Komendantem wsi był plut. Stanisław
Wojdyła. Specyiczny charakter miała
wartownia w folwarku, gdzie kwatero-
wali żołnierze niemieccy. Z uwagi na
ich obecność członkowie samoobrony
(drużyna Józefa Podkowy) obnosili się
tylko z bronią białą (kosy, widły, sie-
kiery). Z czasem Niemcy zrezygnowali
z wystawiania własnych wart, zaczęli
dawać Polakom swoje karabiny, sami
idąc spać.
W Biłce Szlacheckiej zorganizowano 12
plutonów samoobrony.i dwa oddziały
odwodowe w liczbie 40-50 ludzi każda.
Obie Biłki były otoczone rowami strze-
leckimi i wartowniami. Mężczyźni nie-
zdolni do walki mieli obowiązek ochro-
ny przeciwpożarowej. Każde obejście
miało wykopany schron z kilkoma za-
maskowanymi wejściami.
Dokument z 15.03.1944 podawał: „Bił-
czanie mówią, że nie boją się napadu
nawet 2-tysięcznej bandy (...); w nocy
mają u siebie Polskę, a w dzień okupację
(...). Ludność zorganizowała się sama –
ma sporo karabinów i pistoletów, ale
amunicji bardzo mało.” Od marca do
czerwca 1944 samoobrona Biłek odpar-
ła 4 ataki UPA.
Inne samoobrony w powiecie: Stare
Sioło, Szpilczyna
Samoobrony istniały w następujących
miejscowościach: Łanowice, Stanisłów-
ka, Uherce Zapłatyńskie.
POWIAT BRZOZÓW
W literaturze znalazłem informację
świadczącą, że członków polskich
samoobron na Kresach Południowo-
-Wschodnich mogło być około 50 tysię-
cy. Po przejściu frontu większość z nich
zostało powołanych do Wojska Polskie-
go. Ochronę ludności w dużej mierze
przejęły tzw. Istriebitielnyje Bataliony,
ale to już temat na inną okazję.
Materiał został wcześniej opublikowany
Dynów – silna samoobrona pod kierow-
nictwem AK. W niektórych okresach
liczba uciekinierów przewyższała liczbę
mieszkańców Dynowa.
/redakcja
Nozdrzec – do samoobrony należało ok.
150 mężczyzn. Ludność chroniła się w
zabudowaniach i pałacu Skrzyńskich.
Inne samoobrony w powiecie: Dylągo-
wa, Wara
Inne samoobrony w powiecie: Basiów-
ka, Czyszki, Krotoszyn, Pustomyty, So-
kolniki
POWIAT JAROSŁAW
POWIAT MOŚCISKA
Można było zdobyć broń także w inny
sposób. Z okolicznych ukraińskich
wiosek, gdzie nie było młynów, przy-
jeżdżali chłopi i przywozili zboże do
zmielenia w naszym młynie. Organi-
zatorzy obrony Trościańca wpadli na
pomysł nawiązania kontaktu z nimi, bo
było powszechnie wiadomo, że dyspo-
nowali oni dużą ilością broni i amunicji
zabranej polskim, a później rosyjskim
żołnierzom. Najpierw rozmawiano ze
znajomymi Ukraińcami, do których
miano większe zaufanie. Ponieważ ko-
lejki do przemiału były bardzo długie
(często czekało się po 2-3 doby), suge-
rowano chłopom, że będą mogli oddać
swe zboże poza kolejnością i otrzymać
jeszcze dodatkową zapłatę, jeśli do-
starczą karabiny lub amunicję. Plan się
powiódł. Ukraińscy chłopi zaczęli przy-
wozić broń, którą przemycali na różne
sposoby. Jedni wiązali ją pod wozem,
inni ukrywali w workach ze zbożem.
Wszyscy jednak usilnie prosili o dys-
krecję. Bardzo bali się banderowców i
ich zemsty.
Laszki – samoobrona złożona z ok. 50
uzbrojonych ludzi. Ukraińcy nazywali
wieś „warszawską twierdzą”.
Samoobrony istniały w następujących
miejscowościach: Balice, Lacka Wola-
-Trzcieniec, Lipniki-Strzelczyska, Pni-
kut, Sądowa Wisznia
POWIAT LESKO
POWIAT RUDKI
Przypomina mi się pewne zdarzenie z
grudnia 1943 r. Była jasna księżycowa
noc, a śnieg skrzypiał pod nogami. Oko-
ło godz. 21.00 na krzyżówce obok igu-
ry Zarębowskiego stała już warta i cze-
kała na zmienników. Jednym z nich miał
być mój tato. Poprosił mnie, żebym go
przez jakiś czas zastąpił, a on przyjdzie
nieco później. Poszedłem tam i pełniłem
Ustrzyki Dolne – po odejściu wojsk nie-
mieckich Polacy zorganizowali samo-
obronę, której bazą były budynki zakła-
du Rainerii Ropy.
Samoobrony istniały w następujących
miejscowościach: Buczały, Chłopy, Ma-
linów-Tuligłowy, Pohorce
Kresowy serwis Informacyjny - strona 4
1071225668.025.png 1071225668.026.png 1071225668.027.png 1071225668.028.png 1071225668.029.png 1071225668.030.png 1071225668.031.png 1071225668.032.png 1071225668.033.png 1071225668.034.png 1071225668.035.png 1071225668.036.png 1071225668.037.png 1071225668.038.png
HISTORIA - WSPOMNIENIA - RELACJE
Zasmyckie zgrupowanie
samoobrony ludności polskiej
Wiesław Donajski
wartę ze starszymi i chłopcami w moim
wieku. Byli wśród nich: Franio Wojty-
na, Józio Trymbulak, Bronek Tymra-
kiewicz i Stasio Dajczak z folwarku.
Starsi mieli przy sobie broń, której lufy
od czasu do czasu wystawały spod po-
łów płaszcza. Ja miałem przy sobie drut
o średnicy około 7 mm z zakrzywioną
rękojeścią i zaklepanym w formie stoż-
ka końcem. Nagle spostrzegliśmy, że
od strony młyna, saniami ciągniętymi
przez dwa konie, jedzie chłop i wiezie
4-5 worków mąki. Starsi postanowili, że
zrobimy rewizję na saniach. Kiedy ukra-
iński chłop skręcił w prawo w kierun-
ku Manajowa starsi doskoczyli do sań i
na oczach przerażonego chłopa Franio
Wojtyna zaczął przekłuwać worki moim
drutem. Chłop poprosił nas, żebyśmy
nie podarli worków i powiedział, że je-
śli go nie przepuścimy, to on wraca do
młyna. Kazaliśmy mu wrócić. Po chwili
przyjechał ponownie w towarzystwie
jednego z mieszkańców Trościańca,
który uświadomił nas, że chłop właśnie
przywiózł do młyna wiele sztuk broni i
amunicji. Poprosił, żebyśmy przepuścili
Ukraińca.
ką cenę usiłowali utrzymać miasto pod
swoją okupacją. Trwała ofensywa so-
wiecka. Był to styczeń 1944 r. Ciągle
słyszeliśmy detonacje. Wcześniej, jesz-
cze w listopadzie, pamiętam pewien
bezwietrzny, pochmurny dzień. Tato
akurat woził obornik na słotowe pole,
które znajdowało się w odległości oko-
ło 2 km od naszego domu w kierunku
Manajowa. Ojciec przewiózł już ostat-
ni wóz i dojechał do drogi. Tam z rowu
wynurzył się nieznajomy mężczyzna w
cywilnym ubraniu. Ojcu włosy stanę-
ły dęba i odruchowo chwycił za widły.
Mężczyzna zaś powiedział po polsku:
Głównego UPA - dowódca Klaczkiw-
skyj i Omelko. Rudyj zajęty w sztabie,
przekazał dowodzenie swemu zastępcy
- dowódcy Wowczakowi (...) Po godzi-
nie 4 - tej po połódniu dowódca Bajda
nadesłał do sztabu wiadomość: drogą
przesuwa się kolumna niemieckich sa-
mochodów”. Chyba z tej przyczyny nie
doszło do ataku na Zasmyki. W dalszej
relacji ten sam autor omawia naradę
dowódców co do Zasmyk: „każdy miał
inny plan, ale cel sprowadza się do jed-
nego - likwidacja Zasmyk”.
nie są jednoznacznie opisane. Można
przypuszczać, że mylnie oceniono za-
grożenie i spodziewano się ataku raczej
od strony południowej. Możliwe, że
znaczącą rolę odegrała celowa dezinfor-
macja ze strony Ukrańców. Możliwe jest
i takie wyjaśnienie, że dowódcy chcieli
by żołnierze wypoczęli w lepszych wa-
runkach wśród gościnnych Czechów w
Kupiczowie.
Atak ukraiński 25 grudnia 1943 roku.
O napadzie na kolonie Radomle, Janów-
kę, Stanisławówkę i Batyń będących
częścią zasmyckiego systemu obrony
ludności polskiej jest kilka wzmianek
w literaturze wołyńskiej. Nie opisują
jednak szczegółów przebiegu tej walki i
niewiele w nich informacji o roli samo-
obrony polskiej napadniętych kolonii.
- Dzień dobry! - po czym zapytał taty,
czy jest on z Trościańca. Potem wsiadł
na wóz. Tato domyślił się, że jest to so-
wiecki szpieg, bardzo dobrze mówiący
po polsku. Wciąż pytał tatę, czy w Tro-
ściańcu są Niemcy. Ojciec odpowie-
dział, że na stałe nie, ale przychodzą w
dzień. Na inne pytania starał się udzie-
lać wymijających odpowiedzi. Tato
zajechał na podwórze. Zdziwiłem się
widząc obcego człowieka. Pomogłem
wyprzęgnąć konia, potem go napoiłem i
dałem siana. Tato był ze mną w stodole i
szepnął mi na ucho, że ten mężczyzna to
sowiecki szpieg. Potem w trójkę weszli-
śmy do mieszkania. Mama akurat przy-
gotowała kolację - zacierkę na mleku i
wciąż bardzo nieufnie zerkała na przy-
bysza. Na chwilkę wyszedłem do sieni,
a mama poszła za mną. Tam zapytała
strwożona, kto to jest. Odpowiedziałem,
że to sowiecki szpieg.
Siły i uzbrojenie obrońców i napastni-
ków.
Wynika z nich jednak, że ciężar walki z
napastnikami do godzin południowych
czyli do czasu przybycia oddziału por.
Stanisława Kędzielawy „Kani” z Kupi-
czowa spoczywał tylko na oddziałach
samoobrony. Te nieliczne oddziały sa-
moobron lokalnych napadniętych wsi
wsparte przez oddziały z Lublatyna i
Zielonej pomimo wielu oiar powstrzy-
mały wielokrotnie liczniejszych i lepiej
uzbrojonych napastników.
Polska samoobrona
We wspomnieniach członków samo-
obrony jak i cywilnych mieszkańców
znajdują się wzmianki o liczebności
Ukraińców i dobrym uzbrojeniu w broń
maszynową, działka i granatniki. We
wspomnieniach Tadeusza Dunajskiego
z Radomla jest informacja, że napast-
ników było ok. 3 batalionów (1800
ludzi) a Bogumił Szarwiło wspominał:
„atakujących nas Ukraińców było praw-
dopodobnie około dwóch tysięcy, w tym
ponad dziesięć sotni przeszkolonych
żołnierzy”. W innych wspomnieniach
i opisach mówi się o wielkiej liczbie
napastników. Leon Karlowicz pisze: „o
wiele bardziej tragiczny okazał się trze-
ci napad upowców od strony zniszczo-
nego Batynia na Janówkę, Stanisławów-
kę i Radomle o świcie w dniu Bożego
Narodzenia 1943 roku. Samoobrona z
Janówki i Radomla jak mogły tak od-
pierały ataki nadciągających nieprzyja-
ciół lecz ogromne siły, jakie tym razem
zgromadzili banderowcy, zepchnęły
Polaków na wschodnie krańce wsi”. Do
przeprowadzenia ataku 1 września 1943
r. Ukraińcy przygotowali pod Gruszów-
ką ok. 600 ludzi w tym 2 sotnie dobrze
zorganizowane. Na 8 września plano-
wali użycie już znacznie większych sił.
Relacje członka UPA mówią o zgroma-
dzeniu w okolicy Zasmyk dziewięciu
sotni. Można więc przypuszczać, że do
napadu 25.12.1943 r. Ukraińcy przygo-
towali się staranniej i zgromadzili jesz-
cze większe siły.
Placówki samoobrony powstawały od-
dolnie jako próba obrony przed coraz
częstszymi mordami dokonywanymi
przez Ukraińców na ludności polskiej,
od kwietnia 1943 r. proces ten wsparła i
objęła kontrolą konspiracja AK. 20 lipca
1943 r. Komendant Okręgu Wołyńskie-
go AK wydał rozkaz powołania oddzia-
łów partyzanckich, których celem miała
być ochrona ludności polskiej przed
UPA. Powstało 9 oddziałów: „Bom-
by”, „Drzazgi”, „Gzymsa”, „Jastrzę-
bia”, „Korda”, „Piotrusia”, „Ryszarda”,
„Sokoła” i „Strzemienia”. Do Zasmyk
przybył 16/17.07.1943 r. por. Włady-
sław Czermiński „Jastrząb” z zadaniem
zorganizowania oddziału partyzanckie-
go dla ochrony ludności polskiej. Por.
„Jastrząb” szybko wywiązał się z tego
zadania i już 31 sierpnia 1943 r poka-
zał wartość bojową oddziału rozbijając
pod Gruszówką ok 600 osobowe zgru-
powanie ukraińskie przygotowujące się
do napadu na Zasmyki w dniu 1 wrze-
śnia 1943 r. Zasmyckie zgrupowanie
obrony ludności polskiej składające się
z oddziałów samoobron lokalnych po-
wiązanych systemem powiadamiania
i dowodzenia z oddziałami „Jastrzębia
i „Sokoła” powiększone od 12 listopa-
da 1943 r. o Kupiczów stanowiło silny
system obronny do którego ściągało
wielu uciekinierów ze wsi bardziej
zagrożonych i tych w których samo-
obrony zostały rozbite a część ludności
wymordowana. Nie wszędzie oddziały
samoobrony powstawały. W Budach
Ossowskich samoobronę bezskutecznie
usiłował zorganizować por. „Jastrząb”
Władysław Czermiński. Przeciwstawili
się temu mieszkańcy, uważając, że spro-
wokuje to Ukraińców do napadu. Ukra-
ińcy pomimo dokonanych wcześniej
mordów zapewniali mieszkańców, że
nic im nie grozi. Wiara w te zapewnienia
skończyła się wymordowaniem w dniu
29 lub 30 sierpnia 1943 r. około 270 Po-
laków. Ocalałych z tej rzezi nielicznych
mieszkańców sprowadził 5 września do
Zasmyk oddział „Jastrzębia”.
Późną jesienią 1943 r. front zbliżył się
na tyle, że od czasu do czasu mogli-
śmy słyszeć detonacje, a Trościaniec
zaczęła nachodzić sowiecka partyzant-
ka. Pewnej nocy zbliżyła się do Tro-
ściańca od strony Załoziec konna grupa
partyzantów. Warty były w tym czasie
obstawione i zauważyły zbliżających
się jeźdźców. Z daleka nie można było
rozpoznać, kto jedzie, więc ogłoszono
alarm. Na dużej lipie za dworem usta-
wiono ciężki karabin maszynowy, któ-
ry obsługiwał Antoni Młynek, żołnierz
jeszcze z czasów austriackich. Młynek
na wieść o nieznajomych głośno krzyk-
nął:
Ukraiński cel i organizacja napadu.
Celem tego napadu było rozbicie całe-
go zasmyckiego zgrupowania obrony
ludności polskiej. Ukraińcy wcześniej
podejmowali już takie próby. O tym z
jakim rozmachem i jak starannie przy-
gotowali ten atak wnosić można z uży-
tych przez napastników sił, ich uzbroje-
nia, wielu kierunków uderzenia, z faktu
zorganizowania pozorowanego napadu
na Kupiczów w czasie tego ataku. Fakt,
że kompania „Kani” jadąca z pomocą
z Kupiczowa musiała toczyć walkę z
blokującą im drogę grupą Ukraińców w
lesie Litńskim również potwierdza, że
Ukraińcy działali według przygotowa-
nego starannie planu zabezpieczając się
od strony Kupiczowa, gdzie na święta
zgromadzono okoliczne oddziały party-
zanckie Armii Krajowej.
- Matko Boska! Dom przy samej dro-
dze. A jak Niemcy przyjdą? - zlękła się.
Tato widocznie też zdawał sobie spra-
wę z ewentualnych konsekwencji. Po-
wiedział, że znajdzie mu nocleg gdzie
indziej. Razem wyszli, udając się do
stryjny Bieleckiej, która pozwoliła mu
zostać w stodole. Rano zjawił się u nas
ponownie, zjadł śniadanie i poprosił o
lusterko i nożyce. Zaczął obcinać sobie
zarost. Miał jakieś 30 lat, jasne włosy,
przyjemną twarz i typową sylwetkę oi-
cera. Odchodząc, wspomniał, że pod ko-
niec lutego wojska sowieckie będą już
w Trościańcu. Życzyliśmy sobie i jemu,
aby to się spełniło. Oddalił się w kie-
runku Manajowa, nie okazując żadnego
zdenerwowania.
- Halt werda! - po czym oddał serię
strzałów. Wszyscy wiedzieliśmy, że
Niemcy w zasadzie nigdy nie zjawiali
się nocą. Mogliśmy się więc domyślać,
że to byli banderowcy lub partyzanci.
Przybysze, sądząc po komendzie, byli
pewni, że mają do czynienia ze strze-
lającymi do nich Niemcami. Nikt z
nich nie zginął, ale zostali zmuszeni do
ucieczki. Następnego ranka kilku cie-
kawskich poszło zobaczyć miejsce noc-
nej konfrontacji. Znaleźli dwie czapki
leninówki z czerwoną gwiazdą. Sprawa
tożsamości nocnych „gości” ostatecznie
się wyjaśniła.
Ukraińcy przed napadem koncentrowali
swoje siły w rejonie Zadyb i Haruszy.
W takich akcjach zwykle brało udział
kilka sotni wyszkolonych i stosunkowo
dobrze uzbrojonych oraz grupy doraź-
nie zwoływanych z okolicznych ukra-
ińskich wsi mieszkańców zorganizowa-
nych w SKW (Samoobronni Kuszczowi
Widdiły). Towarzyszyły im zwykle fur-
manki do ładowania zagrabionego mie-
nia.
Informacje o dążeniu Ukraińców do
rozbicia zasmyckiego zgrupowania zna-
leźć można w źródłach ukraińskich cy-
towanych przez Wiktora Poliszczuka w
książce „Dowody zbrodni OUN i UPA”.
Odnoszą się one do planowanego na 8
września 1943 r. napadu, lecz w związ-
ku z jego niepowodzeniem to dążenie
do rozbicia ośrodka zasmyckiego było
aktualne i realizowane 25.12.1943 r.
Na przełomie 1943-1944 r. odbywały
się ciągłe forszpany i trzeba było od-
śnieżać drogę, aby była przejezdna. Tato
wysłał mnie. Wziąłem lipową łopatę i
poszedłem ochoczo do gościńca oddalo-
nego ok. 4 km. Było tam śniegu po kola-
na. Mężczyźni rozstawili nas odcinkami
i po około trzech godzinach droga była
odśnieżona. Bardzo bolały mnie nogi,
kiedy wracaliśmy do domu i zasypiałem
na stojąco. W półśnie zjadłem kolację i
zapadłem w kamienny sen.
Polskie siły, które stawiły pierwszy opór
to oddziały samoobrony w Radomlu li-
czące zaledwie ok. 30 żołnierzy, nieco
ponad 30 w Janówce i Stanisławówce
wsparte oddziałami z Zasmyk, Lubla-
tyna ok. 15 żołnierzy i Zielonej. Nie
znam liczebności oddziału samoobrony
Zasmyk i Zielonej, sądzę, że również
niewiele więcej jak po 30 osób. W wal-
ce 25.12.43 r. uczestniczyli zapewne
nieliczni żołnierze oddziału „Jastrzębia”
i Sokoła” mieszkańcy napadniętych
wsi, którzy spędzali święta z rodzinami.
Dysproporcja sił była jednak ogromna,
również uzbrojenie samoobrony było
znacznie gorsze niż napastników i po-
chodziło z różnych źródeł. Józef Do-
najski opisał zakupy dla oddziału broni
od Niemców, trochę broni pochodziło
z 1939 roku z armii polskiej i z 1941 r.
z porzuconej przez uciekających przed
Niemcami żołnierzy radzieckich. Stan
oddziału samoobrony w Zasmykach
opisał we wspomnieniach Komendant
Okręgu Wołyń Armii Krajowej płk.
Kazimierz Bąbiński „Luboń”, który
obejrzał ten oddział w drodze z Kowla
do Kupiczowa w połowie stycznia 1944
r.: „po drodze zatrzymałem się w Za-
smykach, gdzie obejrzałem miejscowy
oddział samoobrony. Przedstawiał się
bardzo bojowo /moralnie/, ale był słabo
uzbrojony”.
Powrócę jeszcze do jesieni 1943 r. By-
łem akurat we młynie, gdzie młynarze
pozwalali mi przychodzić. Mogłem na-
wet myszkować po piętrze. Kiedy tam
wszedłem zobaczyłem ukraińskiego
policjanta stojącego przy oknie. Stam-
tąd musiał dostrzec pewnego człowie-
ka w kolejarskim mundurze idącego z
workiem na plecach w kierunku domu
wujka Feliksa Wodeckiego. Nie znałem
tego człowieka i nie miałem pojęcia do-
kąd i po co szedł. Nagle ukraiński poli-
cjant wyskoczył przez okno jak z procy,
popędził w stronę kolejarza, dopadł go i
zaczął bić, gdzie popadło. Przy każdym
ciosie czapka spadała kolejarzowi z gło-
wy, a kiedy chciał ją podnieść, dostawał
kolejnego kopniaka w brzuch. Policjant
coś krzyczał, ale nie mogłem zrozumieć
o co chodziło. Kolejarz błagał, płakał,
ocierając łzy. Czapka i worek leżały
na ziemi, a każdy kolejny cios powo-
dował, że kolejarz podnosił się coraz
rzadziej. Miał około 55 lat. W pewnej
chwili napastnikowi widocznie znu-
dziło się pastwienie nad człowiekiem.
Zarzucił karabin na ramię i poszedł do
siedziby niemieckiej władzy. Stałem w
miejscu jak skamieniały. Wciąż patrzy-
łem na kolejarza, który po chwili wstał,
pozbierał swoje rzeczy i poszedł w kie-
runku zabudowań. Nie mogłem pojąć,
jak można się tak nad kimś pastwić. Za-
raz pobiegłem do domu i o wszystkim
opowiedziałem. Ta scena nękała mnie
jeszcze wielokrotnie podczas snu, a gdy
szedłem do domu cioci Frani Wodec-
kiej, zawsze przystawałem w miejscu,
gdzie bito kolejarza.
Front zatrzymał się w Tarnopolu i wciąż
słychać było detonacje. Forszpany były
na porządku dziennym. Przyszła też ko-
lej na mojego ojca. Trzeba było jechać
parą koni do stacji kolejowej w Mły-
nowcach koło Zborowa. Tato zaprzęgł
naszego konia i konia sąsiada Jana Ga-
łuszki. Namówił Władzia Tymrakiewi-
cza, żeby ten zastąpił go i pojechał do
Młynowiec. Gałuszka i tato odprowa-
dzali konie wzrokiem. Władzio dojechał
do celu i tam zaskoczył go sowiecki
nalot. Zostawił: więc konie i uciekł, ra-
tując swe życie. Wrócił na drugi dzień
tylko z batem w ręku. Nieco wcześniej
na forszpan pojechał Marcin Sąsiadek,
zaprzęgając do wozu dwa młode konie.
Te, już na stacji, po raz pierwszy zoba-
czyły pociąg i tak się wystraszyły, gdy
zagwizdał, że cofnęły się wraz z wo-
zem do tyłu. Ponieważ Marcin stanął na
wzniesieniu, wóz stoczył się z dużym
impetem zupełnie się rozlatując i pocią-
gając za sobą zwierzęta, które zginęły
na miejsc.
Stosunkowo dobrze zorganizowany
system obrony zasmyckiego zgrupowa-
nia zawiódł jednak w pierwszym dniu
Świąt Bożego Narodzenia 1943 r. gdy
Ukraińcy uderzyli przed świtem na Ba-
tyń, Radomle, Janówkę i Stanisławów-
kę. Lokalne samoobrony pomimo za-
skoczenia wykonywały powierzone im
zadania. Podjęły walkę z wielokrotnie
liczniejszymi napastnikami, wysłano
gońców do Zasmyk, gdzie niestety nie
było w tym czasie oddziału Jastrzębia.
Oddział z Lublatyna wsi sąsiadującej z
Radomlem bardzo szybko przybył na
pomoc do Radomla. Samoobrona z Za-
smyk włączyła się do walki w rejonie
Stanisławówki a oddział z Zielonej za-
atakował napastników z tyłu z kierunku
Zadyb. Zabrakło jednak najważniejsze-
go a mianowicie silnego i sprawnie do-
wodzonego oddziału partyzanckiego w
pobliżu. Dopiero gdy goniec z Zasmyk z
niemałym trudem dotarł do Kupiczowa
wyruszyła na pomoc napadniętym kom-
pania „Kani”. Przyczyny dla których
oddziały na okres świąt zgrupowano w
Kupiczowie pozostawiając zasmyckie
zgrupowanie bez należytego wsparcia
S. Nowyćkyj uczestnik UPA, pisał:
„najbardziej dokuczliwymi gdzieś od
lata 1943 r. były ośrodki Zasmyki i
Kupiczów. Dwukrotnie oddziały UPA
szykowały się do rozbicia tych dwóch
ośrodków, ale przygotowania nie zakoń-
czyły się sukcesem. We wrześniu 1943 r.
gdy już zebrały się oddziały UPA w sile
9 sotni, ażeby wreszcie rozbić Zasmyki i
Kupiczów, doszło do walki z Niemcami
koło Radowicz (...) Potem d-ca P. Anto-
niuk „Sosenko” zorganizował naskok na
Kupiczów. Jednakże podczas natarcia
zepsuł się nasz czołg, który miał rozbić
umocnienia przeciwnika. Bez czołgu
d-ca P. Antoniuk nie chciał prowadzić
dalszych operacji”.
Przebieg walk w Radomlu, Janówce i
Stanisławówce
O przygotowaniach natarcia UPA z gru-
py „Rudego” na dzień 8 września 1943
r. pisze uczestnik tej formacji: „Akcja
miała rozpocząć się 8 września 1943 r.
Już dzień wcześniej dziewięć sotni UPA
stało zamaskowane niedaleko Zasmyk.
Natarciem miał kierować dowódca „Ru-
dyj”. Ale niespodziewanie do sztabu
„Turiw” przybyła inspekcja ze Sztabu
We wspomnieniach żołnierzy samo-
obrony Radomla i Janówki pojawia się
informacja o tym, że spodziewano się w
okresie świąt napadu ze strony Ukraiń-
ców. Józef Donajski z samoobrony Ra-
domla napisał: „o możliwości napadu na
naszą wieś w święta Bożego Narodzenia
[źródło :Jest to fragment; Kazimierz
Olender, „Zapamiętane z dzieciństwa”.
Sanok 2000, Agencja Wydawnicza
„Drukiem”.] Z całością można zapoznać
się na www.olejow.pl/
Front zbliżał się coraz szybciej. Trwały
już walki o Tarnopol. Niemcy za wszel-
Kresowy serwis Informacyjny - strona 5
1071225668.039.png 1071225668.040.png 1071225668.041.png
Zgłoś jeśli naruszono regulamin