Randka.doc

(29 KB) Pobierz

I

Januszek wyjeżdża swoim samochodem, którego zazdroszczą mu wszyscy we wsi. A jest to najnowszy model „maluszka”- Gepard 2000. Jego nazwa nie wzięła się z byle kąt. Ale nie mówmy już o jego formułce. Zajmijmy się celem jego podróży. Zmierza właśnie na pierwszą randkę z Izą Łączkówną. Jest tak zdenerwowany, że nawet nie wie gdzie jedzie. Prowadzi go tylko instynkt. Choć jest ciemno reflektory jego samochodu oświetlają całą drogę. Lecz to nie ma znaczenia i tak widzi jak przez mgłę.

              W pewnym momencie z oddali pojawia się jakiś punkt. Z każdym metrem się powiększa. Wreszcie gdy dostrzega go Januszek, jest za późno na hamowanie, musi zjechać z drogi. Nie ma innego wyjścia – trafia do rowu. I już z niego nie wyjedzie. Wściekły otwiera drzwi z trzaskiem je zamyka. Podchodzi do jakiejś osoby, ponieważ to przez człowieka miał wypadek, a nie przez bezmózgie zwierze. Nie dostrzega jej wyglądu, jego gniew jeszcze bardziej go oślepia. Januszek zaczyna wyklinać sprawcę wypadku (tych słów nie przytoczę). Ta osoba stoi i tylko się patrzy na rozwścieczonego kierowcę. Po chwili zapada milczenie. Januszek nie może już znaleźć słów. Na reszcie ma czas by ochłonąć. Dopiero teraz jego wzrok odnajduje sposobność, by opisać widzianą przez siebie postać.

              Nie chce w to uwierzyć, ale to prawda. Stoi przed nim coś przypominające człowieka, tylko przypominające. Z trupiej czaszki – zapewne głowy wystają zakrwawione kolce, przypominające rogi – diabelskie rogi. Szyi po prostu nie ma, tak jakby głowa wisiała nad tułowiem. A tułów może i przypomina ludzki, tylko że obdarty ze skóry. Wydobywa się z niego jakaś żółta substancja – coś w rodzaju kwasu. Ręce tego stworzenia są zakończone tak jakby stalowymi szponami sięgającymi nawet 10cm.

              Januszek nie zdążył się nawet poruszyć, szpony stwora utkwiły w jego ciele. Zaczęła lać się strumieniami krew. Serce januszkowe nie bije już w jego piersi, tylko w okropnej łapie. Lecz w drugiej łapie znajduje się cała męskość młodego kierowcy. W jednej chwili cały sprawca wypadku znika w niewyjaśniony sposób z narządami Januszka. Niewiadomo czemu Januszek jeszcze żyje, być może spowodował to żółty płyn, którym został spryskany. Ostatnimi siłami czołga się w stronę latarni, pod którą widzi swoją Izę. Wyłania się z ciemności zostawiając za sobą strumień krwi. Resztkami tchnienia krzyczy:

-         Pomóż mi.

Lecz Iza odpowiada:

-         Przykro mi. Już mi na tobie nie zależy. Nie masz rzeczy, na której bardzo mi zależało. Żegnaj – odchodzi.

A Januszek leży i nie wie co z sobą zrobić. „Może kupię sobie nowe skórzane spodnie?”

 

 

II

              Kolejna randka. Januszek ma nadzieję, że już nie będzie takich niespodzianek jak ostatnio. Cud, iż uszedł z życiem. Nauczył się obchodzić bez serca. Wolał przeszczep drugiej utraconej miłości.

              Teraz jego środkiem lokomocji jest rower. Ale jakby to mogło być, by ten rower nie kosztował, aż 5000zł. Każda posiadana przez Januszka rzecz musi być wyjątkowa. Tak też jest i z jego nową dziewczyną, po prostu anioł.

              Uważnie się rozgląda, aby ustrzec się wypadku, takiego jak miesiąc temu. Wreszcie dotarł na miejsce – piękna rezydencja. Ogród, który mógłby być stadionem piłkarskim. A dom, jakby pałac. Tylko tę doskonałość burzą jednak czaszki, wiszące na palach wokół całego ogrodzenia. Lecz to nie zraża naszego kochasia. Pewnie są z plastiku, czy jakiejś gliny. Tak. Chciałby. Po chwili stoi przed drzwiami, można by powiedzieć przed wrotami. Spodobał mu się dzwonek do drzwi ala „Straszny film 2”. Puka i puka, ale nikt nie wychodzi. Postanawia wejść sam, przecież i tak jest otwarte. Wewnątrz panuje półmrok, tylko gdzieniegdzie pali się zapachowa świeca. Powoli lekkimi krokami przemieszcza się w stronę piętra. Tam znajduje się pokój jego ukochanej Izy. Właśnie Izy. To trochę dziwne, nieprawdaż? Znalazł się już na górze. Na końcu długiego korytarza jego oczom ukazuje się piękna postać, którą oczywiście jest pani tego domu.

              Januszek ma ochotę porwać ją w ramiona, lecz dobre „serce” mu na to nie pozwala. Powoli z wielką gracją zbliża się do niej. Temperatura jego ciała chyba przekroczyła już 100 stopni Celsjusza. W pewnej chwili coś zaczyna być nie tak. Skóra Izy staje się całkowicie czerwona. Twarz jej po prostu znika, policzki, nos, nawet uszy odpadają. Zostaje sama czaszka i znów zakrwawione kolce. Nie to nie prawda, czemu znowu ja. Nasz amant nie może się ruszyć z miejsca. Wreszcie słyszy głos napastnika.

              -Nie bój się już ci nic nie wyrwę. Chciałem ci tylko oddać utracony interes, nie przydał mi się. Ale serce sobie zatrzymam.

              Januszek na to.

              -Za późno, mam już nowy interes. Lecz daj mi go, będę miał pamiątkę po tych chwilach.

              -No to sprawa załatwiona, mogę wracać do domu.

              Lecz Januszek szybko zatrzymuje stwora i mówi.

              -Co tak szybko? Chodźmy na piwo, po takich przygodach należy się nam chwila relaksu.

              -OK.

              I poszli do baru się upić. A Januszek w drodze trzeszczał swoimi nowymi skórzanymi spodniami.

...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin