MODNA STONOGA.doc

(29 KB) Pobierz
MODNA STONOGA

MODNA STONOGA

 

Stonoga Matylda była najsłynniejszą Stonogą świata. Nie z powodu rekordowej ilości nóg (wiadomo przecież, że każda stonoga ma ich tyle samo) - Matylda była znana z innych względów. Otóż wszyscy zgodnie twierdzili, że jest ona najmodniejszą stonogą, jaka kiedykolwiek chodziła po ziemi. Ledwo co w Paryżu wielcy krawcy wymyślili nowy fason spodni - ona chodziła w nich już następnego dnia. Wystarczyło, że zaczynały być w modzie czerwone buciki - nazajutrz kupowała je u najdroższego szewca w mieście. Nigdy nie pokazała się publicznie dwa razy w tej samej sukience, nigdy nie założyła na głowę nie modnego kapelusza. Zawsze nienagannie ubrana bywała na wystawnych przyjęciach, potrafiła całymi godzinami elegancko rozmawiać o niczym, znała pierwsza najnowsze plotki… Słowem była bardzo światową i bardzo na czasie Stonogą. Życie płynęło jej więc na balach, ucztach i zabawach, ponieważ każdy chciał mieć u siebie elegancką Matyldę - zawsze nienagannie ubraną i zawsze dobrze zorientowaną w tym, co się dzieje w świecie. I pewnie Stonoga żyłaby tak jeszcze długo, gdyby nie pewna niedziela.

Zaraz po śniadaniu, gdy tylko Matylda włączyła telewizor, zobaczyła pierwszego z trzech najsłynniejszych projektantów mody, mieszkającego w Paryżu.

- To wspaniale - ucieszyła się Stonoga. Za chwilę się dowiem, jakie buciki noszą w tym sezonie eleganckie kobiety!!!

Nie myliła się. Mistrz w kilku słowach objaśnił, że od jutra zaczynają byś modne zielone kozaczki. I pewnie Matylda kupiłaby w poniedziałek pięćdziesiąt par takich kozaczków, gdyby nie to, że po południu drugi z francuskich projektantów mody ogłosił, że tego lata będzie się nosić różowe pantofelki. Na tym jednak nie koniec! Wieczorem Matylda dowiedziała się z radia, że trzeci znawca mody światowej stwierdził, iż w tym sezonie eleganckie kobiety będą zakładały na swoje nóżki szafirowe trampki na żółtych podeszwach!

Stonoga wpadła w czarną rozpacz.

- W jakich butach pojawić się na poniedziałkowym przyjęciu u Chrabąszcza?!! - lamentowała. Co odpowiem miejscowym elegantkom, gdy te zapytają mnie, jakie buty nosi się w tym sezonie??? 

Przez cały wieczór Stonoga próbowała coś wykombinować, ale kiedy o dziesiątej okazało się, że nadal nic nie wymyśliła - zrozpaczona zatelefonowała do swojej koleżanki Muchy, prawie tak eleganckiej jak ona sama.

- Droga Muszko, mam strasznie poważny problem! W jakich butach powinnam się jutro pokazać na przyjęciu u Chrabąszcza? - zapytała.

- To proste, moja droga - odpowiedziała elegancko Mucha. Ponieważ mam trzy pary nóg - kupię jutro dwa zielone kozaczki, dwa różowe pantofelki i dwa szafirowe trampki. W ten sposób na moich sześciu nogach będę miała wszystko, co nosi się w tym sezonie.

- Jesteś genialna! - przyznała szczerze Matylda, ale już wkrótce miało się okazać, że być może sposób Muchy jest dobry na Muchę - ale gorzej z nim w przypadku Stonogi. Kiedy bowiem nasza elegantka zaczęła obliczać na kalkulatorze ile butów powinna kupić - wyszło jej, że po 33 sztuki z każdego rodzaju.

Wtedy mogłaby obdzielić sprawiedliwie butami wszystkie swoje nogi…, zaraz… zaraz… nie wszystkie! Trzy razy, trzydzieści trzy daje przecież dziewięćdziesiąt dziewięć, a skoro stonoga ma sto nóg… - To straszne! - jęknęła Matylda. Zostaje mi jedna goła noga! Jaki but na nią włożyć? Zielony? Różowy? A może szafirowy?

Ponieważ przez dłuższy czas nie mogła się zdecydować - zabrała się jeszcze raz za liczenie. Ale jakby nie dzielić, odejmować i mnożyć - zawsze zostawała jej jedna goła noga.

Minął poniedziałek, po nim wtorek - a Matylda nie odważyła się nawet wyjść z domu po bułki. Minął tydzień, po nim kolejny…, minął miesiąc, a ona nadal nie wiedziała, co począć z tą ostatnią, nieszczęsną nogą.

W końcu po dwóch miesiącach zmarła z tego zmartwienia, między stosem pudełek z zielonymi kozaczkami, górą różowych pantofelków i kopcem szafirowych trampek.

Na pogrzeb zjechały się wszystkie Stonogi z rodziny, a po skończonej uroczystości Mucha usłyszała rozmowę dwóch stunogich ciotek.

- Wiesz, moja droga, to wszystko dlatego, że Matylda miała jedynkę z matematyki - stwierdziła pierwsza.

- Co ty powiesz? - zdziwiła się jej krewna. - Z matematyki?

- No tak. Gdyby kiedykolwiek dobrze policzyła swoje nogi, wiedziałaby, że ma ich dokładnie 99!

- Jak to? Była Dziewięćdziesięciodziewięcionogą?

- Tak, moja droga. Raz na 99 lat zdarza się taki wybryk natury w naszej rodzinie.

- Biedaczka … - westchnęła ciotka. - I pomyśleć, że jej ojciec wykładał matematykę na uniwersytecie…

Mucha, która podsłuchała całą tę rozmowę, czym prędzej poleciała do najbliższej księgarni i kupiła sobie podręcznik do algebry.

- Można bardzo źle skończyć, jak się samego siebie dobrze nie zna - pomyślała i na wszelki wypadek parę razy bardzo dokładnie policzyła swoje nogi.

Mariusz Kozubek

Promyk Jutrzenki 2/96 s. 18-19

 

Zgłoś jeśli naruszono regulamin