ModlitwaMatki[2].rtf

(25 KB) Pobierz
„W ka¿dej chwili powinniœmy byæ gotowi na niespodzianki losu”

MODLITWA MATKI

 

„W każdej chwili powinniśmy być gotowi na niespodzianki losu”- 9. 07. 02.

 

              Synku, dzisiejszy dzień jest wyjątkowy, chciałbyś spytać, dlaczego?

Zaraz ci o wszystkim opowiem, mamy dużo czasu, nie musimy się nigdzie spieszyć. Wiesz, to już trzeci dzień, odkąd tutaj jesteś, a ja dopiero dzisiaj zaczynam z Tobą rozmowę. Dlaczego moje serce nie podpowiedziało mi, że powinnam uczynić to wcześniej? Dopiero doktor, wiesz, to ten, który przyszedł w nocy, taki sympatyczny, z wąsami, nazwałam go „wąsatek”, powiedział mi, że tylko wcześnie rozpoczęta rehabilitacja przynosi najlepsze skutki. Jego zdaniem, również mózg musi być torpedowany różnymi bodźcami, nie wolno pozostawiać go w uśpieniu, trzeba zmuszać do wysiłku i pracy. Dzięki ci Boże, że sprowadziłeś do nas tego człowieka, przecież on pracuje na innym oddziale, zaszedł gościnie, mógł się w ogóle nie pojawić.

              Pamiętasz, zawsze twierdziłam, że moja intuicja mnie nie zawodzi. To nieprawda. Zawiodła i to sromotnie. Przecież taka byłam spokojna, kiedy powiedziałeś mi w sobotę, że jedziesz do Pawła na imieniny i wrócisz na niedzielny obiad. Miałam zrobić coś dobrego, przecież to pierwsza wolna niedziela od niepamiętnego czasu. Z przyzwyczajenia popatrzyłam przez okno jak wsiadałeś do niebieskiego puegota. Filip delikatnie ruszył z miejsca, jeszcze ci pomachałam ręką na pożegnanie i spokojnie zasiadłam do czytania książki.

              Już dawno tak dobrze się nie czułam. Ten spokój był mi potrzebny jak zbawienie, marzyłam o takiej chwili. Nic ci nie mówiłam, chciałam, aby była to niespodzianka, zaplanowałam wspólną wycieczkę. W poniedziałek zaczynałam urlop. Jesteś ciekawy trasy? No mój drogi, to miał być taki zwariowany wypad po Polsce. Czy zawsze wszystko trzeba planować, uzgadniać? Dosyć mam tego nieustającego stresu, planowania, harmonogramu, rozkładu, dzwonków, postanowiłam poimprowizować i pobyć tylko z tobą. Czułam, że jest to nam potrzebne obojgu, tyle spraw narosło, a my nie potrafimy o nich mówić. Jak strasznie cieszyłam się na myśl o czekającej nas przygodzie, nawet zakupów nie zrobiłam na drogę, bo i po co? Jak szaleć, to szaleć.

              No, jest już szósta, zaczyna się ruch, to rutyna i ustalony porządek rzeczy, niczego się nie obawiaj, o wszystkim ci opowiem. Celowo przyjechałam po piątej, dwie godziny snu wystarczyły mi, muszę być przy tobie, nie mogę zostawić cię samego w tym obcym świecie.

              Od dziś musisz się przygotować na intensywną pracę, nie mamy skarbie innego wyjścia, minimum sześć godzin ćwiczeń dziennie, spokojnie, poradzimy sobie. Nie ma, na co czekać, trzeba zaczynać. O, widzisz, kupiłam ten krem nawilżający, to nic, ze najtańszy, tu chodzi tylko o to, aby nie pozdzierać ci skóry, musi być poślizg. Teraz widzisz, odsłaniam prawą nogę, zginam w kolanie i prostuję, zginam i prostuję, no, dalej, dalej, zginamy i prostujemy.. raz.. dwa, raz….. dwa, i jeszcze i jeszcze, pobawimy się tak pięćdziesiąt razy. Uf! Ciężka ta twoja noga niczym maczuga. Teraz uwaga, smaruję kremem i oklepuję, synuś - musi być pobudzone krążenie. Masz paraliż prawej strony, musimy zrobić wszystko, aby ustąpił. Widzisz, jakie to przyjemne, teraz stopa bardzo zimna i blada, zaraz jednak zmieni kolor. Zaczynam od palców, muszę je trochę powyginać, poznęcać się nad nimi, o właśnie tak, teraz ponaciągam, potrę, dobrze, dobrze, już delikatnie oklepuję, masuję, widzisz – ledwie muskam. Właśnie tak, od stopy przechodzimy do łydki, poszczypię ją mocno, ale z wyczuciem, teraz klepanie, słyszysz, jaki łoskot, aż echo niesie, tak jednak trzeba, zostało nacieranie i głaskanie i kolej na udo. Teraz już wiesz, o co w tym zabiegu chodzi, to spokojnie powtarzamy te same czynności. I od początku, zginanie i prostowanie….. No, właśnie tak, widzisz, jak dobrze nam idzie, ależ jesteśmy dzielni.

              Słuchaj jak liczę i powtarzaj w myślach, wiem przecież, że mnie słyszysz, dziecko zawsze słyszy głos matki. To tylko fizycznie pępowina zostaje przecięta, mentalna pozostaje i ona nas łączy. Wiem, że twój mózg wygląda teraz fatalnie, toczy się w nim zażarta walka o życie. Jednak mamy już za sobą dwie doby, najgorzej wygląda lewa tętnica środkowa mózgu, ona ciągle drga. Trzeba ją uspokoić, wyciszyć, synku nie martw się, wszystko będzie dobrze, widzisz, wcale nie płaczę, uśmiecham się do ciebie, kocham nieprzytomnie, taka miłość musi uratować, powstrzymać. Nie odejdziesz ode mnie, nie myśl sobie, że będziesz leżał razem z ojcem, to moje miejsce.

                Tomograf pokazał, że układ komorowy mózgu nie wykazuje cech przemieszczenia. W lewym płacie czołowym są ogniska stłuczeń krwotocznych i pojawiły się krwiaki śródmózgowe, w okolicy ciemieniowej zaś rozsiadł się wąski krwiak przymózgowy. Są też cechy krwawienia podpajęczynówkowego. Bardzo niepokoi lekarzy utrzymujący się obrzęk mózgu z wygładzeniem bruzd korowych na sklepistości półkul mózgu. Mateusz, teraz już wiesz wszystko, odwagi chłopcze, nie możemy się poddać, powalczymy syneczku. Powiedz tym swoim neuronom, aby się trochę bardziej wysiliły i wzięły do roboty, mózg ludzki to doskonały komputer, człowiek lepszego nigdy nie wymyśli.

              Krwiaki organizm może wchłonąć, obrzęk zamiast narastać, zacznie się cofać, jeszcze żeby tylko wyciszyła się ta tętnica, proszę, błagam cię, mobilizuj swoją podświadomość do bardziej wytężonej walki. Daj rękę, czujesz? Przekazuję ci całą moją energię, ona płynie do ciebie, jest jak ożywczy płyn, w niej jest życie, walcz synku, zaklinam, walcz.

              Aniele, Stróżu ty mój, czuję Twoją obecność, dziękuję Ci za życie syna, wiem, że czuwałeś nad nim, bez Twojej opieki nie byłoby tego cudu, przecież z takiego zderzenia, nie wychodzi się z życiem. Chyba tyle tylko mogłeś uczynić, albo raczej aż…. tyle. Proszę, stój teraz przy jego łóżku, nie odstępuj od niego, on nie może ode mnie odejść, cóż z tego, że otrzymał ostatnie namaszczenie, to nie stanowi jeszcze przepustki do tego drugiego świata, życie jeszcze przed nim, nie śmierć, przecież on ma dopiero .….osiemnaście lat.

              Boże, Ojcze Niebieski, doświadczasz mnie bardzo boleśnie, niczym Hioba, nie wiem, dlaczego, nie pytam i nie próbuję nawet rozumieć, z ogromną pokorą przyjmuję kolejny, zesłany mi krzyż, dziękuję za miłość, jaką wypełniłeś moje serce i proszę tylko o jedno, daj mi siły, abym dźwigając go, nie upadła.

              Pamiętasz synku, jak strasznie denerwowałeś się, kiedy ja się modliłam, myślę, że bardzo się bałeś, byłeś zagubiony i przerażony. Cały tak misternie budowany świat pełen ciepła, miłości, poczucia bezpieczeństwa runął ci w jednej sekundzie. Poczułeś się bezradny i przerażony, chciałeś sprostać ideałowi mężczyzny, a jeszcze nim nie byłeś, stąd tyle było w tobie agresji i buntu.

              Mnie było, nie wiem czy łatwiej, może nawet trudniej, niemniej jednak poczucie odpowiedzialności mobilizowało, trudy hartowały, modlitwa dodawała siły i wyciszała rozdarte i tak strasznie poranione serce. Nie wiem, jak bym przeżyła ten ranek 7 lipca, gdyby nie silna wiara, to ona uratowała mnie przed upadkiem psychicznym.

              Wiesz, spałam sobie spokojnie, dosyć długo w nocy czytałam książkę, sądząc, że przy niedzieli i tak odeśpię, kiedy spokój zakłócił dzwonek telefonu. Zerwałam się z łóżka i chwyciłam za słuchawkę, jednocześnie odruchowo spojrzałam na zegarek, dochodziła piąta rano. Na moje słucham, odezwał się męski głos, pytając, czy jestem matką Mateusza, w jednej sekundzie oprzytomniałam i wychrypiałam tylko, co się stało? Mężczyzna odpowiedział, że syn miał ciężki wypadek samochodowy, jest w stanie krytycznym i karetką będzie przewieziony z Opola Lubelskiego do Lublina. Pogotowie przyjedzie do kliniki na Staszica. Kiedy wypowiedział ostatnie zdanie, odłożył słuchawkę. Ja dalej stałam przy telefonie jak zamurowana, nie wiem jak to się stało, że wykręciłam numer do Basi i powiedziałam jej, że na cmentarzu się nie spotkamy, ponieważ Mateusz miał wypadek, jest w ciężkim stanie i jadę na Staszica.

              Synek, czy ty coś z tego rozumiesz? Przecież to moje zachowanie było całkowicie irracjonalne. W takiej sytuacji, ja pamiętam o jakimś umówionym spotkaniu, chyba nie wiedziałam, co robię, reakcja szokowa. Nie wiem, jak wyprowadziłam samochód z garażu, nie kojarzę, jaką jechałam trasą, oczami wyobraźni widziałam pędzącą na sygnale karetkę pogotowia i bałam się, że nie zdążę być przed nią. Musiałam jechać z zawrotną prędkością, całe szczęście, że rano nie było ruchu na drodze.

              Mateusz, na razie przerywamy masowanie, musimy odpocząć, zaraz zostaniesz umyty, to tradycyjna toaleta poranna. W sali sprawnie działa klimatyzacja, a ja jestem cała spocona. Kiedy już się obudzisz, zobaczysz jak wygląda oddział OIOM-u. Nazywają to miejsce salą wybudzeń, trafiają tutaj najcięższe przypadki. Cały oddział składa się z jednej dużej sali, z której wydzielona jest izolatka, oddzielona szklaną ścianą. Na środku stoi jedno łóżko, na którym ty leżysz. Dookoła stoją, wiszą i leżą najprzeróżniejsze urządzenia służące do ratowania życia ludzkiego. Początkowo z przerażeniem patrzyłam na te wszystkie mechanizmy, nie spuszczałam oczu z monitorów, kiedy tylko coś zapiszczało, ogarniał mnie paniczny strach, od razu moje przerażone oczy kierowały się w stronę siedzącej przy głównym komputerze pielęgniarki. Dziewczyny przesyłały mi tylko życzliwe uśmiechy i tak niepostrzeżenie oswajałam się z całą tą maszynerią.

              Teraz słyszysz te równomiernie rozchodzące się, dosyć tępe odgłosy, to sztuczne płuco pompuje powietrze, aby twój mózg mógł spokojnie pracować. Musisz zapamiętać nazwisko pani doktor z pogotowia, to ona uratowała Ci życie. Jak już wyzdrowiejesz, pojedziemy i odnajdziemy ją, abyś mógł paść przed nią na kolana i powiedzieć tylko jedno słowo, dziękuję. To dzięki przytomności jej umysłu zostałeś na miejscu wypadku zaintubowany, bez tego zabiegu doszłoby do niedotlenienia mózgu i wszelka akcja ratunkowa byłaby niepotrzebna. Popatrz na prawo, tutaj stoi monitor, który rejestruje pracę serca. To stąd wychodzą takie piszczące głosy. Coś ci się chyba za ciężko teraz oddycha, poczekaj, zawołam pielęgniarkę, w tej rurze doprowadzającej powietrze zbiera się wydzielina, trzeba ją strzykawką odciągnąć.

                            Spokojnie syneczku. Trzymam rękę na twoim czole, nic się złego nie dzieje, pani bardzo sprawnie i szybko oczyszcza ten przewód, zaraz znowu do płuc popłynie świeże powietrze, troszeczkę pokaszlesz, o widzisz, już wszystko w porządku. Do tętnicy szyjnej masz wszyty dosyć duży wenflon, to do niego są podłączone dziwne urządzenia, które umiejętnie dawkują twojemu organizmowi przeróżne lekarstwa. Synku, możesz być spokojny, tutaj pracuje najwspanialszy pod słońcem sztab służby medycznej, jesteś otoczony cudownymi ludźmi, wspaniałymi fachowcami. Aby cię ratować, zastosowano najnowsze zdobycze techniki medycznej. Pani dr Biernacka jest cudowną kobietą, fantastycznym lekarzem, możesz zaufać jej umiejętnościom.

              Mateusz, proszę cię tylko o jedno, nie słuchaj tego, co mówią lekarze, kiedy rozmawiają przy twoim łóżku. Oni patrzą z medycznego punktu widzenia i dlatego nie wierzą, że będziesz żył. Ja wiem, że będzie inaczej, synku zaufaj mi, obok ciebie stoi życie, śmierć już odeszła.

Żyjemy w świecie triumfu rozumu, chcemy wszystkich prawd dociec metodami racjonalnymi, a to tylko ludzka pycha i małość. Nasze zmysły są zbyt ubogie, aby mogły zgłębić tajemnicę świata. Istnieje przecież tyle zjawisk niewytłumaczalnych i nie pojętych przez umysł ludzki, to jest przecież cały świat ducha, ja go też nie rozumiem, ale czuję.

W chwili obecnej o twoje życie toczy się walka w dwóch planach, z jednej strony lekarze wykorzystują cały swój potencjał intelektualny, z drugiej zaś cała rzesza ludzi połączyła swoje myśli i podczas wspólnych modlitw błagają Boga o życie dla ciebie. Bóg jako szafarz losu ludzkiego jest ci przychylny, da ci szansę na powtórne narodziny, skąd o tym wiem? Od twojego ojca. Tak, nie żartuję, wiesz przecież jak głęboko prawym był człowiekiem, zawsze można było na Nim polegać, nigdy nie kłamał, patrzył prosto w oczy i mówił prawdę.

Tego pierwszego dnia, kiedy znalazłeś się już na OIOMI –e, około godziny trzynastej odbywało się konsylium lekarzy, pani profesor o konsultację poprosiła wszystkich możliwych specjalistów z kliniki. Wtedy też poproszono mnie, abym na trzy godziny opuściła oddział, czyniłam to z ogromnym bólem serca i ogromnym niepokojem. Wyszłam i nie mogłam znaleźć sobie miejsca, wsiadłam do samochodu i pojechałam na cmentarz.

Synuś, wiesz przecież jak bardzo ojca kochałam, jak był mi bliski i oddany. Tego dnia stanęłam nad jego grobem, patrzyłam na zdjęcie i płakałam, nie, to nawet nie był płacz, to było rozrywające serce i duszę łkanie, bardzo długie, spazmatyczne i bolesne. Kiedy tak rozpaczałam, narastał we mnie jednocześnie ogromny żal, wiesz, taki zupełnie irracjonalny, wyobraź sobie, że po raz pierwszy w życiu pokłóciłam się z ojcem, patrzyłam na niego i wyzywałam od zdrajców, egoistów i kłamców, tak, wiem, że to do mnie nie podobne, ale tak było. Tyle razy rozmawialiśmy o śmierci, zawsze mu mówiłam, że ja muszę odejść pierwsza, nie nadaję się do życia bez miłości, otrzymał ode mnie nawet pozwolenie na kolejny związek. Miał kontynuować rodzinne tradycje, dziadek twój przecież trzy razy się żenił, ojciec miałby być gorszy?

Musiałam te nagromadzone we mnie żale wypłakać i wykrzyczeć, kiedy już trochę się uspokoiłam, zaczęłam go prosić, błagać i zaklinać na wszystkie świętości, aby skoro nas już zostawił, nie przyglądał się obojętnie i beznamiętnie jak cierpimy, tylko pospieszył z pomocą. W pewnym momencie miałam wrażenie, że z tego zdjęcia uśmiechnął się do mnie. Mówisz, że to złudzenie, być może, dla mnie był to uśmiech, który przywracał mój spokój ducha, dawał ukojenie i stwarzał takie przyjemne poczucie bezpieczeństwa. Zawsze w chwilach, kiedy coś mi nie wychodziło, komplikowało się, szukałam w nim oparcia i wystarczyło, abym się przytuliła do jego piersi, poczuła objęcie silnych ramion i wszystkie troski odpływały, w takich chwilach czułam się małą dziewczynką, która uniknęła niebezpieczeństwa i znalazła swój bezpieczny świat, a to bezpieczeństwo zamykało się w jego ramionach. Tak się właśnie poczułam po tym uśmiechu, wrócił spokój, pojawiła się jasność umysłu i poczułam ogromną, wręcz niespotykaną u mnie chęć modlitwy.

Pożegnałam się z ojcem i pojechałam do Katedry. Padłam na kolana u stóp obrazu Matki Bożej i patrząc na jej krwawe łzy, błagałam o życie dla Ciebie. Prosiłam tak, jak tylko matka może prosić matkę. Na tym obrazie widziałam twarz kobiety okrutnie doświadczonej przez los, nie ma nic gorszego od biernego przyglądania się cierpieniu i śmierci własnego dziecka, a ona przecież stała pod tym krzyżem i przeżywała niewyobrażalne męki, była świadkiem okropnych tortur swojego syna, męczeńskiej śmierci i nie była w stanie mu pomóc.

 

 

 

 

 

 

 

...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin