Harry Luis Ruddle 9.doc

(25 KB) Pobierz
IX

IX

Chłopak starał się sobie przypomnieć rozkład pomieszczeń we dworze, lecz im dłużej szedł tym bardziej się gubił. Właśnie po raz piąty przemierzał ten sam korytarz. Był już tak zdesperowany, że nie mógł sobie nic przypomnieć z przemowy anielicy. Kiedy zobaczył godzinę (pięć minut po czasie), postanowił zadziałać radykalnie – pstryknął palcami.

- Tak, sir – powiedziała April.

- Gdzie jest jadalnia? – Wyrzucił z siebie Harry, dziwiąc się, że pamięta nazwę, do którego zmierza.

- Zaprowadzę, sir, tędy. – Skrzatka nie wahając się ani przez chwilę ruszyła przed siebie. Chłopak, podążając za nią, starał się zapamiętać drogę, żeby następnym razem nie wpaść w podobne tarapaty.

- To tu, sir – rzekła skrzatka stając przed olbrzymimi dwuskrzydłowymi drzwiami.

- Dziękuję, April, możesz już iść – rzucił do skrzatki chłopak. April rozpłynęła się w powietrzu, a czarnowłosy starając się uspokoić, otworzył drzwi. Jadalnia, jak wszystko w tym domu, była porażających rozmiarów. U szczytu ogromnego stołu siedziała jakaś niebiańsko piękna kobieta, po jej prawej Marvolo, a po lewej Cecile.

- A oto nasz spóźnialski. Usiądź, chłopcze – odezwała się blondwłosa kobieta. Harry szybko podszedł i usiadł obok swojego dziadka. Kiedy sięgał po sztućce usłyszał prychnięcie anielicy, którą zgromiła wzrokiem kobieta u szczytu stołu. Chłopak przyjrzał się jej. Miała jasnoblond włosy, były one długie i proste, przewiązane wstążką. Twarz miała szczupła z lekko zadartym nosem, a wydatne usta podkreślała piękno jej oblicza. Ubrana była w ciemnoniebieską sukienkę na ramiączkach, która podkreślała kolor jej oczu. Kobieta, tak jak Marvolo, skończyła już swoją porcję i teraz o czymś gorąco dyskutowali.

- Chłopcze, Harry, poznaj Anthone Deluje Carter, mamę Cecile – powiedział Evans. Kobieta wyciągnęła ku Harry’emu swoją prawą rękę. Chłopak dopiero teraz dostrzegł tatuaż ją pokrywający – czarna róża umiejscowiona na wewnętrznej stronie dłoni z łodygę owijającą przedramię, zamiast kolców miała młode pędy, w których kwiaty zostały zastąpione przez maleńkie głowy wężów.

- Miło Cię poznać, Harry Potterze, Wybrańcu, Złoty Chłopcze, Chłopcze, który przeżył. Każdy z nas ma wiele imion. Którym za swoich ty się posługujesz.

Anthone, dostrzegłszy wahanie na twarzy zielonookiego, rzekła:

- Nie musisz odpowiadać jeśli nie potrafisz. No cóż, Marvolo, było miło, ale ja już muszę iść.

- Odprowadzę cię, An.

Kobieta skinęła głową, po czym cmoknęła Cecile w policzek i tanecznym krokiem ruszyła ku drzwiom, przy których stał MM. Gdy tylko wyszli, Cec znów prychnęła.

- Nie spóźnij się – wiesz co to znaczy? – Syknęła do chłopaka.

- Przepraszam, zgubiłem się. Ty tu mieszkasz od urodzenia, ja od dziś –wyrzucił jednym tchem z siebie Harry.

- W sumie masz rację. Przepraszam, nie potrzebnie na Ciebie naskoczyłam.

- Nic się nie stało.

Następnie Cecile zaczęła tłumaczyć Harry’emu rozkład pomieszczeń, rysowała mapę oraz opowiadała o harmonogramie i zwyczajach panujących we dworze. Chłopak słuchał uważnie, starając się nie uronić ani jednego słowa. Od czasu do czasu wtrącał jakieś pytania.

 

Zgłoś jeśli naruszono regulamin