1907-09-08 Pascendi dominici gregis.pdf

(301 KB) Pobierz
1907-09-08 Pascendi dominici gregis
Encyklika Ojca wi tego Piusa X
o zasadach modernistów
Do Patriarchów, Prymasów, Arcybiskupów, Biskupów i Ordynariuszy,
pozostaj cych w jedno ci i ł czno ci ze Stolic Apostolsk
Czcigodni Bracia, Pozdrowienie i Błogosławie stwo Apostolskie.
WST P
Cel wrogów Chrystusa Pana: zrujnowa królestwo Jezusa Chrystusa 1
1. Urz d pasania owczarni Pa skiej zlecony Nam przez Boga, mie ci w sobie przede
wszystkim ten obowi zek, wskazany przez samego Chrystusa, aby my jak najczujniej strzegli
przekazanego Ko ciołowi depozytu wiary, odrzucaj c "niezbo ne nowo ci słów" oraz zarzuty
rzekomej nauki 2 .
Ta za przezorno najwy szego pasterza była po wszystkie zgoła czasy niezb dn
Ko ciołowi Katolickiemu, gdy za spraw nieprzyjaciela rodzaju ludzkiego nigdy nie
brakowało m ów "mówi cych przewrotno ci" 3 , "pró nomównych i zwodzicielców" 4 ,
"bł dz cych i w bł d wprowadzaj cych" 5 . A wyzna musimy, e szczególniej w ostatnich
czasach wzrosła liczba takich nieprzyjaciół krzy a Chrystusowego, którzy za pomoc nowych
a podst pnych rodków usiłuj parali owa o ywcze działanie Ko cioła, a nawet, gdyby si
udało, doszcz tnie wywróci samo nawet królestwo Chrystusowe.
Dlatego te dłu ej milcze Nam nie wolno, aby ta wyrozumiało , której my u ywali,
spodziewaj c si ich powrotu do rozwagi, nie była nam poczytana za zapomnienie swego
obowi zku.
Ukryci nieprzyjaciele Ko cioła
2. Zwleka nam dłu ej nie wolno. Wymaga tego przede wszystkim ta okoliczno , i
zwolenników bł dów nale y dzi szuka nie ju w ród otwartych wrogów Ko cioła, ale w
samym Ko ciele: ukrywaj si oni - e tak powiemy - w samym wn trzu Ko cioła; st d te
mog by bardziej szkodliwi, bo s mniej dostrzegalni.
B dziemy wi c mówi , Czcigodni Bracia, nie o niekatolikach, lecz o wielu z liczby katolików
wieckich, oraz - co jest bole niejsze - o wielu z grona samych kapłanów, którzy wiedzeni
pozorn miło ci Ko cioła, pozbawieni silnej podstawy filozoficznej i teologiczne, przepojeni
natomiast do gruntu zatrutymi doktrynami, głoszonymi przez wrogów Ko cioła, zarozumiale
siebie mieni odnowicielami tego Ko cioła, i rozzuchwaleni liczb swych zwoleników
napadaj nawet na to, co tylko jest naj wi tszego w dziele Chrystusowym, nie oszcz dzaj c
nawet Osoby Boskiego Zbawiciela, któr ze wi tokradzk odwag sprowadzaj do
stanowiska prostego i ułomnego człowieka.
81901982.001.png 81901982.002.png
Atakuj wiar w jej najgł bszych korzeniach
3. Dziwi si tacy, dlaczego ich zaliczamy do nieprzyjaciół Ko cioła; nikt jednak nie b dzie
si dziwił, je eli - pomijaj c zamiary wewn trzne, których Bóg tylko jeden jest s dzi -
zapozna si z ich doktryn , z ich sposobem mówienia i działania. Zaprawd , nie odbiega od
prawdy, kto ich uwa a za nieprzyjaciół Ko cioła i to najbardziej szkodliwych.
Albowiem, jak to ju powiedzieli my, przeprowadzaj oni swe zgubne dla Ko cioła plany nie
poza tym Ko ciołem, lecz w nim samym: st d te niebezpiecze stwo ma swoje siedlisko
niejako w samych yłach i wn trzno ciach Ko cioła, ku tym pewniejszej szkodzie, im lepiej
oni go znaj . Nadto, przykładaj siekier nie do gał zi i latoro li, lecz do samych korzeni, to
znaczy do wiary i do jej ył najgł bszych. Dotkn wszy za tego korzenia nie miertelno ci,
szerz dalej jad po drzewie całym, tak i nie oszcz dzaj adnej cz stki prawdy katolickiej,
adnej takiej, której by nie starali si zarazi . Zreszt w zastosowaniu tysi cznych sposobów
szkodzenia, nikt ich nie przewy szy w zr czno ci i chytro ci: udaj bowiem na przemian to
racjonalistów, to katolików, i z tak zr czno ci , i łatwo mog wprowadzi w bł d ka dego
nieostro nego; e za s bezczelni, jak mało kto, nie wahaj si przed adnym wnioskiem,
który gotowi s przeprowadzi z cał moc i stanowczo ci . Doda tu jeszcze trzeba - co
najskuteczniej wła nie mo e uwodzi dusze - e prowadz tryb ycia nadzwyczaj czynny, e
nieustannie i usilnie oddaj si wszelkiego rodzaju studiom, i e bardzo cz sto s lud mi
surowych obyczajów. Wreszcie - i to odejmuje wszelkie nadziej opami tania - własne ich
doktryny tak ich urabiaj , e gardz wszelk powag i odrzucaj wszelkie w dzidło; a
urobiwszy sobie fałszywe sumienie staraj si wmówi w siebie, e prawdy umiłowaniem jest
to, co w istocie jest jego zarozumiało ci i uporem.
Trzeba ich zdemaskowa
Tak, mówi c prawd , spodziewali my si , e ludzie ci kiedy mo e si opami taj : w tym
celu traktowali my ich z pocz tku jako synów z wyrozumiało ci ; pó niej z surowo ci ;
wreszcie jakkolwiek z alem, uciekli my si do skarcenia publicznego. Wiecie jednak,
Czcigodni Bracia, jak dalece pozostało to bez skutku: na chwil zdawali si skłania czoło,
lecz je natychmiast jeszcze bardziej w gór podnie li. Zapewne, gdyby tylko o nich samych
chodziło, mogliby my mo e nie zwraca na to uwagi: idzie tu wszak e o bepiecze stwo
imienia katolickiego. Dlatego te nale y ju zaniecha milczenia, które dłu ej by si stało
win , aby okaza całemu Ko ciołowi, kim s w rzeczywisto ci ludzie, co tak le si
przeoblekaj .
4. e za modernistów (tak przecie zw si oni zwykle) najprzebieglejszy manewr polega
na tym, e nie przedstawiaj swych doktryn uj tych w powien porz dek i zebranych w pewn
cało , lecz jakoby rozproszone i oddzielone jedne od drugich, a eby uchodzi za chwiejnych
i niejako niestałych, gdy tymczasem s pewni i stanowczy: wypada, Czcigodni Bracia, zebra
najpierw te doktryny w jedn cało , wykaza zwi zek, który je ł czy, a eby nast pnie
wy ledzi przyczyny bł dów i wskaza na rodki na odwrócenie ich zgubnych nast pstw.
Plan encykliki
5. Aby za zachowa pewien porz dek w rzeczach tak pomieszanych, to przede wszystkim
nale y zauwa y , e ka dy z modernistów przedstawia niejako i ł czy w sobie wiele
osób, a mianowicie: i filozofa, i wierz cego, i teologa, i historyka, krytyka i reformatora.
Tych wszystkich musi pojedynczo rozró ni , kto chce dokładnie pozna ich system oraz
przenikn pocz tki, jak i nast pstwa ich doktryn.
MODERNISTA - FILOZOF
Zasada i fundament:
agnostycyzm (rozum nie wychodzi poza poznanie fenomenów, dlatego te nie mo na
pozna Boga)
6. Je eli przeto zacz od filozofa, to moderni ci upatruj cał podstaw filozofii religijnej
w tej doktrynie, któr zw agnostycyzmem. Wedle niego rozum ludzki jest całkowicie
zamkni ty w dziedzinie zjawisk, to znaczy tyle , co powiedzie : w tym, co jest widocznie, i
w takiej postaci, w jakiej jest widoczne; ani z prawa, ani z władzy przyrodzonej nie mo e on
wyj z tych granic. Dlatego nie jest mocen podnie si do Boga, ani pozna Jego istnienia,
nawet za pomoc rzeczy widzialnych. St d za wnioskuje si e Bóg nie mo e by w aden
sposób bezpo rednim przedmiotem wiedzy; co si za tyczy dziejów, to bynajmniej Bóg nie
mo e by uwa any za podmiot historyczny.
Je eli to przyj , łatwo ka dy zrozumie, co si stanie z teologi naturaln , z motywami
wierzenia, z objawieniem zewn trznym. To wszystko moderni ci odrzucaj zupełnie i
zaliczaj do intelektualizmu, miesznego wedle nich systemu, ju od dawna zamarłego. Nie
powstrzymuje ich to bynajmniej, e tak okropne bł dy były ju przez Ko ciół najwyra niej
pot pione. Albowiem Sobór Watyka ski tak postanowił: "Ktoby powiedział, e Bóg jeden i
prawdziwy, Stwórca i Pan nasz, nie mo e by na pewno poznany przyrodzonym rozumu
ludzkiego wiatłem, przez to co jest uczynione, niech b dzie pot piony" 6 . A tak e: "Ktoby
powiedział, e nie mo e to by , albo e nie wypada, i by człowiek miał by przez objawienie
Bo e pouczany o Bogu i o czci, jaka Mu ma by oddawana, niech b dzie pot piony" 7 . A
wreszcie: "Ktoby powiedział, e objawienie Bo e nie mo e by podane do wierzenia za
pomoc znaków zewn trznych, i e dlatego ludzie mog by skłaniani do wiary jedynie przez
wewn trzne prze wiadczenie ka dego lub natchnienie prywatne, niech b dzie pot piony" 8 .
Na jakiej za podstawie moderni ci przechodz od agnostycyzmu, który jest tylko prostym
stanem nie wiadomo ci, do ateizmu naukowego i dziejowego, który polega ju na
pozytywnym przeczeniu: na podstawie przeto jakiego prawa rozumowania, od tego, e si nie
wie, czy Bóg brał udział w dziejach rodzaju ludzkiego, czy te nie - przechodzi si do
wyja nienia tych dziejów z pomini ciem Boga zupełnym, jakby istotnie nie brał w nich
udziału - niech zrozumie, kto mo e. To przecie uznaj i za niewzruszone poczytuj , e
wiedza i dzieje maj by ateistyczne; w ich za granicach mo e by miejsce tylko dla zjawisk,
z wyrzuceniem zupełnym Boga i wszystkiego, co jest Bo e.
Co za nale ałoby s dzi na podstawie tej najniedorzeczniejszej doktryny o Naj wi tszej
Chrystusa Osobie, co o tajemnicach Jego ycia i mierci, co równie o Zmartwychwstaniu i o
Wst pieniu na niebiosa, zaraz to dokładnie zobaczymy.
Immanentyzm yciowy:
religia jest pod wiadomym uczuciem wynikaj cym z potrzeby czego boskiego
7. W rzeczywisto ci agnostycyzm stanowi w nauce modernistów zaledwie cz negatywn ;
cz pozytywna za zawiera si całkowicie w immanencji yciowej. Od jednej do drugiej
przechodz oni w ten sposób.
Religia, czy ona b dzie naturalna, czy nadprzyrodzona, na równi z ka d rzeczywisto ci ,
wymaga pewnego wyja nienia. Otó po usuni ciu teologii naturalnej, po zamkni ciu drogi do
objawienia przez odrzucenie motywów wierzenia, po zaprzeczeniu nawet zupełnym
wszelkiego objawienia zewn trznego, rzecz staje si zrozumiał , e na pró no szukamy
wyja nienia poza człowiekiem. Pozostaje wi c jedno: szuka go w człowieku samym; e za
religia nie jest w rzeczywisto ci czym innym, jego pewn form yciow , tote wyja nienie
powinno wła nie si znale w yciu człowieka. Na tym wła nie polega zasada immanencji
religijnej. Dalej, pierwsze niejako poruszenie wszelkiego objawu yciowego, do którego
zalicza si te i religia - wedle tego, co ju powiedziano - nale y zawsze upatrywa w pewnej
potrzebie czyli pobudce: pocz tki za same tego objawu, je eli ci lej mowa o yciu,
spoczywaj w pewnym poruszeniu serca, zwanym uczuciem. Tote , skoro przemiotem religii
jest Bóg, wypada wi c wnioskowa , e wiara, która jest pocz tkiem i podstaw wszelkiej
religii, powinna spoczywa w pewnym uczuciu wewn trznym, które znów, ze swej strony,
powstaje z pewnej potrzeby tego, co Boskie. A e ta potrzeba objawia si tylko w pewnych
okre lonych i odpowiednich warunkach, sama przez si wi c nie nale y do dziedziny
samowiedzy. W zasadzie spoczywa ona pod ni , czyli wedle wyra enia zapo yczonego od
filozofii modernistycznej, w pod wiadomo ci, gdzie s ukryte jej korzenie, dla ducha zupełnie
niedost pne.
Je eli si zapyta , w jaki sposób, od tej potrzeby bóstwa, któr człowiek ma sam w sobie
odczuwa , przechodzi si nareszcie do religii - na to moderni ci tak odpowiadaj : nauka i
dzieje zawarte s mi dzy dwoma słupami granicznymi; jeden z nich jest zewn trzny, a jest
nim wiat widzialny; drugi jest wewn trzny, a jest nim samowiedza. Gdy nauka i dzieje dotr
do jednego z nich nie mog ju posuwa si dalej, poza tymi bowiem granicami le y ju
niepoznawalne. Wobec tego niepoznawalnego, czy ono jest na zewn trz człowieka, poza
wiatem widzialnym, czy te ono ukrywa si wewn trz, w pod wiadomo ci, potrzeba bóstwa
w duszy skłonnej do religii, bez adnego poprzedniego aktu rozumowego - jak zapewnia
fideizm - wywołuje pewne specjalne uczucie. To uczucie ma to do siebie, e zawiera w sobie
sam rzeczywisto Bosk ju to jako przedmiot, ju to jako przyczyn wewn trzn i do
pewnego stopnia ł czy człowieka z Bogiem. To jest wedle modernistów wiara i w tak
rozumianej wierze pocz tek religii.
Poj cie Objawienia:
poj cie samou wiadomienia i objawienia s równoznaczne
8. Na tym jednak nie koniec filozofowania, czy raczej bredzenia. W powy szym bowiem
uczuciu moderni ci nie tylko upatruj wiar , lecz twierdz , e i objawienie ma swe miejsce
przy wierze i w wierze samej, takiej, jak oni j pojmuj . Có bowiem w rzeczywisto ci
pozostawia si objawieniu? Czy mo e nie jest to objawieniem, a przynajmniej podstaw
objawienia owo uczucie religijne, które si objawia w samou wiadomieniu? Czy nie jest
objawieniem tak e ukazanie si duszom, jakkolwiek jeszcze niewyra ne, Boga w tym uczuciu
religijnym? Dodaj te , e skoro Bóg jednocze nie jest przedmiotem i przyczyn wiary, to
objawienie jest zarówno od Boga, jak i przez Boga; to znaczy ma ono Boga zarówno jako
objawiaj cego, oraz jako objawionego. St d te , Czcigodni Bracia, to najniedorzeczniejsze
twierdzenie modernistów, jakoby ka d religi , zale nie od ró nego wzgl du pod którym jest
rozpatrywana, nale y uzna jednocze nie i za naturaln i za nadnaturaln . St d pomieszanie
przez nich znaczenia samowiedzy i objawienia. St d, wedle nich, prawo jakoby
samo wiadomo religijna okazywała si by zasad ogóln , całkowicie na równi b d c z
objawieniem, której ulega maj wszyscy, nawet najwy sza w Ko ciele władza, kiedy naucza
lub stanowi prawa w sprawie kultu i karno ci.
Konsekwencje historyczne:
zniekształcenie historycznych zjawisk (np. ycia Chrystusa)
9. Nie dałoby si atoli dokładnego poj cia o powstawaniu wiary i objawienia, jak je pojmuj
moderni ci, gdyby si nie zwróciło uwagi na jeden punkt wielkiej wagi, ze wzgl du na
konsekwencje historyczno - krytyczne, które oni z niego wyprowadzaj .
Abowiem niepoznawalne, o którym opowiadaj , nie przedstawia si wierze, jako co
oderwanego i nagiego; owszem, jest ono poł czone ci le z pewnym zjawiskiem, które
jakkolwiek by nale ało do dziedziny wiedzy lub dziejów, jednak e pod pewnym wzgl dem
przekracza ich granice. Takim zjawiskiem mo e by jakikolwiek objaw przyrody,
zawieraj cy w sobie co tajemniczego; mo e te nim by jaki człowiek, którego charakter,
czyny, słowa, zdaj si nie zgadza ze zwykłymi prawami dziejów. Wtedy za wiara,
poci gni ta przez niepoznawalne, tkwi ce w zjawisku, opanowuje całe zjawisko i przesi ka je
niejako własn sw ywotno ci . St d za wypływaj dwa skutki. Po pierwsze, pewna
przemiana zjawiska, mianowicie przez jego podniesienie, jego własn rzeczywisto , jakoby
dla lepszego dostosowania go, jako materii, do formy boskiej, jak mu wiara chce nada . Po
wtóre, zachodzi tu, je eli mo na tak powiedzie , rodzaj odmiany zjawiska st d pochodz cego,
e wiara, wyj wszy to z pod warunków czasu i przestrzeni, nadaje mu to przede wszystkim
wówczas, gdy idzie o zjawisko z przeszło ci, i to o tyle łatwiej, o ile ta przeszło jest
odleglejsza. Z tego podwójnego wypadku wyci gaj moderni ci dla siebie znów dwa prawa,
które po doł czeniu do trzeciego, zaczerpni tego z agnostycyzmu, tworz jakby podstawy ich
krytyki historycznej. Przykład wzi ty z osoby Chrystusa rzecz wyja ni. W osobie Chrystusa,
powiadaj , wiedza i dzieje nie znajduj nic poza człowiekiem. A wi c w imi prawa
pierwszego, opartego na agnostycyzmie, nale y z jego dziejów usun wszystko, co tylko
tchnie bóstwem. Dalej, na podstawie drugiego prawa dziejowa posta Chrystusa
przemieniona jest przez wiar ; a przeto nale y usun z Jego dziejów wszystko, co Go
wynosi ponad dane dziejowe. Wreszcie, ta jasna osoba Chrystusa została przez wiar
odmieniona; nale y wi c z Jego dziejów usun c nadto słowa, czyny - i w ogóle wszystko, to,
co bynajmniej nie odpowiada Jego charakterowi, Jego poło eniu, Jego wychowaniu, miejscu i
czasowi, w którym ył. Dziwnym wyda si , niew tpliwie, ten sposób rozumowania: taka jest
jednak krytyka modernistów.
"Wiara" modernistyczna:
religia jest owocem przyrody
10. Tak wi c uczucie religijne, które w sposób powy szy wytryskuje z ciemnych gł bin
pod wiadomo ci przez immanencj yciow , jest zarodkiem ka dej religii jako te gruntem
tego wszystkiego, cokolwiek było lub b dzie w religii. To uczucie, z pocz tku niewyra ne i
bezkształtne, powoli rozwin ło si pod wpływem onej tajemniczej przyczyny, od której ma
pocz tek, i równocze nie z post pem ycia ludzkiego, ktorego, jak powiedziano, przedstawia
niejako form . Tak powstały wszystkie religie, nawet nadprzyrodzona: s one, mianowicie,
prostym wypływem onego uczucia religijnego. Niech si nikt nie spodziewa, eby dla religii
katolickiej miał tu by wyj tek; stawia si j na równi ze wszystkimi innymi. Jej kolebk była
samo wiadomo Chrystusa, m a o najbardziej wybranym charakterze, któremu nie było i
Zgłoś jeśli naruszono regulamin