wszechogarniaj�c� obecno�ci�. Stali�my jednak jak zaczarowani i nic nie robili�my. Po paru minutach Edward pog�aska� swoj� d�oni� m�j policzek. My�la�am, �e roztopi� si� pod wp�ywem jego elektryzuj�cego dotyku jak czekolada na s�o�cu. Wpatrywa� si� w moje oczy, jak gdyby pr�bowa� naprawd� mnie zaczarowa�. Jego twarz gwa�townie zbli�y�a si� do mojej i poczu�am jego gor�ce usta na swoich. Zatraci�am si� w tym nami�tnym poca�unku. Mia�am ochot� zaci�gn�� go cho�by na si�� na g�r�. Poczu�am, �e trac� oddech. Wtedy Edward nagle si� ode mnie oderwa�. Zamruga�am nerwowo, zdezorientowana tym, �e przesta� mnie ca�owa�. Mia�am wra�enie jakbym by�a ma�� rybk� i kto� bez zapowiedzi wyci�gn�� mnie z bezpiecznej wody, kt�r� si� rozkoszowa�am. Patrzy�am na niego ze zdziwieniem, a on u�miechn�� si� figlarnie, wr�ci� do samochodu i bez s�owa odjecha�.� Do cholery! Co on sobie my�la�? Jak m�g� mnie tak zostawi�!?�� pomy�la�am.� Zacz�am natychmiast t�skni�. Z g�o�nym westchnieniem, przepe�niona wzbieraj�cym we mnie rozczarowaniem wr�ci�am do apartamentu. W�tpi�, �ebym tej nocy mog�a zasn�慠 Muzyka: Jamelia "Something about you" (http://www.youtube.com/watch?v=WKm4Lijoz7o).� II. 8. Pytania bez odpowiedzi� Dzie� mia�am naprawd� pracowity. Przes�uchiwali�my obu m�czyzn, z�apanych dzi�ki Edwardowi, podczas naszej akcji. Niestety okaza�o si�, �e �aden z nich nie jest naszym tajemniczym zab�jc�. Oboje byli jedynie nic nie znacz�cymi pionkami, kt�rymi ten szaleniec pos�ugiwa� si� sprytnie z ukrycia, nie ujawniaj�c przy tym swojej to�samo�ci. Z ich zezna� niewiele si� dowiedzieli�my. Czu�am wewn�trzn� presj�. Musia�am rozwi�za� t� zagadk�, zanim doczekamy si� kolejnej ofiary. To, �e jeszcze psychopata nie zabi� kolejnej kobiety, �wiadczy�o wy��cznie o tym, �e by� �wiadomy tego, �e w tej chwili jest na celowniku i musi mie� wzmo�on� uwag�. Jednak�e my b��dzili�my, jak w ciemnym lesie, w poszukiwaniu w�a�ciwego rozwi�zania.� By�a pora lunchu, gdy dostali�my wezwanie. Kolejne morderstwo. Pojecha�am na miejsce z Jaredem, moim zast�pc�, oraz kilkoma innymi lud�mi. Ofiara � kobieta posiada�a na ciele dok�adnie takie same, koszmarne obra�enia jak poprzednia. To wszystko wygl�da�o o wiele gorzej ni� krwawe sceny serwowane nam przez re�yser�w dobrze sprzedaj�cych si� horror�w. Nikt si� nie u�miecha�, nikt nic nie m�wi�. Pracowali�my w napi�ciu i skupieniu. Jeszcze bardziej koncentrowali�my si� na ka�dym szczeg�le, pozornie nieistotnym dla laik�w, by wpa�� na jaki� trop. Musieli�my znale�� tego cz�owieka, a p�ki co, poza zmasakrowanymi cia�ami ofiar, nie mieli�my �adnych dowod�w. Z�apani wsp�lnicy podzielili si� z nami tylko numerem telefonu mordercy i jego rysopisem, ale to nie by�o wystarczaj�ce do szybkiego ustalenia, gdzie przebywa. Kom�rka odpowiadaj�ca temu numerowi zosta�a znaleziona w �mietniku w pobli�u dyskoteki. Oczywi�cie, jak mo�na si� zapewne domy�la�, by�a dok�adnie wyczyszczona, zar�wno powierzchownie, tak by nie by�o �adnych odcisk�w palc�w, jak i ze wzgl�du na zawarto��. Wobec tego wszystkiego nadal b��dzili�my jak dzieci we mgle.� Dawno nie prze�ywa�am takiej frustracji. Na miejscu zbrodni musia�am si� zmierzy� z dziennikarzami, kt�rzy szarpali si� o jakikolwiek urywek informacji na ten temat. Wyg�osi�am o�wiadczenie i pr�bowa�am przedosta� si� do w�asnego samochodu. Funkcjonariusze musieli pom�c mi przedrze� si� przez otaczaj�cy mnie t�umek tych hien. Po chwili na miejscu pasa�era usiad� Jared. Mogli�my wr�ci� na komisariat.� - I co o tym s�dzisz? � zapyta�.� - Czarno to widz�. Nie mamy �adnych konkretnych �lad�w. Na dodatek wisz� nad nami dziennikarze ��dni krwi niemal�e tak samo, jak nasz tajemniczy morderca. � Westchn�am. � Musimy pracowa� po godzinach i ustali� kto to� Inaczej posypi� si� g�owy. Nasze.� - Z niech�ci� musz� przyzna� ci racj�. Zatem co? Dzisiaj siedzimy do p�na i g��wkujemy? � dopytywa� si�.� - Tak. Musimy co� znale��. � By�am zawzi�ta.� - Zadzwoni� do Melanie. W�cieknie si�. Znowu j� wystawi�. � �ali� si�.� - Dziewczyna?� - Narzeczona. Sam si� dziwi�, �e ma jeszcze do mnie cierpliwo��. Nasza praca nie wp�ywa zbyt pozytywnie na �ycie osobiste. � Stwierdzi�.� - Taaa� Wiem co� o tym. M�j ojciec te� jest policjantem. � Pokiwa�am g�ow� ze zrozumieniem.� - A ty, szefowo? Sama, czy ju� poza zasi�giem? � zapyta� zaciekawiony.� - Jak na razie sama.� - A agent Cullen? Znacie si� prywatnie, prawda? � Potakn�am. � Czy jest co� mi�dzy wami? Wtedy, gdy by�a� nieprzytomna, zachowywa� si� bardzo� Hm. Sam nie wiem, jak to uj��. W ka�dym b�d� razie zauwa�y�em, �e strasznie mu na tobie zale�y. Takich emocji nie spos�b nie dostrzec! � Zaskoczy� mnie tym, co powiedzia�.� - Znamy si� z Edwardem od oko�o dziesi�ciu lat. Jego brat to ch�opak mojej siostry, a my sami jeste�my bliskimi przyjaci�mi. Tak bym to uj�a.� - Nic wi�cej? � By� strasznie ciekawski, ale lubi�am go i odpowied� na jego pytanie nie kosztowa�a mnie wiele trudu.� - Nie wiem. Wr�ci�am do Nowego Jorku po latach. Mo�e co� tam si� w�a�nie klaruje� Ale ju� nic wi�cej nie powiem. Skupmy si� lepiej na naszym �ledztwie. � Nakaza�am.� Nied�ugo p�niej siedzieli�my wszyscy w sali konferencyjnej. Trwa�a swoista burza m�zg�w. Przegl�dali�my dok�adnie materia�y, kt�re uda�o nam si� zgromadzi�. Zastanawiali�my si� d�ugo nad ka�d� zdobyt� informacj�. Jared wszystkie wa�niejsze wnioski zapisywa� na tablicy. Sz�o nam jednak opornie i w zasadzie nie mieli�my niczego nowego. Moja frustracja si�ga�a zenitu. W�a�nie w tym momencie nasz� dyskusj� przerwa�o pukanie do drzwi. Za chwil� oczom wszystkich ukaza�a si� sylwetka mojego przyrodniego brata.� - Emmett, co ty tu robisz? � Ucieszy�am si�, jednocze�nie dziwi�c si�. Przez lata nawi�za�am z nim, jego �on� i dzie�mi naprawd� za�y�e stosunki.� - Czy mog� porozmawia� z tob� na osobno�ci, siostrzyczko? � u�miecha� si� do mnie.� - Pewnie. � odpowiedzia�am i zwr�ci�am si� tym razem do mojej za�ogi � Gdyby co�, to b�d� u siebie w gabinecie.� Wyszli�my razem i skierowali�my si� do mojego biura. Przysiad�am na biurku i s�ucha�am uwa�nie opowie�ci Emmetta. On by� taki pocieszny. Z wygl�du ogromny i silny m�czyzna, a w �rodku ch�opiec o szczeroz�otym sercu. Cieszy�am si�, �e teraz b�dziemy si� cz�ciej widywa�. Brakowa�o mi jego, Rosalie oraz ich c�reczek, Juliette i Nicolette. Tak szybko ros�y. W�a�nie sko�czy�y pi�� lat.� - No dobra. Powiedz, co tak naprawd� ci� do mnie sprowadza? � spyta�am z zaciekawieniem.� - Och... Czy brat nie mo�e ju� tak po prostu odwiedzi� siostry w pracy? � Oburzy� si�.� - Mo�e. Ale wiem, �e to nie jest wy��czny pow�d twojej wizyty. � odpar�am spokojnie.� - Jutro musimy wyj�� wieczorem. Wiesz, taka firmowa impreza integracyjna. Renee i Phil te� si� tam wybieraj�. Zastanawiali�my si� zatem z Rosalie, czy nie mog�aby� zaopiekowa� si� w tym czasie bli�niaczkami?� - Pewnie, �e tak! Przyjemno�� po mojej stronie. St�skni�am si� strasznie za wami wszystkimi! � powiedzia�am i u�ciska�am go.� Emmett odwzajemni� m�j u�cisk i podni�s� mnie, przytulaj�c mocno. Chichota�am i prosi�am pomi�dzy kolejnymi wybuchami u�miechu, by mnie postawi� mnie z powrotem na ziemi. Nagle us�ysza�am za sob� g�o�ne chrz�kni�cie. M�j przyszywany brat uwolni� mnie w ko�cu z nied�wiedziego u�cisku i mog�am wreszcie obr�ci� si�, by zobaczy� osob�, kt�ra przerwa�a nasze wyg�upy.� - Edward? Ty tutaj? � spyta�am.� - Mnie r�wnie� mi�o ci� widzie�, Bello. � Za�mia� si�.� - Pami�tasz Emmetta? � Obydwaj wymienili grzeczno�ciowy u�cisk d�oni.� Emmett szybko po�egna� si� i opu�ci� m�j gabinet, zostawiaj�c nas samych. Oniemia�a, wpatrywa�am si� w Edwarda. Przygryza�am doln� warg�. Musia�am przyzna�, �e by�am lekko zdenerwowana z powodu jego obecno�ci. Od wczoraj nie mieli�my ze sob� �adnego kontaktu. Kompletnie nie wiedzia�am, co mia�am my�le� o tym jego po�egnalnym poca�unku. Pewna by�am tylko dw�ch rzeczy� Gdy zostawi� mnie wczoraj sam�, w�ciek�am si�, ale to uczucie szybko przegoni�o inne. T�sknota za mi�kkimi, ciep�ymi wargami Edwarda i za jego bezpiecznymi ramionami. Co si� ze mn� dzia�o? Czy�by znowu wraca�y uczucia sprzed lat? Przecie� wtedy sama zdecydowa�am o tym, �e nic nie mia�o w og�le szansy zaistnie� mi�dzy nami. A teraz? Teraz mia�am ogromne w�tpliwo�ci, czy drugi raz post�pi�abym tak samo.� - Bello� - Zacz�� Edward, sprawiaj�c, �e wr�ci�am na ziemi�.� - Tak? � O co te� mo�e mu chodzi�?� - Widzia�em ci� w wiadomo�ciach telewizyjnych i pomy�la�em, �e mo�e b�dziesz potrzebowa� towarzystwa. � Wyja�ni�. � Poza tym chyba czas najwy�szy na kolacj� i odpoczynek, co?� Automatycznie spojrza�am na zegarek. By�o przed dziewi�t� wieczorem. Nasze �ledztwo mog�o na dzi� dobiec ko�ca. Tkwili�my w �lepym zau�ku. Pewnie jak odpoczniemy i wy�pimy si�, to nasza praca b�dzie efektywniejsza. Dlaczego zatem nie mia�abym sp�dzi� wieczoru z Edwardem?� - Musz� odprawi� za�og�. � odpar�am kr�tko.� - Mam poczeka� tutaj? � zapyta�.� - Uhm� Nie musisz. Mo�e pojedziesz do mnie i zam�wisz co� na wynos? Dojad� do ciebie, jak tylko tutaj sko�cz�. � Zadecydowa�am.� - Dobrze. Mi pasuje. - powiedzia� i u�miechn�� si� do mnie, a ja wr�czy�am mu klucze.� Godzin� p�niej w ko�cu opu�ci�am posterunek. Dojazd do mojego apartamentu zaj�� mi ponad pi�tna�cie minut. By�o grubo po dziesi�tej, gdy wesz�am do mieszkania. W salonie panowa�a ciemno��. Jedynie w kuchni pali�o si� �wiat�o. Skierowa�am zatem tam swoje kroki. Dozna�am szoku, gdy zasta�am Edwarda swobodnie poruszaj�cego si� po jasnym wn�trzu, przygotowuj�c jak�� potraw�.� - Mia�e� co� zam�wi�, a nie sam przyrz�dza�. � Skomentowa�am.� - Liczy�em na jak�� wdzi�czniejsz� reakcj�. � Za�mia� si� i ju� nie mog�am si� powstrzyma�. Odpowiedzia�am mu szerokim u�miechem. � G�odna?� - Strasznie. � Odpar�am kr�tko.� - To myj r�ce i mo�emy zacz�� je��.� Kolacja by�a wy�mienita. Nie zdawa�am sobie sprawy z tego, �e Edward to wy�mienity kucharz. Jedzenie umilali�my sobie lekk� konwersacj�. Ca�y czas nie zosta� poruszony temat wczorajszego wieczoru, wo...
Krajculka