Historia_Wojny_Moskiewskiej.rtf

(271 KB) Pobierz
Historia Moskiewskiej Wojny Prawdziwa Przez Mię Mikołaja Scibora z Marchocic Marchockiego pisana

Historia Moskiewskiej Wojny Prawdziwa Przez Mię Mikołaja Scibora z Marchocic Marchockiego pisana.

Okazje wojny moskiewskiej, do której Polakom przyszło, stąd ma­ją swój początek.

Iwan Wielki1[1]

1 Iwan IV Groźny

 

, kniaź i car moskiewski, z którym król polski Stefan wojował[2], odumarł dwóch synów, z dwóch żon: Feodora [Fiodora] z pierwszej już dorosłego - ten po nim zaraz wstąpił na państwo, i Dimitra [Dymitra], dziecię jeszcze, którego urodziła [...]

Ten Feodor zostawszy kniaziem wielkim, wziął za żonę siostrę Borysa Hodonowa [Godunowa], który u niego, koniuszym będąc, za spowinowaceniem wszystkim władnął, i prawie wszystkim państwem rządził. Feodor był pan[em] bardzo skromny[m] i nabożny [m]; więcej rad[3] w cerkwi przesiedział, niż żeby w jakie rządy [wdawać] się miał.

Mając taką władzę, a widząc [cara] bez potomstwa, Borys Hodonow o panowaniu pomyślał; na Dimitra, który miał swoje mieszkanie w Ugleczu, [by] go zabito naprawił[4] [i] w maszkarach[5] najechał [na] człowieka. Feodor był frasobliwy z tego bardzo [i] kazał pilne czynić [poszukiwanie, aby] tych zdrajców dojść. Temuż samemu, co był tego zabójstwa uczestnikiem, odprawować[6] to przyszło; łatwo go [Fedora] zbył, że [by] tego dojść nie mógł. Z czasem i samego Feodora otruł. I tak, kiedy już kniaziów moskiewskich nie stało, sam się panem uczy­nił, [i w Moskwie] panował.

Podczas jego panowania Hrecko[7] niejaki, bojarski syn (powiada­li, że był i czerńcem[8]), udał się do Polski i zmyślił się być Dimitrem carowiczem, którego zabito na Ugleczu. Opowiadał, jako go jego pe­dagog za łaską Bożą od tego uchronił, i jako w miejscu jego zabito kogo inszego, a onego [pedagog] zdrowego wywiódł, i przez czas nie­mały po miejscach bezpiecznych z nim się chronił.

Owa tu już by wszy przy księciu Adamie Wiśniowieckim i Dimi­trem prawdziwym się ozwawszy, dostał się potem do księcia Konstan­tego Wiśniowieckiego, a stamtąd do Jerzego Mniszcha[9], wojewody sędomirskiego, [przybył]. Ten uczynił staranie, że król jego mość poz­wolił mu go prowadzić do Moskwy, wojsko zaciągnąwszy. A on też obiecywał, że Moskwa do niego łatwie przystanie. Jakoż kiedy się tu ozwał, zjechało ich nieco z Moskwy, otuchę mu czyniąc i nasi też sobie czynili dobrą nadzieję.

Poszli z nim do Moskwy, jakoś na schyłku roku [...] boli czwarte­go, na zimę[10]. Zaszli pod Nowogródek Siewierski. Nowogródka doby­wać chcieli, któremu przyszły wojska niemałe Hodunowe na odsiecz. Zwiedli nasi z tymi wojski bitwę, sparli ich z placu i szkodę w nich niemałą uczynili, ale nie rozproszyli. Ustąpiła Moskwa do swych obo­zów, które mieli przy lesie. Nasi też niedługo trwać mogli na tej ekspedycjej[11], albowiem było tylko na ćwierć[12] pieniądze dano; [więc] wrócili się do Polski,[a] wojska też się moskiewskie rozeszły.

Dimitr już nie wrócił się z nami, tylko niewiele ochotnika z nasze­go wojska z sobą zaciągnąwszy, udał się do Putywla, [gdzie go] putywlanie ochotnie przyjęli i u siebie przechowali. A potem wrychle[13] Borys Hodonow na stołku siedząc, krew się mu nosem rzuciła [i] nagle umarł[14]. Moskwa, po jego śmierci, Dimitra [...] wezwała na stolicę i za pana przyjęła. On osiadłszy, tak wielkie dobrodziejstwo wojewodzie sędomirskiemu odwdzięczając, wyprawił do Polski posły swoje z wiel­kimi upominki, prosząc o córkę jego Marynę w stan małżeński. Dano mu ją z konsensem[15] królewskim, i przy niej zaraz Mikołaja Oleśnic­kiego, natenczas kasztelana małogoskiego, i Aleksandra Gąsiowskiego, natenczas referendarza litewskiego, w poselstwie [wraz z] inszymi wysłano [i] zlecono [im] z tym nowym carem, o wszystkim, co by na stronę Rzeczypospolitej było, traktować[16]. Na wesele trzeba było we­dług wolej samego Dimitra, ludzi zaciągnąć wojennych; a pan woje­woda nabrał z sobą tylko przyjaciół, [bo] trzy chorągwie husarzów tyl­ko miawszy.

Tam, gdy się to wesele odprawiło, Moskwie poczęło się już nie po­dobać wszystko do cara, i uznawać poczęli, że impostor[17] , Polakom i wierze ich przychylny, [zwłaszcza że] do tego widzieli naszych niepotężnych. Mieli też okazją, [ponieważ] pod ten czas zgromadził był Di­mitr wszystkie wojska moskiewskie pod stolicę, gotując się na wojnę do Krymu. Zamyślili więc zdradę. Wasil kniaź Szujski, z niewielą się na to sprzysiągłszy, był tego ich zamysłu pryncypałem[18]. Krótko pi­sząc, uczynili tumult [i] z okazjej niby ognia, w dzwony po wszystkim mieście uderzono. A jest tam zwyczaj, iż [w takim wypadku] powinien sam car wyjechać [do miasta]. Było to bardzo rano. [Moskwa] na pałac z kniaziem Szujskim wpadli, Dimitra [zabili, na naszych zaś], co po mieście mieli swoje stania rzucili się. Część pobili, resztę zaś wszystkich i z carową [włącznie, jak też] i pana wojewodę sędomirskiego [...]; posły także koronne [i litewskie...] do więzienia pobrali. To zrobiwszy, uczynił się sam kniaź Wasilij [Szujski carem].

[Za króla Zygmunta] już panowania Anno 1607 podczas rokoszu [pojawił się drugi zmyślony Dimitr (tak potem udawał [...]Jkina bojarzyna od Staroduba syn), [który] jawił się w Litwie na Białej Rusi w miasteczku Propujsku, kędy był pojmany za szpiega i zatrzymany z tydzień w więzieniu. Tam się ozwał być Andrejem Nagowym[19], powinnym[20] zabitego Dimitra cara na Moskwie, i powiedział, że się uchronił ze zdrowiem swoim przed Szujskim, który wszystkich plemienników, a po naszemu pokrewnych, Dimitrowych traci[21]. Prosił przy tym, aby go odesłano do Staroduba, miasta i zamku siewierskiego. Podjął się tego niejaki Hrycko, naonczas kramarz tego miasteczka Propujska, (któregom ja znał potem przy nim podskarbim) i drugi Rogoziński, co w tym Propujsku był burgrabią4. Zawieźli go obadwa do Staroduba i tam go zostawili. Niedługo mieszkając w Starodubie, posłał niejakiego Aleksandra Moskwicina, którego miał z sobą w to­warzystwie żeby poszedł po zamkach siewierskich, głosząc to, że Di­mitr żyw jest i [znajduje się w] Starodubie; co było snadno udać, i lu­dziom też było łacno uwierzyć, bo [zie]mia siewierska i księstwo rzezańskie [riazańskie] nie przyjęli byli Szujskiego za pana; i wszystkich zamków siewierskich przez moc dobywał [Szujski]. Bywszy po innych niektórych zamkach ten Aleksander, z tą nowiną przyszedł i do Puty-wla. Putywlanie wziąwszy jego samego, posłali z nim kilkudziesiąt bojar do Staroduba, aby im Dimitra, którego głosi, pokazał. Pogrozili mu pytkami[22], jeśliby to nie była prawda. Czego on [bojąc się], poka­zał na tego, co go wysłał z tą wieścią, że ten o nim wie. Tego [...] pytywali; zbywał ich [mówiąc] „nie wiem"; oni mu, jeśliby nie [powiedział], pogrozili także pytkami, (pytki są to u nich, co u nas męki); [i po niejak]im przeniu brać go chcieli; porwał się do kija z furią, mó­wiąc] „to bledinie dity[23] Jeszcze wy mene nie znajete; osudar jestem". Tą śmiałością swoją sprawił to sobie u nich, że go przyznali za cara i zaraz do nóg mu padali, [po]dając się winnymi za tę omyłkę, a mówiąc „Winowaty my. Osudar pered toboju".

Tamże zaraz i starodubianie za pana go przyznawszy, dostatki mu, jakie mieć mogli, dali [i] po zamkach inszych imieniem jego obwiesz­czając, hramoty rozesłali, żeby się do niego garnęli. Napisał też [Dy­mitr] listy do litewskich miast pogranicznych, że jakom ja pierwej z pomocą litewską stolicę moje osiadł, tak i teraz prosząc, aby go ratowali. Zebrał tedy w krótkim czasie z Moskwy i z Litwy bądź to nie bardzo wybornego wojska ze trzy tysiące. Przyszedł też do niego i Miechowicki'[24], Polak, którego [Dymitr] nad tymi ludźmi uczynił hetmanem, [i który] pomknął się z tym wojskiem do Karaczowa. W tenże czas ludzi Szujskiego osiem tysięcy, nad którymi był Matias Mizinow starszym, dobywali zamku [w] Kozielsk[u]. Do tych on poszedł z Ka­raczowa czatą. Zdarzyło się, że ich zbieżał niespodziewanych, pogro­mił i samego Matiasza Mizinowa pojmał. Stamtąd kiedy powrócił do Karaczowa, ludzie litewscy, chcąc z tą zdobyczą, którą wzięli pod Kozielskiem ujść, poczęli się buntować. On też bacząc, że ich zatrzymać trudno, a Moskwie [nie?] ufał, wymknął się od nich we trzydziestu człeka, rzekomo co wierniejszej, a Polaka tylko jednego mając, który się nazywał Królikowskim, i ujechał na Orzeł [Orieł] miasto. Tam na Orle [był] w takim niebezpieczeństwie, że gdy się spać położył, [Mos-kwicin jeden], rozumiejąc, że usnął, świece rozświeciwszy, stanął nad nim, [i noża, chcąc] weń uderzyć, dobył. On tego Królikowskiego, któremu [przy kola]nach swoich głowę kłaść do spania kazał, bo tylko [jemu ufał], trącił kolany, że się on porwał a Moskwicin świecę [upuś­ciwszy, jak gdyby] nic nie myślał, położył się i rzekomo spał; [a potem wsta]wszy, przeniósł się na insze [miejsce] i tam dnia doczekał.

[Przerażony Miechowicki nie wiedział, gdzie się im car podział. Przepytując się o nim, dowiedział się, że jest na Orle. Posłał więc do niego, prosząc, aby się wrócił, czyniąc mu [tym] otuchę, [że] kiedy sam będzie presens[25], mogą być sposoby, że się wojsko zatrzyma. Ty­dzień w Orle zamieszkawszy, wrócił się na jego perswazją; a kiedy i za jego przyjazdem zatrzymać się nie dali, i owszem odeszli, on samej Moskwie zdrowia swego nie ufając, znowu ukradkiem ujechał z tymi, którym ufał, i puścił się prosto ku Putywlu, spodziewając się stamtąd pewniejszego ratunku, gdyż, jakom wyżej wspomniał, i pierwszego Dimitra oniż byli zatrzymali. Stamtąd [też] był [on] po śmierci Borysa Hodonowa wzięty na państwo.

W onym uchodzeniu swoim tylko ze dwudziestą albo ze trzydzies­tą człeka, natrafił [on] na Walawskiego, który z Ukrainy Kijowskiej szedł do niego od książęcia Romana Rużyńskiego wyprawiony z tysią­cem człowieka Ukraińców, bo już z nim przedtem znosił się książę Rużyńskie, jakoby ludzi z Polski zaciągać. Natrafił i na drugiego Sa­muela Tyskiewicza [Tyszkiewicza], który polskich ludzi miał z tysiąc. Tym rzekomo nie chciał się dać uznać; [...] wybadany przyznał się, że jest carem] Dimitr[em], i wszystkie [okoliczno]ci, co się z nim świeżo działo, powiedział, [jak również] swój zamysł, [że do] Putywla uchodzi. Pocieszali go i powiedzieli, że na służbę do niego przyszli, i więcej ludzi z książęciem Rużyńskim wojska polskiego, co rychłe za sobą spodziewają się.

Miawszy tedy te [wojska] sobie na pomoc, i o książęciu Rużyńs­kim pewną [wieść; gdy i inni] mu też przybyli, po części ludzi przy sobie mając, jako to obywatel województwa kijowskiego, książę Adam Wiśniowiecki, Mieleszko i Chruśliński, bracławskiego woje­wództwa obywatele. Z tymi wszystkimi złączywszy się, uczynił odwrót pod Karaczow. Ten już zastał na stronę Szujskiego zmieniony. Poszedł z nimi potem pod Brańsk [i tam się] położył. Tamże go zima zaszła. Tam też do niego wrócił się Miechowicki, który do przyjścia książęcia Rużyńskiego tymi ludźmi regimentował[26].

Brańskowi też przyszli ludzie Szujskiego na odsiecz i położyli się po drugiej stronie zamku, i okopali. A gdy wystać i czas pewny zaba­wiwszy się, utarczki z Moskwą miewając, wziąć Brańska nie mogli, odwiódł ludzi i poszedł z nimi na zimowanie do Orła.

A gdy się to tak w Moskwie działo, książę Roman Rużyński sposo­bił ludzi jak najwięcej mógł; do czego podała mu się okazja, że było ludzi gotowych w kupach niemało - tak tych, co byli przy królu jego mości na rokoszu[27], jako i tych, co byli na stronie rokoszowej. Kiedy się to już ogłosiło, że Dimitr żyje, garnęli się [wojsko] zewsząd do książęcia Rużyńskiego i zebrało się nas wszystkich blisko czterech ty­sięcy. Ruszył w tymże roku książę Rużyński pod Czerńiejowsk o Bo­żym Narodzeniu[28] i tam czekał, aż mu się wszyscy ludzie ściągnęli.

Stamtąd posłało to wojsko posły do cara, który natenczas był w Orle, oznajmujac mu o wejściu już naszym w państwo moskiewskie i pewnych kondycji[29] po nim potrzebując; a sami ruszyliśmy się za nimi o nowym lecie[30], kiedy poczęto pisać do [...].

Z odprawionymi posłami naszymi potkaliśmy się pod Nowogródkiem[31]. Tam nam poselstwa swego na rzece [gdzieśmy koło] mieli, relacją czynili. Niektórzy z nas [wątpili, czyli to ten] car, co był na Moskwie, czy nie ten. Oni dworstwem zbyli, że ten jest, coście nas do niego słali.

Od Nowogródka szliśmy spieszno i przyszliśmy do Kromów, mia­sta sześć mil[32] tylko od Orła, gdzie carska rezydencja była. I tam w tych Kromach końcaśmy zimy czekali.

Wojska moskiewskie Szujskiego tegoż czasu ściągały pod Boł-chow, który leży osiem mil za Orłem, już tam głębiej w Moskwę. Te wojska z wojski naszymi schodzić się nie mogły dla okrutnie wielkich śniegów, które ziemię na siedem piędzi[33] wzwyż przykryły. Stanąwszy w Kromach, wyprawiliśmy posły, między którymi byłem i ja do Orła, do cara Dimitra, oznajmiając mu o swoim przyjściu i pewnych kondycyj, i pieniędzy domagając się u niego. Było nas w tej legacji[34] osób do trzydziestu. Tam kiedyśmy przyszli przedeń, witanie według zwyczaju odprawiwszy, odprawiliśmy i poselstwo, na które od niego odpowie­dział nam pan Walawski, który był u niego kanclerzem. Po mowie pa­na Walawskiego, zdało się samemu odezwać się do nas. I rzekł tymi słowy swoim moskiewskim językiem:

„Radem był temu, kiedym się dowiedział, że Rużyński idzie, ale jako mam wiadomość, że mi [na] zdradzie przyszedł, wolałbym, żeby się i wrócił.

Posadził mnie Bóg pierwej na stolicy mojej bez Rużyńskiego, i te­raz posadzi, [a że] się wy groszy domagacie, mam ja tu niemało tak dobrych, [jako] i Polaków, [i] jeszczem im nic nie dał.

Zbiegłem ja ze stolicy od miłej małżonki mojej, od miłych przyja­ciół moich, nie tylko tak mnoho[35] groszy, ale i dęgi[36] z sobą nie wziąwszy. A kie[dyście swoje koło] mieli pod Nowogródkiem na ledzie, pytaliście się, [czy ja ten], czy nie ten; a ja z wami kostek nie grywał."

Za tymi słowy poczęliśmy też z nim z gniewem przemawiać się i powiedzieliśmy mu, że i po tym znamy, żeś nie ten, bo tamten umiał ludzi rycerskich szanować i przyjmować, a ty nie umiesz. Żal się Boże, żeśmy do ciebie na taką niewdzięczność przyszli, odniesiemy to braci, którzy nas posłali [- oni] będą wiedzieli, co z tym rzec. I tak z afektem rozeszliśmy się z nim.

On potem posłał za nami, prosząc, abyśmy zostali na obiad, aże­byśmy się nie obrażali jego mową, powiadając, że „mi tak udano".

Domyśliwaliśmy się, i takeśmy potem tego doszli, że to udanie by­ło od Miechowickiego, któremu z ciężkością przychodziło, co już przeczuwał, że tak być miało, książęciu Rużyńskiemu ustępować regi­mentu.

Daliśmy się przywieść do tego, żeśmy u jego stołu obiad jedli. Odprawieni nazajutrz już łagodniej, wróciliśmy się nazad do Kromów. [Zreferowaliśmy przy responsie[37] to wszystko, co się działo. Siła nas było na tym, [aby] wrócić się nazad do Polski.

Tamci zaś, co byli w Orle przy nim, zatrzymywali nas i prosili, mówiąc, że to wszystko będzie inaczej, tylko żeby sam książę Rużyńskie do niego przyjechał, a z nim się zniósł.

Jechał tedy, niedługo mieszkając książę Rużyńskie do Orła. Jecha­ło nas z nim do dwóch set towarzystwa[38] samego, a miał swej piechoty półczwarta[39] z sobą. Wyjeżdżali przeciw niemu wszyscy z Orła.

Działo się to w post. Wstąpiwszy a przenocowawszy w Orle, naza­jutrz posłano do książęcia Rużyńskiego, żeby jechał do ręki carskiej; a potem kiedyśmy [się zebrali] i już ruszyliśmy się z miejsca, znowu po­słano, [abyśmy się wrócili,] aż car miejsce swe zasiędzie, bo jeszcze [się myje]. [Albowiem] miał ten zwyczaj, że się na każdy dzień myjał w łaźni. Powiadał, że tym trudów zbywał, które podejmował, tułając się i uchraniając ze zdrowiem.

Książę Rużyńskie wracać się nie chciał, ale jechał i przyszło nam wprzód wnijść do tego mieszkania, kędy nas car miał przyjmować. Potem były między nami a nim przez jego urzędniki altercatie[40] [o to], żebyśmy wyszli z izby, aby pierwej car przyszedł i zasiadł swe miejsce; taż dopiero żebyśmy weszli do witania go. Nie chciał ustąpić książę Rużyńskie, i tak po długim sprzeczaniu, musiał przyjść między nas wszystkich, a idąc, twarz odwracał od tej strony, kędy stał Rużyński, i kiedy już siadł na swym stołku, uczynił do niego przemowę książę Rużyńskie, i rękę całował. Potem i drudzy szli do ręki.

Po onym obwitaniu, [car] prosił książęcia Rużyńskiego i nas wszy­stkich na obiad. Siedział z nim książę Rużyński u jednego stołu, a my u inszych. Przy obiedzie i po obiedzie, było mów z nim [wiele] rozma­itych. Pytał się o rokoszach i o to, [czy] między nami [także] rokosza­nie byli.

Nasłuchaliśmy się i bluźnierstw takich i owakich; powiadał, żeby się u nas nie podjął być królem; że nie na to się urodził monarcha moskiewski, żeby nim miał rządzić jaki arcybies albo jak po naszemu zowią arcybiskup[41]. Odpowiadali mu też na to, kto co rozumiał.

Odprawił [się] ten dzień bankietem. Nazajutrz potrzebował tego [książę] Rożyński, aby miał u niego prywatną rozmowę, albo to [...]. Zwleczono mu ten dzień, zwleczono i drugi, zaczem [zabier]ał się jechać, i już piechota jego wyszła. Myśmy [zaś] wszyscy zjeżdżali się. A wtem przybieżało niemało rotmistrzów i towarzystwa, tych daw­niejszego zaciągu, prosząc go i nas wszystkich, abyśmy się do jutra zatrzymali, „a my - powiedzieli - koło sobie uczynimy".

„Jeśliby car w tej niewdzięczności zostawał przeciwko wam, z wa­mi przestaniemy, Miechowickiego z hetmaństwa zdegradujemy [i]. ciebie książę Rużyńskie na hetmana przyjmiemy. Co będziesz chciał z tym wojskiem czynić, [czyń], wszystkośmy [uznać] gotowi."

I tak na te ich instancje z miasta wyjechawszy, na przedmieściuśmy do jutra został i.

Dzień jutrzejszy kiedy przyszedł, uczynili sobie wszyscy na konie wsiadłszy koło, do którego książęcia Rużyńskiego i nas wezwali. Mie­chowickiego degradowali, bando nań i na niektórych inszych, aby w wojsku nie był, uczynili; a jeśliby się ważył być, wolno go było zabić każdemu. Książęcia Rużyńskiego (spisek przy nim stać uczyniwszy) za hetmana obrali, do cara, jeśli korzysta w tym, aby wojsko przy nim zostało, żeby tych, którzy książęcia Rużyńskiego i wojsko, że mu na zdradzie przyszli, udali, mianował, z pośrodka siebie posłali. On przez posły mianować ich nie chciał, ale sam w pośrodek koła przyjechać ofiarował się. Tymczasem nim przyjechał, prosił nas wszystkich książę Rużyńskie, bo on już czynił rząd w kole, abyśmy byli cierpliwi, i nie

wrywali się w rzecz, powiedając, że ,ja we wszystkim za was od­powiadać będę".

Przyjechał tedy do nas na koniu bogato ubranym, i na samym szaty złotogłowowe. Przyjechało z nim kilkanaście bojar. Przyszło z nim przy koniu kilkanaście [piechoty. Skoro wje]chał w koło, gdy się w kole uczynił jakiś szmer, [on mniemając - tak rozumiem - że się pytają, jeśli to ten car, [zawołał] z fukiem:

„Cytte[42] skurwysynowie, kotory niecnota, kto przyjechał? Moskitin przyjechał."

Pojrzeliśmy po sobie, żeśmy byli [już] zamówieni" o cierpliwości, i że za nas miano odpowiadać, wytrwaliśmy.

Uczynił potem ten, któremu było poruczono, (zda mi się, że pan Chrośliński) imieniem koła do niego przemowę, i powie[dział] mu, „żeśmy po to posłów naszych do Waszej Carskiej Mości słali, abyś nam tych [ludzi] mianował[43], którzyć to wojsko i hetmana udali za zdrajcę, a żeś sam z tym przyjechał, chcemy słyszeć o takich". Kazał od siebie mówić Moskwicinowi jednemu. A gdy się mu mowa jego nie zdała, rzekł: „małcz, ty ne znajesz ty po ich howoriti, os ja sam budu". I tak począł. „Słaliście do mnie, abym wam wiernych sług swoich, którzy mię w czym przestrzegają, wydał i mianował. Nigdy na to monarchy moskiewskie nie przychodziło; aby wiernych sług swoich, którzy ich [w czy]m przestrzegają, wydawać mieli; i ja tego nie tylko dla was, ale by Bóg sam z wysokiego nieba zstąpił, i to mi uczynić rozkazał, tego ja nie uczynię!"

Tu już poczęły się z nim nasze różnych mowy; powiedziało się mu i to.

„A cóż ty wolisz, czy tych tylko samych mieć, którzyć się pokątnie językiem przysługują, czy to wojsko, coc przyszło zdrowiem i szablą służyć; bo jeśli tego nie uczynisz; wojsko [od] cię odejdzie."

A on tymi słowy. „Jak sobie choczite, chot pudite."

Tu już na te słowa wszczął się wielki rozruch; wojsko się zmiesza­ło. Strzelce jego poczęli potrącać, bić, broni dobywszy [i my się bronić i jego samego zajeżdżać. Jedni mówiąc „zabić szalbierza, rozsie­kać", drudzy „pojmać". „A taki synu, co żywo szalbierzu, [uwiodłeś nas a jeszcze nas taką niewdzięcznością karmisz".

On był tak śmiały, że w takim rozruchu, raz albo dwa obejrzawszy się co koń stąpił [i po]jechał ku miastu do swego mieszkania. Tam za­raz z tego koła osadzono o nim straż, żeby nie uciekł. On z despera­cji[44], trzeźwym będąc zawsze, [wonczas] niepodobnie coś siła gorzałki wypił, chcąc się sam umorzyć.

Tego dnia zaraz i przez noc ci, których miał za swoje dworskie urzędniki, jako Walawski kanclerz, Charliński marszałek, książę Adam Wiśniowiecki koniuszy, biegali między nim a wojskiem, stara­jąc się żeby zgodę uczynić. Cóż było czynić inszego, zawiedliśmy się, zezwoliliśmy na jednanie. Przyjechał do nas drugiego dnia do koła, "justyfikował się[45], że te słowa - „cytte skurwysynowie" - nie do nas, ale do strzelców swych mówił. Przyjęliśmy i takąjustyfikacją, a potem tych, co stanowiska swoje mieli w Orle, przy nim tam zostawiwszy, sami z książęciem Rużyńskim wróciliśmy się do swego stanowiska do Kromów.

Tych czasów przybywało mu oprócz nas, innych ludzi: przyszło Kozaków zaporoskich ze trzy tysiące, przyszło i duńskich [dońskich] Kozaków z Zaruckim[46] z pięć tysięcy. Miał też przedtem przy sobie kilkuset Kozaków duńskich, nad którymi dał starszeństwo [Lisowskiemu[47], i z tymi to był Lisowski wprawił się w czatowanie [ku] Mos­kwie, a za czasem sposobił się był i w większą jeszcze [sztukę?]

[Z tymi] jednak wszystkimi, co ich było ludźmi musieliśmy [prze­leżeć całą] zimę, jakom wyżej wspomniał dla wielkich śniegów. [Woj­ska] też Szujskiego ściągały się pod Bołhow i [tyle ich się zebrało do] wiosny, że przechodzili liczbę sta siedemdziesiąt tysięcy. Nad nimi był hetmanem Dimitr Szujski, rodzony brat Wasilow, który się był uczynił carem na Moskwie. Na wiosnę jak jeno śniegi zeszły i ziemia, która tam prędko podsycha, podsychać poczęła, ruszyliśmy znowu z Kromów pod Orzeł i wszytkie wojska nasze tam się ściągnęły. A gdy­śmy pod Orzeł przyszli, zapaliło się z jakiś nieostrożności miasto i dwór carski, że i carowi przyszło do nas do obozu ujechać.

Tam mając okazją, wdał się z nim w rzecz Trąbczyński, towarzysz spod chorągwi książęcia Rużyńskiego, który potem ze mną służył, próbując go, jeśli on ten car, co był pierwej; bośmy wszyscy wątpili, zwłaszcza ci, cośmy go nie znali. Ale ten osobliwie twierdził, że „choćby wszyscy mówili, że ten, tedy ja tego w się wmówić nie dam, bom ja znał dobrze pierwszego, będąc z nim pod Nowogródkiem".

Acz było takich niemało, jednak oni w tym jakoś pomamieni; dru­dzy też to pokrywali, że tak było trzeba. Przypomniał mu ten Trąb­czyński dzieje pierwsze, a każdą rzecz mu opak, nie tak, jako się dzia­ło, powiadał, a car w każdej rzeczy poprawiał go, że nie tak, ale tak, jako miało być właśnie.

On tak w kilku rzeczach go spróbowawszy, zdumiał się i rzekł:

„Przyznam ci się, miłościwy caru, żem [ja] tu był w wojsku jeden [jedyny] taki, com nie dał sobie tego wyperswadować, abyś ty był ten, ale Duch Święty mię oświecił, że wierzę, żeś ten jest." Car natenczas uśmiechnąwszy się, od nas odjechał.

[Był] i drugi taki, zakonnik bernardyn, co także pierwszego znał, [bo jak powjiadał, w Samborze w jednej celi z nim mieszkał. Taż że me ten [był, dowojdził, i że to wojna niesprawiedliwa. Ja muszę, mó­wił, zwró[cić uwagę k'tem]u. A potem podczas bitwy bołchowskiej, gdyśmy go [prowadź]iii, kiedy się tenże zakonnik z nim w rzecz wdał, 2 rozmów uwierzył, że ten jest, a nie inszy; tak go jakoś omamił.

A pod Orłem sporządziwszy, jak potrzeba wojsko, ruszyliśmy ku Bołchowu przeciw wojskom nieprzyjacielskim, które także zgromadzone, postąpiły ku nam, dwie mile na tę stronę Bołchowa, i tam obozem położyły się. A wiedząc, że my już ku nim przechodzim, wyszli od obozu swego milę przeciwko nam wszystkim wojskiem; zeszliśmy się z nimi 10-go Maii, a był dzień sobotny. Była utarczka niemała, nie znać jednak było, która strona była silniejsza. Z wojska naszego utracona była wtenczas jedna chorągiew Tupalskiego niejakiego, bo się był okrył dobrze z Moskwą, wszakże ją nazajutrz odebrał. A że to już było późno, i konie mieliśmy drogą nadmordowane, nie przyszło nam zwieść walnej bitwy, wróciliśmy się do swego obozu. Moskwa też do swego poszła.

Od tej utarczki wziął o nas car konfidencją lepszą[48], i gdyśmy się u niego według zwyczaju darowanej ćwierci dopominali, miasto jednej, dwie nam ćwierci darowane przyznał.

Nazajutrz 11 Maii, czekała nas Moskwa przy swym obozie, wojsko sprawiwszy...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin