Osho - Odwaga - Radość niebezpiecznego życia.doc

(924 KB) Pobierz
Osho – ODWAGA Radość niebezpiecznego życia

Osho – ODWAGA Radość niebezpiecznego życia

 

Przedmowa

 

Nie nazywaj tego niepewnością – nazwij to cudem. Nie nazywaj tego brakiem pewności siebie - nazwij to wolnością.

Nie jestem tu, aby narzucać wam dogmaty - dogmat daje pewność. Nie jestem tu, aby składać wam obietnice na wyrost - każda taka obietnica stwarza poczucie bezpieczeństwa. Jestem tu po prostu po to, aby obudzić w was czujność i świadomość, żebyście umieli trwać tu i teraz pomimo braku poczucia bezpieczeństwa, pomimo niepewności i wszystkich zagrożeń, które życie niesie ze sobą.

Wiem, że przybyliście tu w poszukiwaniu pewności, gotowych recept, jakichś ,,-izmów, własnego miejsca, kogoś, na kim moglibyście polegać. Przyszliście tu ze względu na strach. Poszukujecie jakiejś pięknej niewoli - abyście mogli żyć bez konieczności ciągłego zachowywania czujności.

Chciałbym pogłębić wasz brak poczucia bezpieczeństwa, waszą niepewność - ponieważ takie jest życie, taki jest Bóg. Gdy pojawia się niepewność i niebezpieczeństwo, jedynym, co powinniście zrobić, jest zachować świadomość.

Są dwie możliwości. Możesz zamknąć oczy i popaść w dogmaty, stać się chrześcijaninem, hinduistą czy muzułmaninem...

a w końcu przeistoczyć się w strusia. To nie przemienia życia, tylko zamyka twoje oczy, ogłupia, pozbawia inteligencji. Czujesz się bezpieczny w swojej niewiedzy - wszyscy idioci czują się bezpieczni. Właściwie tylko idioci czują się bezpiecznie. Człowiek, który żyje naprawdę, zawsze będzie czuł się niepewnie. Czy istnieje jakaś pewność?

Życie nie jest procesem mechanicznym, nie może być pewne. Jest nieprzewidywalną tajemnicą. Nikt nie wie, co wydarzy się za moment. Nawet Bóg, który, waszym zdaniem, mieszka gdzieś w siódmym niebie, nawet On - jeśli tam jest  nie wie, co się wydarzy! Ponieważ jeśli wiedziałby, co się wydarzy, wtedy życie byłoby fałszywe, wszystko byłoby z góry zapisanie i ukartowane.

Skąd Bóg mógłby wiedzieć, co się wydarzy, skoro przyszłość jest otwarta? Jeśli wiedziałby - życie byłoby martwe, jak proces mechaniczny. Nie byłoby w nim wolności - a jak może istnieć życie bez wolności? Wtedy nie istniałby wybór: rozwijać się czy nie. Wszystko, co z góry ustalone, jest pozbawione chwały i majestatu. Bylibyście tylko robotami.

Nie, nic nie jest bezpieczne. Takie jest moje przesłanie. Nic nie może być bezpieczne, bo życie bezpieczne jest gorsze od śmierci. Nic nie jest pewne. Życie jest pełne niepewności i niespodzianek - oto jego piękno! Nigdy nie dochodzisz do momentu, w którym możesz powiedzieć: „Teraz mam stuprocentową pewność". Kiedy mówisz, że jesteś czegoś pewien, deklarujesz swoją śmierć; popełniasz samobójstwo.

Życie toczy się pośród tysiąca niepewności. Na tym polega jego wolność. Nie nazywaj tego brakiem pewności.

Rozumiem, dlaczego umysł nazywa wolność „niepewnością" (...). Czy spędziłeś kiedyś kilka miesięcy (lat) w więzieniu? Jeśli byłeś tam, to wiesz, że gdy nadchodzi dzień uwolnienia, więzień odczuwa niepewność co do swojej przyszłości. W więzieniu wszystko było jasne. Wszystko opierało się na żelaznej rutynie. Zapewniano jedzenie, schronienie; nie było obawy o to, że następnego dnia może nie być niczego do jedzenia, że będziesz głodny - nic z tych rzeczy, wszystko było pewne. A tu nagle po wielu łatach strażnik przychodzi i oznajmia: „Teraz zostaniesz zwolniony". Więzień zaczyna drżeć. Za murami znów pojawi się niepewność; znów trzeba będzie szukać, znów trzeba będzie żyć z poczuciem wolności.

Wolność budzi lęk. Ludzie rozprawiają o niej, ale się jej boją. A człowiek nie jest człowiekiem, jeśli boi się wolności.

Daję wam wolność, nie daję wam bezpieczeństwa. Daję wam zrozumienie, a nie wiedzę. Wiedza przynosi ze sobą pewność. Gdybym udzielał wam wskazówek, pewnych wskazówek o istnieniu Boga, Ducha Świętego, Jezusa - jedynego Syna Bożego, o piekle i niebie, o tym, co dobre, a co złe, o tym, że za popełnianie grzechów traficie do piekła, a za cnotliwe uczynki będziecie w niebie - koniec! - mielibyście pewność. Właśnie dlatego tak wielu ludzi wybrało bycie chrześcijaninem, hinduistą, muzułmaninem, dżainistą - oni nie chcą wolności, chcą sztywnych zasad.

Umierał człowiek - nagle, w wypadku samochodowym. Nikt nie wiedział, że jest żydem, więc wezwano katolickiego księdza. Ten pochylił się nad mężczyzną, który był już w stanie agonalnym, i zapytał:

- Wierzysz w Trójcę Przenajświętszą, Boga Ojca, Syna Jego Jezusa i Ducha Świętego?

Mężczyzna otworzył oczy i powiedział:

- Patrzcie, ja umieram - a on zadaje zagadki!

Gdy śmierć zapuka do drzwi, okaże się, że cała twoja pewność to po prostu zagadki, jest niemądra. Nie chwytaj się kurczowo pewności. Życie jest niepewne - niepewność to jego natura. Człowiek inteligentny zawsze pozostaje niepewny.

Właśnie ta gotowość pozostania niepewnym oznacza odwagę. Ta gotowość pozostania niepewnym oznacza zaufanie. Osoba inteligentna pozostaje czujna w każdej sytuacji - odpowiada na nią całym swoim sercem. Nie wie, co się wydarzy, nie wie, czy to albo tamto się stanie. Życie to nie nauka ścisła; to nie łańcuch zdarzeń sprowokowany konkretną przyczyną. Podgrzej wodę do stu stopni, a wyparuje - to jest pewnik. Ale w prawdziwym życiu nic nie jest pewne.

Każda jednostka jest wyrazem wolności, nieznanej wolności. Przewidywanie, oczekiwanie spodziewanych rezultatów jest niemożliwe. Trzeba żyć z uwagą i zrozumieniem.

Przyszliście do mnie w poszukiwaniu wiedzy; chcecie ustalić reguły, abyście mogli się ich trzymać. Ale ja nie podaję reguł. Powiem więcej: jeśli jakieś już macie - odbiorę je wam! Zniszczę waszą pewność, sprawię, że zaczniecie się wahać, że przestaniecie czuć się pewnie. To jest podstawowa zmiana, która musi się dokonać. Tb jedyna rzecz, którą musi zrobić mistrz - zostawić was w całkowitej wolności. W całkowitej wolności, z otwartymi możliwościami, bez jakichkolwiek pewników (...). Będziecie musieli być czujni, nic więcej.

To właśnie nazywam zrozumieniem. Jeśli rozumiesz, niepewność staje się istotną częścią życia. I tak właśnie jest dobrze, ponieważ dzięki niepewności życie staje się nieustającą niespodzianką. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Utrzymuje cię to w stanie ciągłego zdziwienia. Nie nazywaj tego niepewnością -nazwij to cudem. Nie nazywaj tego brakiem pewności siebie - nazwij to wolnością.

 

Rozdział pierwszy

 

Czym jest odwaga?

 

Na pierwszy rzut oka nie ma dużej różnicy między tchórzem a odważnym. Jedyną jest to, że tchórz wsłuchuje się w swój

Odwaga jest podążaniem w nieznane wbrew swoim obawom.

Nie oznacza ona braku lęku. Strach znika, gdy stajemy się coraz odważniejsi. Ostatecznym doświadczeniem odwagi jest stan bycia nieustraszonym, który - gdy odwaga jest całkowita - staje się jak aromat. Ale na początku człowiek tchórzliwy i odważny nie różnią się od siebie zanadto. Jedyną różnicą jest to, że tchórz wsłuchuje się w swój strach i za nim podąża, a osoba odważna odsuwa go na bok i idzie dalej, zapuszcza się w nieznane pomimo lęków. Odczuwa strach, strach jej towarzyszy.

Gdy tak jak Kolumb wypływasz na niezbadane morze, napotykasz strach, ogromny strach, ponieważ nie wiadomo, co może się wydarzyć. Opuszczasz bezpieczny brzeg. Do tej pory było ci świetnie, jednak brakowało ci jednego - przygody. Zapuszczanie się w nieznane dostarcza emocji. Serce znów zaczyna bić mocniej; ponownie zaczynasz czuć, że żyjesz, że przepełnia cię wigor. Każda twoja komórka żyje, ponieważ zdecydowałeś się przyjąć wyzwanie.

Przyjmowanie wyzwania od nieznanego pomimo strachu to odwaga. Zawsze będą towarzyszyć temu obawy, ale jeśli zdecydujesz się przyjmować wyzwania, strach powoli zniknie. Doświadczanie radości związanej z nieznanym, pojawiający się zachwyt wzmacniają cię, uczą uczciwości, wyostrzają inteligencję. Po raz pierwszy odczujesz, że życie to nie nuda, lecz przygoda. A z czasem strach zanika; wtedy ciągle rozglądasz się w poszukiwaniu jakiejś przygody.

Generalnie, odwaga to ryzykowanie tym, co jest nam znane, na rzecz nieznanego; wygodą na rzecz niewygody. Jest to mozolna pielgrzymka do nieznanego celu. Nigdy nie wiadomo, czy będziemy w stanie się na to zdobyć. Jest to jak hazard, lecz tylko ci, którzy podejmują ryzyko, wiedzą, czym naprawdę jest życie.

 

Tao odwagi

 

Życie nie przestrzega zasad logiki; nieprzerwanie podąża własną drogą. To ty musisz wsłuchać się w nie; życie nie posłucha twoich argumentów; są mu całkowicie obojętne.

Co widzisz, gdy podążasz drogą swojego życia? Nadciąga burza, padają ogromne drzewa. Według Darwina, powinny przetrwać, są tak potężne i silne. Przyjrzyj się prastaremu drzewu, wysokiemu na dziesiątki metrów, mającemu trzy tysiące lat. Sama jego obecność stwarza wrażenie siły i mocy. Miliony korzeni zanurzyły się głęboko w ziemię, więc drzewo stoi stabilnie. Oczywiście będzie walczyć - nie chce skapitulować, poddać się, ale po burzy upada martwe, przestaje żyć, cała jego siła znika. Burza okazała się potężniejsza. Zawsze tak jest, ponieważ burza jest całością, a drzewo - jednostką.

Jednak istnieją także mniejsze rośliny, trawa. Gdy nadchodzi burza, trawa poddaje się, więc burza nie jest w stanie jej zaszkodzić. Co najwyżej może ją oczyścić, zmyć z niej kurz, ale nic więcej. Obmywa jak prysznic, a gdy odchodzi, niskie zarośla i trawy ponownie unoszą głowy. Trawa prawie nie ma korzeni, może ją wyrwać małe dziecko, ale pokonała burzę. Jak to możliwe?

Trawa podążyła ścieżką tao, drogą wskazaną przez Laocy, natomiast drzewo wybrało drogę Darwina. Drzewo zachowało logikę: próbowało się opierać, pokazać swoją siłę. Jeśli starasz się pokazać swoją siłę, zostaniesz pokonany. Wszyscy Hitlerowie, Napoleonowie, Aleksandrowie Wielcy są jak ogromne, silne drzewa. Wszyscy zostaną pokonani. Natomiast Laocy są jak małe rośliny: nikt nie jest w stanie ich pokonać, ponieważ zawsze są gotowi ulec. Jak można pokonać kogoś, kto mówi: „Poddaję się. Ciesz się zwycięstwem, po co robić tyle hałasu? Jestem pokonany". Nawet Aleksander poczuje się bezsilny przed Laocy, nie będzie w stanie niczego zrobić. Opowiada o tym pewna anegdota.

W czasach, gdy Aleksander Wielki dotarł do Indii, żył tam pewien mistyk, sannjasin * o imieniu Dandamis.

 

* Sannjasini (z sanskrytu) - dosłowne: porzucający; w hinduizmie: mnisi, wędrowni asceci, reprezentujący czwarty, najdoskonalszy etap życia.

 

Przed wyprawą przyjaciele poprosili Aleksandra, żeby przywiózł ze sobą sannjasina, ponieważ ten unikalny kwiat można spotkać tylko w Indiach. Powiedzieli:

- Przywieziesz zapewne wiele rzeczy, ale nie zapomnij o sannjasinie.

Chcielibyśmy ujrzeć go na własne oczy, dowiedzieć się, kto to naprawdę jest.

Aleksander, przejęty wojną, skupiony na walce, przypomniał sobie o tym dopiero, kiedy już wracał z podbojów, będąc tuż przy granicy Indii. Mijał ostatnią wioskę, więc rozkazał żołnierzom, aby udali się do niej i rozejrzeli za jakimś sannjasinem. Traf chciał, że nad rzeką nieopodal wioski przebywał akurat Dandamis. Ludzie mówili:

- Zjawiliście się w dobrym momencie. Żyje bowiem wielu sannjasinów,

lecz spotkać prawdziwego to niezwykła rzadkość. Możesz udać się do niego w odwiedziny, otrzymasz prawdziwy darszan*.

Aleksander roześmiał się i odpowiedział:

- Nie przybyłem tu po to, by otrzymywać jakieś darszany. Moi żołnierze go pojmą. Zabiorę go ze sobą do stolicy mojego kraju.

Wieśniacy odpowiedzieli:

- To nie będzie tak proste...

Aleksander nie mógł w to uwierzyć. Zwyciężał imperatorów, królów, więc jaki problem mógł mieć z sannjasin - żebrakiem i ascetą? Gdy żołnierze udali się do Dandamisa, ujrzeli go nagiego na brzegu rzeki. Powiedzieli:

- Aleksander Wielki zaprasza cię, abyś towarzyszył mu w podróży do jego kraju. Zostanie ci zapewnione wszystko, czego potrzebujesz. Będziesz gościem króla.

Nagi fakir roześmiał się i rzekł:

- Pójdźcie i powiedzcie swojemu panu, że człowiek, który sam siebie nazywa „wielkim", nie może być wielki. A dodajcie także, że nikt mnie stąd nie zabierze. Sannjasin przemieszcza się jak chmura, niczym nie skrępowany. Nie jestem niewolnikiem.

Odpowiedzieli mu:

- Musiałeś słyszeć o Aleksandrze! To gwałtowny człowiek. Jeśli mu odmówisz, nie posłucha, tylko utnie ci głowę.

sannjasin rzekł:

- Lepiej przyprowadźcie tu swojego pana. Może zrozumie to, co mu powiem.

Aleksander zdecydował się iść, gdy jego żołnierze oznajmili:

- On jest kimś wyjątkowym, świetlistym. Unosi się wokół niego coś przedziwnego. Jest nagi, ale nie czuje się tego w jego obecności. Jest tak potężny, że w jego towarzystwie człowiek zapomina o całym świecie. Ma w sobie magnetyzm, wokół panuje cisza, a całe otoczenie wydaje się cieszyć jego obecnością. Warto się z nim spotkać, ale jest pewien problem... Biedak upiera się, że nikt nigdzie go nie zabierze, że nie jest niczyim niewolnikiem.

Aleksander poszedł na spotkanie, trzymając obnażony miecz w dłoni. Dandamis roześmiał się i powiedział:

- Schowaj miecz, jest ci niepotrzebny. Odłóż go na miejsce; jest bezużyteczny, gdyż możesz nim pociąć jedynie moje ciało, które opuściłem już dawno temu. Miecz mnie nie zrani; nie bądź dziecinny.

Mówi się, że był to pierwszy raz, kiedy Aleksander posłuchał cudzego rozkazu. Z powodu obecności tego człowieka jakby zapomniał, kim jest. Schował miecz i rzekł:

- Nigdy nie spotkałem tak cudownego człowieka. Gdy wrócił do obozu powiedział:

- Trudno jest zabić kogoś, kto jest gotów umrzeć. Zabicie go nie ma sensu. Można zabić kogoś, kto walczy, wtedy ma to sens; nie można tego zrobić, gdy ktoś jest gotów i mówi: „Oto moja głowa, możesz ją śmiało odciąć."

Dandamis rzeczywiście powiedział: „Oto moja głowa, możesz ją odciąć. Gdy osunie się, obaj zobaczymy, jak spada na piasek, ponieważ nie jestem swoim ciałem. Jestem świadkiem".

Aleksander po powrocie oznajmił przyjaciołom:

- Było wielu sannjasinów, których mogłem ze sobą przywieźć, ale nie byli prawdziwi. Później zaś spotkałem człowieka, który naprawdę był niezwykły. Dobrze słyszeliście: taki kwiat jest wyjątkowo rzadki. Lecz nikt nie zmusi go do niczego, ponieważ nie boi się on umrzeć. Gdy ktoś nie boi się śmierci, jak można go do czegokolwiek nakłonić?

To twój strach czyni z ciebie niewolnika. Przestajesz nim być, gdy przestajesz się bać. Twój strach zmusza cię także do robienia niewolników z innych, tak by nie próbowali zniewolić ciebie.

Człowiek pozbawiony strachu nie boi się nikogo i nie sprawia, że inni się go boją. Strach całkowicie znika.

 

Droga serca

 

Angielskie słowo courage * (odwaga) jest bardzo interesujące. Pochodzi od łacińskiego cor - co oznacza „serce". Skoro rdzeń słowa „odwaga" pochodzi od „serca", to bycie odważnym oznacza życie z sercem. Słabi i tylko słabi żyją, używając głowy; przerażeni, wznoszą wokół siebie mury logiki. Przepełnieni strachem, zamykają wszystkie drzwi - teologią, koncepcjami, słowami, teoriami - i chowają się za tymi zamkniętymi drzwiami.

Droga serca jest drogą odwagi. Oznacza życie w poczuciu niepewności, życie z miłością, zaufaniem, poruszanie się po nieznanym, pozostawienie przeszłości i pozwolenie na to, by spełniała się przyszłość. Odwaga jest poruszaniem się po niebezpiecznych ścieżkach. Życie to niebezpieczeństwo i jedynie tchórze go unikają - jednocześnie stając się martwi. Osoba żywa, żyjąca naprawdę, zawsze wybierze nieznane. Zaryzykuje pomimo zagrożenia. Serce jest zawsze gotowe ryzykować, jest graczem. Głowa jest jak biznesmen - kalkuluje i jest przebiegła. Serce tego nie robi.

 

Słowo courage jest piękne i ciekawe. Żyjąc sercem, człowiek odkrywa sens. Poeta żyje z sercem i sercem słucha odgłosów nieznanego. Głowa nie potrafi słuchać; jest daleko od tego, co nieznane. Jest wypełniona tym, co już znasz.

Czym jest twój umysł? Wszystkim, co wiesz. A to jest przeszłość, coś, co umarło, odeszło. Umysł to jedynie wspomnienie. Serce jest przyszłością, serce jest nadzieją, zawsze wiąże się z tym, co będzie. Głowa myśli o przeszłości, serce marzy o przyszłości.

Przyszłość dopiero nadejdzie. Zawiera w sobie możliwość nadejdzie, nadchodzi. W każdej chwili przyszłość staje się teraźniejszością, teraźniejszość - przeszłością. Przeszłość nie daje wyboru, już się stała. Oddaliłeś się od niej - spełniła się, jest martwa jak grób. Przyszłość jest jak nasienie - budzi się, rozwija, by napotkać teraźniejszość.

Jesteś w ciągłym ruchu. Teraźniejszość jest jak most ku przyszłości. Tb krok, który właśnie stawiasz, a który zmierza w stronę przyszłości.

Każdy chce być sobą. Bycie sobą dostarcza tak dużo szczęścia

i błogości, że nie ma powodu być fałszywym. Musisz mieć odwagę, by zajrzeć w głąb: Dlaczego się boisz? Co może zrobić ci świat? Ludzie mogą się z ciebie śmiać; to poprawi im nastrój - śmiech jest zawsze lekarstwem. Pomyślą, że oszalałeś... Ale fakt, iż tak pomyślą, nie sprawi, że staniesz się szalony.

Jeśli twoja radość, łzy, taniec są prawdziwe - prędzej czy później znajdą cię ludzie, którzy będą cię rozumieć, którzy być może dołączą do twojej karawany. Ja też zaczynałem w pojedynkę, z czasem pojawili się inni ludzie i tak stworzyliśmy światową karawanę! Nikogo nie zapraszałem; robiłem po prostu to, co wypływało z mojego serca.

Jestem odpowiedzialny za swoje serce, nie innych ludzi. Ty również odpowiadasz tylko za swoje. Nie sprzeciwiaj się. Sprzeciw to samobójstwo, wyniszcza cię. I jaka z tego korzyść? Nawet gdy ludzie cię szanują, uważają za rozważnego, szacownego człowieka, to ich opinie cię nie wzbogacą. Nie dostarczą ci lepszego wglądu w życie i jego piękno.

Ile milionów ludzi żyło na Ziemi przed tobą? Nie znasz nawet ich imion; to, czy istnieli, czy nie, nie ma dla ciebie żadnego znaczenia. Byli wśród nich święci i grzesznicy, ludzie godni szacunku, ekscentrycy, szaleńcy - i wszyscy zniknęli, nawet najmniejszy ślad po nich nie został.

Twoim głównym celem powinno być rozwijanie i ochrona tych jakości, które będziesz mógł zabrać ze sobą, gdy śmierć zniszczy twoje ciało i umysł, ponieważ tylko te jakości będą ci towarzyszyć. Są one jedynymi prawdziwymi wartościami. Tylko ci ludzie, którzy je osiągają, żyją naprawdę; inni po prostu udają.

 

Pewnej nocy KGB puka do drzwi Jasela Finkelsztajna. Jaseł otwiera. Agent KGB pyta:

- Czy mieszka tu Jaseł Finkelsztajn?

- Nie - odpowiada Jaseł, stojąc na progu w swojej powycieranej piżamie.

- Nie? Więc jak się nazywasz?

- Jaseł Finkelsztajn.

Agent powala go na ziemię i krzyczy:

- Dlaczego na moje pytanie odpowiedziałeś, że tu nie mieszkasz?

- Pan to nazywa mieszkaniem? - odpowiada Jaseł.

Sama egzystencja to nie życie. Spójrz na swoje życie. Czy możesz nazwać je darem? Czy możesz je nazwać prezentem? Chciałbyś, aby dano ci to samo życie ponownie?

 

Nie słuchaj recept - słuchaj własnego serca. To jedyna recepta, którą polecam: słuchaj uważnie, świadomie, a nigdy się nie pomylisz. Słuchając własnego serca, nie będziesz czuł się rozdarty. Zaczniesz poruszać się we właściwym kierunku, bez zastanawiania się, co jest właściwe, a co niewłaściwe.

Nowa sztuka życia dla ludzkości będzie zawierać się w tajemnicy uważnego, świadomego słuchania własnego serca. Podążaj za nim, idź, dokądkolwiek cię poprowadzi. Owszem, czasem wpadniesz w tarapaty - ale wtedy pamiętaj, to jest potrzebne, abyś mógł dojrzeć. Czasem zejdziesz na manowce - ale pamiętaj: i to jest etapem dorastania. Wiele razy upadniesz - i znów się podniesiesz, ponieważ w ten sposób zdobywa się siłę. W ten sposób scalasz się.

Nie przestrzegaj zasad narzuconych z zewnątrz. Żadna narzucona reguła nie może być słuszna, ponieważ zasady tworzone są przez ludzi, którzy chcą tobą kierować! Tak, czasami na świecie zdarzali się również wielcy, oświeceni ludzie - Budda, Jezus, Kryszna, Mahomet. Nie narzucali światu swoich reguł, dawali mu swą miłość. Ale prędzej czy później zawsze znajdą się ci, którzy stworzą kodeksy prawideł, jak żyć. Kiedy mistrz odchodzi, znika jego światło. Ci, którzy zostali, pogrążeni w ciemności, zaczynają po omacku szukać zasad, których mogliby przestrzegać, bo bez światła niczego nie widzą. Teraz będą zmuszeni polegać na zasadach.

To, co robił Jezus, było zgodne z głosem Jego serca. To, co robią chrześcijanie, niekoniecznie zgadza się z głosami ich serc. Naśladują - a w momencie, gdy naśladujesz, obrażasz swoje człowieczeństwo, obrażasz swojego Boga.

 

Nie naśladuj. Zawsze bądź oryginalny. Nie stawaj się kopią. Niestety, cały świat pełen jest kopii.

Jeśli jesteś oryginałem, życie jest jak taniec - a przecież zostałeś stworzony jako istota oryginalna, niepowtarzalna. Zauważ, jak wiele różni Buddę od Kryszny. Jeśli Kryszna naśladowałby Buddę, stracilibyśmy jednego z najpiękniejszych ludzi na Ziemi. A gdyby Budda podążał za Kryszna, byłby po prostu marnym falsyfikatem. Wyobraź sobie Buddę grającego na flecie! - zakłóciłby sen wielu ludzi, nie był Recistą. Wyobraź sobie tańczącego Buddę - to wygląda śmiesznie, absurdalnie.

Podobnie z Kryszna. Siedzi pod drzewem bez Hetu, bez korony z pawich piór, bez bogatych szat - po prostu siedzi pod drzewem jak żebrak z zamkniętymi oczami, bez ludzi tańczących dookoła, bez muzyki, bez śpiewów - wyglądałby tak biednie, tak bezsilnie.

Budda to Budda, Kryszna to Kryszna, a ty to ty. Pod żadnym względem nie jesteś gorszy od innych. Szanuj siebie, szanuj swój wewnętrzny głos i podążaj za nim.

I pamiętaj - nie gwarantuję, że zawsze dobrze cię poprowadzi. Wiele razy poprowadzi cię na manowce, bo aby dojść do właściwych drzwi, trzeba wpierw zapukać do wielu niewłaściwych. Tak już jest. Jeśli natkniesz się na dobre drzwi przez przypadek, nie będziesz umiał rozpoznać, że są to te właściwe. Pamiętaj więc - w ostatecznym rozrachunku żaden wysiłek nie idzie na marne; wszystkie biorą udział w osiągnięciu kulminacyjnego punktu twojej dojrzałości.

Nie bądź niezdecydowany, nie martw się za bardzo o to, że zrobisz coś nie tak. To jeden z problemów: ludzi nauczono wystrzegać się błędów. Stają się niezdecydowani, pełni lęku, przerażeni tym, że mogliby zrobić coś źle, i tkwią w miejscu. Nie potrafią się ruszyć, bo coś złego może się wydarzyć. Stają się jak kamienie, tracą możliwość ruchu.

 

Popełniaj tyle błędów, ile to możliwe, pamiętając tylko o jednym: nie popełniaj drugi raz tego samego. A będziesz wzrastać. Gubienie się jest częścią twojej wolności, sprzeciw - nawet wobec Boga - to część twojej godności. Sprzeciwianie się, nawet Bogu, jest niekiedy piękne. Właśnie w ten sposób wykształcisz kręgosłup; są całe miliony ludzi pozbawione kręgosłupa.

Zapomnij o wszystkim, co ci określano jako słuszne lub niesłuszne. Życie nie jest niezmienne. Coś, co jest dobre dzisiaj, może stać się błędem jutro, coś, co jest niesłuszne w tym momencie, w następnym może być właściwe. Życia nie można zaszufladkować; nie można przyczepić metek: „To jest prawidłowe, a to nieprawidłowe". Życie to nie apteka, gdzie każda buteleczka ma swoją nalepkę, dzięki czemu wiesz, co zawiera. Życie jest tajemnicą: w jednym momencie wszystko pasuje i jest dobre; w następnym tyle wody upłynęło w Gangesie, że już nie pasuje i jest niesłuszne.

Jaka jest moja definicja tego, co słuszne? Słuszne jest to, co współgra z egzystencją, a to, co z nią nie współgra, jest niesłuszne. W każdym momencie będziesz musiał zachować czujność, ponieważ w każdej chwili musisz podejmować decyzję na nowo. Nie możesz polegać na gotowych odpowiedziach.

 

Tylko głupcy polegają na gotowych odpowiedziach, ponieważ do tego nie jest potrzebna inteligencja. Oto wiesz, co jest właściwe, a co niesłuszne, możesz łatwo zapamiętać; lista nie jest długa. Dziesięć przykazań - proste! - wiesz, co jest dobre, a co złe. Ale życie ciągle się zmienia. Gdyby powrócił Mojżesz, nie sądzę, by podał ci tych samych dziesięć przykazań - nie mógłby. Po upływie trzech tysięcy lat te same przykazania? Musiałby dać coś nowego.

Moje własne zdanie jest takie: przykazania są źródłem nieporozumień, ponieważ zanim dotrą do ludzi, już stają się przestarzałe. Życie mknie tak szybko; jest dynamiczne, nie statyczne. Nie jest nieruchomym stawem, jest Gangesem, płynie. Nie jest takie samo w dwóch kolejnych momentach. Jedna rzecz może być dobra w tym momencie, a może nie być dobra w następnym.

Co robić? Jedyne, co można, to uczynić ludzi na tyle czujnymi, aby sami mogli decydować, jak zareagują na zmieniające się życie. Jeśli masz oczy, to zauważysz, że każda chwila jest zaskoczeniem i gotowe odpowiedzi nie mają żadnego zastosowania.

 

Droga inteligencji

 

Inteligencja to życie, to spontaniczność, otwartość, brak zabezpieczenia. To bezstronność, odwaga funkcjonowania bez podejmowania wcześniejszych decyzji. A dlaczego mówię, że jest odwagą? Jest odwagą, ponieważ gdy działasz w sposób z góry założony, twoje decyzje chronią cię, dają poczucie bezpieczeństwa. Dobrze je znasz, dobrze wiesz, jak do nich dojść, z nimi jesteś bardzo skuteczny. Improwizacja w życiu to funkcjonowanie w niewinności. Nie ma bezpieczeństwa; możesz się pomylić, zboczyć na manowce.

Ten, kto jest gotów wyruszyć na poszukiwanie, zwane prawdą, musi przygotować się na popełnianie błędów - musi być w stanie ryzykować. Może zejść na manowce, ale tak można dojść do celu. Gubiąc się wiele razy, nauczysz się, jak więcej nie zabłądzić. Popełniając wiele błędów, człowiek uczy się, czym jest błąd i jak go nie popełniać. Wiedząc, czym jest błąd, przybliża

się coraz bardziej do prawdy. Są to indywidualne poszukiwania; nikt nie może polegać na cudzych wnioskach.

 

Nie urodziłeś się jako umysł. Niech to wsiąknie głęboko w twoje serce; tak głęboko, jak to tylko możliwe, ponieważ dzięki temu otworzą się drzwi. Jeśli urodziłeś się bez umysłu, to znaczy, że umysł jest wytworem społecznym. Nie jest naturalny, jest kulturowy. Został „wymyślony" i „narzucony" ci. Głęboko wewnątrz wciąż jesteś wolny, możesz się wydostać. Nie możesz uciec od natury, ale jeśli tylko się na to zdecydujesz, możesz uciec od tego, co sztuczne.

Byt poprzedza myśl. Nie jest więc stanem umysłu, jest stanem wykraczającym poza umysł. Bycie jest sposobem poznania tego, co fundamentalne, nie myślenie. Nauka to myślenie, filozofia to myślenie, teologia to myślenie. Religijność nie oznacza myślenia. Religijna bliskość to bliskość bez myślenia. Jest bardziej intymna, doprowadza cię bliżej do rzeczywistości, odrzuca wszystko, co cię powstrzymywało, odblokowuje cię; zaczynasz płynąć przez życie. Nie myślisz, że jesteś oderwany, patrzysz. Nie myślisz z zastrzeżeniem, że jesteś obserwatorem, kimś odległym. Spotykasz się, łączysz i wnikasz w rzeczywistość.

Jest to inny rodzaj poznania. Nie może być nazwany „wiedzą". Bardziej podobny jest do miłości niż wiedzy. Jest to poznanie tak intymne, że słowo „wiedza" nie wystarcza, aby je wyrazić. Słowo „miłość" jest bardziej adekwatne, bardziej wyraziste.

W historii świadomości rasy ludzkiej pierwsza rozwinęła się magia. Stanowiła ona połączenie nauki i religii. Miała w sobie coś z umysłu i nie-umysłu. Później z magii wyrosła filozofia. Z filozofii - nauka. Magia była zarówno nie-umysłem, jak i umysłem. Filozofia była już tylko umysłem. Później umysł i metoda eksperymentalna stworzyły naukę. Stanem nie-umysłu jest zaś religijność.

Religijność i nauka to dwa różne sposoby podejścia do rzeczywistości. Nauka zbliża się do niej za pośrednictwem swych wielu dziedzin, religijność - wprost. Nauka to podejście pośrednie; religijność to podejście bezpośrednie. Nauka kręci się po obrzeżach, religijność dociera do samego serca rzeczywistości.

I jeszcze kilka uwag (...). Myśl może wymyślać tylko to, co znane - może przeżuć to, co już było przeżute. Myślenie nigdy nie może być oryginalne. Jak można myśleć o nieznanym? Cokolwiek możesz wymyślić, było znane ci już wcześniej. Możesz myśleć tylko dlatego, że już coś znasz. Myślenie może co najwyżej stworzyć nowe kombinacje. Możesz myśleć o złotym latającym koniu, lecz nic tu nie jest nowe. Znasz ptaki latające pod niebem, znasz złoto, znasz konie - łączysz te trzy elementy ze sobą. Myślenie może jedynie dać nowe kombinacje, ale nie może poznać nieznanego. Nieznane pozostaje poza jego obrębem. Dlatego myślenie kręci się w kółko, wciąż poznajesz to, co już jest ci znane, przeżuwasz to, co już jest przeżute. Myślenie nigdy nie jest oryginalne.

 

Wkraczanie w rzeczywistość oryginalnie, radykalnie, bez pośredników -wkraczanie w rzeczywistość tak, jakbyś był pierwszą istniejącą osobą na świecie - to jest wyzwolenie. Taka świeżość wyzwala.

Prawda to doświadczenie, nie stwierdzenie. Prawda nigdy nie pojawia się wskutek studiów; musisz się z nią zmierzyć, musisz stawić jej czoła. Ktoś, kto uczy się miłości, jest jak osoba, która zagłębia się w Himalaje, studiując mapy. Mapa to nie prawdziwe góry. A jeśli zaczniesz wierzyć w mapę, przegapisz góry. Jeśli będziesz obsesyjnie gapił się w mapę, to choćby góry były tuż pod twoim nosem, nie będziesz w stanie ich dostrzec.

 

I tak właśnie jest. Góry są tuż przed tobą, ale ty nie odrywasz oczu od map, odwzorowujących te góry, stworzonych przez różnych badaczy. Ktoś wspiął się na szczyt od północy, ktoś inny od wschodu. Stworzyli różne mapy: Koran, Biblię, - różne mapy tej samej prawdy. A ty jesteś nimi obładowany, uginasz się pod ich ciężarem. Nie możesz poruszyć się nawet o centymetr. Nie możesz dostrzec gór przed sobą, ich dziewiczych wierzchołków, pokrytych śniegiem, błyszczących w porannym słońcu jak złoto. Nie masz oczu, aby to dostrzec.

Tendencyjnie nastawione oko jest ślepe. Serce pełne już podjętych decyzji jest martwe. Z powodu apriorycznych ocen twoja inteligencja zaczyna tracić ostrość, piękno, siłę. Staje się nudna.

Nudna inteligencja to intelekt. Twoja tak zwana inteligencja nie jest naprawdę inteligentna, tylko intelektualna. Intelekt jest padliną. Możesz go dekorować, ozdabiać perłami, diamentami, szmaragdami - padlina pozostanie padliną.

Bycie żywym oznacza coś całkowicie innego.

 

Nauka oznacza jasność, całkowitą jasność co do faktów. A jeśli dążysz do takiej jasności co do faktów, nie możesz odczuwać tego, co nieodgadnione - im bardziej jesteś konkretny, tym więcej tajemniczości wyparowuje. Tajemniczość wymaga braku precyzji; wymaga czegoś, co nie poddaje się definicjom, czegoś nieokreślonego. Nauka opiera się na faktach. Tajemnica nie jest faktualna, jest egzystencjalna.

Fakt stanowi jedynie część egzystencji, bardzo małą część. Nauka zajmuje się częściami, ponieważ dużo łatwiej się z nimi uporać. Są mniejsze, poddają się analizie; nie przytłaczają, można je brać do rąk. Można zrobić im sekcję, szufladkować, mieć całkowitą pewność co do ich cech, stanu, możliwości - ale w tym procesie tajemnica zostaje zabita. Nauka to morderstwo dokonywane na tajemnicy.

Jeśli chcesz doświadczyć nieznanego, będziesz musiał otworzyć inne drzwi, z całkiem innego wymiaru. Sfera nauki jest sferą umysłu. W sferze cudu, tajemnicy leży medytacja.

Medytacja zabiera cię w nieznane, w niezbadane. Zabiera cię powolutku w pewien rodzaj wzajemnego przenikania, gdzie obserwator i obserwowane stają się całością. W nauce byłoby to niemożliwe. Obserwator musi pozostać obserwatorem, a obserwowane musi pozostać obserwowanym - te dwie pozycje muszą być przez cały czas rozdzielne. W żadnym momencie nie możesz się zapomnieć; to, co badasz nie powinno cię ani przez chwilę interesować, pochłaniać, pasjonować, budzić twojej miłości ani poczucia wspólnoty. Musisz się oderwać, pozostać zimnym, całkowicie obojętnym. A obojętność zabija tajemnicę.

Jeśli naprawdę chcesz doświadczyć tajemnicy, będziesz musiał otworzyć w sobie nowe drzwi. Nie nawołuję: „Przestańcie być naukowcami!" Mówię jedynie, by nauka nie była dla was aktywnością pierwszoplanową. Kiedy jesteś w laboratorium, bądź naukowcem, ale kiedy wychodzisz z niego, zapominaj o nauce. Słuchaj ptaków - ale nie w sposób naukowy! Patrz na kwiaty - ale nie w sposób naukowy. Kiedy patrzysz na różę z naukowego punktu widzenia, staje się ona zupełnie inna. To nie ta sama róża, której doświadcza poeta.

Doświadczenie nie zależy od przedmiotu, zależy od tego, kto je przeprowadza, od głębi odczuwania.

 

Patrząc na kwiat, sam stań się kwiatem; tańcz wokół niego, śpiewaj. Wiatr jest chłodny i orzeźwiający, słońce - ciepłe, a kwiat - w pełnym rozkwicie. Tańczy na wietrze, cieszy się, śpiewa, wyśpiewuje alleluja. Współuczestnicz w tym! Porzuć obojętność, obiektywność, bezstronność. Porzuć postawę naukową. Stań się bardziej elastyczny, roztop się, przekształć. Pozwól kwiatu przemówić do twojego serca, pozwól mu dotrzeć do twojej istoty. Zaproś go - jest gościem! A wtedy uchylisz rąbka tajemnicy.

To jest pierwszy krok w stronę nieznanego. Ostateczny krok jest następujący: jeśli potrafisz uczestniczyć przez chwilę, to znaczy, że poznałeś klucz, sekret. Zacznij więc uczestniczyć we wszystkim, co robisz. Gdy idziesz, nie rób tego mechanicznie, nie obserwuj - bądź tym. Gdy tańczysz, nie rób tego tylko technicznie; technika jest nieistotna. Możesz robić wszystko poprawnie technicznie, a mimo to tracić całą radość z tańca. Rozpłyń się w nim, stań się tańcem, zapomnij o sobie-tancerzu.

Gdy osiągniesz taką jedność w wielu czynnościach swego życia, kiedy wszystko wokół ciebie zacznie doświadczać zanikania, lekkości, braku ego (...) gdy kwiat i ty staniecie się jednym, tęcza i ty staniecie się jednym (...) gdy chmury będą wędrować po niebie, a jednocześnie w tobie (...) gdy zapanuje w tobie całkowita cisza, nie będzie w tobie nikogo, jedynie czysta cisza, dziewicza, niezmącona, niezakłócona przez logikę, myśl, emocję, uczucie - to właśnie będzie moment medytacji. Umysł odszedł, a gdy odchodzi - pojawia się tajemnica.

 

Droga zaufania

 

Zaufanie jest najwyższym rodzajem inteligencji. Dlaczego ludzie nie ufają innym? Ponieważ nie ufają swojej inteligencji. Boją się, obawiają się, że zostaną oszukani. Boją się; dlatego wątpią. Wątpliwość wynika ze strachu. Wątpliwość wynika z niepewności co do własnej inteligencji. Nie jesteś przekonany, że umiesz ufać ani że chciałbyś ufać. Zaufanie wymaga ogromnej inteligencji, odwagi, uczciwości. Wymaga wielkiego serca, aby mogło w nim zamieszkać. Jeśli nie masz wystarczająco dużo inteligencji, bronisz się przez wzbudzanie w sobie wątpliwości.

Jeśli dysponujesz inteligencją, jesteś gotów udać się w nieznane, ponieważ wiesz, że nawet gdyby cały znany ci świat zniknął, będziesz w stanie poradzić sobie w nieznanym. Będziesz w stanie w nim się zadomowić. Ufasz swojej inteligencji. Wątpienie ciągle ma się na baczności; inteligencja jest otwarta, ponieważ wie, że cokolwiek się stanie, będzie w stanie przyjąć wyzwanie, odpowiednio zareagować. Przeciętny umysł nie ufa sobie. Wiedza jest przeciętna.

 

Istnienie w stanie niewiedzy to inteligencja, to przejaw czujności - i niczego nie gromadzi. Każdy przemijający moment, znika, nie zostawia za sobą śladu, żadnego egzystencjalnego śladu. Człowiek wychodzi z niego ponownie czysty, ponownie niewinny, znów taki jak...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin