McMahon Barbara - Kłopoty z Candee(1).pdf
(
690 KB
)
Pobierz
Trial Engagement
Barbara McMahon
Kłopoty z Candee
0
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Dostrzegła go, gdy tylko wyszła z samolotu. Trudno go było nie
zauważyć, zwłaszcza że poza nim, w zasięgu wzroku, nie było żywej duszy.
Pozostali pasażerowie dawno poszli, każdy w swoją stronę, a hala przylotów
świeciła pustkami. Bramka, na końcu prowadzącego do niej korytarza, stała
otworem. Candee i dwaj towarzyszący jej ochroniarze byli ostatnimi
pasażerami opuszczającymi pokład samolotu. Jedynie załoga pozostała w
tyle.
Na wprost niej, niedbale opierając się o pulpit przy kasie, stał ideał
mężczyzny. Brad Pitt, Andre Agassi i Bruce Willis razem wzięci albo
kwintesencja tego, co najlepsze w każdym z nich. Połączenie ich trzech w
jednym doskonałym ciele. Nie był co prawda aż tak wysoki, jak
towarzyszący jej ochroniarze, ale miał co najmniej sto dziewięćdziesiąt
centymetrów wzrostu. Candee, stojąc naprzeciw niego na wysokich
obcasach, czuła się jak krasnal, mimo że nie należała do niskich kobiet,
miała bowiem sto siedemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu.
Na pierwszy rzut oka wyglądał jak kowboj. Miał mocno zdarte buty,
wyblakłe, niemal prześwitujące na kolanach dżinsy. Podniosła wzrok.
Niebieska koszula, szerokie ramiona, ciemny filcowy kapelusz przesunięty
zawadiacko do tyłu. Przez chwilę miała nadzieję, że mężczyzna okaże się
przedstawicielem stanu Kolorado, którego przysłano, aby odebrał ją z
lotniska. Był bardzo przystojny...
Zdradziły go oczy. Ciemnobrązowe, bacznie przyglądające się
otoczeniu, przeszywające wszystko i wszystkich wnikliwym spojrzeniem.
Gdy zatrzymały się na niej, poczuła na twarzy jakby muśnięcie, niemal
1
dotyk. Zadrżała z przejęcia. Powinna była się dawno przyzwyczaić do tego
rodzaju badawczych spojrzeń. W ciągu ostatnich kilku miesięcy co najmniej
sześć par męskich oczu przyglądało jej się w podobny sposób. Jej życie
wywróciło się do góry nogami, a ona zastanawiała się, czy kiedykolwiek
wróci do normy.
Było jednak w tym nieznajomym mężczyźnie coś innego, niewątpliwie
wyjątkowego, choć nie była jeszcze pewna, czy to „coś" jej się podoba. Do
żadnego z jego poprzedników nie poczuła od pierwszego wejrzenia tak
silnego pociągu fizycznego. Byli po prostu zwykłymi facetami,
wyznaczonymi przez prokuraturę do dbania o jej bezpieczeństwo. Czym on
różnił się od nich... ?
Choć szybko odwrócił wzrok, wiedziała, że doskonale zapamiętał
najmniejszy szczegół jej twarzy. Dwaj idący u jej boku mężczyźni nie
zwolnili nawet kroku, gdy go mijali.
- Druga toaleta - wyszeptał, ledwie poruszając ustami.
Gdyby nie była na to przygotowana, prawdopodobnie w ogóle nie
usłyszałaby tego szeptu. Ale ostatnio stała się bardzo wyczulona na różne
drobiazgi, na które nigdy wcześniej nie zwróciłaby uwagi. Podobno
obcowanie z przemocą wyostrza zmysły.
Czy to możliwe, żeby był jej nowym „opiekunem"? -zastanawiała się,
próbując dotrzymać kroku ochroniarzom, którzy zazwyczaj chadzali szybko,
rzadko gdziekolwiek przystając. Od miesięcy jej życie polegało na próbie
dotrzymania im kroku. Mieli oczywiście powody, żeby się spieszyć. Starali
się chronić jej życie i zadbać o to, by bezpiecznie dotarła do celu swej
podróży - czekającej na nią kryjówki. A każde zaniedbanie z ich strony
narażało ją na niebezpieczeństwo.
2
W ciągu ostatnich dwóch dni mnóstwo obcych ludzi przekazywało ją
sobie z rąk do rąk. W ciągu tych dni spędziła w samolocie więcej godzin niż
niejeden wytrawny pilot w ciągu miesiąca. Wielokrotnie przekroczyła strefy
czasowe, zapominała o jedzeniu bądź przesypiała godziny posiłków. A
wszystko po to, by zgubić swoich prześladowców. Była wykończona
biegiem wydarzeń i zirytowana takim obrotem spraw. Pomimo obaw i lęku,
jaki czuła, miała serdecznie dosyć tego życia na wariackich papierach.
Gdyby tylko mogła cofnąć czas, żyłaby dzisiaj normalnie.
A może się myliła co do tego faceta? Może nie był kolejnym
wyznaczonym przez sąd opiekunem, który miał dbać o jej bezpieczeństwo
przez najbliższe tygodnie? Oczywiście tylko do czasu procesu, na którym
miała zeznawać jako świadek koronny. Jeśli jednak nim był, to z pewnością
w niczym nie przypominał swoich poprzedników. Tamci nosili ciemne
garnitury, on zaś wyglądał tak, jakby właśnie wrócił z pastwiska. Tamci byli
wysocy, milczący i w swych ciemnych garniturach bardzo do siebie
podobni. On wyglądał zupełnie inaczej. Opalony, umięśniony i męski.
Potrząsnęła głową i przetarła oczy. Czuła, że powieki ma spuchnięte z
braku snu. Była prawie nieprzytomna ze zmęczenia.
Candee Adams widziała całe rzesze równie seksownych, opalonych i
atrakcyjnych mężczyzn na plażach Miami. Byli bardzo dumni ze swoich
doprowadzonych do połysku i perfekcji brązowych, wysportowanych ciał.
Ten nie kończący się pokaz męskiej urody przestał wywierać na niej
wrażenie wiele lat temu. A teraz jakiś wystrojony kowboj miałby zwrócić jej
uwagę? Najwyraźniej była zbyt zmęczona, by trzeźwo myśleć.
Pomimo to wiedziała, że i tak zainteresowałaby się, gdyby przechodził
obok. Ubrany lub nie!
3
- Zaczekamy tutaj, pani Adams - powiedział jeden z towarzyszących
jej mężczyzn.
Nazywał się chyba Bruce Champion... Zbyt duża liczba nazwisk i
twarzy, które przewinęły się w ciągu ostatnich dni, sprawiła, że Candee
miała w głowie mętlik. Była tak wyczerpana, że gdyby mogła, to pewnie
zaraz by się położyła i spałaby chyba przez najbliższy tydzień.
- Powodzenia - dodał drugi z nich, przyglądając się badawczo twarzom
pasażerów przebywającym w hali lotniska.
Wzruszyła ramionami i skierowała się w stronę toalety. Miała ochotę
opłukać twarz i zmyć z niej ślady zmęczenia. Nie była w stanie przypomnieć
sobie, kiedy ostatnio leżała w łóżku...
- Candee Adams? - zapytała kobieta o bardzo podobnej do niej
fizjonomii i mniej więcej w tym samym wieku. Weszła do toalety, czujnie
rozglądając się dookoła.
- Tak, to ja - odpowiedziała, czując nagły przypływ strachu. Odwróciła
się, żeby sprawdzić na wszelki wypadek, czy ma wolną drogę ucieczki.
- Sierżant Sally Montgomery - powiedziała nieznajoma, wręczając
Candee swoją legitymację.
Minęło trochę czasu, zanim była w stanie przyjrzeć się zdjęciu i
dokładnie prześledzić dane, widniejące na odznace. Gdy już to zrobiła,
pokiwała twierdząco głową i zwróciła dokument jego właścicielce. Nagły
przypływ adrenaliny całkowicie ją rozbudził i usunął z twarzy ślady
zmęczenia znacznie skuteczniej, niż zrobiłaby to woda. Teraz była już czuj-
na i mogła trzeźwo myśleć.
- Niech pani pójdzie za mną. Tam jest wolna kabina. Zmieścimy się
obydwie.
4
Plik z chomika:
dariusz.marcinkowski
Inne pliki z tego folderu:
Diana_Palmer_-_Odwazni_35493-189452_.pdf
(856 KB)
Major Ann - Piosenka dla niego.pdf
(625 KB)
Small_Bertrice_-_Friarsgate_04_-_Ostatnia_dziedziczka.pdf
(2443 KB)
Hunter_Madeline_-_Kochanek_doskonały.pdf
(1474 KB)
Broadrick Annette - Niebezpieczna znajomość.pdf
(468 KB)
Inne foldery tego chomika:
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin