Hawthorne Nathaniel - Opowieści z zaczarowanego lasu -.Książka.Książki.Literatura.Mity.pdf

(1132 KB) Pobierz
10931945 UNPDF
Aby rozpocząć lekturę,
kliknij na taki przycisk ,
który da ci pełny dostęp do spisu treści książki.
Jeśli chcesz połączyć się z Portem Wydawniczym
LITERATURA.NET.PL
kliknij na logo poniżej.
10931945.001.png 10931945.002.png
Nathaniel Hawthorne
OPOWIEŚCI
Z ZACZAROWANEGO
LASU
Przełożyli:
Krystyna Tarnowska
Andrzej Konarek
89
Tower Press 2000
Copyright by Tower Press, Gdańsk 2000
90
Głowa Meduzy
Perseusz był synem Danae, a ona córką królewską. Kiedy był jeszcze malutki, jacyś niego-
dziwi ludzie zamknęli go wraz z matką w skrzyni i rzucili na morze. Wiatr dął rześko i ode-
gnał skrzynię daleko od brzegu, a wzburzone fale miotały nią na wszystkie strony. Danae
tuliła dziecko do piersi i drżała ze strachu, że jakaś ogromna fala może ich pogrzebać pod
swoim spienionym grzbietem. Ale skrzynia płynęła sobie dalej, nie tonąc i nie obracając się
dnem do góry, a gdy nadeszła noc, podpłynęła tak blisko jakiejś wyspy, że zaplątała się w sieć
rybaka, który wyciągnął ją na suchy piasek. Wyspa nazywała się Serifos, a władał nią król
Polidektes, który, jak się okazało, był bratem tego rybaka.
Ów rybak, mogę wam to z przyjemnością powiedzieć, był człowiekiem niezwykłe ludzkim
i sprawiedliwym. Okazał wiele życzliwości Danae i jej malutkiemu synkowi i nie przestawał
darzyć ich przyjaźnią, dopóki Perseusz nie wyrósł na pięknego młodzieńca, niezwykle silne-
go, dzielnego i zręcznie władającego bronią. Ale na długo przedtem król Polidektes ujrzał
dwoje obcych – matkę i dziecko – którzy przybyli do jego królestwa w pływającej skrzyni.
A że nie był tak dobry i przyjazny jak jego brat rybak, postanowił wysłać Perseusza na ja-
kąś niebezpieczną wyprawę, w której chłopiec poniósłby niechybną śmierć, potem zaś wyrzą-
dzić straszliwą krzywdę samej Danae. Zły król długo dumał i starał się wymyślić coś strasznie
niebezpiecznego, czego mógłby się podjąć młody człowiek. A kiedy wreszcie wpadł na po-
mysł, który mógł przynieść tak tragiczne skutki, jakich pragnął, posłał po młodego Perseusza.
Młodzieniec przybył do pałacu i zastał króla siedzącego na tronie.
– Perseuszu – rzekł król Polidektes uśmiechając się do niego chytrze – wyrosłeś na bardzo
pięknego młodzieńca. Zarówno ty, jak i twoja czcigodna matka zaznaliście wiele dobrego ode
mnie i od mego szlachetnego brata rybaka, sądzę więc, że bez wielkiej przykrości spłaciłbyś
część swego długu.
– Ach, Wasza Królewska Mość – odparł Perseusz – chętnie zaryzykowałbym życie, by to
zrobić.
– A więc dobrze – mówił dalej król z przebiegłym uśmiechem na wargach. – Chcę ci za-
proponować małą przygodę, a ponieważ jesteś dzielnym i przedsiębiorczym chłopcem, na
pewno uznasz to za wyjątkowe szczęście, że będziesz miał tak rzadką sposobność, aby się
wyróżnić. Otóż musisz wiedzieć, mój dobry Perseuszu, że zamierzam poślubić piękną księż-
niczkę Hippodamię; a jest w takich razach zwyczajem ofiarować narzeczonej w darze coś
niezwykle rzadkiego i wyszukanego. Przyznam, że byłem w niejakim kłopocie, nie wiedząc,
gdzie znaleźć coś, co mogłoby zadowolić wytworny smak księżniczki. Ale oto dzisiejszego
ranka, pochlebiam sobie, udało mi się wreszcie wymyślić coś odpowiedniego.
– I to ja mogę pomóc Waszej Królewskiej Mości w zdobyciu tej rzeczy? – zawołał z entu-
zjazmem Perseusz.
– Możesz, jeżeli jesteś tak odważny, jak myślę – odpowiedział król Polidektes z niezwykłą
łaskawością. – Podarkiem zaręczynowym, który zapragnąłem ofiarować pięknej Hippodamii,
jest głowa Gorgony Meduzy z jej wężowymi kędziorami; i ufam, drogi Perseuszu, że mi ją
przyniesiesz. A ponieważ zależy mi na tym, by dojść do porozumienia z księżniczką, im prę-
dzej wyruszysz na poszukiwanie Gorgony, tym większą mi sprawisz przyjemność.
– Wyruszę w drogę jutro rano – odparł Perseusz.
91
– Zrób tak, proszę cię, dzielny młodzieńcze – powiedział król. – I pamiętaj, Perseuszu, od-
cinając głowę Gorgony postaraj się ciąć równo, by nie naruszyć jej wyglądu. Musisz dostar-
czyć ją w jak najlepszym stanie, aby zaspokoić wyszukany smak pięknej księżniczki Hippo-
damii.
Perseusz opuścił pałac, ale ledwie oddalił się na pewną odległość, Polidektes wybuchnął
śmiechem; cieszył się bowiem ten niegodziwy monarcha, że młodzieniec wpadł tak łatwo w
sidła. Lotem błyskawicy rozeszła się wieść, że Perseusz podjął się odciąć głowę Meduzy o
wężowych splotach. Radość była powszechna, bo mieszkańcy wyspy byli równie niecni jak
ich król i z niczego by się bardziej nie cieszyli, niż gdyby Danae i jej synowi przytrafiło się
coś bardzo złego. Zdaje się, że jedynym dobrym człowiekiem na całej nieszczęsnej wyspie
Serifos był nasz rybak. Tak więc kiedy Perseusz przechodził obok nich, ludzie wytykali go
palcem, robili głupie miny, mrugali do siebie porozumiewawczo i kpili z niego tak głośno, jak
tylko pozwalała im odwaga.
– Ho, ho! – pokrzykiwali – już mu te węże Meduzy pokażą! Otóż trzeba wam wiedzieć, że
w tych czasach żyły trzy Gorgony; a były to najdziwaczniejsze i najstraszliwsze potwory,
jakie ludzkie oko widziało od stworzenia świata i jakich nikt nie ujrzy w przyszłości. Nie
wiem doprawdy, do jakich stworów czy straszydeł mam je przyrównać. Były to siostry i wy-
dawało się, że jest w nich cień podobieństwa do kobiet, ale w rzeczywistości były z gatunku
wstrętnych i złośliwych smoków. Trudno sobie zaiste wyobrazić, jak ohydnymi stworami
były te trzy siostrzyczki. Nie uwierzycie, kiedy wam powiem, że na głowie każdej z nich za-
miast włosów rosło sto ogromnych węży, a wszystkie były żywe, wiły się, kurczyły i skręca-
ły, wysuwając swe jadowite języki z rozdwojonym żądłem na końcu! Zęby Gorgon wyglądały
jak strasznie długie kły, ręce miały z brązu, a ciała ich pokrywała łuska, która – chociaż nie z
żelaza – była równie twarda i mocna. Miały także skrzydła i mogę was zapewnić, że były one
naprawdę wspaniałe, bo każde pióro tych skrzydeł było z czystego, jasnego, połyskującego,
wypolerowanego złota i niewątpliwie musiał to być olśniewający widok, kiedy Gorgony
przelatywały w promieniach słońca.
Ale gdy ludziom zdarzyło się czasem dostrzec wysoko w górze odblask tej połyskującej
jasności, rzadko zatrzymywali się, aby popatrzeć, lecz uciekali i chowali się, jak mogli naj-
szybciej. Myślicie może, że bali się ukąszenia węży, które służyły Gorgonom za włosy, albo
lękali się, że wstrętne kły odgryzą im głowy, a brązowe szpony rozszarpią ich na kawałeczki?
No cóż, takie niebezpieczeństwo również groziło, ale nie było ono największe i najtrudniejsze
do uniknięcia. Bo najgorsze w tych strasznych Gorgonach było to, że kiedy jakiś nieszczęsny
śmiertelnik raz tylko utkwił wzrok w ich twarzy, natychmiast, nieodwołalnie zmieniał się z
istoty z krwi i kości w zimny, martwy kamień!
Tak więc, jak łatwo zrozumieć, przygoda, którą niegodziwy król Polidektes wymyślił dla
niewinnego młodzieńca, była naprawdę bardzo niebezpieczna. Sam Perseusz, kiedy dokładnie
przemyślał całą sprawę, musiał przyznać, że ma bardzo niewielką szansę, żeby wyjść z niej
cało, i że raczej przemieni się w kamienny posąg, niż wróci z głową Meduzy o wężowych
włosach. Bo nie mówiąc już o innych trudnościach, był jeden szkopuł, który dałby się we
znaki komuś znacznie starszemu niż on. Nie tylko bowiem musiał walczyć z tym złotoskrzy-
dłym, twardołuskim, długozębym, miedzianorękim, wężowłosym monstrum, nie tylko musiał
je zabić, lecz musiał to uczynić z zamkniętymi oczami lub – przynajmniej – bez jednego
choćby spojrzenia na wroga, z którym się zmagał. W przeciwnym wypadku, w chwili gdy
podniesie ramię, by zadać cios, skamienieje i stać będzie z podniesioną ręką przez stulecia, aż
wiatr i deszcz skruszą go na proch. Smutny byłby to koniec dla młodzieńca, który chciał do-
konać wielu dzielnych czynów i długo cieszyć się szczęściem na tym jasnym i pięknym świe-
cie.
92
Zgłoś jeśli naruszono regulamin