BONES
Jedyny Ty
- czym jest moje uczucie
fanfiction
Bones by Marlen & Rokitek
Część Pierwsza
Akcja opowiadania rozpoczyna się w dniu uniewinnienia ojca Brennan.
Brennan radośnie uściskała swego ojca, wpatrując się jednocześnie w stojącego nieco dalej uśmiechniętego Bootha, Zack, Hodgins i Angela podeszli do niej aby pogratulować skompletowania rodziny. Gdy w końcu odeszli, została tylko ona, Max, Russ i Booth.
- Udało się, znów jesteśmy razem! Chodźmy to jakoś uczcić!- wykrzyczał rozradowany Max.- Popieram - odparł Russ.
- W takim razem chodźmy do mnie, nie mam ochoty na żaden bar, czy coś w tym stylu. - zaproponowała Brennan.
- Masz rację, uczcijmy to kameralnie w gronie rodziny i przyjaciół. - odpowiedział ojciec Brennan kierując swoją wypowiedź także do Bootha. Ona również spojrzała na niego z lekkim uśmiechem.
- Oh, dzięki, ale szczerze mówiąc - gubił się we własnych słowach Seeley. - to bardziej rodzinne święto, więc ja…
- Daj spokój - przerwała mu Tempe, złapała pod rękę i wszyscy udali się w kierunku samochodu.
*Mieszkanie Brennan*
Siedzieli razem uśmiechając się, co chwilę padały kolejne toasty. Brennan czuła się szczęśliwa mając wokół siebie wszystkich, którzy są jej najbardziej bliscy.
- Kochani, obiecuję że szybko nadrobimy stracone lata! Jesteśmy rodziną i w końcu możemy być razem. - w oczach Maxa pojawiły się łzy, co wyraźnie udzieliło się pozostałym. Nawet spojrzenie Bootha zrobiło się nieco szkliste. Wzrok Maxa wreszcie skierował się w stronę agenta, który wyraźnie czuł się nieswojo świętując uwolnienie człowieka, którego sam aresztował.
- Booth, słuchaj. Wiem doskonale, że ty wykonywałeś swoją pracę i tyle, więc nie mam do ciebie żalu. Mało tego. - podszedł do Bootha i dotknął jego ramion. - Dziękuję.- powiedział w końcu, co wprawiło Seeleya w osłupienie.
- Ale za co?- pyta nie ukrywając zdziwienia Booth.
- Za Temperance, za to co dla niej zrobiłeś, za to co nadal robisz. Za to, że ją wspierasz. Za to jak broniłeś jej w sądzie. Widziałem z jaką trudnością przychodziły ci dzisiejsze zeznania. Za to wszystko ci dziękuję. I wiedz, że bardziej traktuję cię jak drugiego syna, niż jak wroga. - wygłosił Max, po czym nastąpił akt pojednania wyrażony w męskim uścisku. Russ z wyraźnym zadowoleniem odwrócił się w kierunku stojącej obok siostry i rzucił zniżonym głosem:- No siostrzyczko, to by oznaczało, że teraz musielibyście z Boothem.
- Co? - spojrzała na brata udając, że nie rozumie.
- No wiesz. - próbował kontynuować. - Niezła byłaby z was para, nie powiem.
- Daj spokój - przerwała mu gwałtownie. Próbując nie dać znać po sobie jakie wrażenia na niej wywarły słowa brata.
Potem siedzieli jeszcze razem przy winie, gawędząc w najlepsze o tym jak teraz będzie wyglądało ich życie. Zdecydowali, że na razie Max zamieszka z synem, a potem cos wymyślą na dłuższa metę.
- Ok, jak na dziś to chyba wystarczy nam wrażeń - stwierdził Russ. - Czas na nas, zresztą jutro rano musze się stawić w pracy.
- Ale, przecież jeszcze nie jest tak późno - próbowała protestować Brennan. - Chcecie zostawić mnie samą?
- Będziemy mieli teraz dużo czasu córeczko - uspokoił ja ojciec głaszcząc po włosach. - A poza tym nie zostajesz sama - dodał wskazując na Bootha.
Wiedziała, że dalsze dyskusje nie mają sensu, więc pożegnała się i odprowadziła rodzinę do drzwi. Zamknąwszy je za wychodzącymi oparła się o nie, odetchnęła głęboko ispojrzała na stojącego w salonie Bootha. Wyglądał bardzo pociągająco w koszuli z podwiniętymi rękawami, poluźnionym krawatem i kieliszkiem wina w dłoni. Uśmiechnęła się do niego jednak po chwili jej oczy nie wiadomo dlaczego zaczęły powoli napełniać się łzami. Westchnęła nie dowierzając, że to wszystko dzieje się naprawdę.
- Zamierzasz stać tam do rana? Hej Bones wszystko w porządku? - mówił podając w kierunku partnerki. Gdy był już przy niej akurat łza spłynęła jej po policzku.- Heej. - wyszeptał, dotykając delikatnie dłonią jej policzka i kciukiem ocierając spływająca strużkę. - Już po wszystkim. Już wszystko dobrze.
Spojrzała mu głęboko w oczy.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się bałam. Bałam się, że go stracę, choć wierzyłam, że jest winny. Wierzyłam,że jest winny, a to przecież mój ojciec. Nie powinnam - pojawiły się kolejne łzy - Jestem złą córką Booth.
- Cii. - przerwał jej, kładąc palec na ustach, po czym ujął w dłonie jej smutną twarz. - Nie obwiniaj się już o nic. Nie warto. To już koniec, wszystko stało się jasne. Twój ojciec jest wolny i teraz będzie już tylko przy tobie. Tak samo jak Russ. Odzyskałaś swoją rodzinę, więc uśmiechnij się i ciesz na myśl o tym wszystkim co was teraz czeka. Co będziecie mogli robić razem. I nie rozmyślaj o tym co było, o tym co powinnaś, a czego nie. Patrz sercem Bones. Sercem. I ciesz się. - mówił cały czas patrząc jej głęboko w oczy. Na koniec obdarzył ją swym rozbrajającym szczerym uśmiechem rodem z reklamy pasty do zębów. Zamarła. Przez chwile nie mogła wydobyć z siebie ani słowa. W końcu przyciągnął ją do siebie i mocno przytulił.Poczuła się bezpiecznie jak nigdy dotąd. W jednej chwili wszystkie obawy odeszły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zawsze tak na nią działał. Był jedyna osobą, która potrafiła momentalnie poprawić jej humor samą swoja obecnością. Wtuliła się w niego mocno wdychając delikatny zapach jego wody kolońskiej, a on delikatnie gładził jej włosy. Trwali w tym uścisku przez dłuższą chwilę. O wiele dłuższą niż zdarzało im się to dotychczas.- Dziękuję. - wyszeptała w końcu, a następnie oswobodziła się nieco z jego mocnych ramion na tyle, aby spojrzeć mu w twarz.- Dziękuję, że jesteś - dokończyła uśmiechając się. Odpowiedział jej tym samym. Patrzyli teraz na siebie, a ich twarze były niewiarygodnie blisko. Niebezpiecznie blisko, a odległość ta zmniejszała się coraz bardziej w miarę upływających sekund. W końcu ich usta zetknęły się - najpierw ostrożnie i niepewnie, aż w końcu złączył je delikatny, acz pełen wyrazu, czuły pocałunek. Brennan poczuła, że miękną jej kolana, jej ciało przeszedł dziwny dreszcz i niemalże zakręciło jej się w głowie. Nie wiedziała czy to na skutek wypitego wina, czy to była wina pocałunku Bootha. Czuła się co najmniej dziwnie. Dziwnie acz wyjątkowo przyjemnie. Ale nie chciała o tym myśleć, a już na pewno nie teraz.
Spojrzeli na siebie niepewnie, jednak nie było to już to samo spojrzenie jakim obdarzali się na co dzień. Było w nim coś więcej. Znacznie więcej. Poddając się urokowi chwili, złączyli swe usta w kolejnym, tym razem bardziej namiętnym pocałunku. Chwyciła go za krawat i z całej siły przyciągnęła do siebie, przywierając tym samym mocniej do drzwi. Sytuacja zdawała się coraz bardziej wymykać spod kontroli. Ich pocałunki były coraz bardziej namiętne, zachłanne, łapczywe. Objęła go mocno za szyję, nie przestając całować. On zaczął teraz błądzić ustami po jej twarzy, szyi. Rozwiązała do końca krawat, rzuciła na podłogę i zaczęła wyciągać jego koszulę ze spodni. On zajął się guzikami jej bluzki. W całym tym szaleństwie nie dostrzegli nawet jak szybko znaleźli się w sypialni Brennan. Booth spojrzał na nią czule, kiedy kończyła akurat rozpinać jego koszulę, czekając jakby na przyzwolenie. Gdy Temp obdarzyła go kolejnym namiętnym pocałunkiem, wziął ja na ręce i delikatnie ułożył na łóżku, nie przestając całować. Co chwilę jakieś części ich garderoby lądowały na podłodze. Chwilę później sprawy potoczyły się znacznie dalej.
Rano tuż po przebudzeniu, uśmiechnęła się na wspomnienie tego cudownego snu, w którym... Zaraz, zaraz. Poczuła na karku czyjś oddech i obejmujące ją mocno męskie ramię. Czy to możliwe, aby... Odwróciła się lekko i ujrzała śpiącego w najlepsze i mocno w nią wtulonego Bootha. Dopiero teraz tak naprawdę dotarło do niej to co się wydarzyło. Poczuła się wyjątkowo niezręcznie, aczkolwiek bardzo przyjemnie, nie wiedząc do końca dlaczego. Jak powinna się teraz zachować? Poczekać przy nim aż się obudzi, czy wyjść bez słowa. Rozmyślania przerwał dzwonek komórki Brennan. Zerwała się na tyle szybko na ile pozwoliła spoczywająca na jej talii ręka Bootha. Usiadła na brzegu łóżka.
- Brennan, słucham.
- Cześć kotku, tu Angela mamy juz wyniki badań, o które prosiłaś. O której będziesz w instytucie, bo chcielibyśmy...
- Najpóźniej za godzinę - przerwała jej zmieszana Tempe.
- W takim razie czekamy.
- Do zobaczenia.- odpowiedziała słysząc jednocześnie za plecami, iż Booth już nie śpi. Odwróciła się wyraźnie zakłopotana przykrywając się prześcieradłem pod samą brodę.
- Hej - wykrztusiła jakimś cudem.
- Hej - odparł jej Booth z podobna miną, zmieniając pozycję z leżącej na siedzącą, opierając się o wezgłowie.
- Dzwoniła Angela. Mają wyniki badań, więc musimy... Powinniśmy...
- Ok - skwitował Booth szukając wzrokiem jakiejś części swojej garderoby.
- Pójdę do... - wskazała palcem w kierunku łazienki, po czym ściągnęła z łóżka całe prześcieradło i owinęła się nim dokładnie niczym mumia egipska. Booth został całkowicie odkryty więc sięgnął szybko po jaśka i zakrył nim niczym listkiem figowym dziedzictwo rodzinne.- Jasne - odpowiedział zażenowany, nie patrząc na nią.
Po drodze pośpiesznie zbierała swoje rzeczy i weszła do łazienki zamykając cicho drzwi.- Wow! - wydusił pod nosem Booth, nie wiedząc co ma myśleć o tym wszystkim i zaczął się ubierać. Potem z wyraźnym skrępowaniem i w bardzo napiętej atmosferze wypili szybką kawę i pojechali do instytutu.Gdy dotarli na miejsce, przyjaciele przywitali ją razem, jeszcze widocznie żyjąc wydarzeniami dnia poprzedniego.
- Jest pani w zaskakująco dobrym humorze dr Brennan - rzucił Zack po chwili wcześniejszych konwersacji.
- A ty jakbyś się czuł mając za sobą jeden najszczęśliwszych dni w życiu? - zapytała go Angela.
- Prawda kochanie? - zwróciła się tym razem do Brennan.
- Zdecydowanie - odpowiedziała jej spoglądając ukradkiem także w kierunku Bootha, co nie umknęło jego uwadze.
Część Druga
Brennan przez cały dzień nie mogła się na niczym skupić. Co chwile jej myśli wciąż wracały do nocy wspólnie spędzonej z Boothem. Angela przyglądała się temu jej roztargnieniu ze zdumieniem i poniekąd z radością. W końcu zimna i zawsze rzeczowa Temperance Brennan prawdopodobnie się zakochała i mało tego coś musiało się wydarzyć ostatniego wieczora. Chciała jak najlepiej dla swojej przyjaciółki i trzymała za nią kciuki, aby wszystko się udało. Naturalnie Temperance nie zdawała sobie sprawy z tego, że Angela może coś podejrzewać jednak zaczęła szybko zmieniać zdanie od momentu kiedy zauważyła, że Ange obdarza ją promiennym uśmiechem za każdym razem kiedy na nią spojrzy.Booth siedział w swoim gabinecie nad aktami prowadzonej sprawy. Jednak zamiast druku widział twarz Brennan z lekko zamglonymi pożądaniem oczyma i zaróżowionymi policzkami. Nie mógł skoncentrować się na tym co robi. W końcu wrzucił papiery do szuflady i stwierdził, że pojedzie do Instytutu chociaż zobaczyć Brennan bo inaczej zwariuje. Nie zdążył jeszcze wyjść z gabinetu gdy zadzwonił telefon. W pierwszym momencie chciał go zignorować i udawać, że go nie ma jednak sumienność zwyciężyła i podniósł słuchawkę. Jest proszony do pokoju przesłuchań. Zły jak osa wyszedł z gabinetu jednak zamiast na parking udał się tam gdzie go wzywali.
Gdy w końcu udało mu się wyrwać z pracy zrobiło się już ciemno. Pojechał do Jeffersonian z nadzieją, że może Brennan jeszcze nie wyszła. Miał szczęście. Znalazł ją pochyloną nad stołem na którym leżały jakieś szczątki głośno referującą do dyktafonu swoje spostrzeżenia.- Hej Bones. - powiedział w końcu. Podniosła głowę i obdarzyła go czarującym uśmiechem.
- Hej. - odpowiedziała. - Co ty tu robisz?
- Chciałem cię chociaż odwieźć do domu, skoro nie widzieliśmy się cały dzień.
Zarumieniła się lekko. Cały dzień myślała o tym co się stało ostatniej nocy i doszła do wniosku, że muszą o tym porozmawiać.
- To się dobrze składa. Chciałam zamienić z tobą kilka słów.
- W takim bądź razie zbierajmy się.
- Możesz już iść do samochodu. Ja tu uporządkuję parę rzeczy i zaraz przyjdę.
- Ok. - zgodził się i wyszedł.
Brennan odetchnęła głęboko. W głowie ułożyła już sobie to co powie Boothowi jednak wystarczył jego jeden uśmiech i pogubiła się całkowicie. Nie Temperance.- pomyślała.- Musisz wziąć się w garść i powiedzieć mu, że to nie ma przyszłości. Nie mogą dalej tego ciągnąć.
Booth siedział w aucie i słuchał muzyki na cały regulator. Wyłączył radio, gdy Bones wsiadła na miejsce pasażera. Uruchomił silnik i ruszyli. Przez chwilę jechali w milczeniu. Żadne nie miało odwagi żeby odezwać się pierwsze.
- Booth.
- Bones.
Powiedzieli w końcu równocześnie.
- Ty mów. - Booth kulturalnie dał jej dojść do słowa.
- Ok. - odetchnęła i zaczęła mówić. - Seeley, mam po tym co się wczoraj wydarzyło. - nie wiedziała jak ma mu przekazać to co wcześniej sobie przemyślała. - Mam coś na kształt kaca moralnego po wczoraj. Tak to się chyba mówi.
- Kaca moralnego? - zdziwił się Booth. - Mam rozumieć, że żałujesz tego co zrobiliśmy?
- Hmm - zmieszała się. - Można tak to określić chyba.
Booth zjechał na pobocze nieoświetlonej uliczki na skraju miasta, którą właśnie jechali i zgasił silnik. Odwrócił się w jej stronę.
- Naprawdę żałujesz? - nachylił się a jego usta znalazły się niebezpiecznie blisko jej. - Żałujesz naszych pocałunków? - musnął wargami jej usta. - Pełnych żaru i namiętności? - pocałował ją ponownie.
Brennan z początku się opierała, jednak po chwili do głosu doszły emocje i oddała mu pocałunek. Nie przestając się całować oboje jakimś cudem przedostali się na tylnie siedzenie.Booth drżącymi z emocji palcami zaczął rozpinać guziki koszuli Temp, nie przestając jej zachłannie całować. Ona nie pozostała mu dłużna i z niewiarygodną szybkością rozwiązała krawat i wyciągnęła koszulę ze spodni. Pieszczoty przybierały coraz bardziej na sile, gdy nagle Booth oderwał się od pani antropolog.
- Ała!!!! - wykrzyknął łapiąc się za ucho.
- Co się stało?
- Ugryzłaś mnie! To boli!
- Oj nie przesadzaj, poniosło mnie trochę, a poza tym gryzienie w ucho jest jedną z form pieszczot gry wstępnej u wielu...
Nie skończyła gdyż zamknął jej usta pocałunkiem a ręce ponownie rozpoczęły wędrówkę po smukłym ciele Kości.
Pogrążeni w wzajemnym obdarowywaniu się pocałunkami w najbardziej wymyślnych miejscach nie usłyszeli jak zatrzymuje się tuż obok samochodu Bootha policyjny radiowóz.
***************************************************************************
Trzask zamykanych drzwi samochodu, zbliżające się kroki.
Nagle w samochodzie rozbłysło światło latarki i rozlega się pukanie w szybę.
- Co u diabła? - wystękuje poirytowany Booth, jednocześnie kątem oka spostrzegając policjanta. - No pięknie, jeszcze tego tu brakowało!
W pośpiechu oboje podnieśli się próbując ogarnąć, co niezbyt dobrze im wyszło gdyż zderzyli się głowami. W końcu Booth opuszcza szybę w aucie.
- Proszę wysiąść z samochodu i przygotować dokumenty. – powiedział Policjant.
Booth ze zmieszaną miną, mrużąc oczy od blasku latarki odwrócił się w kierunku swej partnerki. Temp przegrzebywała torebkę w poszukiwaniu dokumentów, jednocześnie próbując zapiąć bluzkę. Booth zwrócił się do niej:
- Poczekaj, ja to załatwię - Wysiadł z samochodu i ruszył w kierunku funkcjonariusza. W drodze próbował się doprowadzić do porządku zapinając do końca koszulę.Będąc już wystarczająco blisko powoli wyjął odznakę. Policjant znów skierował snop światła swej służbowej latarki w kierunku Bootha. Ten umazany szminką i w koszuli pozapinanej w nowy, niespotykany dotychczas sposób, rzuca tekstem:
- Dobra kolego, teraz opuść to światełko, jeśli nadal chcesz mieć wszystkie zęby w tym samym miejscu!
Lekko wkurzony zachowaniem Bootha funkcjonariusz, z ironicznym uśmieszkiem na twarzy, warknął:
- Hej, może trochę grzeczniej! Dokumenty!!
Booth wyciągnął legitymację służbową. Policjant skierował światło latarki na odznakę i po chwili ją opuścił. Ulicę oświetlały tylko reflektory radiowozu.
- Hmm. No cóż agencie Booth. - zmieszał się funkcjonariusz, nie sądzę żeby auto było odpowiednim miejscem do tego typu rzeczy. W dodatku służbowe. - rzekł z nieznikającym z jego twarzy ironicznym wyrazem.
- Ok, bez zbędnego zagłębiania się. Coś jeszcze?!
Booth nie ukrywał swego lekceważącego tonu w stosunku do podrzędnego funkcjonariusza.
- W drodze wyjątku, koledze po fachu jeden wyskok mogę darować. Ale na przyszłość radzę zorganizować coś lepszego, no chyba, że wy tam w FBI... – przerywa i spogląda na coraz bardziej rozwścieczoną minę Bootha czując, że wkracza na niebezpieczny grunt powstrzymał się od dalszego komentarza. - Ok. – Zakończył i zwrócił mu dokumenty. - W takim razie szerokiej, znaczy miłego..., yyyy... Dobranoc!- rzuca na koniec, machając zdawkowo ręką na pożegnanie, wsiada do radiowozu i odjeżdża.
- “Koledze po fachu” cytuje ironicznie pod nosem wypowiedz policjanta Booth. Po czym wraca zmieszany do samochodu i oczekującej tam na niego Tempe.
Część Trzecia
Kości zdążyła w tym czasie przesiąść się na przednie siedzenie i doprowadzić do jako takiego ładu swoją garderobę. Booth usiadł na miejscu kierowcy i oparł głowę o kierownicę. Zapadła chwila niezręcznej ciszy. Temp poruszyła się niespokojnie na swoim miejscu głośno wzdychając. Seeley spojrzał na nią ukradkiem po czym zaczął się śmiać. Na początku cichutko, jednak po chwili ogarnął go dziki rechot. Brennan zaczęła mu się przyglądać wnikliwie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Gdy Booth opanował się i wytarł rękawem marynarki łzy, które przypadkiem uronił, odezwała się Temp:
- Wiesz co? Zaczynam się coraz bardziej martwić o stan Twojego zdrowia psychicznego. Może jeszcze kilka wizyt u doktora Sweeta?
- Takich rzeczy nie życz nawet najgorszemu wrogowi - oburzył się Booth, jednak z jego twarzy nie zniknął szelmowski uśmieszek jakim obdarzył partnerkę i dodał po chwili mrugając - To jak? Do mnie czy do Ciebie?
- Jak do mnie czy do Ciebie?
- No gdzie jedziemy dokończyć to co zaczęliśmy?
- Co zaczęliśmy? - Temp droczyła się z nim dalej.
- No ten dziki seks na tylnym siedzeniu mojego samochodu - zniecierpliwił się - Nie pamiętasz? Masz jakieś zaniki pamięci krótkotrwałej czy co? Może Tobie potrzebna by była wizyta u doktora Słodkiego?
- Aaa... - udała nagłe olśnienie.
- No właśnie - uśmiechnął się Seeley. - Żadna kobieta nigdy mnie nie zapomniała.
- Mówisz o tym wsadzaniu języka w gardło i nieporęcznym ściskaniu kobiecych „wyposażeń”?
- Jakie gardło?! Jakie nieporęczne wyposażenia?!
Brennan nie wytrzymała już dłużej i roześmiała się głośno. Booth mało zadowolony z żartu antropolog, uruchomił silnik.
- Czyli do mnie - skwitował.
- Nie - zaprzeczyła gwałtownie - do mnie.
- Jak wolisz - uśmiechnął się pod nosem i w oczach zapaliły mu się figlarne ogniki.
- To znaczy ja idę do mojego łóżka sama - zaakcentowała dobitnie ostatnie słowo - i Ty do swojego.
- Sam? – dokończył
- Ja tam nie wnikam z kim na co dzień sypiasz.
- W porządku - odburknął i ruszył z piskiem opon.
**********************************************************************
Tego wieczoru jak na ironię oboje nie mogli zasnąć. Temp nieustannie przewracała się z boku na bok, nie mogąc znaleźć odpowiedniej pozycji do snu. Booth leżał nieruchomo na wznak wpatrując się pustym wzrokiem w sufit.
*Mieszanie Brennan*
Zapaliła lampkę, sprawdziła godzinę: 4.30. Usiadła na łóżku i myślała. W końcu wstała, udając się w kierunku kuchni. Wyciągnęła z lodówki butelkę wody. Piła zachłannie próbując ugasić dziwnie ogarniające ją pragnienie, lecz nie odczuła spodziewanej ulgi. Wzdychając oparła się obiema rękami o blat stołu.
- Co się ze mną dzieje? - powiedziała do siebie zdziwiona, choć nigdy wcześniej tego nie robiła.
*U Bootha*
Wstał i sprawdził godzinę. Zegar w jego mieszkaniu wskazywał dokładnie ten sam czas co u Brennan. Łyk wody, potem marsz do salonu. Usiadł na kanapie, włączył TV i przeskakiwał po kanałach. Wpatrywał się nieruchomo w ekran odbiornika, zupełnie nie zwracając uwagi na mrożącą krew w żyłach scenę z akurat emitowanego horroru czy czegoś tam. Jego myśli krążyły wokół wydarzeń sprzed kilku godzin, w samochodzie, z Temp. Gdyby nie ten policjant. Wszystko potoczyłoby się inaczej, zupełnie. Tylko do czego miałoby to prowadzić? Przecież Temperance nie jest typem dziewczyny na jedną noc. Nie może jej tak traktować. Tylko, że to jest silniejsze od niego. Chce być z nią tu teraz, bez przerwy. Chce mieć ją przy sobie. Próbował skupić swą uwagę na jakimś filmie, ale jego myśli wciąż wracały do Tempe, ciągle widział w myślach jej twarz.
- No to nieźle stary - powiedział do siebie, po czym wrócił do łóżka, zakrył głowę kołdrą i próbował zasnąć.
Tymczasem Brennan próbując skupić na czymś swą uwagę usiadła do swej nowej powieści. Tyle ze po chwili złapała się na tym, że od 15 minut gapi się w ekran komputera i nic więcej. Otworzyła plik z powieścią, próbując pociągnąć dalej kolejną akcję jej bohaterki zmagającej się z tajemniczą śmiercią znanego polityka. Tyle, że po chwili odkryła, że w swojej wizualizacji książkowej sytuacji w roli partnera bohaterki widzi Bootha. Dlaczego? Nigdy wcześniej jej się to przecież nie zdarzało.
- To bez sensu - stwierdziła, po czym udała się w stronę swego łóżka i bezskutecznie próbowała przywołać sen.
* Nazajutrz w Jeffersonian*
Lekko spóźniona, co nigdy wcześniej się jej nie zdarzało, Brennan wpadła do swojego gabinetu, gdzie czekała już na nią zdenerwowana Cam z pytaniem o rozwiązanie sprawy jakiejś tam sprzed kilku dni.
- Wszystkie dane są w teczce. Tylko gdzie ja ją... - z wyraźnym roztargnieniem przetrząsała dokumenty na biurku. Roztargnienie poddanej nie umknęło uwadze Camille:
- Wszystko w porządku Brennan? - spytała.
- Taa, czemu miałoby nie być w porządku - rzuciła jej zdziwiona Temperance.
- Jesteś jakaś dziwnie niespokojna, a może mi się tylko tak wydaje.
- Racja, wydaje Ci się. O proszę tu masz wszystko - podała jej teczkę, wyraźnie chcąc się jej pozbyć jak najszybciej i uniknąć niewygodnych pytań.
- Nie muszę Ci chyba przypominać o sprawie tego malarza. Dziś chcą mieć kompletny raport. - dodaje Cam.
- Pamiętam - Brennan stara się ukryć swą zaskoczoną minę, bo kompletnie o tym zapomniała.
Cam zabierała teczkę, jeszcze raz nieufnie spojrzała na Brennan, odwróciła się i wyszła.
Tymczasem do gabinetu wpada Angela.
- Hej, kochanie mogłabyś rzucić na to okiem. Świeża sprawa Booth właśnie kazał abyś...
- Nie jesteśmy tu od tego, aby wykonywać polecenia Bootha, mam teraz co innego na głowie, a poza tym jeśli chce, abym cokolwiek dla niego zrobiła, niech sam mi to powie, a nie wydaje polecenia moim współpracownikom. Nie ma upoważnienia do tego aby...
- Spokojnie - ...
drBrennan