Arold_Marliese_-_Angel_dziecko_ulicy.pdf

(257 KB) Pobierz
224296569 UNPDF
шшшшяш
/
о.
N
Marliese Arold
Angel dziecko ulicy
Z niemieckiego przełożyła Eliza Modzelewska
Świat Książki
Tytuł oryginału ANGEL. DIE GESCHICHTE EINES STRASSENKIDS
Redaktor prowadzący Monika Koch
Redakcja Maria Wirchanowska
Redakcja techniczna Lidia Lamparska
Korekta Dorota Piekarska Paulina Surowców
^ako
Copyright © Fischer Taschenbuch Verlag, Frankfurt am Main, 1999
Copyright © for the Polish translation by Bertelsmann Media sp. z o.o.,
Warszawa 2007
Świat Książki
Warszawa 2007
Bertelsmann Media sp. z o.o.
ul. Rosoła 10, 02-786 Warszawa
Skład Akces500, Warszawa
Druk i oprawa Finidr, Czechy
ISBN 978-83-247-0537-5 Nr 5828
Wo? /fil
7 7 *4, / t/f~
Hej Psycho,
to ja, Clover. Słyszysz mnie, tam pod ziemią, czy gdziekolwiek teraz jesteś?
Zawsze lubiłeś roztrząsać takie sprawy, chciałeś wiedzieć, czy po tamtej stronie
jest raj...
Sorry, że dawno mnie tu nie było. Ale wiesz, jak to jest -brak czasu.
U twoich stóp ktoś zapalił czerwoną świeczkę. Na jakieś święto zmarłych czy coś
takiego. Na całym cmentarzu wszędzie stoją takie ozdóbki. Ciekawe, czy ten znicz
zafundował ci ktoś z rodziny.
Po co ludzie robią takie rzeczy? Żeby pokazać, że pamiętają?
Nikt z nas nigdy cię nie zapomni, Psycho. Na pewno nie Wilczyca. To był totalny
szok, kiedy cię znaleźliśmy. A potem jeszcze ten pogrzeb - dla mnie horror. Źle
znoszę takie imprezy. Boże, przecież miałeś dopiero szesnaście lat. To naprawdę
za wcześnie, żeby tak po prostu zejść ze sceny!
Angel twierdzi, że zrobiłeś to specjalnie. Inni mówią, że to był wypadek. Pewnie
jesteś jedyną osobą, która wie, jak było naprawdę.
5
Mógłbyś dać jakiś znak, chociaż malutki, że mnie słyszysz. Spraw, żeby jakiś
listek spod moich stóp poszybował w górę, albo zdmuchnij tę świecę, czy coś
takiego.
Wilczyca znowu ruszyła gdzieś w świat. Od kilku dni jest w trasie. Dokąd
pojechała, nie wiem. Powiedziała tylko, że chce się przenieść do jakiegoś innego
miasta, nasze już się jej przejadło.
Jest taki mróz, że chyba zaraz odmrożę sobie nogi. Koniecznie muszę zorganizować
jakieś zimowe buty. Dzisiaj w nocy było koszmarnie zimno. Mam nadzieję, że to
nie będzie zima z temperaturami minus dwadzieścia. Wolałbym, żeby taka nie była,
naprawdę lepiej o tym nawet nie myśleć.
Pankracy leży w szpitalu. Ma zakrzep. Głupia sprawa, ale przynajmniej mu ciepło.
A ja się cieszę, że póki co nie dorwał go ten wariat morderca - ta podła świnia,
która uwzięła się na bezdomnych.
Trzymaj się, Psycho, muszę iść.
No to na razie - do wiosny czy coś takiego.
1
Podczas ferii wielkanocnych Svenja odzyskała nadzieję, że może jednak wszystko
się jakoś ułoży. Wyjechały na Ibizę. Mama kwitła, znów była dawną mamą, pełną
życia i pomysłów. Flirtowała z hotelowym boyem, z portierem, a nawet z
chłopakami na plaży, co zresztą sprawiało Svenji przykrość. Ale
6
mama tylko się z tego śmiała. W ogóle dużo się śmiała i mało piła, nie psioczyła
cały czas na Svenję i traktowała ją jak dorosłą.
Razem ze swoją przyjaciółką, Birgit, która zajęła miejsce taty (zarezerwowali
wyjazd, zanim tata się wyprowadził), włóczyły się po uliczkach, robiły zakupy,
leżały na plaży i pozwalały sobie na zaspokajanie różnych swoich zachcianek.
Tak, w czasie świąt wielkanocnych wszystko wyglądało tak, jakby życie było
lekkie jak chmurka, a kiedy Svenja przesypywała piasek przez palce, problemy
wydawały się bardzo odległe.
Ale po feriach wszystko zwaliło się mamie na głowę ze zdwojoną siłą. W skrzynce
na listy czekały niezapłacone rachunki, ponaglenia do zapłaty i pisma od
adwokata taty. W mieszkaniu wszystko go przypominało. Pustka, która po nim
została, sprawiała ból. Trzeba było na nowo zorganizować codzienność, ale mama
nie dawała sobie rady, przekraczało to jej możliwości. Dużo płakała i znowu
zaczęła pić.
Svenja czuła się tak, jakby coś rozerwało ją na pół. Jak ma żyć tak, jakby nic
się nie stało, skoro tyle się zmieniło?
Svenja wsunęła klucz do zamka i przekręciła go najostrożniej, jak potrafiła.
Miała nadzieję, że mama już śpi. Umówiły się, że wróci o jedenastej, a było już
wpół do pierwszej. Ale w pizzerii było tak wesoło, że
7
szkoda było wychodzić. To był naprawdę fajny wieczór. Przyszli Kai, Uwe,
Zeppelin i Michelle. Svenja już dawno tak się nie śmiała. Na tych kilka godzin
zapomniała o nieznośnej atmosferze w domu, który ostatnio stał się obcy i zimny.
Potem Uwe upierał się, że odprowadzi ją do domu. Był naprawdę miłym chłopakiem,
na pewno niejednym z tych, co to skaczą z kwiatka na kwiatek. Pod domem
rozmawiali jeszcze z piętnaście minut, potem Svenja się uwolniła.
- Naprawdę muszę już iść. Trzymaj kciuki, żeby moja stara już spała, bo inaczej
zrobi mi piekielną awanturę.
W oknach na najwyższym piętrze było wprawdzie ciemno, ale to o niczym nie
świadczyło. Mama i tak mogła być jeszcze na nogach, okna salonu wychodziły na
drugą stronę.
- No to pa, Svenja, śpij dobrze.
- Cześć, Uwe.
Idąc na górę, zastanawiała się, dlaczego Uwe nie próbował jej pocałować na
pożegnanie. Każdy inny chłopak nie przepuściłby takiej okazji. Ale może dobrze
się stało. I tak sprawy były wystarczająco skomplikowane.
Na palcach wślizgnęła się do przedpokoju i powiesiła kurtkę w garderobie. Jeden
wieszak stuknął o ściankę szafy i Svenja wstrzymała oddech.
Wtedy pod drzwiami do salonu zauważyła smużkę światła. A więc mama jeszcze nie
śpi.
- Svenja, to ty?
8
Cholera! Czasami miała słuch jak zając. Svenja wzięła głęboki oddech i otworzyła
drzwi do pokoju.
Mama leżała na kanapie, w kącie migał telewizor z wyłączonym dźwiękiem, leciał
jakiś beznadziejny amerykański serial komediowy. Na stole stała niewinnie
wyglądająca butelka wody mineralnej, która z całą pewnością nie zawierała wody
mineralnej. Svenja już dawno przejrzała sztuczki mamy.
- Cześć, mamo, przepraszam...
- Miała być jedenasta - od razu warknęła mama, nie dając Svenji szansy na
wyjaśnienia. - A jest prawie pierwsza. Na tobie można polegać dokładnie tak
samo, jak na twoim ojcu. Pewnie sobie wyobrażasz, że możesz sobie mnie
lekceważyć, co?
- Nie patrzyłam cały czas na zegarek - Svenja próbowała się bronić. - Dlaczego
nie poszłaś spać? Wiesz przecież, że wzięłam klucz.
- Ja miałam spać? To by ci odpowiadało, żebyś sobie mogła wychodzić i
przychodzić, kiedy ci się podoba. - Mama próbowała podnieść się z kanapy, ale
przeceniła swoje siły i z powrotem opadła na poduszki. Druga próba skończyła się
tak samo jak pierwsza.
Całkiem nieźle tankowała: piwo, wódka, whisky -wszystko jedno co. Svenja już
dawno odkryła, że matka ukrywa przed nią alkohol albo przelewa go do innych
butelek. Chociaż poza tym nie była zdolna do jakiegokolwiek działania,
regularnie sama wynosiła puste butelki po alkoholu, żeby Svenja nie mogła ich
policzyć. Prawdopodobnie robiła to, kiedy Sven-
9
ja była w szkole. Chwiała się na nogach, człapiąc w kapciach po klatce schodowej
i trzymając w ręku reklamówkę z pustymi butelkami, które znikały w pojemniku na
śmieci.
Trzecia próba zakończyła się sukcesem; mama stanęła niepewnie na nogach i oparła
się mocno o kanapę.
- Z jakim typem zadawałaś się tym razem?
- Z żadnym - broniła się Svenja.
W środku wszystko w niej wrzało. Mama stale jej zarzucała, że się z kimś włóczy.
Wszędzie węszyła chłopaków i seks. Kiedy Svenja dzwoniła do koleżanki, żeby
spytać o lekcje, mama od razu podejrzewała, że potajemnie umawia się na randkę.
Kiedy po szkole poszli całą paczką na lody, mama zarzucała jej, że obściskiwała
się z jakimś chłopakiem. Svenja nie mogła już znieść tych ciągłych podejrzeń.
-1 pamiętaj, jak przyjdziesz z brzuchem, wyrzucę cię za drzwi - groziła. Jak ona
wyglądała! Z opuchniętą, nabrzmiałą od alkoholu twarzą wydawała się Svenji
odrażająca. - Wtedy możesz sobie szukać schronienia u twojego wrażliwego
tatusia, mnie się nie pokazuj na oczy.
Stara śpiewka. Ileż to już razy musiała tego wysłuchiwać.
- No tak, jasne! - krzyknęła Svenja, zaciskając pięści. - Wiem, wiem, ale nie
jestem taka głupia jak ty i nie dam sobie zrobić dziecka, żeby potem być
sfrustrowana i pić jak ty.
10
Wiedziała, że to przez nią matka była w takim stanie. Gdyby nie zaszła w ciążę,
tata nigdy by się z nią nie ożenił. Potem nie byłoby wojny domowej, rozwodu i
całego zamieszania z adwokatami i sądami. Żyłaby sobie w spokoju. Ale na świat
przyszła Svenja i wszystko jej popsuła.
- Jeszcze do tego jesteś bezczelna! - matka zatoczyła się w jej stronę, mierząc
ją lodowatym spojrzeniem. Podniosła rękę.
- Jeśli mnie uderzysz, wychodzę - oznajmiła Sven-ja. - Zrób to wreszcie, proszę
bardzo. Wtedy sobie pójdę. Od dawna tego chcesz. Po prostu ci zawadzam.
- A dokąd to niby sobie pójdziesz? - zawyła wściekle matka. - Do tej świni,
twojego tatusia? Myślisz, że tam będzie ci lepiej? Że nie będzie cię bił? Już ci
się podlizywał? Cały czas się z nim kontaktowałaś za moimi plecami, tak? U mnie
masz wyżerkę, ale trzymasz stronę tego śmiecia!
Svenja zorientowała się, że matka chce ją uderzyć w twarz i uchyliła się.
Matka chybiła, straciła równowagę i zatoczyła się na regał, zrzucając na podłogę
oprawioną w ramki fotografię Svenji z wielką dziurą po mleczakach i tekturowym
rożkiem ze słodyczami, jaki dzieci dostają w pierwszym dniu szkoły. Szkło pękło
na kawałeczki, ramka się rozpadła.
- Ty, ty... - sapała matka, jakby to była wina Svenji. Oskarżającym gestem
wskazała podłogę. - Natychmiast to podnieś i posprzątaj!
11
Svenja nie poruszyła się. Serce skoczyło jej do gardła, a równocześnie wszystko
nagle stało się jasne, jej myśli były tak klarowne, jak rzadko kiedy.
Nie miała już domu. Była winna całego zła. Z dnia na dzień działo się coraz
gorzej. Nikt by tego nie wytrzymał.
Nieustające kłótnie z matką. Każdy powód był dobry. I ten jej wieczny wrzask!
Svenja nie potrafiła powiedzieć, kiedy zaczęła jej nienawidzić. Po odejściu ojca
najpierw cierpiały razem. Pogarda pojawiła się później, kiedy matka nie
potrafiła uporać się z życiem bez męża i zaczęła topić smutki w alkoholu. Kiedy
Svenja coraz częściej miała wrażenie, że matka jej przypisuje całą winę za to,
co się stało. Któregoś dnia pogarda zamieniła się w nienawiść.
- Zamieć to! - powtórzyła matka. Jedną rękę oparła o regał, dokładnie w tym
miejscu, gdzie przed chwilą stało zdjęcie.
Svenja rejestrowała wszystkie szczegóły z fotograficzną dokładnością. Nawet po
piętnastu latach dokładnie przypomniałaby sobie tę scenę: mętne spojrzenie
matki, które ostatnio tak często przeszywało Svenję na wylot, rozmazaną kredkę
do powiek, która zbiła się w kącikach oczu w niebieskie grudki, czerwoną
sukienkę z wiskozy opinającą piersi, z dekoltem z jednej strony zawiniętym do
środka, zniekształcone rysy twarzy i gąbczastą skórę z popękanymi naczynkami.
12
- Co się tak gapisz?! - darła się matka. Kopnęła kilka odłamków szkła w stronę
Svenji. - Głucha jesteś? Powiedziałam: zamiataj!
- Pocałuj mnie gdzieś! - parsknęła z furią Sven-ja. - Sama sobie posprzątaj to
całe gówno!
Błyskawicznie się odwróciła, wpadła do swojego pokoju i zanim matka zdążyła
wejść, zamknęła drzwi na klucz. W gorączkowym pośpiechu rozejrzała się po
pokoju. Nie zostanie tu ani minuty dłużej, to jedno wiedziała na pewno. Wszystko
wydawało jej się lepsze niż mieszkanie pod jednym dachem z tą psy-chopatką.
Ściągnęła z szafy duży plecak, który zabierała zwykle na szkolne wycieczki. Co
powinna zabrać? Co spakować w sytuacji, kiedy nie ma się zamiaru wrócić? Pokój
zasnuł się mgłą. Svenja przygryzła wargę. Cholera, jeszcze tylko łez tu brakuje!
Dżinsy na zmianę, T-shirty, sweter, bielizna, pieniądze. Legitymacja szkolna?
Svenja poszperała w szufladzie biurka. Jest. Schowała ją do bocznej kieszonki.
Papeteria? Ta śliczna z morzem, którą dostała pod choinkę? Bzdura. Nie będzie do
nikogo pisać. Zbędny ciężar. Ale walkmana weźmie. I kilka kaset. Przede
wszystkim piosenki Celinę Dion, które tak lubi.
Mama nacisnęła klamkę.
-Natychmiast otwieraj! - Svenja popukała się w czoło. Wpuścić tę wariatkę i dać
się zbić? Żeby mogła się wyładować? Wykluczone!
13
- Co tam robisz? Jeśli natychmiast nie otworzysz, wyważę drzwi!
Sądząc po łomocie, jaki robiła, z pewnością groźba była poważna. Svenja ze
strachem spojrzała na futrynę. Jak wytrzymałe są drzwi? I ile siły ma matka?
Złość i alkohol mogą wiele zdziałać.
- Leżę już w łóżku - skłamała Svenja. Oddychała szybciej niż zwykle. Miała
jednak nadzieję, że jej głos zabrzmiał zwyczajnie. - Daj mi spać.
Za drzwiami na chwilę zapanowała cisza. Sven-ja z napięcia ścisnęła dłonie.
Paznokcie wbiły się w skórę.
Ale oczywiście jazgot powrócił.
- Tak mnie nie spławisz! Godzinami czekam, aż się pojawisz, a ty gdzieś się
włóczysz. Zamartwiam się tu, miałam już dzwonić na policję...
Policja! Matka była ostatnią osobą, która chciałaby mieć z nimi do czynienia!
- ...bo już myślałam, że ten cham cię porwał i będzie mi groził, żeby dostać
prawo do opieki...
Ojciec jako kidnaper! Teraz chyba kompletnie jej odbiło!
- ...ale może stawać na uszach, nie dostanie cię za nic w świecie. A teraz
otwieraj wreszcie!
- Zostaw mnie - krzyknęła Svenja. - Jestem już w łóżku, rano idę do szkoły, mamy
klasówkę z ekonomii. Chcesz, żebym ją oblała?
Miejmy nadzieję, że teraz odpuści. Nie będzie chyba stać pod drzwiami całą noc.
14
Stopnie Svenji to był oddzielny temat. Po tym wszystkim, co się działo w domu,
katastrofalnie opuściła się w nauce. Jej wychowawca Mielke już dwa razy wzywał
matkę do szkoły. Ale za pierwszym razem matka się nie pojawiła, bo w tym czasie
była w sztok pijana, a za drugim razem Svenja w ogóle nie pokazała jej pisma ze
szkoły.
Kiedy życie jej się zawaliło, matematyczne wzory i angielskie słówka przestały
być ważne. Bo kiedy zrozumiesz, że nikt cię tu nie chciał, nie ma powodu, żeby
się starać. Dobrymi stopniami nie zyskasz miłości, jeśli tej miłości nie ma.
- Mimo to możesz otworzyć - mama dalej zrzędziła pod drzwiami. Jeszcze raz w nie
uderzyła i nacisnęła klamkę, ale już nie tak gwałtownie jak wcześniej. Svenja
odetchnęła. Matka traciła impet.
- Później, teraz leżę w łóżku - powiedziała i powoli zasunęła suwak plecaka.
Matka mamrotała pod nosem, że Svenja jest niewdzięczna, leniwa i wygodna,
zresztą nic dziwnego, to po ojcu. W końcu poszła do siebie. Jeszcze przez chwilę
Svenja słyszała jakieś stukanie w kuchni, aż wreszcie wszystko ucichło i drzwi
sypialni mamy się zamknęły.
Dopiero teraz Svenja zauważyła, że cała drży. Miała spocone dłonie. Przysięgała
sobie, że ostatni raz matka doprowadziła ją do takiego stanu. Kiedy była pod
wpływem alkoholu, stawała się nieobliczalna. Raz w złości wyrwała jej całą kępkę
włosów. Pijani
15
są agresywni. Kto wie, co mogłoby się jeszcze stać, gdyby została u tej
wariatki, która teraz - miejmy nadzieję - śpi.
Svenja odczekała jeszcze kwadrans, aby się upewnić, że może bezpiecznie wyjść.
Po raz ostami rozejrzała się po pokoju, zastanawiając się, czy czegoś nie
zapomniała. Zapakowała drugą parę butów. Wzięła jeszcze małego zajączka. Dostała
go na Wielkanoc od taty sto lat temu, kiedy byli jeszcze normalną rodziną.
Delikatnie przekręciła klucz i bezgłośnie otworzyła drzwi. Nasłuchiwała. Z
sypialni nie dochodził żaden szmer.
Na czubkach palców przemknęła przez przedpokój, ostrożnie sięgnęła po kurtkę.
Tym razem wieszak nie stuknął o ścianę. Włożyła kurtkę i przesunęła łańcuch w
drzwiach. Serce podchodziło jej do gardła, kiedy powolutku otwierała drzwi.
Udało się, była na klatce schodowej.
Zostawiła niedomknięte drzwi. Gdyby je domknęła, rozległby się hałas i mama
mogłaby się obudzić. Albo ktoś z sąsiadów przypomniałby sobie rano, że w nocy
słyszał zamykanie drzwi u Lambertów.
Svenji nie obchodziło to, że zostawia otwarte mieszkanie.
Jeśli przyjdą złodzieje, to matka będzie miała problem, nie ona. Svenja nie
chciała mieć z tym domem nic wspólnego.
16
2
- Cześć, Wilczyco.
- To znowu ty, Mister O.
- Patrz, kurtka Diesela. Zorganizowałem dla ciebie. Dokładnie twój rozmiar.
- Skąd?
- A to nie wszystko jedno?
- Znowu ukradłeś w Karstadzie?
- Niee. Dał mi taki jeden. -Aha.
- No, jak go trochę postraszyłem.
- A skąd wiedziałeś, że przyda mi się kurtka?
- Wszyscy widzą, że marzniesz.
- Nie. Skąd. Zapewniam cię.
Padało i było paskudnie zimno. Gęsty drobny deszcz. Svenja wtuliła głowę w
ramiona. Od dwudziestu minut stała przy drodze z uniesionym kciukiem. Do tej
pory bez skutku - wszystkie samochody ją mijały, nie zwalniając nawet na chwilę.
W końcu zatrzymała się ciężarówka. Kierowca otworzył drzwi po stronie
pasażera. )pkąd?
, nazwę miasta.
\N W i
17
-Masz szczęście, będę tamtędy przejeżdżał. Wskakuj.
Wygląd mężczyzny wzbudzał zaufanie. Svenja oceniła go mniej więcej na
pięćdziesiątkę. Wdrapała się do szoferki.
- Nazywam się Benno.
Jasne, to imię widniało na szyldzie za plastikową osłoną.
- Nadine - skłamała Svenja i zapięła pasy. Wolała, żeby nie znał jej prawdziwego
imienia. Kto wie, co matce strzeli do głowy. W końcu niewykluczone, że wpadnie
na pomysł, żeby zawiadomić policję o jej zniknięciu.
Benno ruszył. Na początku prawie w ogóle nie rozmawiali. Z głośników grzmiały
bojowe piosenki grupy Pur. Na półeczce piętrzyły się niezliczone kasety tej
kapeli, wyglądało na to, że kierowca miał całą kolekcję. Prawdopodobnie słuchał
tylko tego od Monachium po Kilonię.
Svenja zdała sobie sprawę, jak bardzo jest zmęczona i zapadała już prawie w
drzemkę, kiedy Benno nagle zapytał:
- Zwiałaś z domu?
Była zaskoczona. Czy to tak widać? Musi zachować zimną krew.
-Skąd. Dlaczego to panu przyszło do głowy? Absurd! - udawała oburzenie. -
Zrobiłam sobie wakacje. Taki mały urlop. - W chwilach zagrożenia wyobraźnia
Svenji funkcjonowała nadzwyczajnie.
18
W ostatnich czasach znacząco poprawiły się jej umiejętności na tym polu, zarówno
w starciach z matką, jak i w szkole. - Właśnie zrezygnowałam z praktyki
zawodowej. Chcę zostać asystentką stomatologiczną ale mój szef to podły facet.
Nigdy nie był ze mnie zadowolony. A to za wolno mieszałam składniki, a to nie
tak umyłam miseczkę i tak dalej. Ciągle się czepiał. W końcu doszłam do wniosku,
że dość tego. -Widziała kierowcę wyraźnie. Miała wrażenie, że uwierzył. - Na
jesieni poszukam sobie nowego miejsca, ale teraz musiałam się wynieść, po prostu
skończyć z całym tym szajsem. Mam przyjaciół na północy, których chcę odwiedzić,
i jadę autostopem, bo krucho z kasą. Wiadomo, zarobki w pierwszym roku nauki są
tak marne, że w ogóle można o nich zapomnieć.
Zgłoś jeśli naruszono regulamin