Chiang Ted - Historia twojego życia.pdf
(
878 KB
)
Pobierz
Ted Chiang - Historia twojego ¿ycia
Ted Chiang
Historia twojego
Ň
ycia
Tytuł oryginału: Stories of your life and others
Spis tre
Ļ
ci
Wie
Ň
a Babilonu
Zrozum
Dzielenie przez zero
Historia twojego
Ň
ycia
Siedemdziesi
Ģ
t dwie litery
Ewolucja ludzkiej nauki
Piekło to nieobecno
Ļę
Boga
Co ma cieszy
ę
oczy
Wie
Ň
a Babilonu
(Tower of Babylon)
Gdyby wie
Ňħ
poło
Ň
y
ę
na równinie Szinar, przej
Ļ
cie od jej podstawy do szczytu zaj
ħ
łoby dwa
dni. Póki wie
Ň
a stoi, wej
Ļ
cie na jej szczyt trwa miesi
Ģ
c i jeszcze pół, je
Ļ
li idzie si
ħ
bez
obci
ĢŇ
enia. Nieliczni jednak wchodz
Ģ
na wie
Ňħ
z pustymi r
ħ
kami, kroki wi
ħ
kszo
Ļ
ci ludzi
spowalnia wózek z cegłami, który ci
Ģ
gn
Ģ
za sob
Ģ
. Mi
ħ
dzy dniem, kiedy cegła zostaje załadowana
na wózek, i dniem, kiedy si
ħ
j
Ģ
z niego zdejmuje, by stała si
ħ
cz
ħĻ
ci
Ģ
wie
Ň
y, mijaj
Ģ
cztery
miesi
Ģ
ce.
Hillalum sp
ħ
dził całe
Ň
ycie w Elam i znał Babilon jedynie jako nabywc
ħ
elamickiej miedzi.
Jej sztabki ładowano na statki i spławiano rzek
Ģ
Karun do Ni
Ň
szego Morza, kieruj
Ģ
c je nast
ħ
pnie
ku Eufratowi, Hillalum i pozostali górnicy podró
Ň
owali l
Ģ
dem, id
Ģ
c obok kupieckiej karawany
objuczonych onagrów. Szli zakurzon
Ģ
Ļ
cie
Ň
k
Ģ
, która schodziła z płaskowy
Ň
u i wiodła przez
równiny na zielone pola podzielone kanałami i groblami.
ņ
aden z nich nigdy nie widział wie
Ň
y. Stała si
ħ
widoczna, kiedy wci
ĢŇ
dzieliło ich od niej
wiele staj: linia cienka niczym pasmo lnu, chwiej
Ģ
ca si
ħ
w dr
ŇĢ
cym powietrzu, wznosz
Ģ
ca si
ħ
ze
skorupy błota — Babilonu. Gdy si
ħ
przybli
Ň
yli, skorupa zmieniła si
ħ
w pot
ħŇ
ne mury miejskie,
ale oni widzieli tylko wie
Ňħ
. Gdy opu
Ļ
cili wzrok do poziomu rzecznej równiny, zobaczyli
Ļ
lady
pozostawione przez wie
Ňħ
w otoczeniu miasta: Eufrat płyn
Ģ
ł teraz na dnie szerokiego koryta,
które wy
Ň
łobiono, by zdoby
ę
glin
ħ
do wyrobu cegieł. Na południu było wida
ę
niezliczone szeregi
pieców do wypalania cegły. Nie płon
Ģ
ł ju
Ň
w nich ogie
ı
.
Kiedy podeszli do bram miasta, wie
Ň
a wydała si
ħ
pot
ħŇ
niejsza od wszystkiego, co Hillalum
potrafił sobie wyobrazi
ę
: kolumna tak szeroka jak cała
Ļ
wi
Ģ
tynia, lecz wznosz
Ģ
ca si
ħ
tak wysoko,
Ň
e przestawała by
ę
widoczna.
Cała grupa szła z zadartymi głowami, mru
ŇĢ
c w sło
ı
cu oczy.
Nanni, przyjaciel Hillaluma, tr
Ģ
cił go łokciem. Nie posiadał si
ħ
ze zdumienia.
— Mamy na to wej
Ļę
? Na szczyt?
Górnicy doszli do
Ļ
rodkowej bramy w zachodnim murze, Z której wychodziła jaka
Ļ
karawana.
Kiedy tłoczyli si
ħ
w w
Ģ
skim pasku cienia padaj
Ģ
cego od muru, ich brygadzista, Beli, zawołał do
stra
Ň
ników stoj
Ģ
cych na szczycie baszty przy bramie.
— Jeste
Ļ
my górnikami wezwanymi z krainy Elam.
Stra
Ň
nicy uradowali si
ħ
. Jeden z nich odkrzykn
Ģ
ł:
— To wy macie przekopa
ę
si
ħ
przez sklepienie niebios?
— My.
Całe miasto
Ļ
wi
ħ
towało. Uroczysto
Ļ
ci zacz
ħ
ły si
ħ
przed o
Ļ
miu dniami, kiedy wysłano w gór
ħ
ostatnie cegły, i miały trwa
ę
jeszcze dwa dni. Co dzie
ı
i co noc miasto cieszyło si
ħ
i ta
ı
czyło,
ucztowało.
Wraz z wypalaczami cegieł siedzieli ci
Ģ
gacze wózków, m
ħŇ
czy
Ņ
ni z nogami oplecionymi
w
ħ
złami mi
ħĻ
ni stwardniałych od wspinania si
ħ
na wie
Ňħ
. Co ranka zaczynała drog
ħ
nowa grupa;
wspinała si
ħ
przez cztery dni, przekazywała ładunek nast
ħ
pnej grupie ci
Ģ
gaczy i pi
Ģ
tego dnia
wracała do miasta z pustymi wózkami. Ła
ı
cuch takich zespołów prowadził a
Ň
na szczyt wie
Ň
y,
ale tylko te najni
Ň
sze
Ļ
wi
ħ
towały z mieszka
ı
cami miasta. Tym, którzy mieszkali na wie
Ň
y,
wysyłano wcze
Ļ
niej do
Ļę
wina i mi
ħ
sa, by uczta rozci
Ģ
gn
ħ
ła si
ħ
na cał
Ģ
wysoko
Ļę
pylonu.
Wieczorem Hillalum oraz pozostali elamiccy górnicy siedzieli na glinianych stołkach przy
długim stole uginaj
Ģ
cym si
ħ
od jedzenia, jednym z wielu ustawionych na miejskim rynku.
Górnicy wypytywali ci
Ģ
gaczy o wie
Ňħ
.
— Kto
Ļ
mi mówił,
Ň
e murarze, którzy pracuj
Ģ
na szczycie wie
Ň
y, lamentuj
Ģ
i wydzieraj
Ģ
sobie
włosy, kiedy spada cegła, bo zast
Ģ
pienie jej now
Ģ
trwa cztery miesi
Ģ
ce, ale
Ň
e nikt nie zauwa
Ň
a,
kiedy spada człowiek. Czy to prawda? — zapytał Nanni.
Jeden z rozmowniejszych ci
Ģ
gaczy, Lugatum, potrz
Ģ
sn
Ģ
ł głow
Ģ
.
— O, nie, to tylko taka opowiastka. Na wie
Ňħ
wspina si
ħ
nieustaj
Ģ
ca karawana cegieł; na
szczyt docieraj
Ģ
ich tysi
Ģ
ce codziennie. Strata jednej z nich nic nie znaczy dla murarzy. —
Nachylił si
ħ
do słuchaczy. — Jednak jest co
Ļ
, co ceni
Ģ
bardziej ni
Ň
ludzkie
Ň
ycie: kielnia.
— Dlaczego?
— Je
Ļ
li murarz upu
Ļ
ci kielni
ħ
, nie mo
Ň
e pracowa
ę
, dopóki nie przy
Ļ
l
Ģ
mu na gór
ħ
nast
ħ
pnej.
Całymi miesi
Ģ
cami nie mo
Ň
e zarobi
ę
najedzenie, musi zaci
Ģ
ga
ę
długi. Strata kielni wywołuje
wielki lament. Je
Ļ
li jednak spadnie człowiek, a zostanie jego kielnia, ludzie przyjmuj
Ģ
to ze
skrywan
Ģ
ulg
Ģ
. Nast
ħ
pny, który upu
Ļ
ci swoj
Ģ
kielni
ħ
, mo
Ň
e sobie wzi
Ģę
t
ħ
dodatkow
Ģ
i dalej
pracowa
ę
, nie wpadaj
Ģ
c w długi.
Hillalum był przera
Ň
ony i przez chwil
ħ
starał si
ħ
gor
Ģ
czkowo przeliczy
ę
, ile kilofów przynie
Ļ
li
ze sob
Ģ
górnicy. Po chwili zrozumiał.
— To nie mo
Ň
e by
ę
prawda. Dlaczego nie kaza
ę
przynie
Ļę
na gór
ħ
zapasowych kielni? Ich
waga byłaby niczym w porównaniu z tymi wszystkimi cegłami. I z pewno
Ļ
ci
Ģ
utrata człowieka
oznacza powa
Ň
ne opó
Ņ
nienie, chyba
Ň
e jest na szczycie dodatkowy murarz. Bez kogo
Ļ
takiego
trzeba czeka
ę
, a
Ň
przyjdzie z dołu.
Wszyscy ci
Ģ
gacze rykn
ħ
li
Ļ
miechem.
— Tego nie oszukamy — powiedział rozbawiony Lugatum. Zwrócił si
ħ
do Hillaluma. —
Zaczniecie si
ħ
wspina
ę
zaraz po zako
ı
czeniu
Ļ
wi
ħ
ta?
Hillalum napił si
ħ
piwa z miseczki.
— Tak. Słyszałem,
Ň
e doł
Ģ
cz
Ģ
do nas górnicy z jakiej
Ļ
zachodniej krainy, ale ich nie
widziałem. Wiecie co
Ļ
o nich?
— Tak, pochodz
Ģ
z kraju zwanego Egiptem, ale nie wydobywaj
Ģ
rudy, tak jak wy. Dobywaj
Ģ
kamie
ı
.
— My te
Ň
wydobywamy kamie
ı
w Elam — odezwał si
ħ
Nanni z ustami pełnymi
wieprzowiny.
— Nie tak jak oni. Oni tn
Ģ
granit.
— Granit? — W Elam dobywało si
ħ
wapie
ı
i alabaster, ale nie granit. — Jeste
Ļ
pewien?
— Kupcy podró
Ň
uj
Ģ
cy do Egiptu powiadaj
Ģ
,
Ň
e maj
Ģ
tam zigguraty i
Ļ
wi
Ģ
tynie zbudowane z
olbrzymich bloków wapienia i granitu. Rze
Ņ
bi
Ģ
te
Ň
w granicie ogromne pos
Ģ
gi.
— Ale obróbka granitu jest bardzo trudna.
Lugatum wzruszył ramionami.
— Nie dla nich. Królewscy architekci s
Ģ
dz
Ģ
,
Ň
e kiedy dotrzecie do sklepienia niebios, tacy
kamieniarze mog
Ģ
si
ħ
przyda
ę
.
Hillalum skin
Ģ
ł głow
Ģ
. To zapewne prawda. Któ
Ň
mógł wiedzie
ę
, czego b
ħ
d
Ģ
potrzebowa
ę
?
— Widziałe
Ļ
ich?
— Nie, jeszcze nie przybyli, ale s
Ģ
spodziewani za kilka dni. Mog
Ģ
jednak nie pojawi
ę
si
ħ
przed zako
ı
czeniem
Ļ
wi
ħ
ta, wtedy wy, Elamici, wejdziecie na wie
Ňħ
sami.
— Wy pójdziecie z nami, prawda?
— Tak, ale tylko przez pierwsze cztery dni. Potem musimy zawróci
ę
, a wy, szcz
ħĻ
liwcy,
pójdziecie dalej.
— Dlaczego uwa
Ň
asz nas za szcz
ħĻ
liwców?
— Bardzo chc
ħ
wej
Ļę
na sam szczyt. Kiedy
Ļ
ci
Ģ
gn
Ģ
łem z wy
Ň
szymi zespołami i dotarłem na
wysoko
Ļę
dwunastu dni wspinaczki, ale nigdy nie zaszedłem wy
Ň
ej. Wy zajdziecie.
— Lugatum u
Ļ
miechn
Ģ
ł si
ħ
smutno. — Zazdroszcz
ħ
wam,
Ň
e dotkniecie sklepienia niebios.
Dotkn
Ģę
sklepienia niebios. Rozbi
ę
je kilofami. Hillulamowi zrobiło si
ħ
nieswojo na t
ħ
my
Ļ
l.
— Nie ma powodu do zazdro
Ļ
ci… — zacz
Ģ
ł.
— Wła
Ļ
nie — wtr
Ģ
cił Nanni. — Kiedy sko
ı
czymy, wszyscy ludzie b
ħ
d
Ģ
mogli dotkn
Ģę
sklepienia niebios.
Nast
ħ
pnego ranka Hillalum poszedł obejrze
ę
wie
Ňħ
. Stan
Ģ
ł na wielkim placu, który j
Ģ
otaczał.
Z boku wznosiła si
ħ
Ļ
wi
Ģ
tynia; ogl
Ģ
dana oddzielnie, wywierałaby ogromne wra
Ň
enie, ale obok
wie
Ň
y stała niezauwa
Ň
ona.
Czuł jej przemo
Ň
n
Ģ
masywno
Ļę
. Według wszystkich opowie
Ļ
ci wie
Ň
a została zbudowana tak,
aby była mocna jak
Ň
aden ziggurat; wzniesiono j
Ģ
z dokładnie wypalonych cegieł, podczas gdy
zwykłe zigguraty budowano z cegieł suszonych na sło
ı
cu, a wypalane cegły stanowiły tylko
warstw
ħ
zewn
ħ
trzn
Ģ
. Osadzano je w zaprawie ze smoły ziemnej, która wsi
Ģ
kała w wypalon
Ģ
glin
ħ
i twardniej
Ģ
c, wi
Ģ
zała tak mocno, jakby sama była cegł
Ģ
.
Podstawa wie
Ň
y przypominała pierwsze dwa poziomy zwykłego zigguratu. Pierwszy —
ogromna kwadratowa platforma o boku jakich
Ļ
dwudziestu łokci i wysoka na czterdzie
Ļ
ci —
miał na południowej
Ļ
cianie potrójne schody. Na nim znajdowała si
ħ
druga, mniejsza platforma,
na któr
Ģ
mo
Ň
na si
ħ
dosta
ę
tylko
Ļ
rodkowymi schodami. Sama wie
Ň
a zaczynała si
ħ
wła
Ļ
nie na tej
drugiej platformie.
Ka
Ň
dy jej bok miał sze
Ļę
dziesi
Ģ
t łokci długo
Ļ
ci. Wznosiła si
ħ
niczym kwadratowy słup
d
Ņ
wigaj
Ģ
cy ci
ħŇ
ar niebios. Oplatała j
Ģ
łagodnie wznosz
Ģ
ca si
ħ
, wci
ħ
ta rampa, niczym skórzany
pas owini
ħ
ty wokół r
ħ
koje
Ļ
ci bicza. Nie: spojrzawszy jeszcze raz, Hillalum spostrzegł,
Ň
e wie
Ňħ
obiegaj
Ģ
dwie przeplataj
Ģ
ce si
ħ
rampy. Na zewn
ħ
trznej kraw
ħ
dzi ka
Ň
dej z nich stały słupy. Nie
były grube, lecz szerokie, co sprawiało,
Ň
e dawały cie
ı
. Kiedy patrzył w gór
ħ
wie
Ň
y, widział
przeplataj
Ģ
ce si
ħ
pasy — rampa, cegły, rampa, cegły — a
Ň
na pewnej wysoko
Ļ
ci zacz
ħ
ły si
ħ
one
ze sob
Ģ
zlewa
ę
. Wie
Ň
a wznosiła si
ħ
coraz wy
Ň
ej, poza zasi
ħ
g wzroku; Hillalum zamrugał,
zmru
Ň
ył oczy i poczuł,
Ň
e kr
ħ
ci mu si
ħ
w głowie. Cofn
Ģ
ł si
ħ
chwiejnie par
ħ
kroków i odwrócił,
przeszyty dreszczem.
Przypomniał sobie histori
ħ
o czasach po Potopie, opowiadan
Ģ
mu w dzieci
ı
stwie. O tym, jak
ludzie znów zaludnili wszystkie zak
Ģ
tki
Ļ
wiata, zamieszkuj
Ģ
c wi
ħ
cej krain ni
Ň
kiedykolwiek
przedtem. Jak dopłyn
ħ
li do kra
ı
ców
Ļ
wiata i zobaczyli ocean spadaj
Ģ
cy w mgł
ħ
, prosto w czarne
wody Otchłani daleko w dole. Jak zdali sobie spraw
ħ
z rozmiarów ziemi, uznali,
Ň
e jest mała i
zapragn
ħ
li zobaczy
ę
, co le
Ň
y za jej granicami, zbada
ę
cał
Ģ
reszt
ħ
dzieła Jahwe. Jak spojrzeli w
niebo i zastanawiali si
ħ
nad siedzib
Ģ
Jahwe nad zbiornikami z wodami niebios. I jak przed
wieloma wiekami zacz
ħ
ła si
ħ
budowa wie
Ň
y, słupa si
ħ
gaj
Ģ
cego nieba, schodów, po których
mogliby wej
Ļę
ludzie, by zobaczy
ę
dzieła Jahwe, i po których mógłby zej
Ļę
Jahwe, by zobaczy
ę
dzieła ludzi.
Opowie
Ļę
o tysi
Ģ
cach ludzi trudz
Ģ
cych si
ħ
bez odpoczynku, lecz z rado
Ļ
ci
Ģ
, pracowali
bowiem, by lepiej pozna
ę
Jahwe, zawsze napawała Hillaluma otuch
Ģ
. Kiedy Babilo
ı
czycy
przybyli do Elam w poszukiwaniu górników, prze
Ň
ywał wielkie emocje. Kiedy jednak stał teraz u
podnó
Ň
a wie
Ň
y, jego zmysły zbuntowały si
ħ
, uparcie twierdz
Ģ
c,
Ň
e nic nie powinno wznosi
ę
si
ħ
tak wysoko. Kiedy patrzył w gór
ħ
wie
Ň
y, nie miał wra
Ň
enia,
Ň
e znajduje si
ħ
na ziemi.
Czy powinien wspi
Ģę
si
ħ
na co
Ļ
takiego?
Rankiem, kiedy mieli wyruszy
ę
na gór
ħ
, druga platforma była od kraw
ħ
dzi do kraw
ħ
dzi
zastawiona mocnymi, dwukołowymi wózkami ustawionymi w rz
ħ
dach.
Wiele z nich załadowano wszelak
Ģ
Ň
ywno
Ļ
ci
Ģ
: workami j
ħ
czmienia, pszenicy, soczewicy,
cebuli, daktyli, ogórków, bochenków chleba, suszonej ryby. Były tam niezliczone olbrzymie
gliniane dzbany z wod
Ģ
, winem z daktyli, piwem, kozim mlekiem, oliw
Ģ
palmow
Ģ
. Inne wózki
zostały wyładowane towarami, które mo
Ň
na by sprzeda
ę
na bazarze: naczyniami z br
Ģ
zu,
koszykami z trzciny, belami lnu, drewnianymi stołkami i stołami. Były tam te
Ň
utuczony wół i
koza, którym kapłani nakładali kaptury,
Ň
eby nie mogły patrze
ę
na boki i nie bały si
ħ
wysoko
Ļ
ci.
Po dotarciu na szczyt miały zosta
ę
zło
Ň
one w ofierze.
Dalej stały wózki z kilofami i młotami górników oraz wyposa
Ň
eniem małej ku
Ņ
ni. Ich
brygadzista zarz
Ģ
dził te
Ň
, by cz
ħĻę
wózków załadowano drewnem i wi
Ģ
zkami trzciny.
Lugatum stał przy wózku i naci
Ģ
gał liny przytrzymuj
Ģ
ce drewno. Podszedł do niego Hillalum.
— Sk
Ģ
d jest to drewno? Po opuszczeniu Elam nie widziałem
Ň
adnych lasów.
— Na północy ro
Ļ
nie las, który został zasadzony, gdy rozpocz
ħ
ła si
ħ
budowa wie
Ň
y. Poci
ħ
te
drewno jest spławiane Eufratem.
— Zasadzili
Ļ
cie cały las?
— Kiedy architekci zacz
ħ
li budowa
ę
wie
Ňħ
, zdali sobie spraw
ħ
,
Ň
e do wypalania cegły b
ħ
dzie
potrzeba o wiele wi
ħ
cej drewna, ni
Ň
znajdowało si
ħ
go na równinie, wi
ħ
c kazali zasadzi
ę
las.
Specjalne grupy ludzi dostarczaj
Ģ
wod
ħ
i sadz
Ģ
nowe drzewko za ka
Ň
de wyci
ħ
te.
Hillalum zdziwił si
ħ
.
— I to daje całe potrzebne drewno?
— Wi
ħ
kszo
Ļę
. Wyci
ħ
to te
Ň
wiele innych lasów na północy, a drewno sprowadzono rzek
Ģ
.
Przyjrzał si
ħ
kołom wózka, odkorkował skórzany bukłak i nalał nieco oliwy mi
ħ
dzy koło i o
Ļ
.
Podszedł do nich Nanni, patrz
Ģ
c na rozpo
Ļ
cieraj
Ģ
ce si
ħ
przed nimi ulice Babilonu.
— Nigdy jeszcze nie byłem tak wysoko,
Ň
eby móc patrze
ę
z góry na miasto.
— Ani ja — rzekł Hillalum, lecz Lugatum tylko si
ħ
roze
Ļ
miał. — Chod
Ņ
cie. Wózki s
Ģ
ju
Ň
gotowe.
Wkrótce wszyscy m
ħŇ
czy
Ņ
ni poustawiali si
ħ
w parach przy swoich wózkach. Stali mi
ħ
dzy ich
dyszlami, do których były przymocowane p
ħ
tle ze sznura. Wózki ci
Ģ
gni
ħ
te przez górników były
przemieszane z wózkami zwykłych ci
Ģ
gaczy, po to by nowicjusze utrzymywali wła
Ļ
ciwe tempo.
Lugatum i jego towarzysz mieli wózek stoj
Ģ
cy tu
Ň
za wózkiem Hillaluma i Nanniego.
— Pami
ħ
tajcie — powiedział Lugatum —
Ň
eby trzyma
ę
si
ħ
jakie
Ļ
dziesi
ħę
łokci za wózkiem
przed wami. Na zakr
ħ
tach cały ci
ħŇ
ar spoczywa na ci
Ģ
gn
Ģ
cym z prawej, wi
ħ
c b
ħ
dziecie si
ħ
zmienia
ę
co godzin
ħ
.
Ci
Ģ
gacze zacz
ħ
li ju
Ň
si
ħ
posuwa
ę
w gór
ħ
rampy. Hillalum i Nanni pochylili si
ħ
i zarzucili p
ħ
tle
swojego wózka na przeciwne ramiona. Wyprostowali si
ħ
razem, unosz
Ģ
c przód wózka z ziemi.
— A teraz ci
Ģ
gnijcie! — zawołał Lugatum.
Naparli na liny i wózek ruszył z miejsca. Gdy koła zacz
ħ
ły si
ħ
ju
Ň
obraca
ę
, ci
Ģ
gni
ħ
cie
wydawało si
ħ
do
Ļę
łatwe i górnicy szybko okr
ĢŇ
yli platform
ħ
. Kiedy jednak dotarli do rampy,
musieli pochyli
ę
si
ħ
mocniej.
— To ma by
ę
lekki wózek? — mrukn
Ģ
ł Hillalum.
Rampa była na tyle szeroka,
Ň
e pojedynczy człowiek mie
Ļ
cił si
ħ
obok wózka, je
Ň
eli musiał go
min
Ģę
. Powierzchni
ħ
miała wyło
Ň
on
Ģ
cegłami. Tocz
Ģ
ce si
ħ
po niej od wieków koła wy
Ň
łobiły
dwie gł
ħ
bokie koleiny. Nad głowami ci
Ģ
gaczy wznosiło si
ħ
sklepienie wsparte na kroksztynach;
szerokie, kwadratowe cegły zachodziły na siebie, spotykaj
Ģ
c si
ħ
po
Ļ
rodku. Słupy z prawej strony
były tak szerokie,
Ň
e rampa nieco sprawiała wra
Ň
enie tunelu. Je
Ļ
li nie patrzyło si
ħ
w bok, nie
miało si
ħ
poczucia przebywania na wie
Ň
y.
—
ĺ
piewacie przy pracy? — zapytał Lugatum.
— Kiedy kamie
ı
jest mi
ħ
kki.
— To za
Ļ
piewajcie któr
ĢĻ
z waszych górniczych pie
Ļ
ni. Wołanie dotarło do pozostałych
górników i po chwili wszyscy
Ļ
piewali.
Plik z chomika:
Retland
Inne pliki z tego folderu:
Cytaty.pdf
(485 KB)
Coveney Peter, Highfield Roger - Granice złożoności. Poszukiwania porządku w chaotycznym świecie..rar
(1891 KB)
Coveney Peter - Granice złożoności.zip
(1732 KB)
Cole Roger - Moja podróż ku życiu po tamtej stonie.rtf
(310 KB)
Coelho Paulo - Zahir.rtf
(608 KB)
Inne foldery tego chomika:
A
B
D
E
F
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin