Zizek Slavoj - Czy leninowska przemoc zbawi lewice.pdf

(511 KB) Pobierz
Slavoj Žižek, Andrzej Walicki, Agata Bielik-Robson - Czy leninowska przemoc zbawi lewicę
Slavoj Žižek, Andrzej Walicki, Agata Bielik­Robson
Czy leninowska przemoc zbawi lewicę ? 1
Gośćmi   dzisiejszej   debaty   poświęconej   współczesnej   lewicy   i   jej   wojnie   z   liberalnym 
kapitalizmem są Slavoj Žižek, najbardziej znany filozof światowej radykalnej lewicy, Andrzej 
Walicki,   znakomity   historyk   marksizmu   i   liberalizmu,   wielka   postać  polskiej   myśli,   Agata 
Bielik­Robson,   filozof,   jedna   z  najważniejszych  postaci  swego  pokolenia.   Kiedy  rozmawiałem 
kilka tygodni temu ze Slavojem Žižkiem w Lublanie, zapraszając go do Polski, gdy dowiedział 
się, że ma mówić m.in. o przyszłości lewicy odpowiedział mi, śmiejąc się, że w takim razie jego 
wystąpienie   będzie   krótkie:   „Jaka   przyszłość  lewicy?   Lewica   nie   ma  żadnej   przyszłości. 
Dziękuję  wszystkim   bardzo.   Koniec   mojego   wystąpienia”.  Žižek   –   w   przeciwieństwie   do 
ogromnej większości współczesnej lewicy – jest absolutnie świadom tego, jak trudna jest dzisiaj 
jej   pozycja.   Szydzi   z   radykałów,   którzy   walkę  przeciw   ekonomicznym   niesprawiedliwościom 
zamienili   na   ideologię  multikulturalizmu,   nie   dostrzegając,  że   między   multikulturalizmem   a 
kapitalizmem liberalnym nie ma żadnej sprzeczności. Wykpiwa tych, którzy dzisiaj głoszą hasła 
rewolucji,   podkreślając,  że   chiński   czy   rosyjski   komunizm   był   zaledwie   przerwą  w   historii 
kapitalizmu i w rezultacie doprowadził do wyzysku w jeszcze brutalniejszej postaci. Jednym 
słowem  Žižek   jest   wielkim   pesymistą.   To   nie   oznacza   jednak,  że   ma  on   najmniejszy   zamiar 
choćby porzucenia projektu radykalnych zmian. Stąd moje pytanie: Wielokrotnie podkreślałeś, 
że kapitalizmowi liberalnemu nie grozi upadek w najbliższym czasie. Ci, którzy tak twierdzą, są 
po prostu naiwni. Dotyczy to nie tylko wizji kolejnej proletariackiej rewolucji, pamiętam choćby 
szyderstwa   z   Zielonych,   którzy   twierdzą,  że   katastrofa   ekologiczna   wstrząśnie   systemem.   Ty 
mówiłeś, że kapitalizm zagospodaruje to jako kolejne pole do swoich inwestycji. Stąd pytanie: 
Co tak naprawdę może zagrozić liberalnemu kapitalizmowi?
Slavoj Žižek: Bardzo dziękuję za wprowadzenie, ale zapowiadam, że kiedy ja i moi ludzie 
przejmiemy władzę, czekają cię dwa lata reedukacji... Właściwe służby zajmą się tą dywersją... Tak, 
mam w sobie pewien pesymizm. Co przez to rozumiem? Nie mogę oprzeć się pokusie i zacznę od 
jednego z tych dowcipów z czasów socjalistycznych, w stylu „Radia Erewań”. Facet pyta drugiego 
faceta: „Czy to prawda, że Rabinowicz wygrał na loterii nowy samochód?”. Drugi facet na to: „W 
zasadzie prawda, tylko nie samochód, ale rower. I nie wygrał, ale mu ukradli”. Ten dowcip zawsze mi 
się  przypomina,  kiedy ktoś mi mówi:  „My, lewica, nareszcie widzimy światełko  w  tunelu”. Mam 
ochotę na to odpowiedzieć, że w zasadzie tak, ale to my jesteśmy w tunelu, a światło, które widzimy, 
to światło pociągu, który na nas jedzie.
Proszę o bardziej precyzyjną diagnozę...
SZ:  Modne  jest   dzisiaj   wyśmiewanie  Francisa   Fukuyamy   jako   naiwniaka,  który   sądził,  że 
historia się skończyła i znaleźliśmy ostateczną formułę: kapitalizm wolnorynkowy oraz demokrację 
liberalną.  O   ile  mi   jednak  wiadomo,  także  zachodni  lewicowcy  nie   chcą  tego  kwestionować.  Jak 
należałoby zdefiniować ich stanowisko? Starsi z was zapewne pamiętają z czasów komunistycznych 
formułę:   „Chcemy   socjalizmu   z   ludzką  twarzą”.   Otóż  dzisiejsza   lewica  proponuje  nam  globalny 
kapitalizm  z  ludzką  twarzą.  Co  ta  formuła  oznacza?  Odrzuca  ona  jedyne  poważne  pytanie,  przed 
którym dzisiaj stoimy, a które brzmi: „Czy naprawdę nie musimy szukać innych rozwiązań?”. Czy 
1 Zapis debaty odbytej w warszawskim Collegium Civitas 26 marca 2007 r. z inicjatywy dodatku do Dziennika – 
„Europy”. Debatę prowadził Maciej Nowicki. Źródło: „EUROPA”, numer 156/2007­03­31, strona 2.
1 / 11
 
 
Slavoj Žižek, Andrzej Walicki, Agata Bielik­Robson
jesteśmy skazani na obecny ustrój polityczno­gospodarczy, może trochę bardziej tolerancyjny wobec 
mniejszości, odrobinę wrażliwszy społecznie? Czy też dzisiejszy globalny kapitalizm wciąż zawiera 
tyle wewnętrznych sprzeczności, że na dłuższą metę musi się rozpaść? Sądzę, że jest to dziś jedyne 
sensowne pytanie: czy jesteśmy zwolennikami Fukuyamy, czy też wierzymy, że gdzieś na horyzoncie 
majaczy   rzeczywista   alternatywa.   Zdaję  sobie   sprawę,   jak   trudno   jest   dzisiaj   choćby   myśleć  o 
alternatywie.   Okrutny   paradoks  polega  na  tym, że   dzięki  tym  wszystkim  katastroficznym  filmom 
hollywoodzkim   i   apokaliptycznym   scenariuszom   ekologów   znacznie  łatwiej   jest   wyobrazić  sobie 
totalną  katastrofę,   która  zniszczy życie  na  Ziemi,  niż  znacznie  skromniejszą,  ale  wciąż  radykalną 
zmianę  w  życiu   społecznym.  Innymi   słowy,   asteroida   uderzy  w   Ziemię  i   uśmierci  wszystko,   ale 
kapitalizm jakoś przeżyje.
W   dzisiejszym  świecie   nie   widać  niczego,   co   zapowiadałoby   upadek   liberalnego 
kapitalizmu?
SZ: Przeanalizujmy to krok po kroku. Po pierwsze – ekologia. Jak już zostało powiedziane we 
wprowadzeniu, kapitalizm cechuje się niesłychaną dynamiką. To zabawne, że już u późnego Marksa i 
Engelsa kapitalizm ukazywał swoje schyłkowe, gnijące, dekadenckie oblicze, u Lenina gnił jeszcze 
bardziej, według Mao gnicie i dekadencja osiągnęły najgorsze możliwe stadium... Ale im bardziej 
kapitalizm gnije, tym bardziej rozkwita. Nie mam żadnych wątpliwości, że gdyby doszło do potężnej 
katastrofy ekologicznej, otworzyłoby to nowe, ogromne pole dla kapitalistycznych inwestycji. Sądzę 
jednak, że ten mechanizm nie może działać wiecznie. Dlaczego? Bo inwestycje rynkowe nadal kierują 
się logiką dopuszczalnego ryzyka. Sądzę, że w przypadku naprawdę wielkich katastrof ekologicznych 
ta   logika   traci   sens.   Jak   można  obliczyć  ryzyko   związane  z   katastrofą  dziesięć  razy   gorszą  od 
Czarnobyla?   Kto   za   to   zapłaci?   Drugi   obszar  to   nowe   formy   separacji,  apartheidu.  Mieszkańcy 
slumsów są dziś najszybciej rozrastającą się grupą ludności na świecie. Wszędzie rosną nowe slumsy 
– w Ameryce Łacińskiej, w Afryce, w komunistycznych Chinach... Największy slums świata, wokół 
nigeryjskiego Lagos, ciągnie się na 200 kilometrów, żyje w nim od 10 do 15 milionów ludzi – bez 
żadnych organicznych więzi, hierarchii społecznej czy wartości religijnych. Slumsy to terytorium, z 
którego   wycofało   się  państwo.   Posiadając   narzędzia   totalnej   kontroli,   tutaj   zrezygnowało   z 
jakiejkolwiek  kontroli.   To   sytuacja  skrajnie  wybuchowa.  Nie   sądzę,   by   dalszy  rozwój   liberalnego 
kapitalizmu   rozwiązał   ten   problem.   Moim   zdaniem   slumsy   są  strukturalnym   symptomem 
niewydolności kapitalizmu. Trzeci element to własność prywatna.
Czyżby   tutaj   Slavoj  Žižek   okazał   się  „paleolitycznym”   marksistą  i   zamierzał 
wypowiedzieć się przeciwko własności prywatnej?
SZ:   Nie.   Chcę  tylko   powiedzieć,  że   nastąpiło   przesunięcie   akcentów   od   posiadania 
przedmiotów materialnych do posiadania tak zwanej własności intelektualnej. Co to zmienia? Otóż 
gdybyśmy pozostawili sprawę jedynie wolnemu rynkowi, dochodziłoby do rozmaitych paradoksów: 
np. firmy, które opatentują fragmenty genomu, byłyby właścicielami formuły naszego ciała. Zresztą 
dysfunkcjonalność bezwarunkowej ochrony własności intelektualnej widać już dzisiaj: kiedy w USA 
wypuszcza się na rynek nowy produkt, koszt systemu ochrony przed skopiowaniem jest często wyższy 
niż koszt samego produktu.
I   wreszcie   czwarty   element,   pośrednio   związany   z   pierwszym.   Postępy   w   genetyce 
doprowadzą do przewartościowania takich fundamentalnych pojęć jak wolność i godność człowieka. 
Najbardziej smuci mnie to, jak panicznie reagujemy na tę kwestię. Czy nie jest interesujące, że Jürgen 
Habermas, ostatnia wielka postać oświeceniowa, mówi o genetyce tym samym językiem co obecny 
2 / 11
Slavoj Žižek, Andrzej Walicki, Agata Bielik­Robson
papież? Opublikowali nawet razem książkę. Moim zdaniem tragedia polega na tym, że ich reakcja jest 
niekonstruktywna. Prezentują postawę typu: „Trzeba wprowadzić ograniczenia, jest zgoda na drobne 
manipulacje genetyczne służące leczeniu chorób, ale na nic więcej”. Jednak naprawdę istotne pytanie 
nie brzmi: „Jak daleko możemy się posunąć?”, lecz: „Mój Boże, co oznaczają te wszystkie wyniki i 
możliwości?”.
Rozważmy   taką  sytuację.   Profesor   mówi   wam   przed   egzaminem:   „Jest   taki  środek 
psychotropowy, który dziesięciokrotnie zwiększa wydajność pamięci. Jeśli go zażyjecie, wystarczy, 
że   raz   przeczytacie   podręcznik   –   i   tak   zdacie   egzamin”.   Tradycyjny   pedagog   uznałby   to   za 
nieuczciwe. Występuje tutaj jednak pewien dodatkowy problem. Jeśli narkotyk zadziałał, to znaczy, że 
umiejętność uczenia się wcześniej również była uwarunkowana chemicznie, tyle że w grę wchodziły 
inne związki chemiczne. Nie jest to zatem wybór między wolnością i brakiem wolności. Jest to wybór 
między   tym,   czy   naszą  wolnością  będziemy  świadomie   manipulować,   czy   też  poddamy   się 
niekontrolowanym uwarunkowaniom biologicznym. Kościół katolicki mówi: „Nie, osoba ludzka jest 
święta.  Nie jesteśmy  tylko biologicznymi  maszynami, więc  nie majstrujcie  przy  ludzkim  mózgu”. 
Bardzo mnie to dziwi, bo moja pierwsza, zdroworozsądkowa reakcja jest następująca: skoro uważacie, 
że jesteśmy czymś więcej niż tylko biologicznymi maszynami, to w takim razie w czym problem? Za 
stanowiskiem   Kościoła   kryje   się  więc   przesłanie:   nie   majstrujmy   przy   mózgu,  żebyśmy   mogli 
zachować złudzenie wolności. Oni sami w to nie wierzą.
Dziś już prawie nikt nie wierzy w to, że wolność można ocalić. Zgodnie z dominującą 
opinią  wkroczyliśmy   w   etap,   w   którym   nasze   decyzje   i   tak   nie   mają  większego   znaczenia. 
Wróciliśmy do wiary w przeznaczenie.
SZ: Chciałbym się jednoznacznie zdeklarować: sądzę, że wolność można uratować. Wymaga 
to   jednak   poważnego,   radykalnego  przemyślenia   pewnych   rzeczy.   A   my   tego   unikamy.   Podam 
przykład:   w   zeszłym   tygodniu   wszystkie   media   zajmowały   się  zeznaniami   szejka   Chalida 
Mohammeda. Jestem w tej kwestii realistą. Nie uprawiam obłudnych gier pod hasłem „Rany boskie, 
torturowali go!”. Mój problem leży gdzie indziej. Prawdziwy szok nie polega dla mnie na tym, że go 
torturowali, ale na tym, że przypuszczalnie po raz pierwszy od 100 lat fakt, że ktoś był torturowany, 
został  przedstawiony   publicznie  jako   coś  normalnego.  I  w  tym  miejscu  chciałbym  postawić  moją 
bardzo tradycyjną, moralistyczną tezę: jest niezwykle istotne, aby o tym nie mówić. Nie chciałbym 
żyć w społeczeństwie, w którym trzeba byłoby udowadniać, że gwałt jest czymś złym. Chciałbym żyć 
w społeczeństwie, w którym samo mówienie o dopuszczalności gwałtu jest nie do przyjęcia. Niemcy 
mają takie ładne słowo: „salonfähig” – nadający się do dyskusji na salonach. Otóż takie tematy jak 
gwałt i tortury nie są salonfähig. Wyobraźmy sobie, że 20 lat temu władze publicznie informują, iż 
czyjeś zeznanie zostało uzyskane z użyciem tortur. Byłoby to dla nas absolutnie nie do pomyślenia. 
Chciałbym   zakończyć  kolejnym  świetnym   dowcipem  –   może   niektórzy   z   was   go   znają,   bo   też 
pochodzi z obozu komunistycznego, tym razem z NRD. Niemiecki robotnik wyjeżdża do pracy na 
Syberię. Zdaje sobie sprawę, że jego listy będą cenzurowane. Umawia się więc ze znajomymi: „W 
liście napisanym niebieskim atramentem jest prawda, w liście napisanym czerwonym atramentem są 
kłamstwa”. Wkrótce przychodzi pierwszy list, napisany niebieskim atramentem: „Życie na Syberii 
jest wspaniałe, można oglądać zachodnie filmy, można o wszystkim dyskutować, a w sklepach można 
wszystko   dostać.   Wszystko   oprócz  czerwonego  atramentu”.   Potrzebujemy   odpowiedniego  języka, 
żeby zrozumieć, gdzie jesteśmy. Przykro mi to mówić, ale jako stary lewicowiec uważam, że atrament 
nadal powinien być czerwony.
[Długie oklaski]
3 / 11
Slavoj Žižek, Andrzej Walicki, Agata Bielik­Robson
Zauważyliście, jaka jest różnica między stalinizmem i faszyzmem? Przywódca faszystowski 
na zjeździe partii wygłasza przemówienie, a potem stoi i słucha oklasków. Przywódca stalinowski na 
zjeździe   partii   wygłasza   przemówienie,   a   potem   przyłącza   się  do   oklasków.   Z   racji   tego,  że 
znajdujemy się w stalinowskim Pałacu Kultury i Nauki pragnę przyłączyć się do oklasków.
Žižek   twierdzi,  że   nie   można   dokonać żadnych   zasadniczych   zmian,   pozostając 
jednocześnie   przy   liberalnym   kapitalizmie.   Znam   teksty   profesora   Walickiego   na   tyle,   by 
wiedzieć,  że  jego  zdaniem zasadniczy  problem  znajduje  się  gdzie  indziej  –   to  sama  tradycja 
liberalna została zafałszowana, przemieniając się w apologię niczym nieskrępowanego wolnego 
rynku.   Tak   więc   podstawowym   celem   powinno   być  ponowne   przyswojenie   sobie   liberalizmu 
przez   lewicę.   Innymi   słowy   –   profesor   Walicki   pragnie   alternatywy.   Nie   wierzę  jednak,   aby 
uważał za nią Lenina.
Andrzej Walicki: Muszę zacząć od tego, że nie jestem rewolucjonistą. Lenin nazywa takich 
lewicowych liberałów jak  ja  –  najbardziej perfidnymi  wrogami radykalnej zmiany. Jednak istnieje 
pole   bardzo   ważnej   zgodności   między   mną  a   Slavojem  Žižkiem.   Po   pierwsze   cieszę  się,  że 
wprowadza  on  w  obieg  naszej  debaty  Lenina  –   bez  Lenina  naprawdę  nie   można  zrozumieć  tego 
fenomenu, jakim był XX­wieczny komunizm. Mówienie, że znamy komunizm, bo znamy PRL, jest 
dziecinne. Po drugie, podpisuję się pod tezą o uniwersalnym znaczeniu myśli Lenina, zwłaszcza jego 
utopii komunistycznej wyłożonej w książce „Państwo a rewolucja”. Komunizm zrodził się w samym 
sercu   cywilizacji   europejskiej,   był   kontynuacją  millenarystycznych   marzeń.   Po   trzecie   wreszcie, 
akceptuję totalnie krytyczną diagnozę Žižka co do kryzysu lewicy zachodniej.
Sympatyzuję  też  z   odrzuceniem   przez  Žižka   obezwładniającej   bezalternatywności,   którą 
głoszą neoliberałowie. W tym aspekcie rozumiem zafascynowanie postacią Lenina, który w roku 1917 
wbrew wszystkim postanowił zmienić aktem woli kierunek rozwoju świata.
Na czym w takim razie polegają rozbieżności między panem a Žižkiem?
AW: Odróżniam marksizm od komunizmu. To jest bardzo ważne. Jest taka formuła Engelsa o 
skoku z królestwa konieczności do królestwa wolności. Otóż marksizm jako materializm historyczny, 
jako teoria obiektywnych praw dziejów jest teorią królestwa konieczności, zaś komunizm to teoria 
królestwa wolności. Skokiem jest rewolucja. W komunizmie mamy świadomie panować nad życiem – 
dlatego właśnie ma być to królestwo wolności. Uczynię jeszcze bardziej złożoną tę całą sprawę – 
decyzja Lenina zrobienia rewolucji w Rosji w 1917 roku była sprzeczna z marksizmem jako teorią 
królestwa   konieczności.   Jednak  Marks   był   nie   tylko   materialistą  historycznym.   Był   także   twórcą 
skrajnie utopijnej wizji historii, zarysowanej w „Krytyce programu gotajskiego”. Leninowska wizja, 
wyłożona w „Państwie a rewolucji”, jest zgodna z tą utopią Marksa. Marksowska koncepcja wolności 
to nie jest koncepcja wolności jednostki. Swobodna samorealizacja ma oznaczać nie brak kontroli, 
tylko właśnie kontrolę. Panowanie nad własnym losem może być osiągane środkami przymusu. Lenin 
podążył   właśnie   tą  drogą.   To   za   sprawą  tego   kroku   nauczyliśmy   się  utożsamiać  leninizm   z 
totalitarnymi  środkami  walki   o   ideał  komunistyczny.   Totalitarne  środki  to,   po   pierwsze,   partia   – 
zdyscyplinowana, obdarzona żelazną wolą, która ma monopol na właściwą interpretację socjalizmu 
naukowego. Drugi środek to państwo. Każde państwo jest według Lenina dyktaturą. Co to znaczy? 
Słowo   „dyktatura”   według   Lenina  nie   oznacza   nic   innego   „jak   władza   niczym  nieograniczona, 
nieskrępowana żadnymi przepisami, opierająca się wyłącznie na przemocy”.
Slavoj Žižek podkreśla demokratyczny, partycypacyjny element projektu Lenina...
4 / 11
Slavoj Žižek, Andrzej Walicki, Agata Bielik­Robson
AW: Lenin kładł nacisk na demokrację bezpośrednią, na doświadczenia Komuny Paryskiej. 
My   się  tak   zachwycamy   tą  partycypacją,  tymczasem  Lenin   powiadał:  „Partycypacja  powszechna 
zabezpieczy  powszechność  kontroli   każdego  nad   każdym”.  Zrewolucjonizowane   kolektywy   będą 
kontrolować nie tylko pracę i produkcję, ale także spożycie. Każdy będzie miał książeczkę spożycia, 
w której będzie zanotowane, co kupił i ile pieniędzy otrzymał, czyli społeczeństwo będzie absolutnie 
przejrzyste   (co   za   koszmarny   ideał!).   Lenin   mówi   także:   „Społeczeństwo   ma   być  jedną  wielką 
fabryką,   wszyscy   obywatele   przekształceni   w   najemnych   pracowników   państwa,   którym   rządzą 
uzbrojeni robotnicy. [...] Całe społeczeństwo staje się [...] jedną fabryką z równością pracy i płacy”. 
Nie sądzę, by to był ideał dla współczesnej wolnościowej lewicy!
W takim razie inny argument: komunizm, poprzez sam fakt swego istnienia, polepszył 
sytuację klasy robotniczej na Zachodzie – stanowiąc swego rodzaju szantaż wobec kapitalistów 
obawiających się rewolucji. A dziś kapitaliści nie muszą się już niczego obawiać.
AW: Często mówimy, że eksperyment leninowski wzmocnił państwo opiekuńcze, pozwolił na 
ewolucję liberalizmu w dobrym kierunku. Otóż ja sądzę, że upadek tego eksperymentu spowodował 
cofnięcie   się  liberalizmu   na   pozycje   neoliberalizmu.   Chciałem   jeszcze   coś  powiedzieć  o 
konsekwencjach   globalizacji,   o   której   tak   ciekawie   mówił   nasz   gość.   Marks,   wielki   teoretyk 
globalizacji,   w   „Zarysie   krytyki   ekonomii   politycznej”,   który   jest   takim   szkicem   „Kapitału”, 
zarysowuje   teorię  symetrycznego   przeciwieństwa   między   niezależnością  osobistą  opartą  na 
obiektywnej zależności typu rynkowego (jesteśmy niezależni od jakiegoś feudała, ale za to zależni od 
światowego   rynku)   a,   z   drugiej  strony,   wyzwoleniem   od   tej   obiektywnej  zależności,  ale   za   cenę 
przywrócenia zależności osobistej. Otóż w jego własnej ocenie zależność od bezosobowych sił jest 
złem najgorszym. Uważał, że zależność od rynku redukuje jednostki ludzkie do pustych, wzajemnie 
obojętnych atomów. I Lenin podążył właśnie tą drogą. Nie licząc się z kosztami, chciał wyeliminować 
zależność od żywiołu. Jednak dla człowieka nowoczesnego taka aksjologia jest już nie do przyjęcia. 
Zależność od bezosobowych stosunków jest dla niego łatwiejsza do zniesienia niż zależność osobowa 
od czyjejś arbitralnej woli. Tak m.in. można wytłumaczyć upadek leninowskiego eksperymentu. I z 
tego wynika, że powrót do Lenina jest rzeczą nie tylko niemożliwą, ale i niepożądaną. Musimy też 
zrozumieć,  że   istotą  leninowskiego  programu  był   „skok   do   królestwa   wolności”,   czyli   właściwie 
wyskoczenie z cywilizacji. Dyktatura opierająca się wyłącznie na przemocy to przecież zaprzeczenie 
nie  tylko   demokracji  przedstawicielskiej,  ale  w  ogóle  nowoczesnej  państwowości.  Prawo   broniące 
interesów indywidualnych to dla Lenina coś oburzającego w najwyższym stopniu – chociaż sam był 
prawnikiem.  O   tym  wyskoczeniu   z   cywilizacji  świadczy  także  zamiana  gospodarki   na   centralnie 
sterowane administrowanie rzeczami i ludźmi, które wyklucza nie tylko wolność produkcji, ale także 
wolność spożycia.
Przyszłości polskiej lewicy nie wiążę z tego rodzaju radykalnym skokiem. My musimy jeszcze 
walczyć o sprawy podstawowe, doprowadzić do pewnego poziomu to, co już zostało w innych krajach 
osiągnięte.   Demokracja   przy   całej   swojej   ewidentnej   niedoskonałości   jest   jak   dotąd   jedynym 
środkiem pokojowej zmiany rządów oraz osiągania społecznego konsensu w sprawach gospodarczych 
i politycznych.
Rynek nie jest żadną świętością. Jednak trudno nie zgodzić się, że rynek umożliwia wolność 
wyboru. Wreszcie, prawo jest – jak dotąd – najlepszym sposobem ograniczania samowoli władzy, w 
tym również samowoli organów ustawodawczych, z którą ciągle mamy do czynienia. A jednocześnie 
jest niezastąpionym środkiem ukierunkowywania rynku.
5 / 11
Zgłoś jeśli naruszono regulamin