Zizek Slavoj - Czy leninowska przemoc zbawi lewice.pdf
(
511 KB
)
Pobierz
Slavoj Žižek, Andrzej Walicki, Agata Bielik-Robson - Czy leninowska przemoc zbawi lewicę
Slavoj Žižek, Andrzej Walicki, Agata BielikRobson
Czy leninowska przemoc zbawi lewicę
?
1
Gośćmi dzisiejszej debaty poświęconej współczesnej lewicy i jej wojnie z liberalnym
kapitalizmem są Slavoj Žižek, najbardziej znany filozof światowej radykalnej lewicy, Andrzej
Walicki, znakomity historyk marksizmu i liberalizmu, wielka postać polskiej myśli, Agata
BielikRobson, filozof, jedna z najważniejszych postaci swego pokolenia. Kiedy rozmawiałem
kilka tygodni temu ze Slavojem Žižkiem w Lublanie, zapraszając go do Polski, gdy dowiedział
się, że ma mówić m.in. o przyszłości lewicy odpowiedział mi, śmiejąc się, że w takim razie jego
wystąpienie będzie krótkie: „Jaka przyszłość lewicy? Lewica nie ma żadnej przyszłości.
Dziękuję wszystkim bardzo. Koniec mojego wystąpienia”. Žižek – w przeciwieństwie do
ogromnej większości współczesnej lewicy – jest absolutnie świadom tego, jak trudna jest dzisiaj
jej pozycja. Szydzi z radykałów, którzy walkę przeciw ekonomicznym niesprawiedliwościom
zamienili na ideologię multikulturalizmu, nie dostrzegając, że między multikulturalizmem a
kapitalizmem liberalnym nie ma żadnej sprzeczności. Wykpiwa tych, którzy dzisiaj głoszą hasła
rewolucji, podkreślając, że chiński czy rosyjski komunizm był zaledwie przerwą w historii
kapitalizmu i w rezultacie doprowadził do wyzysku w jeszcze brutalniejszej postaci. Jednym
słowem Žižek jest wielkim pesymistą. To nie oznacza jednak, że ma on najmniejszy zamiar
choćby porzucenia projektu radykalnych zmian. Stąd moje pytanie: Wielokrotnie podkreślałeś,
że kapitalizmowi liberalnemu nie grozi upadek w najbliższym czasie. Ci, którzy tak twierdzą, są
po prostu naiwni. Dotyczy to nie tylko wizji kolejnej proletariackiej rewolucji, pamiętam choćby
szyderstwa z Zielonych, którzy twierdzą, że katastrofa ekologiczna wstrząśnie systemem. Ty
mówiłeś, że kapitalizm zagospodaruje to jako kolejne pole do swoich inwestycji. Stąd pytanie:
Co tak naprawdę może zagrozić liberalnemu kapitalizmowi?
Slavoj Žižek: Bardzo dziękuję za wprowadzenie, ale zapowiadam, że kiedy ja i moi ludzie
przejmiemy władzę, czekają cię dwa lata reedukacji... Właściwe służby zajmą się tą dywersją... Tak,
mam w sobie pewien pesymizm. Co przez to rozumiem? Nie mogę oprzeć się pokusie i zacznę od
jednego z tych dowcipów z czasów socjalistycznych, w stylu „Radia Erewań”. Facet pyta drugiego
faceta: „Czy to prawda, że Rabinowicz wygrał na loterii nowy samochód?”. Drugi facet na to: „W
zasadzie prawda, tylko nie samochód, ale rower. I nie wygrał, ale mu ukradli”. Ten dowcip zawsze mi
się przypomina, kiedy ktoś mi mówi: „My, lewica, nareszcie widzimy światełko w tunelu”. Mam
ochotę na to odpowiedzieć, że w zasadzie tak, ale to my jesteśmy w tunelu, a światło, które widzimy,
to światło pociągu, który na nas jedzie.
Proszę o bardziej precyzyjną diagnozę...
SZ: Modne jest dzisiaj wyśmiewanie Francisa Fukuyamy jako naiwniaka, który sądził, że
historia się skończyła i znaleźliśmy ostateczną formułę: kapitalizm wolnorynkowy oraz demokrację
liberalną. O ile mi jednak wiadomo, także zachodni lewicowcy nie chcą tego kwestionować. Jak
należałoby zdefiniować ich stanowisko? Starsi z was zapewne pamiętają z czasów komunistycznych
formułę: „Chcemy socjalizmu z ludzką twarzą”. Otóż dzisiejsza lewica proponuje nam globalny
kapitalizm z ludzką twarzą. Co ta formuła oznacza? Odrzuca ona jedyne poważne pytanie, przed
którym dzisiaj stoimy, a które brzmi: „Czy naprawdę nie musimy szukać innych rozwiązań?”. Czy
1 Zapis debaty odbytej w warszawskim Collegium Civitas 26 marca 2007 r. z inicjatywy dodatku do Dziennika –
„Europy”. Debatę prowadził Maciej Nowicki. Źródło: „EUROPA”, numer 156/20070331, strona 2.
1 / 11
Slavoj Žižek, Andrzej Walicki, Agata BielikRobson
jesteśmy skazani na obecny ustrój politycznogospodarczy, może trochę bardziej tolerancyjny wobec
mniejszości, odrobinę wrażliwszy społecznie? Czy też dzisiejszy globalny kapitalizm wciąż zawiera
tyle wewnętrznych sprzeczności, że na dłuższą metę musi się rozpaść? Sądzę, że jest to dziś jedyne
sensowne pytanie: czy jesteśmy zwolennikami Fukuyamy, czy też wierzymy, że gdzieś na horyzoncie
majaczy rzeczywista alternatywa. Zdaję sobie sprawę, jak trudno jest dzisiaj choćby myśleć o
alternatywie. Okrutny paradoks polega na tym, że dzięki tym wszystkim katastroficznym filmom
hollywoodzkim i apokaliptycznym scenariuszom ekologów znacznie łatwiej jest wyobrazić sobie
totalną katastrofę, która zniszczy życie na Ziemi, niż znacznie skromniejszą, ale wciąż radykalną
zmianę w życiu społecznym. Innymi słowy, asteroida uderzy w Ziemię i uśmierci wszystko, ale
kapitalizm jakoś przeżyje.
W dzisiejszym świecie nie widać niczego, co zapowiadałoby upadek liberalnego
kapitalizmu?
SZ: Przeanalizujmy to krok po kroku. Po pierwsze – ekologia. Jak już zostało powiedziane we
wprowadzeniu, kapitalizm cechuje się niesłychaną dynamiką. To zabawne, że już u późnego Marksa i
Engelsa kapitalizm ukazywał swoje schyłkowe, gnijące, dekadenckie oblicze, u Lenina gnił jeszcze
bardziej, według Mao gnicie i dekadencja osiągnęły najgorsze możliwe stadium... Ale im bardziej
kapitalizm gnije, tym bardziej rozkwita. Nie mam żadnych wątpliwości, że gdyby doszło do potężnej
katastrofy ekologicznej, otworzyłoby to nowe, ogromne pole dla kapitalistycznych inwestycji. Sądzę
jednak, że ten mechanizm nie może działać wiecznie. Dlaczego? Bo inwestycje rynkowe nadal kierują
się logiką dopuszczalnego ryzyka. Sądzę, że w przypadku naprawdę wielkich katastrof ekologicznych
ta logika traci sens. Jak można obliczyć ryzyko związane z katastrofą dziesięć razy gorszą od
Czarnobyla? Kto za to zapłaci? Drugi obszar to nowe formy separacji, apartheidu. Mieszkańcy
slumsów są dziś najszybciej rozrastającą się grupą ludności na świecie. Wszędzie rosną nowe slumsy
– w Ameryce Łacińskiej, w Afryce, w komunistycznych Chinach... Największy slums świata, wokół
nigeryjskiego Lagos, ciągnie się na 200 kilometrów, żyje w nim od 10 do 15 milionów ludzi – bez
żadnych organicznych więzi, hierarchii społecznej czy wartości religijnych. Slumsy to terytorium, z
którego wycofało się państwo. Posiadając narzędzia totalnej kontroli, tutaj zrezygnowało z
jakiejkolwiek kontroli. To sytuacja skrajnie wybuchowa. Nie sądzę, by dalszy rozwój liberalnego
kapitalizmu rozwiązał ten problem. Moim zdaniem slumsy są strukturalnym symptomem
niewydolności kapitalizmu. Trzeci element to własność prywatna.
Czyżby tutaj Slavoj Žižek okazał się „paleolitycznym” marksistą i zamierzał
wypowiedzieć się przeciwko własności prywatnej?
SZ: Nie. Chcę tylko powiedzieć, że nastąpiło przesunięcie akcentów od posiadania
przedmiotów materialnych do posiadania tak zwanej własności intelektualnej. Co to zmienia? Otóż
gdybyśmy pozostawili sprawę jedynie wolnemu rynkowi, dochodziłoby do rozmaitych paradoksów:
np. firmy, które opatentują fragmenty genomu, byłyby właścicielami formuły naszego ciała. Zresztą
dysfunkcjonalność bezwarunkowej ochrony własności intelektualnej widać już dzisiaj: kiedy w USA
wypuszcza się na rynek nowy produkt, koszt systemu ochrony przed skopiowaniem jest często wyższy
niż koszt samego produktu.
I wreszcie czwarty element, pośrednio związany z pierwszym. Postępy w genetyce
doprowadzą do przewartościowania takich fundamentalnych pojęć jak wolność i godność człowieka.
Najbardziej smuci mnie to, jak panicznie reagujemy na tę kwestię. Czy nie jest interesujące, że Jürgen
Habermas, ostatnia wielka postać oświeceniowa, mówi o genetyce tym samym językiem co obecny
2 / 11
Slavoj Žižek, Andrzej Walicki, Agata BielikRobson
papież? Opublikowali nawet razem książkę. Moim zdaniem tragedia polega na tym, że ich reakcja jest
niekonstruktywna. Prezentują postawę typu: „Trzeba wprowadzić ograniczenia, jest zgoda na drobne
manipulacje genetyczne służące leczeniu chorób, ale na nic więcej”. Jednak naprawdę istotne pytanie
nie brzmi: „Jak daleko możemy się posunąć?”, lecz: „Mój Boże, co oznaczają te wszystkie wyniki i
możliwości?”.
Rozważmy taką sytuację. Profesor mówi wam przed egzaminem: „Jest taki środek
psychotropowy, który dziesięciokrotnie zwiększa wydajność pamięci. Jeśli go zażyjecie, wystarczy,
że raz przeczytacie podręcznik – i tak zdacie egzamin”. Tradycyjny pedagog uznałby to za
nieuczciwe. Występuje tutaj jednak pewien dodatkowy problem. Jeśli narkotyk zadziałał, to znaczy, że
umiejętność uczenia się wcześniej również była uwarunkowana chemicznie, tyle że w grę wchodziły
inne związki chemiczne. Nie jest to zatem wybór między wolnością i brakiem wolności. Jest to wybór
między tym, czy naszą wolnością będziemy świadomie manipulować, czy też poddamy się
niekontrolowanym uwarunkowaniom biologicznym. Kościół katolicki mówi: „Nie, osoba ludzka jest
święta. Nie jesteśmy tylko biologicznymi maszynami, więc nie majstrujcie przy ludzkim mózgu”.
Bardzo mnie to dziwi, bo moja pierwsza, zdroworozsądkowa reakcja jest następująca: skoro uważacie,
że jesteśmy czymś więcej niż tylko biologicznymi maszynami, to w takim razie w czym problem? Za
stanowiskiem Kościoła kryje się więc przesłanie: nie majstrujmy przy mózgu, żebyśmy mogli
zachować złudzenie wolności. Oni sami w to nie wierzą.
Dziś już prawie nikt nie wierzy w to, że wolność można ocalić. Zgodnie z dominującą
opinią wkroczyliśmy w etap, w którym nasze decyzje i tak nie mają większego znaczenia.
Wróciliśmy do wiary w przeznaczenie.
SZ: Chciałbym się jednoznacznie zdeklarować: sądzę, że wolność można uratować. Wymaga
to jednak poważnego, radykalnego przemyślenia pewnych rzeczy. A my tego unikamy. Podam
przykład: w zeszłym tygodniu wszystkie media zajmowały się zeznaniami szejka Chalida
Mohammeda. Jestem w tej kwestii realistą. Nie uprawiam obłudnych gier pod hasłem „Rany boskie,
torturowali go!”. Mój problem leży gdzie indziej. Prawdziwy szok nie polega dla mnie na tym, że go
torturowali, ale na tym, że przypuszczalnie po raz pierwszy od 100 lat fakt, że ktoś był torturowany,
został przedstawiony publicznie jako coś normalnego. I w tym miejscu chciałbym postawić moją
bardzo tradycyjną, moralistyczną tezę: jest niezwykle istotne, aby o tym nie mówić. Nie chciałbym
żyć w społeczeństwie, w którym trzeba byłoby udowadniać, że gwałt jest czymś złym. Chciałbym żyć
w społeczeństwie, w którym samo mówienie o dopuszczalności gwałtu jest nie do przyjęcia. Niemcy
mają takie ładne słowo: „salonfähig” – nadający się do dyskusji na salonach. Otóż takie tematy jak
gwałt i tortury nie są salonfähig. Wyobraźmy sobie, że 20 lat temu władze publicznie informują, iż
czyjeś zeznanie zostało uzyskane z użyciem tortur. Byłoby to dla nas absolutnie nie do pomyślenia.
Chciałbym zakończyć kolejnym świetnym dowcipem – może niektórzy z was go znają, bo też
pochodzi z obozu komunistycznego, tym razem z NRD. Niemiecki robotnik wyjeżdża do pracy na
Syberię. Zdaje sobie sprawę, że jego listy będą cenzurowane. Umawia się więc ze znajomymi: „W
liście napisanym niebieskim atramentem jest prawda, w liście napisanym czerwonym atramentem są
kłamstwa”. Wkrótce przychodzi pierwszy list, napisany niebieskim atramentem: „Życie na Syberii
jest wspaniałe, można oglądać zachodnie filmy, można o wszystkim dyskutować, a w sklepach można
wszystko dostać. Wszystko oprócz czerwonego atramentu”. Potrzebujemy odpowiedniego języka,
żeby zrozumieć, gdzie jesteśmy. Przykro mi to mówić, ale jako stary lewicowiec uważam, że atrament
nadal powinien być czerwony.
[Długie oklaski]
3 / 11
Slavoj Žižek, Andrzej Walicki, Agata BielikRobson
Zauważyliście, jaka jest różnica między stalinizmem i faszyzmem? Przywódca faszystowski
na zjeździe partii wygłasza przemówienie, a potem stoi i słucha oklasków. Przywódca stalinowski na
zjeździe partii wygłasza przemówienie, a potem przyłącza się do oklasków. Z racji tego, że
znajdujemy się w stalinowskim Pałacu Kultury i Nauki pragnę przyłączyć się do oklasków.
Žižek twierdzi, że nie można dokonać żadnych zasadniczych zmian, pozostając
jednocześnie przy liberalnym kapitalizmie. Znam teksty profesora Walickiego na tyle, by
wiedzieć, że jego zdaniem zasadniczy problem znajduje się gdzie indziej – to sama tradycja
liberalna została zafałszowana, przemieniając się w apologię niczym nieskrępowanego wolnego
rynku. Tak więc podstawowym celem powinno być ponowne przyswojenie sobie liberalizmu
przez lewicę. Innymi słowy – profesor Walicki pragnie alternatywy. Nie wierzę jednak, aby
uważał za nią Lenina.
Andrzej Walicki: Muszę zacząć od tego, że nie jestem rewolucjonistą. Lenin nazywa takich
lewicowych liberałów jak ja – najbardziej perfidnymi wrogami radykalnej zmiany. Jednak istnieje
pole bardzo ważnej zgodności między mną a Slavojem Žižkiem. Po pierwsze cieszę się, że
wprowadza on w obieg naszej debaty Lenina – bez Lenina naprawdę nie można zrozumieć tego
fenomenu, jakim był XXwieczny komunizm. Mówienie, że znamy komunizm, bo znamy PRL, jest
dziecinne. Po drugie, podpisuję się pod tezą o uniwersalnym znaczeniu myśli Lenina, zwłaszcza jego
utopii komunistycznej wyłożonej w książce „Państwo a rewolucja”. Komunizm zrodził się w samym
sercu cywilizacji europejskiej, był kontynuacją millenarystycznych marzeń. Po trzecie wreszcie,
akceptuję totalnie krytyczną diagnozę Žižka co do kryzysu lewicy zachodniej.
Sympatyzuję też z odrzuceniem przez Žižka obezwładniającej bezalternatywności, którą
głoszą neoliberałowie. W tym aspekcie rozumiem zafascynowanie postacią Lenina, który w roku 1917
wbrew wszystkim postanowił zmienić aktem woli kierunek rozwoju świata.
Na czym w takim razie polegają rozbieżności między panem a Žižkiem?
AW: Odróżniam marksizm od komunizmu. To jest bardzo ważne. Jest taka formuła Engelsa o
skoku z królestwa konieczności do królestwa wolności. Otóż marksizm jako materializm historyczny,
jako teoria obiektywnych praw dziejów jest teorią królestwa konieczności, zaś komunizm to teoria
królestwa wolności. Skokiem jest rewolucja. W komunizmie mamy świadomie panować nad życiem –
dlatego właśnie ma być to królestwo wolności. Uczynię jeszcze bardziej złożoną tę całą sprawę –
decyzja Lenina zrobienia rewolucji w Rosji w 1917 roku była sprzeczna z marksizmem jako teorią
królestwa konieczności. Jednak Marks był nie tylko materialistą historycznym. Był także twórcą
skrajnie utopijnej wizji historii, zarysowanej w „Krytyce programu gotajskiego”. Leninowska wizja,
wyłożona w „Państwie a rewolucji”, jest zgodna z tą utopią Marksa. Marksowska koncepcja wolności
to nie jest koncepcja wolności jednostki. Swobodna samorealizacja ma oznaczać nie brak kontroli,
tylko właśnie kontrolę. Panowanie nad własnym losem może być osiągane środkami przymusu. Lenin
podążył właśnie tą drogą. To za sprawą tego kroku nauczyliśmy się utożsamiać leninizm z
totalitarnymi środkami walki o ideał komunistyczny. Totalitarne środki to, po pierwsze, partia –
zdyscyplinowana, obdarzona żelazną wolą, która ma monopol na właściwą interpretację socjalizmu
naukowego. Drugi środek to państwo. Każde państwo jest według Lenina dyktaturą. Co to znaczy?
Słowo „dyktatura” według Lenina nie oznacza nic innego „jak władza niczym nieograniczona,
nieskrępowana żadnymi przepisami, opierająca się wyłącznie na przemocy”.
Slavoj Žižek podkreśla demokratyczny, partycypacyjny element projektu Lenina...
4 / 11
Slavoj Žižek, Andrzej Walicki, Agata BielikRobson
AW: Lenin kładł nacisk na demokrację bezpośrednią, na doświadczenia Komuny Paryskiej.
My się tak zachwycamy tą partycypacją, tymczasem Lenin powiadał: „Partycypacja powszechna
zabezpieczy powszechność kontroli każdego nad każdym”. Zrewolucjonizowane kolektywy będą
kontrolować nie tylko pracę i produkcję, ale także spożycie. Każdy będzie miał książeczkę spożycia,
w której będzie zanotowane, co kupił i ile pieniędzy otrzymał, czyli społeczeństwo będzie absolutnie
przejrzyste (co za koszmarny ideał!). Lenin mówi także: „Społeczeństwo ma być jedną wielką
fabryką, wszyscy obywatele przekształceni w najemnych pracowników państwa, którym rządzą
uzbrojeni robotnicy. [...] Całe społeczeństwo staje się [...] jedną fabryką z równością pracy i płacy”.
Nie sądzę, by to był ideał dla współczesnej wolnościowej lewicy!
W takim razie inny argument: komunizm, poprzez sam fakt swego istnienia, polepszył
sytuację klasy robotniczej na Zachodzie – stanowiąc swego rodzaju szantaż wobec kapitalistów
obawiających się rewolucji. A dziś kapitaliści nie muszą się już niczego obawiać.
AW: Często mówimy, że eksperyment leninowski wzmocnił państwo opiekuńcze, pozwolił na
ewolucję liberalizmu w dobrym kierunku. Otóż ja sądzę, że upadek tego eksperymentu spowodował
cofnięcie się liberalizmu na pozycje neoliberalizmu. Chciałem jeszcze coś powiedzieć o
konsekwencjach globalizacji, o której tak ciekawie mówił nasz gość. Marks, wielki teoretyk
globalizacji, w „Zarysie krytyki ekonomii politycznej”, który jest takim szkicem „Kapitału”,
zarysowuje teorię symetrycznego przeciwieństwa między niezależnością osobistą opartą na
obiektywnej zależności typu rynkowego (jesteśmy niezależni od jakiegoś feudała, ale za to zależni od
światowego rynku) a, z drugiej strony, wyzwoleniem od tej obiektywnej zależności, ale za cenę
przywrócenia zależności osobistej. Otóż w jego własnej ocenie zależność od bezosobowych sił jest
złem najgorszym. Uważał, że zależność od rynku redukuje jednostki ludzkie do pustych, wzajemnie
obojętnych atomów. I Lenin podążył właśnie tą drogą. Nie licząc się z kosztami, chciał wyeliminować
zależność od żywiołu. Jednak dla człowieka nowoczesnego taka aksjologia jest już nie do przyjęcia.
Zależność od bezosobowych stosunków jest dla niego łatwiejsza do zniesienia niż zależność osobowa
od czyjejś arbitralnej woli. Tak m.in. można wytłumaczyć upadek leninowskiego eksperymentu. I z
tego wynika, że powrót do Lenina jest rzeczą nie tylko niemożliwą, ale i niepożądaną. Musimy też
zrozumieć, że istotą leninowskiego programu był „skok do królestwa wolności”, czyli właściwie
wyskoczenie z cywilizacji. Dyktatura opierająca się wyłącznie na przemocy to przecież zaprzeczenie
nie tylko demokracji przedstawicielskiej, ale w ogóle nowoczesnej państwowości. Prawo broniące
interesów indywidualnych to dla Lenina coś oburzającego w najwyższym stopniu – chociaż sam był
prawnikiem. O tym wyskoczeniu z cywilizacji świadczy także zamiana gospodarki na centralnie
sterowane administrowanie rzeczami i ludźmi, które wyklucza nie tylko wolność produkcji, ale także
wolność spożycia.
Przyszłości polskiej lewicy nie wiążę z tego rodzaju radykalnym skokiem. My musimy jeszcze
walczyć o sprawy podstawowe, doprowadzić do pewnego poziomu to, co już zostało w innych krajach
osiągnięte. Demokracja przy całej swojej ewidentnej niedoskonałości jest jak dotąd jedynym
środkiem pokojowej zmiany rządów oraz osiągania społecznego konsensu w sprawach gospodarczych
i politycznych.
Rynek nie jest żadną świętością. Jednak trudno nie zgodzić się, że rynek umożliwia wolność
wyboru. Wreszcie, prawo jest – jak dotąd – najlepszym sposobem ograniczania samowoli władzy, w
tym również samowoli organów ustawodawczych, z którą ciągle mamy do czynienia. A jednocześnie
jest niezastąpionym środkiem ukierunkowywania rynku.
5 / 11
Plik z chomika:
inacosiegapisz
Inne pliki z tego folderu:
Slavoj Žižek - rewolucjonista ironiczny.pdf
(71 KB)
Zizek Slavoj-Tybet w więzieniu marzeń.pdf
(81 KB)
Zizek Slavoj - Witajcie na pustyni rzeczywistosci -Zemsta światowych finansów.pdf
(473 KB)
Zizek Slavoj - Społeczeństwo obywatelskie, fanatyzm i rzeczywistość digitalna.pdf
(89 KB)
Zizek Slavoj - Rewolucja u bram.pdf
(149 KB)
Inne foldery tego chomika:
Abelard Piotr
Ajdukiewicz Kazimierz
Arystoteles
Augustyn Święty
Awicenna
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin