O podróżach.pdf

(40 KB) Pobierz
12718005 UNPDF
Leszek Kołakowski- O podróżach
Po co podróżujemy? Dlaczego lubimy podróżnować? Wydaje się, że to
niemądre pytanie, bo każdy wie dlaczego i po co. Jest jednakowoż wiele
rzeczy, które wydają się oczywiste, a po zastanowieniu takimi być
przestają. Czy podróżowanie jest to zachowanie instynktem wiedzione i co
to miałby być za instynkt? Czy doznajemy satysfakcji stąd, że
doświadczamy czegoś, co jest po prostu nowe, że nowość jako taka nas
prrzyciąga? Wedle wielopokoleniowych doświadczeń, z pewnością jakoś
nam przez ewolucję wszczepionych, świat nie odnosi się do nas
przyjaznie, lecz raczej wrogo, powinniśmy więc tego, co nowe i nieznane
się wystrzegać, a cenić sobie, to co już w doświadczeniu oswojone i
bezpieczne, siedzieć w znajmomychh kątach i chodzić po wydeptanych
ścieżkach. Ale tak nie jest. Dlaczego w dzieciństwie czytamy z zapałem
ksiązki podróżnicze? Dlaczego ludzie, ledwo zlikwidowali biale plamy na
mapach, rzucili się do niedawno jeszczev niewyobrażalnych wojaży po
wielkiej przestrzeni i o coraz dalszych przestrzeniach marzą?
Trzeba zauważyć, że mówiąc o podróżach, mamy na myśli nie wszelkie
przemieszczanie się w przestrzeni, ale takie, gdzie podróż sama w sobie
jest celem, gdzie więc nie chodzi nam o załatwienie sobie czegoś, co
gdyby można, załatwilibyśmy sobie raczej bez podróży i związanych z
nimi uciążliwości.
Biznesmeni, którzy urządzają sobie spotkania na lotniskach w specjalnie
na ten cel przysposobionych salach konferencyjnych, by zaraz potem
wracać do swoich siedzib, wcale nie podróżują, lecz załatwiają swoje
interesy, a jeśli mogą, załatwiają je inaczej, co jest zresztą coraz ławiejsze,
Nie wiem nawet, czy do podróży zaliczyc można ten rodzaj masowej
turystyki, gdzie, na przykład, mieszkańcom krajów chłodnych, jak Anglia,
chodzi o kawałek ciepłego morza w Hiszpani, a na miejscu już tam mają
przygotowane angielskie bary, angielskie jedzenie( pożal się Boże ),
Hiszpania sama zaś ich nie obchodzi. Tu jednak mówimy o podróżach,
gdzie chodzi nam, podróżnikom, o doświadczenie czegoś nowego jako
nowego właśnie, o kontakt z jakąś rzeczywistością nieznajomą.
W podróżach nie chodzi nam chyba, ściśle biorąc, o to, by się czegoś
nauczyć: prawie wszystko, co poznajemy przez podróże, możemy poznać
bez nich, często lepiej; zgodnie zaś ze starym, z łaciny przełożonym
porzekadłem „ niebo, nie umysł tacy odmieniają, którzy za morza po
mądrość biegają”. Nie, nie dla wiedzy podróżujemy. Nie po to też
podróżujemy, by na chwilę z codziennych trosk się wyrwać i o kłopotach
zapomnieć, jako że, zgodnie z innym łacińskim porzekadłem, „czarna
troska za jezdzcem siada”. Nie, nie żądza wiedzy nas gna ani ochota
ucieczki, ale ciekawość, a ciekawość jak się zdaje, jest osobnym popędem,
do innych niesprowadzalnym. Uczeni mówiś nam, że ciekawość, czyli
potrzeba bezinteresownego badania otoczenia, przechowuje się u ludzi
przez całe życie i że to jest właśnie swoiście ludzka zdolność.
Jesteśmy ciekawi nie dlatego, by nieznajome rzeczy obiecywały nam
jakieś zaspokojenia, albo czymś groziły, czemu trzeba zapobiec, jesteśmy
ciekawi po prostu. Ludzie podejmują z ciekawości rozmaite czynności i
dzieła, o których wiedzą, że są niebezpieczne, podróżują w różne miejsca
mało znanei grozne, giną na wspinaczkach górskich albo w czeluściach
jaskiń. Nie zapominajmy przy tym, że za ciekawośc właśnie zostaliśmy
wypędzeni z raju, że teologowie kiedyś często potępiali ciekawość jako
grzeszną z natury swojej. Bez tego grzesznego popędu niwiele byłoby
zmian w życiu ludzkim i niewiele postępu.
Można dziś przeczytać, że nie ma sensu mówić o 'odkryciu Ameryki', bo
przecież, gdy europejscy podróżnicy na brzegi amerykańskie dotarli, nasi
czerwonoskórzy kuzni już dawno tam żyli i wcale swojego kraju odkrywać
nie musieli. Jest to jednak niemądra obiekcja, bo gdy ludy jakieś żyją w
izolacji, nic o sobie nawzajem nie wiedzą, to wolno powiedzieć, że w
jakimś momencie się odkrywają; gdyby mieszkańcy Ameryki pośpieszyli
się z postępem nawigacji i pierwsi do Europy zawitali, wolno by było
powiedzieć, że Europę odkryli. Nawet i dziś, gdy ciekawością gnani
udajemy się do jakiegoś nieznanego kraju czy miasta, możemy
powiedzieć, że je dla siebie odkrywamy, bo właśnie w odkryciu takim
niekoniecznie chodzi o pewną wiedzę, której nikt jeszcze nie posiadł, ale o
doświadczenie nowości. Prawdą jest, że ludzie robią nieraz podróże
sentymentalne do miejsc sobie dobrze znanych, lecz dawno porzuconych,
do kraju dzieciństwa czy młodości. Czy takie wycieczki mieszczą się w
definicji podróżowania? Pewnie tak. Na pozór nie odkrywamy niczego
nowego, ale wracamy jakby do samych siebie z dawnych lat, zdaje nam
się, że w czasie się przemieszczamy, a podróż w czasie jest także
doświadczeniem czegoś nowego, bo, chocby znane było kiedyś, jest nowe,
gdy z innego czasu przybywamy
Żyje w nas przeto potrzeba nowości jako nowości, niezależna od
jakichkolwiek innych względów, nowość sama w sobie nas wabi. Że zaś
nowość nas wabi, jest bodaj związane z naszym, swoiście ludzkim,
przeżywaniem czasu. Chcielibyśmy zawsze być u początku, mieć
poczucie, że świat jest dla nas otwary, że się zaczyna właśnie, a samo
przeżycie nowości w takie poczucie nas wprowadza, choćby w złudzeniu.
Zapewne dlatego ludzie zmieniają żony i mężów: mają przez chwilę
poczucie nowego czasu, doświadczenia początku.
Nie było by na pewno prawdą przypuszczenie, że ciekawość czy potrzeba
nowości towarzyszy wszystkim nam w takim samym natężeniu, zawsze i
nieprzerwanie. Gdyby tak było, życie ludzkie było by niemożliwe. Jest
osobliwością wszelkiego życia, że działają w nim siły skierowane na
konserwację, na zachowanie istniejącego porządku oraz inne, które są u
zródeł rozwoju. W naszym, ludzkim świecie te dwie, przeciwnie
skierowane energie przejawiają się jako potrzeba trwałości,
bezpieczeńswta, przebywania w otoczeniu znajomych oraz właśnie
potrzeba nowości, odmiany, ciekawość. Te dwie skłonności kłócą się ze
sobą, ale obie są nam niezbędne, byśmy ludzki żywot wiedli. Na pewno
ludzkie charaktery można odróżniać, między innymi, przez większy lub
mniejszy w nich udział tych skłóconych energii: od tych, co tylko rutynę
lubią i rzeczy znajome, do tych, których rutyna mierzi i tylko odmiany
sobie cenią.
Zauważmy przy tym, że instynkt ciekawości, szukanie nowego, fascynacja
tym, co nieznane, jest to rodzaj życia, w którym zakłada się, choćby
bezwiednie, pewnie obraz świata, pewną 'filozofię'. Zakłada się
mianowicie, że świat, w którym przebywamy, świat naszego
doświadczenia, jest czegoś wart. Gdybyśmy wierzyli, jak prawdziwi
buddyści, że świat niczego nie jest wart, jest tylko masą cierpienia i bólu,
że wszędzie i zawsze jest taki sam pod wszystkimi względami, co się liczą,
a różnice są bez znaczenia, ze nic nowego pod słońcem, że historia ludzka
nie jest niczym innym, jak monotonnym powtarzaniem tego samego
nieszczęścia- gdybyśmy w to wierzyli, nie doświadczylibyśmy żadnej
potrzeby nowości, żadnej ciekawości, a więc żadnej ochoty do
podróżownia.
Ale o to, czy prawdziwi buddyści mają rację, pytać nie będziemy.
Zapuszczamy się bowiem w tym miejscu w mroczną przepaść metafizyki,
tego zaś czynić nie wypada przy okazji tak frywolnej, jak rozmyślania o
podróżach.
Zgłoś jeśli naruszono regulamin