Kępiński Antoni - Lęk.txt

(738 KB) Pobierz
Antoni K�pi�ski
L�K

R. � Demonologia l�ku 
napisa� Jan Mitarski
wst�pem opatrzy�
 Marcin Czerwi�ski

Redakcja
Marceli Minc       ;
Projekt obwoluty i stron tytu�owych Piotr Jaworowski
Na obwolucie wykorzystano fragment obrazu Ren� Magritte'a

Copyright � by Wis�awa K�odzi�ska-Batruch, Krak�w ISBN 83-86078-07-3
I
Wielkie zmiany, jakie zasz�y w sposobie pojmowania zaburze� nerwicowych, a przede wszystkim chor�b psychicznych, dokona�y si� w�a�ciwie za �ycia jednego pokolenia. W �lad za nimi sz�y rozmaite reformy teorii, a tak�e pewien og�lny zwrot w stosunku do cierpi�cych na te przypad�o�ci. Zmar�ego przed dwudziestu laty krakowskiego psychiatr�, profesora Antoniego K�pi�skiego zaliczy� trzeba do protagonist�w tego ruchu na naszym rodzimym gruncie, a w szczeg�lno�ci za autorytet inspiruj�cy zmian� klimatu wok� psychoz. K�pi�ski mia� ju� za sob� �wier� wieku praktyki klinicznej i wiele prac specjalistycznych, kiedy w kilku tomach spisa� rodzaj przes�ania skierowanego do wykszta�conej publiczno�ci - nie zainteresowanej psychiatri� na spos�b fachowy. Bardzo �ywe echo jego pisarstwa bierze si� niew�tpliwie z po��czenia w nim wysokiej pr�by profesjonalizmu z umiej�tno�ciami umieszczenia opisywanych przypadk�w na tle spo�eczno-kulturowym oraz od-s�onienia ich znacze� g��bokich (przez co rozumiem powi�zanie z problematyk� etyczn� czy wr�cz metafizyczn�).
Dla na�wietlenia wsp�czesnej przemiany postaw wzgl�dem psychoz po�yteczne b�dzie cofni�cie si� w czasie i przypomnienie innego prze�omu. Stosunek do ob��du czy cho�by do nerwicowych l�k�w i natr�ctw uwarukowany by� w ci�gu dziej�w ludzko�ci przez zmieniaj�ce si� wzorce. Wszechstronnie po�wiadczona jest zmiana w tym wzgl�dzie, jaka nast�pi�a w dobie o�wiecenia. Zwi�zane z tym fakty i zagadnienia przedstawia ksi��ka, kt�ra nie tak dawno ukaza�a si� w Polsce - Historia szale�stwa Michela Foucault. Fou-cault nie by� psychiatr�, intencje jego nie maj� nic wsp�lnego z lekarsk� trosk� o chorego. W swojej ksi��ce zachowuje
ch�odne spojrzenie teoretyka spekuluj�cego na temat zmienno�ci paradygmat�w kultury. Niemniej przeto, a mo�e w�a�nie dlatego, umie wprowadzi� w istot� r�ni�cych si� �dyskurs�w" na temat szale�stwa. Dyskursem w j�zyku teoretycznym nazywa si� panuj�ce stereotypy, kt�re dotycz� jakiego� wycinka �ycia i jego problem�w, i kt�re wcielone bywaj� w posta� wypowiedzi r�nych autorytet�w, tkwi� w potocznych wyobra�eniach, a tak�e kryj� si� za przyj�tymi sposobami post�powania.
Pozwol� sobie zacytowa� tutaj fragment mego wst�pu do polskiego wydania ksi��ki Michela Foucault. �Istotn� cezur� mi�dzy dwoma �wizjami� szale�stwa, dwoma o nim �dys-kursami� jest moment, kiedy Europejczycy przestali traktowa� je w kategoriach nawiedzenia-grzechu, uczynili za� ze� chorob�, wed�ug mniema� �wczesnych (nie ca�kiem wygas�ych) wymagaj�c� �cis�ej izolacji, co oznacza �mier� spo�eczn� dement�w... Traktowanie w kategoriach nawiedzenia--grzechu pozostawia�o dement�w w �wiecie psychicznym i moralnym, kt�ry by� wsp�lny im i ca�ej reszcie ludzi; zakwalifikowanie ich jako niebezpiecznych chorych r�wna�o si� wykluczeniu z ludzkiego uniwersum. W najwi�kszym, wul-garyzuj�cym skr�cie, taka jest istota ka�dego z �dyskur-s�w�."
Traktowanie szale�c�w w �redniowieczu mia�o swoje odmiany okrutne. Miewa�o jednak tak�e inne oblicze. Niemal do naszych czas�w w rezerwacie kultur ludowych le fou du vil-lage czy rosy\sk\ jurod/wyjzintegrowany by� ze swoj� spo�eczno�ci� nie bez sympatii i jakiego� szczeg�lnego powa�ania. Og�lniej m�wi�c, prze�ycia i wyobra�enia szale�c�w mia�y sw�j sens na gruncie powszechnie uznanych poj��, cho� ich warto�ciowanie i przyporz�dkowanie bywa�y skrajnie r�ne. To dopiero nowo�ytna, poo�wieceniowa medycyna, wyodr�bniaj�c ostro psychozy, pocz�a traktowa� ich subiektywn� tre�� tak, jak traktuje si� b�l z�ba. R�wnocze�nie mo�liwo�� agresji ze strony chorych, a przynajmniej ich brak odpowiedzialno�ci, utrwali�y przekonanie o silnym zagro�eniu z ich strony dla otoczenia.
�ask� w czasach nowo�ytnych zyska�y sobie tylko te nerwice, kt�re jako dysfunkcje powierzchowne, da�y si� akceptowa� na p�aszczy�nie towarzyskiej w kategorii dziwactw. Te
6
za� zawsze by�y po�ywk� dla plotek, tak cenionych w ka�dym k�ku.
Taki mniej wi�cej by� poo�wieceniowy ,,dyskurs" na temat chor�b psychicznych a� do wczoraj. Dopiero od kilkudziesi�ciu lat rewidowany jest tak silnie, �e zaczynaj� wyst�powa� zmiany paradygmatu. Oczywi�cie nie oznacza to powrotu do wyobra�e� i praktyk, kt�re �w �dyskurs" poprzedza�y. Nie powr�ci�o na przyk�ad demonologiczne traktowanie psychoz, a medycyna nie wyrzek�a si� w�a�ciwych sobie ambicji. Zmiana zapewne podstawowa zdaje si� polega� na uznaniu, �e odnosz�c si� do psychicznie chorych nie mo�na uwa�a� ich prze�y� wy��cznie za symptomy, �e nale�y przyjmowa� je jako fakty egzystencjalne, kt�re nale�� do kategorii powszechnych zjawisk �ycia ludzkiego. Jak mniema si� dzisiaj, po to by idea dopomo�enia chorym mia�a najmniejsze cho�by szans� realizacji, nie mo�na pozbawia� ich kontakt�w spo�ecznych, a przede wszystkim nie wolno zabiera� im zwi�zk�w uczuciowych z innymi lud�mi. St�d bior� si� rozmaite formy z�agodzenia czy wr�cz zniesienia izolacji, od przywr�cenia klamek po zewn�trznej stronie drzwi szpitalnych pokoi, a� po praktyk� pozostawiania psychotyk�w w ich w�asnym otoczeniu przy zapewnieniu kontroli lekarskiej i przy odpowiednim urabianiu os�b, kt�re pozostaj� z chorymi w codziennych zwi�zkach.
Buduj�c now� filozofi� chor�b psychicznych, K�pi�ski sta� si� filozofem ludzkiej egzystencji. Tak te� z pewno�ci� odczytywany by� przez wi�kszo�� swoich czytelnik�w, kt�rzy nie kierowali si� ciekawo�ci� patologicznych przypadk�w. Dwie okoliczno�ci sprawia�y, �e K�pi�skiemu towarzyszy�a aura legendy, a jego dzie�o, ju� w trakcie powstawania przykuwa�o uwag�. Autor zabra� si� do jego spisywania, b�d�c u progu choroby, kt�ra mia�a go zabi�. Znaczn� cz�� pracy wykonywa� przykuty do ��ka, we wci�� pogarszaj�cej si� kondycji fizycznej i pe�nej �wiadomo�ci swego stanu, przezwyci�aj�c s�abo�� i cierpienie. By� na tyle znan� postaci�, �e �ca�y Krak�w" o tym wiedzia�, niezwyk�o�� tej sytuacji sta�a si� te� nadspodziewanie szeroko znana, tak�e tam, gdzie przedtem o nim nie s�yszano.
Drug� okoliczno�ci�, kt�ra dzia�a�a na korzy�� odbioru dzie�a K�pi�skiego, by� moment historyczny. Doktryny na temat
7
spo�ecze�stwa i cz�owieka, kt�re mia�y w Polsce status obowi�zuj�cy, przynajmniej w swej wersji ortodoksyjnej, nie znajdowa�y ju� w�wczas, na pocz�tku lat siedemdziesi�tych, �adnej wiary i nie mia�y ju� niemal obro�c�w. Niemniej przeto cenzura nie pozwoli�a uprz�tn�� ich szcz�tk�w, podtrzymuj�c ich pozorne istnienie. Kr�powa�o to swobod� wypowiedzi, gdy� frontalna ich krytyka by�a niemo�liwa. St�d te� do�� szerokie rzesze czytelnicze by�y bardzo wyczulone na autentyczne g�osy humanizmu. Prawdopodobnie publiczno�ci tak spragnionej nie b�dzie ju� w czasach postkomunistycznych. Ksi��ki K�pi�skiego pojawia�y si� pod znakiem swoistego heroizmu ich autora oraz nonkonformizmu pokonuj�cego bariery. Okoliczno�ci te pasowa�y K�pi�skiego na swego rodzaju guru. Dla nowych czytelnik�w s� to w cz�ci sprawy nie znane, inne za� (jak efekt cenzury) blakn� bardzo szybko w pami�ci.
W�r�d ksi��ek, kt�re sk�adaj� si� na to, co nazwa�bym przes�aniem K�pi�skiego, tom zatytu�owany L�k zajmuje szczeg�ln�, by� mo�e kluczow� pozycj�, dzi�ki temu, �e da� autorowi sposobno�� najszerszego rozwini�cia swej filozofii. L�k nie jest po�wi�cony �adnej chorobie psychicznej ani nerwicy, traktuje natomiast o tym, co jest by� mo�e pod�o�em, a z pewno�ci� komponentem ka�dej psychozy. W odr�nieniu od omam�w czy natr�ctw, l�k znany jest wszystkim. Na przyk�adzie l�ku naj�atwiej jest pokaza� to, co wsp�lne u �zdrowych" i �chorych". U cz�owieka zdrowego zdolno�� prze�ywania l�ku jest warunkiem zachowania pomy�lno�ci i zdrowia, w skrajnych przypadkach warunkiem prze�ycia. L�k jest sygna�em niebezpiecze�stwa na poziomie biologicznym, ale tak�e spo�ecznym. Jest to dobrodziejstwo dwuznaczne, stanowi bowiem dolegliwo��. W l�ku nawiedzaj�cym chorego udr�ka jest cz�sto spot�gowana, trwanie przewlek�e, samo za� pojawienie si� i reakcja na alarm l�kowy zale�ne od �wiadomo�ci zak��conej, od uroje�.
Powszechno�� i nieodzowno�� l�ku odpowiada tragicznej prawdzie: nasza egzystencja opiera si� na ruchomych piaskach, pozostaje zagro�ona w spos�b zasadniczy. Wszelkie azyle s� kruche. Nie b�d�c osaczeni w tym stopniu co zwierz�ta przez niebezpiecze�stwa fizyczne, na planie spo�ecznym jeste�my wci�� wystawieni na niepewno��. �ad rodzinny, �ad
pracy i stosunk�w politycznych s� wywrotne. Konkurencja i niedobory samopoczucia stwarzaj� napi�cie, kt�re jest niczym innym jak odpieraniem l�ku. Trwa�ym stanem cz�owieka cywilizowanego jest l�k latentny, utajony, kt�ry daje o sobie zna� niejasnymi przypad�o�ciami, bezsenno�ci�, ,,rozdra�nieniem" i �niepokojem".
Reakcje na wyra�ny alarm l�kowy czy na l�k latentny u �chorego psychicznie" wi��� si� cz�sto z utrwalonymi fa�szywymi wyobra�eniami i scenariuszem �yciowym. Je�li zosta�y one wybrane w samoobronie przed zagro�eniami, to wskutek swej nieadekwatno�ci wzgl�dem �wiata realnego mog� jeszcze pogarsza� sytuacj�. Tak wi�c w �chorobie" tworzy si� niekiedy samonap�dzaj�cy si� mechanizm l�kotw�rczy.
U �zdrowych" najprostsz� reakcj� na zagro�enie jest ucieczka lub agresja. Schemat ten jednak, powszechny u zwierz�t, ludzie realizuj� dos�ownie tylko w obliczu zagro�enia fizycznego w prostych sytuacjach. Na p�aszczy�nie spo�ecznej jest on zawodny lub bezprzedmiotowy. Nawet metaforycznie poj�ta ucieczka oznacza wypadni�cie z gry, za� agresja stanowi zamach na jej regu�y. Przy z�o�ono�ci stosunk�w spo�ecznych agresja daje cz�sto pocz�tek serii odwet�w, kt�r� w jej naj-gwa�towniejszej postaci nazywa si� �spiral� przemocy". Ze wzgl�du wi�c na t� z�o�ono�� wrodzony nasz odruch chronienia siebie, str� naszego przetrwania, wymaga wyrazu mniej bezpo�redniego.
Sojusznikiem w tej potrzebie m...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin