Smosarski - Anarchosyndykalizm.pdf

(166 KB) Pobierz
87.Smosarski - Anarchosyndykalizm
A NDRZEJ S MOSARSKI
ANARCHOSYNDYKALIZM
ANARCHISTYCZNA
KONCEPCJA NA DZIŚ
87
ZIELONA G–RA 2003
2
Anarchosyndykalizm - anarchistyczna koncepcja na
dziŚ
(tekst wykładu wygłoszonego przez autora w siedzibie Kolektywu "Rozbrat" - PoznaŃ 25.04.1999)
Wystarczy pobieŜnie nawet znać historię działań ruchu anarchistycznego, aby
zauwaŜyć, iŜ tylko jeden nurt myśli wolnościowej zaistniał realnie w przeszłości,
wychodząc poza sferę marzeń i nadziei myślicieli oraz nielicznych grupek ich uczniów.
Indywidualistyczne rojenia intelektualistów czy jednorazowe akty odwagi w walce "bombą
i rewolwerem" przeciw funkcjonariuszom państwa stanowią zapewne jakiś fragment
dziejów myśli romantycznej, ale ich skuteczność w zmienianiu świata była zawsze niemal
zerowa. Jałowe spory w kawiarniach, będące dziś tak charakterystycznym przejawem
działalności anarchistów, mają swoją genezę właśnie w ultraindywidualistycznych teoriach
i polemikach o charakterze filozoficznym i przyciągają młodych inteligentów, niezdolnych
do rzeczywistego działania. Rozwój organizacyjny i technologiczny państwa spowodował,
iŜ aktywność terrorystyczna przeciw jego instytucjom jest obecnie bezsensowna
dysproporcja między moŜliwościami scentralizowanych struktur bezpieczeństwa a duŜymi
nawet grupami obywateli stale się pogłębia na niekorzyść tych ostatnich. Zarówno
"gęganie" inteligencji jak i taktyka terroru indywidualnego stanowią zresztą ślepy zaułek
takŜe i z tego względu, iŜ nawiązują do fałszywej wiary w "nowy lepszy świat" według
wzorca zatomizowanego społeczeństwa kreatywnych jednostek. A przecieŜ człowiek jest
istotą społeczną. Istnieje wiele dziedzin Ŝycia, w których kaŜdy z nas moŜe realizować się
jedynie współdziałając z innymi osobami takich jak gospodarka, seks. Fetyszyzacja
indywidualizmu przez współczesnych, przyznających się do anarchizmu inteligentów stoi
wyraźnie w sprzeczności z rzeczywistością społeczną i z tradycjami tego nurtu, którego
chociaŜby inna nazwa "komunizm wolnościowy" świadczy, iŜ chodziło o uzyskanie
wolności osobistej w ramach wspólnoty. A wspólnotowość zawsze jakoś tam ogranicza
prawa jednostki. Kierunkiem, który wyszedł poza sferę spekulacji filozoficznych i aktywnie
włączył się w zmienianie niesprawiedliwości świata jest anarchosyndykalizm.
W słowie tym mamy połączenie indywidualizmu ze świadomością istnienia
kolektywnej działalności w rozmaitych sferach Ŝycia. Takie przekonanie oznacza de facto , Ŝe
nie wystarczy zanegować istnienia wszelkich instytucji państwa trzeba jeszcze zastąpić
własną formą działalności te z nich, które spełniały poŜyteczne funkcje. Państwo jest złem,
ale nie złem absolutnym inaczej nie mogłoby przetrwać tak długo. Ma ono teŜ zdolność do
przekształcania się w zaleŜności od sytuacji, nie tracąc jednak zasadniczych negatywnych
cech takich jak centralizm. Współczesne państwo kapitalistyczne róŜni się zdecydowanie od
centralistycznych struktur z czasów np. staroŜytnego Egiptu i to na korzyść. MoŜna nawet
zaryzykować tezę, iŜ cały proces historyczny stanowi to w gruncie rzeczy przekształcanie
się struktur państwa z typowej instytucji siłowej do form bardziej demokratycznych.
Naszym zadaniem jest przyspieszenie tego procesu, aby istniejący stan rzeczy jak
najszybciej zastąpić nowym porządkiem. Nie we wszystkich dziedzinach Ŝycia postęp
upodmiotowienia ludzi następuje w tym samym tempie. O ile w sferze praw społecznych i
politycznych jednostki nacisk oddolny ludzi przynosi coraz większe efekty to wyraźny
regres zauwaŜyć moŜna w większości spraw związanych z pracą człowieka i podziałem
dochodu z jej tytułu.
Współcześnie dominująca kultura liberalna w tych kwestiach pozostaje równie
archaiczna jak to było pięćdziesiąt czy sto lat temu. Niektóre zjawiska, takie jak np.
postępująca koncentracja kapitału i własności w rękach nielicznej grupy bogaczy, świadczą
wręcz o narastającej degeneracji systemu. Dzieje się tak w chwili, gdy rozwój wytwórczości i
postęp technologiczny pozwalają moŜe po raz pierwszy w historii ludzkości na
zaspokojenie wszystkich podstawowych potrzeb Ŝyciowych. A jednak świat pozostaje wciąŜ
3
w okowach niedostatku i nędzy, wyzysku i braku perspektyw dla większej części ludności.
Anarchosyndykalizm powstał jako przejaw ruchu robotniczego w ubiegłym stuleciu i od
początku widział drogę do wolności człowieka w wyzwoleniu pracy z kajdan wyzysku.
Dotyczyło to nie tylko eksploatacji ze strony państwa, ale teŜ prywatnych osób
posiadających środki produkcji. Przedsiębiorcy prywatni i państwowi aparatczycy są
zresztą ze sobą zawsze powiązani siecią mniej lub bardziej widocznych wspólnych
interesów. Prawa polityczne w świecie nędzy są tylko obłudnym kamuflaŜem systemu,
którego beneficjanci dobrze wiedzą, iŜ dopóki kontrolują gospodarkę, władza naleŜy do
nich. Działalność polityczna słuŜy z kolei głównie osiąganiu wpływów w gospodarce i
wyciąganiu z niej maksimum profitów, a takŜe eliminowaniu innych uczestników tzw.
wolnej gry rynkowej i neutralizowaniu świata pracy. Koło się więc zamyka.
Na czym polega istota wyzysku człowieka pracy w systemie kapitalistycznym? Warto
przypomnieć to sobie, szczególnie dziś, gdy w tej części Europy nie w pełni przeminął
ukształtowany w czasach realsocjalizmu mit "dobrego kapitalizmu" z całą jego naiwną
wiarą, iŜ dobry pracodawca doceni starania załogi i niczym dobrotliwy ojczulek podzieli się
zyskiem sprawiedliwie... Ta quasi religijna koncepcja nijak się ma do rzeczywistości, ale
tęsknota za "dobrym szefem" pozostaje... Podstawowym mechanizmem eksploatacji
człowieka jest instytucja pracy najemnej. Akceptowana przez wszystkie systemy prawne i
przewaŜającą część opinii publicznej stanowi ona zalegalizowaną formę okradania
pracownika przez właściciela firmy. Powodami dla których korzystanie z jej efektów
stanowi grabieŜ są: wypłacanie tylko części wartości pracy jej wykonawcy, skupienie decyzji
co do podziału zysku w ręku pracodawcy oraz brak dobrowolności umowy. Pracownik
najemny dostaje zawsze jedynie część wypracowanej przez siebie kwoty jako zapłatę i
ubezpieczenie. Resztę, zazwyczaj wielokrotność tej sumy, zatrzymuje legalnie pracodawca
jako swoisty haracz za tzw. stworzenie miejsca pracy i własny wkład, najczęściej określany
jako organizacyjny. To kolejne kłamstwa kapitalizmu. W rzeczywistości miejsce pracy
stworzył mu bowiem klient czyli konsument danej usługi lub wytworu, który gotowy jest za
nią zapłacić. W tym rozumieniu wszyscy jesteśmy nawzajem swoimi pracodawcami. Szef
firmy przy uwaŜnym przyjrzeniu się jego roli okaŜe się zaledwie pośrednikiem,
nieproporcjonalnie wysoko opłacanym. W ramach tego pośredniczenia wykonuje on
wprawdzie funkcje organizacyjne, ale nie w takim stopniu, aby dawało mu to jakiekolwiek
prawo do samodzielnego decydowania o podziale zysku. O tym, iŜ bossowie zgarniają lwią
część zysku łatwo przekonać się moŜna podziwiając ich luksusowe limuzyny, urocze
rezydencje i zapasione pyski. Powszechnie pokutującym mitem, akceptowanym teŜ przez
liberałów nazywających siebie z nieznanych mi przyczyn wolnościowcami jest rzekoma
dobrowolność umowy o pracę. Fakt, iŜ pracownik zgadza się na wykonanie konkretnej
pracy za znaną mu z góry stawkę, nie znaczy jeszcze, iŜ był to swobodny wybór. Myślenie
takie dowodzi braku wyobraźni i świadczy, iŜ dla niektórych ludzi przymus musi się
wyraŜać w postaci policjanta z pałką w ręku, inaczej nie uwierzą oni w jego istnienie. Jaka
bowiem jest alternatywa? Oczywiście moŜna szukać oferty zgodnej z własną wyceną pracy
i... umrzeć z głodu. W systemie kapitalistycznym, w którym normalną cechą ustroju jest
nadwyŜka siły roboczej wobec podaŜy miejsc zatrudnienia, pracownik jest na słabszej
pozycji. Wyzyskiwany wcześniej, a więc posiadający ograniczone oszczędności, musi w
końcu nagiąć się do określonej sytuacji na rynku pracy. Nie ma tu mowy o partnerstwie z
pracodawcą czy autentycznej dobrowolności. Myśląc w ten sposób, naleŜałoby załoŜyć, iŜ
kaŜdy udający się do jednostki wojskowej poborowy, czyni tak z nieprzymuszonej woli,
skoro wcześniej podpisał odbiór biletu. A przecieŜ decyduje strach przed karą notabene
roczne więzienie jest groźbą o wiele mniejszą niŜ zagłodzenie własnego potomstwa...
Istnieje jeszcze jeden powód dla którego pracownik zawsze będzie stroną wyraźnie
poszkodowaną w systemie wolnorynkowym. Konkurencja cecha konstytutywna ustroju
kapitalistycznego, wymusza bezwzględność nawet na tych przedstawicielach burŜuazji,
4
którzy wychodząc z przesłanek moralnych, czy religijnych pragnęliby lepiej traktować
zaleŜnych od siebie podwładnych.
Groźba wypadnięcia z rynku, towarzysząca olbrzymiej części podmiotów
gospodarczych niemal nieustannie, zmusza do minimalizacji kosztów za wszelką cenę. Ten,
kto lekcewaŜy ów nakaz kapitalistycznej ekonomii, juŜ wkrótce sam moŜe znaleźć się po
drugiej stronie konfliktu klasowego. A oszczędzanie na pracy ludzkiej za wyjątkiem grupy
wysokowykwalifikowanych specjalistów, których z kolei kokietuje się i podkupuje sobie
nawzajem to w zasadzie jedyna moŜliwość dyscyplinowania budŜetu przy obłąkańczym
wyścigu technologicznym i olbrzymich kosztach walki o klienta. Z tego właśnie powodu
szef firmy chętniej zgodzi się przepłacać usługi agencji reklamowej lub serwisu
technicznego dla urządzeń niŜ podwyŜszyć pobory sprzątaczkom. Zresztą nawet zmieniając
boazerię w biurze inwestuje on tak naprawdę w siebie... Warto zauwaŜyć teŜ, iŜ moŜni tego
świata będący sami konsumentami, ale nie pracownikami z lubością przyjmują liberalną
gospodarkę z jej fetyszyzowaniem praw klienta i pogardą dla pracownika. Skoro więc uznać
moŜna, iŜ praca najemna stanowi zalegalizowaną grabieŜ, to zdrowy rozsądek kaŜe
uznawać wszelkie teoretyczne i praktyczne przesłanki pokoju społecznego za stan
chorobowy. Konflikt między światem pracy i kapitalistami jest permanentny, niezaleŜnie od
tego, czy akurat znajduje się w fazie eskalacji, czy teŜ egzystuje bardziej podskórnie. Sami
jego bohaterowie często nie zdają sobie z niego wystarczająco sprawy, sądząc, iŜ zatargi i
strajki dotyczą konkretnych spraw i osób. Walka klas jest jednak rzeczywistością,
niezaleŜnie od haseł pod jakimi w tym właśnie momencie występują pracownicy i
burŜuazja.
Mit solidaryzmu społecznego o tym, iŜ wszyscy jako rodacy, katolicy czy po prostu
ludzie jesteśmy takimi samymi członkami społeczności ogólnej o podobnych prawach i
obowiązkach lansowany natrętnie przez media, słuŜy elicie systemu. Owo braterstwo, tak
chętnie deklarowane w kościołach i na mównicach, pryska jak mydlana bańka w świecie,
gdzie decyduje pieniądz. Zresztą ci, którzy zatrudniają nas jako robotników czy niŜszych
urzędników nie po to stawiają sobie z naszej pracy luksusowe rezydencje i zatrudniają stada
ochroniarzy, aby bratać się z pospólstwem. Celem walki klas, poza uzyskiwaniem kolejnych
sukcesów w walce o warunki pracy i lepszą płacę, powinno być całkowite obalenie
kapitalistycznego systemu gospodarczego. Co w zamian? Niewątpliwie zniesienie pracy
najemnej nastąpić moŜe tylko poprzez przekazanie pracownikom pełnych praw do
zarządzania i dysponowania zyskiem swojej firmy, a więc tak naprawdę prawa własności.
Marksistowskie złudzenia części lewicy, co do istoty państwa, doprowadziły w wieku
dwudziestym do nieudanego eksperymentu zwanego socjalizmem realnym, w ramach
którego po obaleniu kapitału prywatnego i zniesieniu wolnego rynku, wyznaczono system
centralistyczny do reprezentowania ludu w procesach gospodarczych. Państwowi
biurokraci zastąpili kapitalistów w decydowaniu i podziale dochodu i działając nominalnie
w imieniu klasy pracującej szybko zamienili się w odrębną nomenklaturę urzędniczą,
wyobcowaną od reszty społeczeństwa. Sprawdziły się obiekcje anarchistów wobec machiny
państwowej jako struktury będącej wrogiem ludu. Klasa biurokratyczna realsocjalizmu z
charakterystyczną dla pośredników zachłannością zaczęła ściągać olbrzymi haracz za swoje
usługi. Zawiodło centralne planowanie gospodarką, monopol państwa błyskawicznie
przeskoczył granice gospodarki i wtargnął w Ŝycie prywatne obywateli.
Polityczna nadbudowa w postaci jednej partii politycznej okazała się łatwa do
zdegenerowania i nie spełniająca aspiracji ludzi. Zmonopolizowanie funkcji politycznych,
społecznych i gospodarczych w jednym ręku doprowadziło do niespotykanej ekspansji
państwa, wzrostu jego agresji wobec społeczeństwa a jednocześnie do bezładu
funkcjonowania w kluczowych dla ludu dziedzinach, przede wszystkim w gospodarce.
Zbrodniczość państwa nie zmalała, szybko wrócił konflikt klas. Centralizm zawiódł. Po
upadku realsocjalizmu państwo wróciło do swojej klasycznej formy w systemie
5
wolnorynkowym. Pozornie zachowuje ono neutralność w walce klas, zmuszając obie strony
do ustępstw burŜuazja musiała zaaprobować progresywny system podatkowy, a więc
zgodzić się na finansowanie części usług dla klas niŜszych, pracownicy zaś zablokowani są
w walce o zmianę ustroju przez prawo i bezpiekę. Ta redystrybucyjna funkcja aparatu
państwowego stanowi zresztą część wspólną solidarystycznej koncepcji społeczeństwa. Nie
da się ukryć, iŜ interwencja państwa wyrównuje nieco róŜnice klasowe w takich
dziedzinach jak np. edukacja. Ale przyglądając się uwaŜnie działaniu aparatu i jego
funkcjonariuszy, nietrudno dostrzec, po której stronie znajdują się ich sympatie. Biurokracja
jest zausznikiem kapitału tworząc i wykonując prawo w sposób pozwalający omijać
opodatkowanie właśnie przedsiębiorcom, dofinansowując z pieniędzy publicznych
prywatne firmy pod pozorem np. tworzenia miejsc pracy, przeciwdziałając siłą radykalnym
protestom pracowniczym. Charakterystyczna dla wpływowych urzędników podatność na
korupcję czyni ich sojusznikiem tych, którzy mają pieniądze. Istnieje teŜ bezpośrednia więź
personalna między biznesem i biurokracją centralną aby zrobić karierę polityczną trzeba
posiadać znaczne zasoby pienięŜne na kampanię propagandową, własne lub otrzymane w
zamian za przyszłe "usługi" i odwrotnie nie sposób zbić fortuny bez przychylności
urzędników. Symbioza tych dwóch światów jest ścisła, takŜe za sprawą upychania
rozmaitych krewniaków na ciepłych posadkach.
W chwili obecnej na całym świecie widać wyraźnie tendencje do wycofywania się
państwa z funkcji społecznie uŜytecznych takich jak opieka socjalna czy edukacja, bez
redukowania resortów siłowych i administracji centralnej. Ukazuje to w pełni preferencje,
jakie aparatczycy państwowi mają w konflikcie klasowym. Świadomość szkodliwości
działania władzy centralnej skłania wiele osób podających się za anarchistów do
dostrzegania w niej głównego, a nawet jedynego przeciwnika. Ta z gruntu fałszywa teza nie
ma nic wspólnego z rzeczywistością. Siłą idei anarchistycznej od początku było
dostrzeganie powiązań między obiema grupami wpływów, ale w Ŝadnym razie nie negacja
konieczności walki z kapitałem prywatnym. W ustroju kapitalistycznym, gdzie siłę
konkretnych grup zazwyczaj moŜna poznać po pieniądzu przez nie posiadanym, widać
wyraźnie, Ŝe to krezusi finansowi są silniejszą częścią tandemu. Biznes urabia
funkcjonariuszy państwa do swoich celów daleko bardziej niźli dzieje się to odwrotnie.
Demonizacja pozycji państwa będąca reliktem czasów realsocjalizmu, skłania wiele osób do
działań w istocie prokapitalistycznych. Trzeba sobie uświadomić, Ŝe ograniczenie
niektórych działań państwa zmierzających do częściowej ochrony świata pracy, przed
totalnym wyzyskiem oraz brak czyjejkolwiek kontroli nad gospodarką to właśnie postulaty
burŜuazji. Zniesienie części, czy całości funkcjonowania państwa bez likwidacji pracy
najemnej moŜe tylko uderzyć jeszcze bardziej w pracowników, likwidując nawet te
niewystarczające ograniczenia samowoli burŜuazji, jakie w procesie historycznym pod
naciskiem ludu państwo podŜyrowało. Domniemanie, Ŝe uwolnione od presji podatkowej
klasy posiadające nagle zachwycą hojnością ludzi pracy to wiara w gotowany śnieg. W
rzeczywistości chociaŜby wspomnienie bardziej liberalnych gospodarczo czasów wieku
dziewiętnastego, w którym powstawały wielkie fortuny przy jednoczesnym przeciętnym
okresie Ŝycia robotnika rzędu 30 lat (w Anglii) zaświadczają o czymś przeciwnym.
Analizując przykład nieopodatkowanej działalności jaką stanowi prostytucja, takŜe nie
sposób dostrzec ani wysokich zarobków (wobec opłaty za usługę stanowią one najwyŜej
40%, mimo całej niewdzięczności zajęcia), ani spadku cen. ZałoŜenie, Ŝe to kaftan
podatkowy zmusza pracodawców do ograniczania pensji, tak chętnie lansowane przez
liberalną propagandę, nie ma tym samym Ŝadnego uzasadnienia. Jeszcze jednym powodem,
dla którego trzeba odrzucić burŜuazyjną ideologię jest skłonność gospodarki
wolnorynkowej do popadania w okresowe kryzysy, w pokonywaniu których kapitaliści z
reguły nie umieją sobie dać rady własnymi siłami. Wówczas, aby zapobiec niepokojom
społecznym państwo i tak dokonuje interwencji na rynku, uŜywając do tego pieniędzy
Zgłoś jeśli naruszono regulamin