00:00:00:www.napiprojekt.pl - nowa jako�� napis�w.|Napisy zosta�y specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu. 00:00:09:Ponad sto lat temu,|w g�rskiej wiosce w Szwajcarii 00:00:12:�y� cz�owiek, kt�rego dziwne|eksperymenty na umar�ych 00:00:15:sta�y si� legend�. 00:00:18:Przera�aj�ca historia|wci�� kr��y po �wiecie. 00:00:23:T� legend� jest... 00:00:25:PRZEKLE�STWO FRANKENSTEINA 00:03:13:- Pom� nam, ojcze!|- Co z jedzeniem? 00:03:16:- Oni nas g�odz�!|- Zostanie tu ojciec? 00:03:21:Ten cz�owiek oszala�. 00:03:22:Na pewno chce ksi�dz|wej�� do niego sam? 00:03:46:Ma pan go�cia,|baronie Frankenstein. 00:03:49:W razie potrzeby,|b�d� na zewn�trz. 00:04:00:Podobno chcia�|mnie pan widzie�. 00:04:06:Pragnie pan pocieszenia?|Czy tak? 00:04:10:Prosz� pociesza� tych,|kt�rym tego potrzeba. 00:04:14:Pos�a�em po ksi�dza,|bo nie mam si� do kogo zwr�ci�. 00:04:17:Ludzie ufaj� ksi�dzu. 00:04:19:S�uchaj� ksi�dza. 00:04:26:Prosz� pos�ucha�, a gdy sko�cz�,|mo�e im to ksi�dz przekaza�. 00:04:30:Mo�e wtedy mi uwierz�. 00:04:32:- Powiem panu...|- To ja b�d� m�wi�, prosz� pos�ucha�! 00:04:35:Je�li pan my�li, �e moje|s�owo co� znaczy, to si� pan myli. 00:04:39:Mo�e lepiej niech|nic mi pan nie m�wi. 00:04:42:- Zostanie ksi�dz.|- Prosz� zabra� r�ce. 00:04:44:- Powiedz, �e zostaniesz!|- Mam zawo�a� stra�? 00:04:51:Przepraszam.|Prosz� usi���. 00:04:57:Przeprosi�em ksi�dza.|To si� ju� nie powt�rzy. 00:05:01:Jak pan chce. 00:05:06:Je�li nie przekonam ksi�dza, 00:05:08:�e to, co powiem,|jest najszczersz� prawd�, 00:05:12:umr� w ci�gu|najbli�szej godziny. 00:05:14:- M�wi�em panu...|- Mo�e ojciec zrozumie. 00:05:17:Lepiej niech pan|zacznie od pocz�tku. 00:05:23:Kiedy to si� zacz�o? 00:05:26:Chyba, gdy by�em|dzieckiem i chodzi�em do szko�y. 00:05:30:Zawsze by�em|niezwykle zdolny. 00:05:34:Ten g�upiec, kt�ry|nas uczy� m�g� oszukiwa� innych, 00:05:37:ale c� on wiedzia�? 00:05:39:Naucza� tych samych|bzdur przez trzydzie�ci lat, 00:05:41:i przez ten czas|chyba nie czyta� nowych ksi��ek. 00:05:46:Gdy zmar�a moja matka,|odziedziczy�em maj�tek Frankenstein�w. 00:05:50:To mi umo�liwi�o|realizacj� moich plan�w|osobistych i zawodowych. 00:05:56:Wiktorze, m�j ch�opcze, 00:05:58:jeste� jedynym �yj�cym|cz�onkiem rodziny Frankenstein�w. 00:06:02:Wiem, �e b�dziesz|zachowywa� si� w spos�b, 00:06:04:kt�ry uczyni�by|twoj� matk� dumn� z ciebie. 00:06:08:Zrobi�, co w mojej mocy. Dzi�kuj�. 00:06:11:Dzi�kuj� wszystkim za przybycie. 00:06:13:Do widzenia. 00:06:20:Co ci� do mnie sprowadza, ciociu? 00:06:22:To delikatna sprawa, Wiktorze. 00:06:25:Czy chodzi o fundusze,|kt�re wyp�aca�a ci moja matka? 00:06:28:Prosz� si� nie martwi�.|B�d� je wci�� wyp�aca�. 00:06:30:Jeste� dobrym ch�opcem, Wiktorze.|Twoja biedna matka by�aby dumna... 00:06:33:- Tak, tak.|- El�bieto, podzi�kuj kuzynowi. 00:06:36:Nie ma potrzeby. 00:06:37:Dalej, El�bieto.|Podzi�kuj �adnie. 00:06:40:Dzi�kuj�. 00:06:42:To dobra dziewczynka.|Kiedy� b�dzie wspania�� kobiet�. 00:06:45:- Z pewno�ci�.|- B�dzie te� dobr� �on�. 00:06:48:- Do widzenia.|- Do widzenia. 00:06:56:Pierwszego ka�dego miesi�ca,|twoja matka zwyk�a... 00:06:58:- Rozumiem. Zrobi� tak samo.|- Dzi�kuj�. 00:07:17:Dzie� dobry. 00:07:18:Czy to dom Frankenstein�w? 00:07:20:Tak. 00:07:22:Nazywam si� Paul Krempe.|Jestem um�wiony z baronem|Frankensteinem. 00:07:26:Ty musisz by� Wiktor.|B�d� twoim nauczycielem. 00:07:29:Rozumiem. 00:07:31:Ale to jeszcze|nie jest ustalone. 00:07:33:To mia�a by� tylko|rozmowa, by zdecydowa�, 00:07:36:czy nadaje si� pan|na to stanowisko. 00:07:38:Tak, ale baron pisa� do mnie 00:07:40:i moje kwalifikacje|zdawa�y si� go zadowala�. 00:07:43:To prawda. 00:07:45:- My�l�, �e chcia� zobaczy�, jak wygl�dam.|- Pewnie o to chodzi�o. 00:07:49:- Powiesz ojcu, �e przyjecha�em?|- M�j ojciec nie �yje. 00:07:53:- To absurd. Mam list...|- Nie �yje od dziesi�ciu lat. 00:07:57:To ja szuka�em nauczyciela.|Ja do pana napisa�em. 00:08:02:Wi�c to pan jest baronem? 00:08:04:Jestem nim|odk�d sko�czy�em pi�� lat. 00:08:06:I szuka pan|nauczyciela dla syna? 00:08:08:My�la�em, �e list|zaoszcz�dzi mi wyja�nie�. 00:08:11:Trudna rzecz w najbardziej|sprzyjaj�cych okoliczno�ciach. 00:08:14:My�l�, �e ujawnienie fakt�w|niczego nie zmieni. 00:08:17:Mia� pan by� zatrudniony|jako m�j nauczyciel,|zaakceptowany przez barona. 00:08:21:Przyjmie pan t� posad�.|B�dzie pan op�acany wed�ug planu. 00:08:25:Przez kogo? 00:08:26:Przez barona.|Jestem zamo�ny. 00:08:29:Chce pan t� posad�? 00:08:31:B�d� zaszczycony,|panie baronie. 00:08:40:Moja pierwsza opinia o Paulu|wkr�tce si� potwierdzi�a. 00:08:43:Okaza� si� wspania�ym nauczycielem. 00:08:46:Przez dwa lata nauczy� mnie|wszystkiego, co wiedzia�,|ale kontynuowali�my 00:08:50:zag��biaj�c si� w rzeczy nieznane,|badaj�c, notuj�c, szukaj�c... 00:08:56:ci�gle poszukuj�c... 00:08:58:a� stopniowo z naszych poszukiwa�|wy�oni� si� jeden kierunek 00:09:03:i to na nim ostatecznie|skupili�my ca�� nasz� uwag�. 00:09:08:Ca�y rok zaj�o nam|odkrywanie tego, czego szukali�my. 00:09:13:Wtedy, pewnej nocy, 00:09:16:gdy dom pogr��ony by� w ciszy, 00:09:19:nasze wysi�ki|zosta�y wynagrodzone. 00:12:21:Paul, on �yje. 00:12:26:Paul, zrobili�my to! 00:12:32:Zrobili�my! 00:12:36:Jest jakie� op�nienie|mi�dzy reakcj� sercow�|a pierwsz� oznak� �ycia. 00:12:41:Serce potrzebuje tego czasu,|by krew mog�a dotrze� do reszty cia�a. 00:12:49:Gdyby�my mogli przed�u�y� okres,|w kt�rym cia�o jest na poz�r martwe, 00:12:54:podczas, gdy serce wci�� bije, 00:12:56:uzyskaliby�my �yj�ce cia�o|z tl�c� si� w nim iskierk� �ycia. 00:13:00:C� to by znaczy�o|dla chirurgii! 00:13:04:Mogliby�my ocali� setki istnie�. 00:13:07:Szok zredukowany do minimum,|bez utraty krwi. 00:13:10:W przysz�ym miesi�cu|odb�dzie si� w Berne|zjazd Stowarzyszenia Lekarskiego. 00:13:13:Zd��ymy przygotowa� dokumentacj�? 00:13:15:To mo�liwe. 00:13:17:- Ale tego nie zrobimy.|- Dlaczego nie? 00:13:19:Nast�pny zjazd odb�dzie si� za rok.|Po co czeka� tak d�ugo? 00:13:22:Musimy poczeka�. 00:13:23:Wszystko dopiero przed nami. 00:13:27:Dopiero zaczynamy.|Zd��yli�my zaledwie otworzy� drzwi. 00:13:29:Teraz jest czas, by przej��|przez te drzwi i zobaczy�,|co si� za nimi znajduje. 00:13:34:Nie rozumiesz, Paul?|Odkryli�my �r�d�o �ycia 00:13:38:i dzi�ki niemu|o�ywili�my martw� istot�. 00:13:41:To ogromne odkrycie,|ale nie mo�emy na razie go ujawni�. 00:13:46:Musimy zrobi� nast�pny krok. 00:13:50:Przywr�cili�my �ycie|martwemu zwierz�ciu. 00:13:55:Ale samo o�ywianie|ju� nie wystarczy. 00:13:58:Musimy stworzy� �ycie od pocz�tku.|Stworzy� w�asn� istot�, 00:14:02:od podstaw. 00:14:04:Co takiego?|O czym ty m�wisz? 00:14:08:Zapomnij o ca�o�ci.|Teraz musimy znale�� cz�ci, 00:14:11:ko�czyny, narz�dy,|a potem je po��czy�. 00:14:15:- Po��czy�?|- Stworzy� najbardziej skomplikowan�|rzecz znan� cz�owiekowi: 00:14:21:nowego cz�owieka. 00:14:23:Musimy stworzy�|istot� ludzk� 00:14:25:doskonale zbudowan�, o d�oniach|artysty i umy�le geniusza. 00:14:29:- Mo�emy to zrobi�. Nie pojmujesz?|- Nie. 00:14:32:Opowiadasz bzdury,|to bunt przeciwko naturze. 00:14:36:To by si� mog�o �le sko�czy�. 00:14:38:Co z tob�?|Jak dot�d si� nie waha�e�. 00:14:42:A co do buntu przeciw|naturze, czy� nie to w�a�nie|robili�my dot�d z powodzeniem? 00:14:45:Czy to, co umar�o,|nie powinno pozosta� martwe na zawsze? 00:14:48:A jednak|przywr�cili�my to do �ycia. 00:14:51:Dzier�yli�my w d�oniach|tajemnice, o kt�rych nikomu si� nie �ni�o. 00:14:56:�amali�my bariery natury|stawiane mo�liwo�ciom cz�owieka! 00:15:00:- Nic nas nie powstrzyma.|- Co chcesz zrobi�? 00:15:08:Na pocz�tek|potrzebujemy struktury, cia�a. 00:15:11:W zesz�ym tygodniu|w Engelstadt powieszono cz�owieka,|jakiego� z�oczy�c�. 00:15:14:Terroryzowa� okolic�|od miesi�cy. 00:15:18:Zostawiono jego cia�o|na szubienicy za miastem, ku przestrodze. 00:15:21:B�dzie tam wisie�, a� zgnije... 00:15:25:...albo, a� kto� je ukradnie. 00:16:53:Jak wida� ptaki nie traci�y czasu. 00:16:58:Oczy... 00:17:00:Zjad�y mu p� g�owy. 00:17:09:Co zamierzasz zrobi�? 00:17:11:Obetn� g�ow�.|Na nic mi si� nie przyda. 00:18:26:Wrzuci�em j� do kwasu.|Za kilka minut nie b�dzie po niej �ladu. 00:18:34:Paul, pom� mi|zdj�� mu ubranie, dobrze? 00:18:52:Sp�jrz na te d�onie. 00:18:54:Jakie toporne.|Nic dziwnego, �e by� z�odziejem. 00:18:57:Z takimi r�kami|nie m�g�by by� nikim innym. 00:19:00:Chyba, �e gorylem. 00:19:03:My�l�, �e nie|powinni�my tego kontynuowa�. 00:19:05:Powinni�my zaprezentowa� nasze|odkrycia na zje�dzie Stowarzyszenia. 00:19:08:- Je�li co� p�jdzie nie tak...|- Mam. 00:19:11:- Co?|- Przypilnuj wszystkiego. 00:19:14:Dok�d idziesz? 00:19:15:Je�li wyjad� dzisiaj,|powinienem wr�ci� jutro wieczorem. 00:19:18:- Wiktorze!|- Tak, Paul, o co chodzi? 00:19:21:O czym ty m�wisz?|Dok�d si� wybierasz? 00:19:23:Wybieram? 00:19:24:Wyje�d�am.|Opowiem ci, gdy wr�c�. 00:19:28:Nie dotykaj naszego przyjaciela.|Niech spoczywa w pokoju... 00:19:33:...p�ki mo�e.|Zjedzmy co�, jestem g�odny. 00:19:52:My�la�am, �e to pan baron. 00:19:54:Nie,|Justyno, jeszcze nie wr�ci�. 00:19:56:Czy wr�ci na kolacj�? 00:19:59:Nie wiem, nie powiedzia�. 00:20:03:To on. 00:20:11:Dobry wiecz�r, baron Frankenstein|mnie oczekuje. Mog� wej��? 00:20:17:B�d� wdzi�czna, je�li kto�|pomo�e mi przy baga�ach. 00:20:19:- Przy baga�ach?|- Tak, zamierzam zosta�. 00:20:23:Przykro mi,|ale baron nic o tym nie m�wi�. 00:20:26:Musia� wspomina�.|Napisa�am do niego kilka tygodni temu. 00:20:30:Wiktorze,|tak si� ciesz�, �e ci� widz�. 00:20:33:Obawiam si�,|�e zasz�o nieporozumienie. 00:20:35:Nieporozumienie? 00:20:36:Nie dosta�e� mojego listu? 00:20:38:Nie jestem Wiktor,|nazywam si� Paul Krempe. 00:20:42:Paul Krempe.|Bardzo przepraszam. 00:20:46:- Nie widzia�am Wiktora od tak dawna.|- Skoro ju� wie pani, kim jestem, 00:20:50:mo�e te�|mi si� pani przedstawi? 00:20:52:Jestem El�bieta, kuzynka Wiktora.|Nie m�wi� panu o mnie? 00:20:55:Niestety, nie. 00:20:57:Dostanie za to|surow� repry...
dawid_er