Tolkien J.R.R. - Opowieść o Tinuviel.TXT

(86 KB) Pobierz
Autor: J. R. R. Tolkien
Tytul: Opowie�� o Tinuviel

(The Tale of Tinuviel)

Z "NF" 9/95


   We wrze�niu ubieg�ego roku przedstawili�my Pa�stwu 
fragment jednej z "Niedoko�czonych opowie�ci" J. R. R.  
Tolkiena, "O Tuorze i jego przybyciu do Gondolinu", tym 
razem proponujemy "Opowie�� o Tinuviel" z "Ksi�gi 
zaginionych opowie�ci", kt�ra uka�e si� w ekskluzywnej serii 
wydawnictwa Atlantis "Najpi�kniejsze opowie�ci wszystkich 
�wiat�w".  
   Niestety, prawdopodobnie ostatni raz mo�emy Pa�stwu i 
sobie da� rado�� obcowania z nieznan� tw�rczo�ci� Tolkiena, 
bowiem spadkobiercy Mistrza nie godz� si� na przek�ad 
kolejnych tom�w jego notatek i szkic�w. Polscy wydawcy b�d� 
musieli poczeka� na nie, a� wygasn� prawa autorskie.
                                                    (D.M.)


    - Kim zatem by�a Tinuviel? - zapyta� Eriol.
    - Nie wiesz? - zdziwi� si� Ausir. - By�a c�rk� Tinwe
Linta.
    - Tinwelinta - poprawi�a Veanne. 
    - To jedno i to samo, lecz elfy mieszkaj�ce w tym domu i 
kochaj�ce opowie�ci nazywaj� go Tinwe Linto. Vaire 
powiedzia�a, �e Tinwe by�o jego w�a�ciwym imieniem, kiedy 
w�drowa� przez lasy.  
    - Ucisz si�, Ausirze - skarci�a go Veanne. - To moja 
historia i to ja opowiadam j� Eriolowi. Czy� nie widzia�am 
kiedy� na w�asne oczy Gwendeling i Tinuwiel podczas podr�y 
Drog� Marze�?  
    - Jaka by�a Kr�lowa Wendelin (bo tak nazywa�y j� elfy) -
powiedz, Veanne, skoro j� widzia�a�? - zapyta� Ausir.  
    - Szczup�a, o bardzo ciemnych w�osach i mlecznobia�ej 
cerze - odpar�a dziewczynka. - Mia�a przepastne, l�ni�ce 
oczy i nosi�a zwiewne szaty, najbardziej lubi�a czarne, 
zdobione srebrem i wyszywane drogimi kamieniami. Ilekro� 
�piewa�a lub ta�czy�a, wszystkich ogarnia�a senno��. Ich 
g�owy robi�y si� coraz ci�sze i w ko�cu zapadali w drzemk�.  
By�a elfin�, kt�ra uciek�a z ogrod�w Loriena, jeszcze zanim 
wzniesiono Kor i w�drowa�a po lasach, a towarzysz�ce jej 
s�owiki �piewa�y o niej pie�ni. Ich trele dotar�y do uszu 
Tinwelinta, wodza plemienia Eldar�w - tych, kt�rzy p�niej 
stali si� Solosimpami, Fletniarzami Wybrze�a. Us�ysza� je, 
kiedy pod��a� wraz ze swymi towarzyszami za koniem Oromego z 
Palisoru. Iluvatar posia� ziarno muzyki w sercach wszystkich 
cz�onk�w tego rodu, tak przynajmniej powiada Vaire, a jest 
ona jedn� z nich. Owo nasienie zakwit�o wspaniale, za� pie�� 
s�owik�w Gwendeling by�a najpi�kniejsz� melodi�, jak� 
Tinwelint kiedykolwiek s�ysza�. Zboczy� wi�c - jak mu si� 
wydawa�o, tylko na moment - ze �cie�ki, szukaj�c w�r�d 
ciemnych drzew miejsca, sk�d dochodzi�a muzyka.  
    Powiadaj�, �e tak naprawd� wcale nie by�a to chwila, 
lecz wiele lat i �e jego ludzie d�ugo szukali go na pr�no.  
W ko�cu udali si� w dalsz� drog� za Oromem i dotarli a� w 
pobli�e Tol Eressei. Tinwelint nigdy wi�cej ich ju� nie 
zobaczy�. Min�a chwila - jak s�dzi� - a natkn�� si� na 
le��c� na pos�aniu z li�ci Gwendeling. Zas�uchana w �piew 
swoich ptak�w, patrzy�a w gwiazdy. Tinwelint podszed� na 
palcach i zatrzyma� si� przy niej. "Oto istota �liczniejsza 
nawet od najwi�kszych pi�kno�ci mego ludu" - pomy�la�. 
Zaiste bowiem Gwendeling nie by�a elfem ani kobiet�, lecz 
dzieckiem bog�w. Jednak pochylaj�c si�, by dotkn�� pukli jej 
w�os�w, Tinwelint stan�� na jakiej� ga��zce, a wtedy 
Gwendeling zerwa�a si� i uciek�a, �miej�c si� cicho. Czasami 
jej �piew dobiega� gdzie� z oddali, czasami za� ta�czy�a tu� 
obok, dop�ki Eldar nie pogr��y� si� w sen i nie upad� na 
rosn�cy pod drzewem mech. Spa� d�ugo, bardzo d�ugo.  
    Kiedy si� obudzi�, nie my�la� wi�cej o swoich ludziach 
(i w istocie mija�oby si� to z celem, dawno bowiem dotarli 
oni do Valinoru), lecz pragn�� jedynie ponownie ujrze� ow� 
pani� p�mroku. Ona za� nie by�a wcale daleko i przygl�da�a 
mu si� z uwag�. Nie znam dalszego ci�gu tej historii, 
Eriolu, ale wiem, i� musia� j� w ko�cu po�lubi�, poniewa� 
Tinwelint i Gwendeling przez d�ugi czas pozostawali kr�lem i 
kr�low� Zaginionych Elf�w Artanoru, Odleg�ej Krainy, czy jak 
to si� tutaj nazywa.  
   Du�o, du�o p�niej, jak wiesz, Melko ponownie wyrwa� si� 
z Valinoru na �wiat i wszyscy Eldarowie razem z tymi, kt�rzy 
pozostali w ciemno�ciach lub zagubili si� podczas marszu z 
Palisoru, a tak�e ci Noldolianie, kt�rzy przyw�drowali za 
nim w poszukiwaniu skradzionych im skarb�w, musieli ugi�� 
si� pod jego pot�g� i stali si� niewolnikami. Powiadaj� 
jednak, �e wielu uciek�o i b��ka�o si� po lasach i 
pustkowiach; z nich w�a�nie zebra�a si� u boku kr�la 
Tinwelinta dzika le�na gromada. Wi�kszo�� stanowili w niej 
Ilkorindowie, kt�rzy, jak powiadali Eldarowie, nigdy nie 
widzieli Valinoru ani Dw�ch Drzew, ani te� nie mieszkali w 
Korze. By�y to tajemnicze, dziwne istoty, kt�re niewiele 
wiedzia�y o �wietle lub o pi�knie muzyki, wyj�wszy mroczne 
pie�ni i ballady o pe�nej trud�w w�dr�wce, d�wi�cz�ce z 
cicha w�r�d las�w czy te� odbijaj�ce si� echem w g��bokich 
pieczarach. Bardzo si� jednak zmienili, kiedy wzesz�o 
s�o�ce. W istocie ju� przedtem wielu spo�r�d nich 
przemiesza�o si� z w�drownymi gnomami i krasnoludami, 
nale��cymi do zast�p�w Loriena i mieszkaj�cymi na dworze 
Tinwelinta. Byli oni poddanymi Gwendeling, nie nale�eli 
zatem do rodu Eldar�w.  
   W czasach, kt�re nast�pi�y po wzej�ciu S�o�ca i Ksi�yca, 
Tinwelint wci�� zamieszkiwa� w Artanorze i ani on, ani nikt 
z jego ludzi nie wyruszyli na Bitw� Nieprzeliczonych �ez.  
Jednak�e tamta historia nie wi��e si� z moj� opowie�ci�. W 
ka�dym razie jego si�y powi�kszy�y si� znacz�co po tej 
nieszcz�snej walce dzi�ki uchod�com, kt�rzy przybyli, 
prosz�c o opiek�. Siedziba Tinwelinta by�a ukryta przed 
wzrokiem i wiedz� Melka za pomoc� magii czarodziejki 
Gwendeling, kt�ra rzuci�a czar na �cie�ki tak, by nikt pr�cz 
Eldar�w nie m�g� ich odnale��. Dzi�ki niej kr�l tak�e 
chroniony by� przed wszelkimi niebezpiecze�stwami - poza 
zdrad�. Teraz mia� on swe komnaty w olbrzymich pieczarach, 
bardzo jednak przestronnych i jasnych. Owe jaskinie 
znajdowa�y si� w Artanorze w samym centrum g�stego boru - 
najpot�niejszego ze wszystkich las�w �wiata. Przed wej�ciem 
p�yn�� strumie� i nikt nie m�g� dosta� si� do �rodka, nie 
przekraczaj�c go, za� spinaj�cy brzegi most by� w�ski i 
porz�dnie strze�ony. By�o to dobre miejsce, pomimo i� 
znajdowa�o si� niezbyt daleko od �elaznych Wzg�rz, u st�p 
kt�rych rozci�ga�a si� r�wnina Hisilome, gdzie mieszkali 
ludzie i pracowali zamienieni w niewolnik�w Noldolianie i 
kt�r� odwiedzali bardzo nieliczni wolni Eldarowie.  
   Teraz za� opowiem wam o tym, co wydarzy�o si� w komnatach 
Tinwelinta po wzej�ciu S�o�ca, po kt�rym nast�pi�a 
niezapomniana Bitwa Nieprzeliczonych �ez. Wtedy jeszcze 
Melko nie osi�gn�� swojego celu i nie okaza� ca�ej swej 
pot�gi i okrucie�stwa.  

    Tinwelint mia� dwoje dzieci: Dairona i Tinuviel.  
Tinuviel by�a najpi�kniejsz� ze wszystkich dziewcz�t w�r�d 
elf�w, a ledwie kilka dor�wnywa�o jej szlachetno�ci� 
urodzenia, jej matka bowiem by�a c�rk� bog�w. Dairon za� by� 
silnym i weso�ym ch�opcem, kt�ry ponad wszystko uwielbia� 
gra� na fujarce z trzciny i innych le�nych instrumentach, 
tak �e obwo�ano go jednym z trzech najwspanialszych muzyk�w 
na �wiecie. Pozosta�ymi dwoma byli Tinfang �piewak i Ivare, 
kt�ry gra� na brzegu morza. Tinuviel jednak�e najbardziej 
radowa� taniec i nie znajdowano s��w podziwu dla pi�kna i 
zwinno�ci jej st�p, kt�re tylko miga�y w ruchu.  
    Najwi�ksz� przyjemno�� sprawia�o Daironowi i Tinuviel 
w�drowanie z dala od podziemnego pa�acu Tinwelinta i 
sp�dzanie wielu godzin w lesie. Dairon cz�sto siadywa� na 
k�pie mchu lub na wystaj�cych korzeniach drzew i gra�, a 
Tinuviel ta�czy�a, kiedy za� czyni�a to w takt muzyki brata, 
by�a jeszcze bardziej zwinna ni� Gwendeling i posiada�a 
wi�ksz� czarodziejsk� moc od Tinfanga �piewaka. Nikt nie 
widzia� dot�d takich pl�s�w, poza tymi, kt�rzy w r�anych 
ogrodach Valinoru mieli szcz�cie ujrze� Ness� ta�cz�c� na 
wiecznie zielonej murawie.  
    Nawet w nocy, kiedy na niebie l�ni� blady ksi�yc, oni 
nadal grali i ta�czyli, nie odczuwaj�c l�ku - cho� ja na ich 
miejscu z pewno�ci� bym si� ba�a - poniewa� w�adza 
Tinwelinta i Gwendeling trzyma�a z�o z dala od las�w i Melko 
nie m�g� ich niepokoi�, ludzie za� przemykali si� za 
wzg�rzami.  
   Miejscem, kt�re Tinuviel i Dairon kochali najbardziej, 
by�a cienista polana, na kt�rej ros�y wi�zy, niewysokie buki 
i na bia�o kwitn�ce kasztany, za� z wilgotnej ziemi, nad 
�ciel�cymi si� pod drzewami mchami, unosi�a si� szara mg�a. 
Tam w�a�nie bawili si� pewnego czerwcowego dnia, kiedy siwe 
k�pki mchu przypomina�y chmurki przyczepione do pni drzew. 
Tinuviel ta�czy�a a� do chwili, gdy zapad� mrok, a wok� 
pojawi�o si� mn�stwo bia�ych ciem - b�d�c czarodziejk�, nie 
obawia�a si� ich jednak tak jak ludzkie dzieci, cho� 
podobnie jak one nie lubi�a chrz�szczy, a je�li chodzi o 
paj�ki, nikt z Eldar�w nie dotyka� ich z powodu Ungweliante. 
Bia�e �my kr��y�y wi�c nad g�ow� dziewczyny, za� Dairon 
ci�gn�� jak�� niezwyk�� nut�, kiedy nast�pi�o to dziwne 
zdarzenie.  
   Nigdy nie dowiedzia�em si�, w jaki spos�b Beren trafi� 
na te wzg�rza; wiem wszak�e, �e by� dzielniejszy ni� 
wi�kszo�� elf�w i by� mo�e wy��cznie umi�owanie w��cz�gi 
przywiod�o go poprzez przera�aj�ce �elazne Wzg�rza do 
Odleg�ych Krain.  
    Beren by� gnomem, synem Egnora, mieszka�ca lasu, kt�ry 
polowa� w ciemnych miejscach na p�noc od Hisilome. Pomi�dzy 
Eldarami a tymi spo�r�d ich krewnych, kt�rzy zakosztowali 
niewoli u Melka, panowa�y podejrzliwo�� i l�k - w ten spos�b 
z�e uczynki gnom�w w �ab�dziej Przystani same si� zem�ci�y.  
K�amstwa Melka na temat tajemniczych elf�w kr��y�y po�r�d 
ludu Berena i lud ten dawa� im wiar�. W momencie jednak, 
kiedy Beren ujrza�, jak Tinuviel ta�czy o zmierzchu w 
szaroper�owej sukni, a jej ma�e, jasne stopy migaj� w�r�d 
mchu, nie dba� zupe�nie o to, czy pochodzi...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin