zapomniana_sluzba_cywilna3.pdf

(200 KB) Pobierz
Autor=Wanda Ostrowska (Wanda)|AutorData=28-04-2004 11:14|ID=20040428111425,5334Wanda|Status=0|xpilne=0|
Zapis dyskusji wokół raportu
Witolda Filipowicza “ Służba cywilna III RP: zapomniany obszar”,
Warszawa, 16 kwietnia 2004,
Fundacja im. Stefana Batorego
Grażyna Kopińska
Program Przeciw Korupcji uważa, że służba cywilna jest jednym z zasadniczych
elementów tworzenia państwa przejrzystego .(...) W związku z tym ważne jest dla
nas sprawne działanie służby cywilnej. W ubiegłym roku przedstawiliśmy raport, który
mówił o ciągłych zmianach, a także łamaniu ustawy o służbie cywilnej. Był to raport
przygotowany przez pana Krzysztofa Burnetko. Raport ten, jak i dyskusja wokół
niego, odbiła się dość szerokim echem przede wszystkim w mediach. Do dziś różne
osoby często powołują się na dane z tego raportu. Jedną z osób, która dyskutowała
z głównymi tezami raportu był pan Witold Filipowicz. Pan Witold Filipowicz przysłał
nam recenzję raportu i była to recenzja krytyczna: wskazał też na zagadnienia, które
- jego zdaniem - są niezwykle ważne, a które w raporcie nie zostały poruszone. I w
wyniku dyskusji z nim powstał pomysł, żeby przygotować jeszcze jeden raport,
dotyczący tym razem naboru na niższe stanowiska w służbie w administracji.
Ten raport powstał i jest on niezwykle krytyczny. Stąd, dzisiejsze spotkanie w kręgu
osób blisko związanych ze służbą cywilną. (Zaprosiliśmy ponad czterdzieści osób,
nasze zaproszenie przyjęło dwadzieścia.) Zebranie ma charakter zamknięty, gdyż
naszym zdaniem służba cywilna jest instytucją, którą należy wspierać. Absolutnie nie
chcielibyśmy, żeby krytyczne uwagi zawarte w raporcie przyczyniły się w
jakimkolwiek stopniu do tego, aby podważać samą ideę służby cywilnej.
Chciałabym państwa prosić o to, żeby w dyskusji oprócz odnoszenia się do samego
meritum raportu zechcieli państwo odpowiedzieć na pytanie: jak sądzicie, czy
pomimo takiego krytycznego tonu raportu warto go szeroko upowszechnić, czy też
lepiej będzie, aby jako dokument wewnętrzny był przekazany tylko osobom
zainteresowanym tematyką.
Witold Filipowicz
Nazywanie tego opracowania raportem jest chyba trochę na wyrost, bo nie jest ono
ani raportem, ani publicystyką. Chciałem, żeby to było zrozumiałe dla możliwie
najszerszego grona odbiorców. Chodzi o pokazanie, że stworzony system naboru do
służby cywilnej, został pozostawiony bez żadnej kontroli i daje możliwości działania
jak się chce i na różne sposoby. W zasadzie pieczy, władzy nie ma nad nim nikt.
Urzędnicy mogą sobie robić co chcą. Nie ma ewidencjonowania, właściwego
dokumentowania czy odpowiedzialności przed kimkolwiek. Moim zdaniem – jest to
zupełnie nie do przyjęcia, żeby tak funkcjonował system służby cywilnej, który –
bezsprzecznie - jest niezbędny dla sprawnego funkcjonowania państwa. Pokazałem
tutaj niektóre słabe punkty, które powinny być koniecznie usunięte tak, aby nie
zostawiać możliwości luzu decyzyjnego urzędnikom, którzy w różny, przedziwny
nieraz sposób tłumaczą swoje zachowania. Albo też w ogóle się nie odzywają, co
jest, oczywiście, naganne i stanowi ewidentne łamania prawa.
To opracowanie urywa się w pewnym momencie; można by je było poprowadzić
dalej; sytuacje opisane trwają nadal. Tylko w jednym miejscu: w Głównym
Inspektoracie Transportu Drogowego etap wyjaśniania sprawy w instytucji dobiegł
końca w tym znaczeniu, że są dokładne informacje, jak przebiegała procedura
1
naboru i kto w jej wyniku został wybrany. To, co się tam wydarzyło, nie przyszłoby
chyba nikomu do głowy, że w ogóle jest możliwe. To, czego nie ma w raporcie,
zawarłem w kolejnym artykule dotyczącym tego tematu, który nieco szerzej traktuje
całą tę sprawę i chyba rzuca światło na całość systemu służby cywilnej: kulisy
sprawy naboru w powiązaniu z konkursem na stanowisko dyrektora
przeprowadzonym w urzędzie służby cywilnej. Myślę, że warto byłoby się z tym
zapoznać.
Cezary Lewanowicz
Opracowanie pana Witolda Filipowicza ma bez wątpienia bardzo dużą wartość.
Powiedziałbym nawet: wartość dowodową. Mówię to z pewnym wahaniem, ale chyba
słowo jest uzasadnione. Wszystkie opisane zjawiska zostały zilustrowane
przykładami konkretnymi, wziętymi z życia. Nie zasłyszanymi, ale niejako przeżytymi,
ponieważ pan Filipowicz uczestniczył w różnego rodzaju procedurach, które tutaj
opisuje i rzeczywiście, osobiście je obserwował. I dlatego od razu, chociaż może to
powinna być konkluzja, zacznę od odpowiedzi na pytanie - czy raport powinien być
upubliczniony. Ja oczywiście wolałbym, żeby o służbie cywilnej wszyscy mówili
dobrze i żeby ta dobra opinia była uzasadniona. Ale niestety jest rzeczą oczywistą
dla nas wszystkich, że w służbie cywilnej dzieją się rzeczy złe i dlatego należy
odróżnić konkretne przypadki, które są negatywne i, które niewątpliwie wpływają na
negatywny obraz całości - od pewnej idei służby cywilnej. I myślę, że nie zaszkodzi
idei służby cywilnej przekazanie do publicznej wiadomości pewnych przykładów,
które ilustrują nie to, czym służba cywilna jest jako idea, projekt, tylko to, czym być
nie powinna. Myślę, że precyzując te rozróżnienia przy publicznym udostępnieniu
raportu osiągniemy cel zamierzony, to znaczy służba cywilna stanie się przedmiotem
debaty publicznej, bo rzeczywiście jest to obszar poniekąd zapomniany. Dotyczy to
nie tylko tego wycinka, którym się zajęliśmy w poprzednim i w tym raporcie, to znaczy
kwestii naboru, ale w ogóle całości problematyki służby cywilnej.
Ten raport rzeczywiście jest kontynuacją raportu przygotowanego w ubiegłym roku
przez pana Krzysztofa Burnetko. Tamten opisywał przypadki naruszenia idei i litery
ustawy o służbie cywilnej w odniesieniu do naboru na stanowiska wyższe.
Koncentrował się w dużej mierze na stanowiskach dyrektorów generalnych. Podawał
konkretne przypadki, analizował konkretne przepisy prawne. Ten raport jest dostępny
nadal na stronach internetowych Fundacji. Myślę, że dobrze jest czytać raport pana
Filipowicza w kontekście pierwszego raportu nie tylko dlatego, że ten nowy jest jego
kontynuacją, ale również dlatego, że jest on uzupełnieniem krytycznym.
Wydaje mi się, że pan Filipowicz uznał, że jest pewnym nonsensem koncentrowanie
całej uwagi na stanowiskach najwyższych, w sytuacji, kiedy negatywny obraz służby
cywilnej, czy po prostu administracji publicznej - obraz, który funkcjonuje w opinii
publicznej - jest w dużej mierze wynikiem kontaktu obywatela z urzędnikami, którzy
niekoniecznie są dyrektorami generalnymi, bo najczęściej to nie oni podejmują
decyzje dotyczące bezpośrednio obywatela. I trudno się z tą opinią nie zgodzić.
Trudno też nie zgodzić się z opinią, że rzeczywiście pominięto w poprzednim
raporcie bardzo duży obszar - liczbowo rzecz biorąc - bardzo szerokie zagadnienie
naboru na niższe stanowiska. Niższych stanowisk jest więcej, to też oczywiste, tyle
że ja nie mówiłbym o tym krytycznie. Po prostu inny był cel tamtego raportu, inny jest
cel tego nowego opracowania i myślę, że one się świetnie uzupełniają.
Mają też jeszcze jeden wspólny mianownik: i w jednym i w drugim raporcie zwrócono
uwagę na bardzo wiele zagadnień wykraczających poza techniczny wydawałoby się
aspekt funkcjonowania służby cywilnej, jakim jest procedura naboru. Zagadnienia te
2
wykraczają poza tematykę służby cywilnej jako takiej i dotyczą w ogóle konstrukcji
polskiej demokracji, polskiego państwa. W obu raportach stan służby cywilnej jest
jednym z możliwych mierników, pozwalających na ustalenie w jakim stanie znajduje
się w ogóle państwo polskie, ponieważ nie można nie przyjąć do wiadomości, że dla
państwa nie jest istotne jak funkcjonuje administracja publiczna. Administracja
publiczna jest kluczowa dla każdego państwa, a zwłaszcza dla państwa, które
odbudowuje swoją tożsamość, buduje swój ustrój i które na dodatek znajduje się nie
tylko w nowej sytuacji wewnętrznej, ale w nowej sytuacji na zewnątrz wchodząc do
Unii Europejskiej.
I tylko jedna uwaga odnośnie nowych uwarunkowań zewnętrznych: w Unii
Europejskiej silni są nie ci, którzy mają urzędników przeszkolonych z integracji
europejskiej i niekoniecznie ci, którzy mają największy potencjał demograficzny tylko
ci, którzy mają dobrych urzędników. Po prostu dobrych, funkcjonujących w ramach
dobrej służby cywilnej. I kiedy słyszę, że Polska wchodząc do Unii Europejskiej może
wykorzystać swoje atuty, albo ich nie wykorzystać, to od razu przychodzi mi do głowy
to, co sam wiem o służbie cywilnej, to co przeczytałem w raporcie pana Burnetki i to,
co przeczytałem w raporcie pana Filipowicza i dlatego martwię się o to, jak będziemy
sobie radzić w Unii Europejskiej.
Wracając do samego raportu. Jak mówiłem, w dużej mierze ma on charakter
materiału dowodowego. Ci z państwa, którzy nie zapoznali się z opisanymi
przypadkami, jak sądzę powinni to zrobić, bo one rzeczywiście są ciekawe nawet dla
tych, którzy je znają z autopsji, którzy znają służbę cywilną będąc urzędnikami. W
materiale przedstawionym przez pana Filipowicza jest też druga niejako warstwa
poznawcza, która jest bardziej - wydaje mi się - odzwierciedleniem jego oceny
sytuacji, być może jego osobistych doświadczeń, poglądów znowu nie tylko na
służbę cywilną, ale na państwo w ogóle i mam wrażenie, że to spojrzenie cechuje
bardzo duża nieufność i utrata wiary w to, że może być lepiej. Pewna nieufność do
państwa w ogóle. W opracowaniu pojawił się cytat z jednego z artykułów pana
Wiktora Osiatyńskiego o silnym państwie i słabym społeczeństwie - bardzo dobrego
artykułu skąd inąd. Wydaje mi się, że cały raport pisany jest w duchu tego, co Wiktor
Osiatyński powiedział na poprzednim spotkaniu, to znaczy, że on nie ma w ogóle
zaufania do osób pełniących funkcje publiczne, wszystko jedno gdzie na świecie.
Moja pierwsza konkluzja była taka, że wychodząc z takiego punktu widzenia i kreśląc
obraz takiego państwa, które - siłą rzeczy - składa się z władzy, czyli aparatu z
definicji wrogiego obywatelom oraz ze społeczeństwa, które musi się przed tym
państwem, jako aparatem ciągle bronić, to myślę, że w takim obrazie, który dla mnie
jest jednak obrazem państwa permanentnej rewolucji i ciągłego sporu, myślę, że w
takim państwie w ogóle nie ma miejsca na służbę cywilną. Bo idea służby cywilnej, w
moim przekonaniu, wynika z zupełnie innych przesłanek. Z wiary w państwo, z wiary
w to, że w tym państwie społeczeństwo może funkcjonować jako społeczeństwo
obywatelskie, że ludzie tworzący służbę cywilną i administrację publiczną
niekoniecznie muszą być źli, niekompetentni i zajmować swoje stanowiska albo w
wyniku nepotyzmu, albo w wyniku luk prawnych w procedurze naboru. To jest
oczywiście moja interpretacja, ale tego ducha, który jest mi obcy, dopatrzyłem się w
raporcie i wydaje mi się on w pewnym stopniu punktem wyjścia dla niektórych
konkluzji, które pan Filipowicz przedstawia. I znowu, na pierwszy rzut oka, trudno się
z nim nie zgodzić. Jedna z tych konkluzji, dość oczywistych, jest następująca: jeżeli
mamy tyle nieprawidłowości to wynika to z dwóch rzeczy. Po pierwsze w ogóle sam
system jest ułomny, ponieważ jest w nim tyle luk, że urzędnik pozostawiany sam
sobie i dysponujący właściwie wszelkimi uprawnieniami, siłą rzeczy podejmie decyzje
3
złe i właściwie te przypadki tu opisane potwierdzają tę tezę. A druga konkluzja jest
taka, że skoro tak, to pewnie należałoby zwiększyć kontrolę, żeby te przypadki się
nie zdarzały. I dlatego po prostu urzędnikowi trzeba patrzeć na ręce.
Odpowiem w następujący sposób. Również w moim przekonaniu ta całkowita
dowolność, ta płynność zapisów nie poprawianych, ale pogarszanych, dotyczących
naboru na stanowiska niższe jest rzeczą złą. O ile mógłbym zarzucać tej czy innej
osobie, że brakuje jej całkowicie ufności do państwa, o tyle wydaje mi się, że tutaj
prawodawca wykazał się taką niesamowitą ufnością i do urzędników i do rodzaju
ludzkiego w ogóle, że jest to rozwiązanie rzadko spotykane w prawodawstwach
europejskich, bo w gruncie rzeczy sprowadza się do jednego: urzędnika na niższe
stanowiska można zatrudnić jak się chce. Jedyny warunek jest taki, żeby było
konkurencyjnie. Co to znaczy konkurencyjnie, dokładnie nie wiadomo. Jak to
wygląda w praktyce? Ja nie twierdzę, że opisane przez pana Filipowicza przypadki to
jest sto procent realiów, ale one są bardzo znaczące i odzwierciedlają tę część - nie
zawaham się użyć - patologii w funkcjonowaniu służby cywilnej, której nie będę
statystycznie oceniał, ponieważ nikt nie zbadał ile jest złych konkursów ile dobrych...
Zgodzę się z tym, że przepisy powinny być bardziej ścisłe, powinny jaśniej określać
co to znaczy zatrudniać “konkurencyjnie” na stanowisko niższe, powinny
pozostawiać mniej furtek dla dowolności. A jeżeli ta dowolność istnieje (ale tutaj też
się różnimy z panem Filipowiczem, pewna dowolność w moim przekonaniu musi
istnieć, zaraz powiem dlaczego), to jeżeli taka dowolność jest, to musi jej
towarzyszyć wyższy stopień kontroli i ta kontrola również musi dysponować
instrumentami jasno określonymi.
Co mam na myśli mówiąc o pewnej dowolności. Ja po prostu nie wierzę w systemy,
w których wszystko jest uregulowane i w których wszystko jest powiedziane od a do
z. Nie tylko dlatego, że takie systemy nie działają, ponieważ im ściślejsza regulacja,
tym większa pokusa, żeby tę regulację przekroczyć i żadna kontrola nas przed tym
nie obroni, ale też dlatego, że w praktyce, zwłaszcza jeśli chodzi o niższe
stanowiska, rzeczywiście jest tak, że czasami trzeba zatrudnić kogoś szybko, dlatego
że jest do wykonania zadanie, dlatego że są różne sytuacje, w których pewien
stopień elastyczności jest niezbędny. Ale tę elastyczność sytuowałbym w strefie tego,
co się nazywa uprawnieniami dyskrecjonalnymi, i które nie mogą być pozostawione
same sobie.
Jeszcze o kontroli. Tak jak mówię, zgadzam się z postulatem większej kontroli, ale
przy okazji muszę powiedzieć, że w ogóle słowo kontrola strasznie źle mi się kojarzy.
Mam też pewne wątpliwości co do tego, czy system kontroli jest w stanie pełnić rolę
swego rodzaju panaceum. Tutaj z kolei ja dam dowód pewnemu braku zaufania do
systemu. Jeżeli nie mam żadnych powodów, żeby podważać to, co pan Filipowicz
napisał w raporcie, podważać prawdziwości opisanych tutaj, rzeczywiście okropnych
przypadków, to też nie mam powodu żeby twierdzić, że jest to jedyny element w
administracji publicznej, który działa w sposób ułomny. Nie widzę powodu, dla
którego wykazując się tak wielkim brakiem zaufania do tego akurat elementu,
wykazywać z kolei bezgraniczne niemalże zaufanie do innego elementu,
administracji, procedur, jakim jest kontrola. Znam przypadki, w których kontrole,
postępowania dyscyplinarne, postępowania wyjaśniające - podobnie, jak procedura
naboru - były przedmiotem instrumentalizacji. Podobnie, jak w przypadku naboru,
zdarza się, że na stanowisko - daj Boże, żeby to było stanowisko wymagające
rzeczywiście obsadzenia, rzeczywiście dobrze zdefiniowane i rzeczywiście czemuś
służące - że na to stanowisko przyjmowana jest osoba o niskich kwalifikacjach, a
odmawia się pracy osobie, która ma wysokie kwalifikacje. Podobnie w odniesieniu do
4
kontroli, jak sądzę, zdarzają się przypadki, w którym bezkarne pozostają osoby, które
powinny ponieść odpowiedzialność, a karze się, albo stara się ukarać osoby, które
są po prostu niewygodne. Nie chciałbym, żeby to zabrzmiało populistycznie. Podam
tylko jeden przykład konkretnego dyrektora gabinetu politycznego, który nie tak
dawno pracował u boku pewnego ministra, szefa ważnego urzędu, i który na
zebraniu, jedynym, które w czasie jego kadencji się odbyło - dyrektorów
departamentów - powiedział zupełnie otwarcie: proszę państwa służba cywilna, co to
jest? Ja tego w ogóle nie przyjmuję do wiadomości. Ów dyrektor gabinetu
politycznego prowadził zebranie tak, jakby sam był dyrektorem generalnym, tak jakby
był urzędnikiem służby cywilnej. On pełnił funkcję dyrektora generalnego de facto.
Szef gabinetu politycznego! A kiedy indziej, zwracając się do dyrektora biura
dyrektora generalnego, tenże dyrektor gabinetu politycznego powiedział: a tak w
ogóle, to co robi minister to w ogóle nie jest państwa sprawa. Czy ktoś z państwa w
ogóle widział żeby polityk za coś został ukarany? To pan zostanie ukarany, bo pan
jest urzędnikiem służby cywilnej. I to była konkluzja tego spotkania. I szczerze
mówiąc, jeżeli dzisiaj mówię o braku ufności, który również mnie się udzielił, to
zawsze myślę o tym przypadku, który też nie jest wzięty z sufitu i niestety znam
więcej takich przypadków.
Konkludując i zachęcając do lektury raportu pana Filipowicza, skoncentrowałem się
na kontroli i na uszczegółowieniu przepisów, ale są tam inne postulaty, z którymi nie
sposób się nie zgodzić, a jeden z nich ma znaczenie absolutnie fundamentalne. Otóż
bez względu na to, jak system działa, bez względu na to, jak dobre albo złe są
przepisy jest w państwie demokratycznym jedna zasada, która musi być
przestrzegana, bo bez niej nie ma demokracji, i to jest zasada jawności, i dostępu
obywatela do informacji publicznej. Przypadki, które przedstawił pan Filipowicz
opisują nie tylko wady w procedurze naboru, albo jak praktycznie rozumiana jest
zasada konkurencyjności. Pan Filipowicz opisał również sytuacje, w których zwracał
się po informacje do urzędów publicznych, informacje, które - ja też nie rozumiem
dlaczego - są de facto tajne - i ich nie otrzymał, albo otrzymał takie odpowiedzi, że
właściwie byłoby lepiej żeby urzędnik, dla powagi urzędu wstrzymał się od dawania
odpowiedzi. Znowu konkluzja jest taka: jawność rzeczywiście jest niezbędna.
Rzeczywiście, kiedy pewne zmiany w ustawie o służbie cywilnej będą tworzone (to
znowu jest coś, co wykracza poza problem ustawy i procedury naboru, ale dotyczy w
ogóle państwa) należałoby stworzyć takie mechanizmy prawne, które zapewnią
większy dostęp do wyników konkursów, do wyników procedury naboru, do ich
przebiegu. W końcu nie jest rzeczą wstydliwą powiedzieć, jak wysokie kwalifikacje
ma osoba, która wygrała konkurs, albo przeszła pozytywnie przez procedurę naboru.
Skoro przeszła - znaczy, że jest najlepsza. To powinien być powód do chwały, a nie
do utajnienia. Ciągłe powoływanie się na ustawę o ochronie danych osobowych jest
u nas swego rodzaju chorobą, bo to dotyczy wszystkiego. Kiedy pracowałem w
polskich urzędach zdarzyło mi się usłyszeć nawet, że jeden urzędnik drugiemu nie
chciał udzielić jakiś informacji, powołując się na ustawę o ochronie danych
osobowych. Skoro ta ustawa funkcjonuje, to stwórzmy taki system, takie instrumenty
w ustawie o służbie cywilnej, które pozwolą niektóre dane ujawnić. Cóż za problem
dać do podpisu osobie, która zgłasza się do konkursu, albo która zgłasza
kandydaturę do procedury naboru mały formularz, na którym oświadczy, że nie ma
nic przeciwko temu żeby ogłosić wyniki.
W. Filipowicz
Jest, oświadczenie, które się podpisuje przystępując do konkursu.
C. Lewanowicz
5
Zgłoś jeśli naruszono regulamin