Carrie Vaughn - Kitty Norville 02 - Kitty i Nocny Waszyngton.pdf

(996 KB) Pobierz
401282389 UNPDF
Carrie Vaughn
Kitty i nocny Waszyngton
Przekład
Marta Czub
Amber
1
Rozdział 1
J est z nami Beth z Tampy. Witaj.
- Cześć, Kitty, dziękuję, że możemy porozmawiać.
- Nie ma sprawy.
- Mam pytanie, które chciałam zadać już od dłuższego czasu. Myślisz, że Drakula jeszcze żyje?
Oparłam się o podłokietnik i wbiłam wzrok w mikrofon.
- Drakula. Ten z książki? Postać literacka?
Beth z Tampy była podekscytowana i jak najbardziej poważna.
- Tak. To chyba najsławniejszy wampir. Był tak potężny, że nie chce mi się wierzyć, że Van Helsing i cała reszta
tak po prostu go wykończyli.
Starałam się być miła.
- Ale tak było. To tylko książka, Beth. Fikcja literacka. To postacie z książki.
- Ale sama co tydzień przekonujesz wszystkich, że wampiry i wilkołaki istnieją naprawdę. Taka książka na
pewno została napisana na podstawie jakichś prawdziwych wydarzeń. Może ten ktoś w rzeczywistości nie nazywał
się Drakula, ale Bram Stoker musiał wzorować się na jakimś prawdziwym wampirze, nie wydaje ci się? Nie ciekawi
cię, kim był ten wampir?
Stoker mógł spotkać prawdziwego wampira, mógł nawet wzorować się na nim, tworząc Drakulę. Ale jeśli ten
wampir wciąż jeszcze istniał, podejrzewałam, że ukrywał się przed całym światem, bo wstydził się, że jest
kojarzony z tą książką.
- Nawet jeśli naprawdę istnieje wampir, który stał się inspiracją dla Stokera, fabuła książki to fikcja. Twierdzę
tak, ponieważ Drakula nie opowiada tak naprawdę ani o wampirach, ani o polowaniach na wampiry, ani o nie-
umarłych, ani o niczym takim. Opowiada o wielu innych rzeczach: o seksualności, religii, imperializmie i kseno-
fobii. Ale przede wszystkim opowiada o ocaleniu świata za pomocą najwyższej klasy techniki biurowej. -
Odczekałam pół sekundy, aż dotrze do niej, co powiedziałam. Uwielbiałam to. - Zastanów się. Robią tam tyle
hałasu maszyny do pisania, fonografy, stenografy, to był thriller technologiczny tamtych czasów. Udaje im się
wszystko rozwiązać tylko dlatego, że Mina świetnie wprowadza systematyzuje dane. Jak myślisz?
- Eee... to chyba przesada.
- A czytałaś książkę?
- Nie. Ale widziałam wszystkie wersje filmowe! - zakończyła radośnie, jakby to miało ją uratować.
Zdusiłam syknięcie.
- No dobrze. A która jest twoja ulubiona?
- Ta z Keanu Reevesem!
- Dlaczego mnie to nie dziwi? - Rozłączyłam ją. -Kontynuujmy. Mamy następnego rozmówcę, jesteś na antenie.
- Cześć, Kitty! Słucham cię od dawna, ale dzwonię po raz pierwszy. Cieszę się, że się ze mną połączyłaś.
- Żaden problem. Co byś chciał nam powiedzieć?
- Mam raczej pytanie. Wiesz może, czy istnieje jakiś związek między wilkołakami a futrzakami?
Na monitorze było napisane, że facet ma pytanie dotyczące likantropii i alternatywnych stylów życia.
Realizator przeprowadzający selekcję telefonów był naprawdę świetny w mówieniu ogólnikami.
Wiedziałam, że ten temat w końcu wypłynie. Chyba i tak udało mi się go długo unikać. No dobra. Moi słuchacze
oczekiwali szczerości.
- Wiesz, że prowadzę tę audycję już prawie rok i nikt jeszcze nie poruszył tematu futrzaków? Dziękuję, że spo-
niewierałeś resztki mojej godności.
- Nie musisz być taka...
- Słuchaj, mówiąc poważnie, nie mam zielonego pojęcia. To dwie zupełnie różne rzeczy: likantropia to choroba.
Futrzastość to... upodobanie. Co, jak przypuszczam, oznacza, że można być jednocześnie i tym, i tym. Ale kiedy
mówisz o futrzakach, masz na myśli ludzi, którzy lubią kreskówki z dwunożnymi liskami, czy ludzi, którzy prze-
bierają się za zwierzęta? Może niektórzy z tych, co dzwonią z pytaniem, jak zostać wilkołakiem, są akurat futrza-
kami i uważają, że wilkołactwo to następny logiczny krok. Ile znanych mi likantropów jest futrzakami? Zwykle nie
pytam o to ludzi. Rozumiesz, że to dość skomplikowane?
- No tak. Ale zastanawiam się, czy jeśli ktoś naprawdę jest przekonany, że powinien należeć, no wiesz, do zu-
pełnie innego gatunku - tak jak niektórzy mężczyźni są naprawdę przekonani, że powinni być kobietami, więc ro-
bią sobie operację zmiany płci - nie sądzisz, że miałoby to sens, że...
- Nie. Nie, to nie ma sensu. A powiedz, czy ty sądzisz, że powinieneś należeć do zupełnie innego gatunku?
Westchnął głęboko, co zwykle poprzedzało jakieś mroczne wyznanie, które z kolei stanowiło główną atrakcję
większości moich audycji.
2
- Co jakiś czas śni mi się, że jestem alpaką.
Wzdrygnęłam się lekko, pewna, że się przesłyszałam.
- Słucham?
- Alpaką. Ciągle mi się śni, że jestem alpaką. Jestem w Andach, wysoko w górach. W dolinie widnieją ruiny
wielkiego inkaskiego miasta. Wszystko jest soczyście zielone. - Równie dobrze mógł opisywać zdjęcia z któregoś
numeru „National Geographic". - A trawa jest taka smaczna.
No dobrze, tego chyba jednak nie było w „National Geographic".
- Aha... to ciekawe.
- Chciałbym tam kiedyś pojechać. Zobaczyć na własne oczy Andy. Czy... czy kiedykolwiek spotkałaś się z al-
pakołakiem?
Roześmiałabym się, gdyby to nie było przygnębiające.
- Nie, nie spotkałam się. Wszystkie tego typu istoty, o jakich słyszałam, to drapieżniki, więc nie wydaje mi się,
żeby to było prawdopodobne.
- Aha - westchnął. - A myślisz, że mogłem być alpaką w poprzednim życiu?
- Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Przykro mi, że nie mogę ci pomóc. Naprawdę mam nadzieję, że kiedyś
znajdziesz odpowiedzi na swoje pytania. Myślę, że dobrze by było, gdybyś pojechał w Andy. - Moim zdaniem
wyjazd w świat zawsze dobrze robi. - Dzięki za telefon.
Nie miałam pojęcia, w jakim kierunku potoczy się audycja po czymś takim. Wybrałam któreś z połączeń na
chybił trafił.
- Następny rozmówca, o czym chciałbyś porozmawiać?
- Cześć, Kitty. Ee, dzięki. Ja... chyba mam problem. -To był mężczyzna. Mówił znużonym tenorem. Zawsze
uważnie słuchałam ludzi, którzy robili wrażenie zmęczonych; ich problemy były zwykle poważne.
- Zobaczmy więc, co da się z tym zrobić. Co się dzieje?
- Wszystko się zaczęło, kiedy w mieście zjawiło się łych dwóch, wilkołak i wampir. Są parą.
- Tych dwóch. To mężczyźni, tak?
- Tak.
- I chodzi o...
- Nic z tych rzeczy. Ale zjawił się łowca wampirów, chyba wynajęła go kobieta, która wcześniej służyła wam-
pirowi.
- To jego służąca nie podróżowała razem z nim?
- Nie, rzucił ją i uciekł z wilkołakiem.
Nie mogło być gorzej. Ponieważ chciałam zachęcić go do mówienia, dodałam:
- I?
- Zjawił się drugi wilkołak, samica alfa tamtego wilkołaka. Wilkołak był z nią, zanim się związał z wampirem.
Chciała, żeby do siebie wrócili, bo wilki łączą się w pary na całe życie i tak dalej, ale on nie chciał mieć z nią nic
wspólnego, więc wynajął tego samego łowcę, żeby ją zlikwidował...
- Czy ten łowca nie nazywał się przypadkiem Cor-mac? - Znałam pewnego Cormaca polującego na wampiry i
wilkołaki, i wszystko to do niego pasowało.
- Nie. Uf!
- Tak tylko pytam.
A potem zrobiło się jeszcze bardziej beznadziejnie. Kiedy już myślałam, że to ostatnia komplikacja zagmatwanej,
nadnaturalnej opery mydlanej rozgrywającej się w tym mieście, mój rozmówca dodał jeszcze jeden szczegół.
W końcu wykrztusiłam z siebie:
- A jaka jest twoja rola w tym wszystkim? Mężczyzna westchnął ciężko.
- Służę miejscowemu mistrzowi wampirów. Mam przekazywać wszystkim wiadomości. „Powiedz, żeby
wynieśli się z miasta". „Poinformuj swojego mistrza, że tego nie zrobimy!" „Powiedz łowcy, że zapłacimy mu za
anulowanie kontraktu!" „Powiedz mu, że się zabiję, jeśli do mnie nie wróci!" I tak bez końca! A ja chciałbym tylko
wiedzieć...
Może chciał tylko się wygadać. Po to tu byłam. Może nie poprosi, żebym znalazła wyjście z tego dramatu. Oby.
- Tak?
- Czemu nie możemy się dogadać? Oj. To jedna z tych nocy.
- To pytanie za milion dolarów. Wiesz co? Olej ich. Zachowują się samolubnie, mieszając cię w to wszystko.
Niech sami przekazują sobie swoje wiadomości.
- Nie-nie mogę tego zrobić.
- Owszem, możesz. Muszą wreszcie zrozumieć, że to absurd.
3
- No tak. Mówiłem im, ale...
- Ale co?
- Chyba już się przyzwyczaiłem do tego, że robię to, co mi każą.
- To może powinieneś nauczyć się mówić „nie". Kiedy będą zaskoczeni twoją odmową, powiesz im, że to dla
ich dobra. Ułatwiasz im tylko całą sprawę.
- Może...
- Jeśli zaczną ze sobą rozmawiać, na pewno rozwiążą część swoich problemów, zgodzisz się ze mną?
- Albo skoczą sobie do gardeł. Nie do końca są ludźmi, jak wiesz.
Odetchnęłam głęboko, starając się, żeby w mojej głowie nie usłyszał tonu frustracji.
- Być może jestem jedyną osobą w całym świecie nadnaturalnych, która myśli w ten sposób, ale nie uważam,
żeby to miało jakiekolwiek znaczenie. Beznadziejne zachowanie to wciąż beznadziejne zachowanie, a uleganie
przykrym instynktom nie rozwiązuje sprawy. Tak więc po-stuw na swoim, jasne?
- Jasne - odpowiedział, nie do końca przekonany.
- Zadzwoń później i powiedz, jak poszło.
- Dzięki, Kitty.
Realizator dał mi sygnał ostrzegawczy: pomachał do innie zza szyby reżyserki, pokazał na zegarek i zrobił taki
ruch, jakby podcinał sobie gardło. Hm, może chciał mi dać coś do zrozumienia.
Westchnęłam i nachyliłam się do mikrofonu.
- Przykro mi, kochani, ale to by było tyle w tym tygodniu. Dziękuję za wspólnie spędzone godziny i zachęcam
do słuchania audycji w przyszłym tygodniu. Będę rozmawiać z liderem punkmetalowej kapeli Plaga Szarańczy,
który twierdzi, że ich basista został opętany przez demona i właśnie w tym tkwi tajemnica ich sukcesu. Słuchaliście
Nocnej Godziny. Była z wami Kitty Norville, Głos Nocy.
Zgasła lampka sygnalizująca, że jestem na antenie, i rozległ się dżingiel na zakończenie programu z wyciem
wilka w tle - z moim wyciem. Ściągnęłam słuchawki i przeczesałam palcami blond włosy, mając nadzieję, że nie są
zbyt przyklepane.
Realizator nazywał się Jim Jakiśtam. Zapomniałam jego nazwiska. A raczej nie starałam się nawet go zapa-
miętać. W przyszłym tygodniu będę już w innej radiostacji z innymi ludźmi. Do tej pory audycje były nadawane z
Denver. Ale miesiąc temu musiałam wyjechać z miasta. A raczej zostałam z niego wypędzona. Zależy, kogo spytać
o zdanie.
Zamiast znaleźć sobie nową siedzibę, postanowiłam podróżować. Dzięki temu unikałam konfliktów z miejsco-
wymi i trudniej mnie było wytropić. Słuchaczom nie robiło to żadnej różnicy. W tym tygodniu byłam w Flagstaff.
Oparłam się o drzwi prowadzące do reżyserki i uśmiechnęłam, żeby podziękować Jimowi. Jak większość gości,
którzy utknęli na nocnej zmianie przy konsoli, był niewiarygodnie młody; studencik, pewnie stażysta, a w
najlepszym razie jakiś młodszy realizator. Pocił się. Nie spodziewał się, że będzie musiał obsłużyć tyle telefonów w
trakcie nocnej audycji.
Większość moich wiernych słuchaczy kładła się późno spać.
Podał mi słuchawkę telefonu. Odezwałam się do niej:
- Cześć, Matt.
Matt obsługiwał konsolę, kiedy byłam w Denver. Teraz nadzorował miejscową ekipę. Bez niego nie dałabym
sobie rady.
- Cześć, Kitty. Wygląda na to, że to koniec.
- Dobrze poszło?
- Jak dla mnie świetnie.
- Zawsze tak mówisz - odparłam trochę marudnie.
- A co mam mówić? Trzymasz poziom.
- Dzięki. Chyba.
- Jutro pełnia, tak? Dasz sobie radę?
Miło, że pamiętał, a jeszcze milej, że się o mnie martwił, ale nie chciałam o tym rozmawiać. Matt nie był jednym
z nas.
- Tak, znalazłam fajne miejsce.
- Uważaj na siebie, Kitty.
- Dzięki.
Dokończyłam to, co miałam zrobić w studiu, i wróciłam do hotelu, żeby się przespać. Zamknęłam drzwi i
wywiesiłam tabliczkę „Nie przeszkadzać". Oczywiście nie mogłam zasnąć. Przyzwyczaiłam się już do nocnego
trybu życia. Często kładłam się dopiero rano, a budziłam się w południe. Teraz, kiedy byłam sama, było mi łatwiej.
Nikt do mnie nie wpadał; nikt nie spotykał się ze mną na lunch. Byłam tylko ja, droga i audycja raz w tygodniu. I
jaki* odludny las raz w miesiącu. Samotne życie.
Następny wieczór miałam zajęty. Pełnie księżyca za- WN /. C były zajęte.
Kilka dni temu znalazłam sobie miejsce: szlak na odludziu, na końcu drogi gruntowej, gdzieś w głębi parku
narodowego. Mogłam zostawić samochód przy zakręcie pod jakimś drzewem. Prawdziwe wilki nie zapuszczały się
luk daleko na południe, więc jedynym problemem mogły być wilkołaki, które zdążyły zająć już ten teren. Całe
4
popołudnie chodziłam po okolicy, obserwowałam i węszyłam. Dałam miejscowym okazję, żeby mnie zobaczyli,
żeby nie byli zaskoczeni moją obecnością. W powietrzu unosiły się tylko zwykłe zapachy lasu: jelenie, lisy, króliki.
Dobre miejsce do polowania. Wyglądało na to, że mam je tylko dla siebie.
Na kilka godzin przed północą zaparkowałam auto na końcu szlaku, w miejscu, którego nie było widać z drogi.
Nie chciałam zdradzać, że tu jestem. Nie chciałam, żeby ktokolwiek - a zwłaszcza policja - zaczął tu węszyć. Nie
chciałam też, żeby w promieniu najbliższych kilometrów znalazł się ktoś, komu mogłabym zrobić krzywdę.
Już to robiłam. To była moja druga pełnia na własną rękę, jako samotnika. Za pierwszym razem wszystko
przebiegło spokojnie, tyle że obudziłam się na kilka godzin przed świtem, o kilka godzin za wcześnie, trzęsąc się z
zimna i ze strachu, bo nie pamiętałam, skąd się wzięłam naga w środku lasu. Coś takiego nigdy się nie zdarzało,
kiedy miałam przy sobie innych, którzy mi o tym przypominali.
Czułam się tak, jakbym miała w brzuchu bryłę lodu. Nigdy nie przywyknę. Kiedyś miałam swoją watahę. Byłam
otoczona przyjaciółmi, ludźmi, którym ufałam i którzy mnie chronili. Wilczyca nie powinna biegać sama.
Dasz sobie radę. Potrafisz się o siebie zatroszczyć.
Siedziałam w samochodzie, zacisnęłam ręce na kierownicy i zamknęłam mocno oczy, żeby się nie rozpłakać.
Miałam swój głos. Swój wewnętrzny monolog, będący jakby częścią mojej świadomości. Pocieszał mnie, mówił, że
nie jestem szalona, upominał, kiedy zachowywałam się głupio, zapewniał, że nic mi nie będzie, kiedy zaczynałam
w siebie wątpić. Brzmiał jak głos mojego najlepszego przyjaciela TJ-a. Sześć tygodni temu TJ zginął, bo stanął w
mojej obronie. Zabił go samiec alfa z naszej watahy, a ja musiałam wyjechać z Denver, żeby mnie też nie zamordo-
wał. Zawsze, kiedy dopadały mnie wątpliwości, słyszałam głos TJ-a, który mówił, że dam sobie radę.
Jego śmierć dziwnie we mnie zapadła. Przez pierwszy tydzień czy dwa sądziłam, że całkiem nieźle sobie radzę.
Myślałam jasno i parłam naprzód. Ludzie nazywają ten etap wyparciem. A potem zobaczyłam na autostradzie parę
na motorze: żadne z nich nie miało kasku, wiatr targał jasne włosy dziewczyny, która wtulała się w skórzaną kurtkę
chłopaka. Dokładnie tak jak ja, gdy jeździłam z TJ-em. Otworzyła się pustka, którą po sobie zostawił. Zaczęłam
strasznie płakać i musiałam jak najszybciej zjechać z autostrady. Byłam później wyprana z wszelkich uczuć. Żyłam
życiem, które nie należało do mnie. Miałam wrażenie, że ta nowa rzeczywistość, która przypadła mi w udziale,
zawsze tak wyglądała, więc czy mi się to podobało, czy nie, musiałam się dostosować. Wcześniej miałam
mieszkanie, watahę i najlepszego przyjaciela. Ale tamto już przeminęło.
Zamknęłam samochód, włożyłam kluczyki do kieszeni dżinsów, zostawiłam za sobą parking i wyznaczony
szlak i zanurzyłam się w las. Noc była jasna i przejrzysta. Każdy podmuch powietrza, każdy zapach, był wyraźny.
Nabrzmiały księżyc zalewający wszystko światłem przesuwał się nad drzewami na horyzoncie. Dotykał mnlo,
czułam, jak jego światło muska moją skórę. Na rękach wyskoczyła mi gęsia skórka. Gdzieś w środku szamotało się
moje zwierzę, co jednocześnie mnie upajało i przyprawiało o mdłości. Gdy już myślałam, że nie wytrzymam,
wyłaniała się ze mnie wilczyca.
Oddychałam powoli i miarowo. Wypuszczałam ją z siebie, kiedy tego chciałam, ani chwili wcześniej.
Las był srebrzysty, drzewa mroczne. Opadłe liście szeleściły pod nogami zwierząt, które wyszły nocą na żer.
Zignorowałam te odgłosy otaczającego mnie życia. Ściągnęłam podkoszulek, poczułam, jak księżyc muska mi
skórę.
Schowałam ubrania do zagłębienia uformowanego między przewróconym drzewem a jakimś głazem. Było tam
wystarczająco dużo miejsca, żeby położyć się spać, kiedy będzie po wszystkim. Cofnęłam się naga, czując dreszcze
na ciele.
Mogłam to zrobić sama. Nic mi nie będzie.
Zaczęłam odliczać od pięciu wstecz...
„Jeden" było już wyciem wilka.
Rozdział 2
Zwierzę, królik, wydaje pojedynczy pisk i nieruchomieje. Usta wypełnia krew, pali jak ogień. To życie, radość, ekstaza, energia
srebrnego światła...
Kiedy zamieniałam się w wilczycę, czułam się tak, jakbym się upiła, za to następnego dnia zdecydowanie byłam na
kacu.
- Nie mam czasu...
- Powiedz szczerze, jakie jest prawdopodobieństwo, że nie właduję się w kłopoty, kiedy tylko otworzę usta?
Przecież za każdym razem, kiedy mówię coś, co ich wkurza, słyszę gadkę o tym, że Kongres to „potępia". Nie lepiej,
żebyś ze mną był, niż żebyś musiał wyciągnąć mnie z więzienia za to, że zwymyślam kogoś ważnego?
Westchnął głosem męczennika.
- Racja. Zwycięstwo!
- Dzięki, Ben. Naprawdę to doceniam. Kiedy mamy tam być?
5
Zgłoś jeśli naruszono regulamin